Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kanada. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 marca 2023

Dom szeptów. Obserwatorzy. Tom 3

Udane zakończenie

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Nasza wycieczka po „Sandman Uniwersum” powoli dobiega końca. „Obserwatorzy” są trzecim, ostatnim tomem jednej z serii tej inicjatywy. Najobszerniejszym, bo zbierającym aż dziesięć odcinków - poprzednie dwa tomy miały po sześć. Erzulie Freda Dahomey, Afrykańska Bogini Miłości i Przyjemności nadal jest na swej magicznej odysei.

Tytułowy „Dom szeptów” to magiczna łódź, którą podróżują Erzulie i jej towarzysze – Wujek Poniedziałek z indiańskich legend oraz jej mąż (jeden z trzech) o imieniu Agwe. Drugi tom serii, o tytule jednoznacznie kojarzącym się z twórczością Neila Gaimana (inicjatywa „Sandman Uniwersum” nie nazywa się tak przecież bez powodu) – „Ananse” – kończy się cliffhangerem. Przerażający demon Koryntczyk (znany nam dobrze z oryginalnego „Sandmana”) dociera do Domu Obserwatorów, „bliźniaczego” względem Domu Szeptów, zaginionego i zapomnianego przed laty i pilnowanego przez samego Ezopa, autora znanych nam dobrze bajek. „Pojedynek na opowieści”, który Erzulie stoczyła z pająkiem Ananse doprowadził do śmierci Agwe – pogrążona w żałobie bogini przybiera ludzką postać, aby godnie pochować swego ukochanego w naszej doczesnej, materialnej rzeczywistości. Trzeci tom skupia się na walce Erzulie o odzyskanie nie tylko męża, ale i tytułowego „Domu szeptów” – w charakterystyczny dla siebie (ale i Neila Gaimana) sposób autorka komiksu zgrabnie zamyka swą opowieść.

niedziela, 21 sierpnia 2022

Royal City


Samotni wśród bliskich


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Czternastoodcinkowa seria „Royal City”, ze scenariuszem i rysunkami Jeffa Lemire’a, wydana została w Polsce przez Non Stop Comics w trzech zbiorczych tomach. Jest to jeden z nowszych projektów kanadyjskiego twórcy – taki „typowy Lemire”, zabierający czytelnika do małego, amerykańskiego miasteczka i opowiadający smutną, grającą na emocjach historię. Poznajmy rodzinę Pike’ów.

czwartek, 18 sierpnia 2022

Może pora z tym skończyć

Syndrom gotującej się żaby

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


„Może pora z tym skończyć”, debiutancka powieść kanadyjskiego pisarza Iana Reida, jest thrillerem psychologicznym, książką-zagadką, opowieścią grozy i naprawdę świetnie napisaną, emocjonującą fabułą. Jest jednocześnie powieścią dosłownie budzącą niepokój i uczucie niesamowitości oraz wpędzającą w dość poważny dyskomfort.

Bezimienna narratorka, młoda, dwudziestokilkuletnia dziewczyna wybiera się z chłopakiem w podróż na farmę jego rodziców – przyszła w końcu pora, aby po kilku miesiącach związku poznać być może swoich przyszłych teściów. Dużo czasu nie ma, jutro trzeba do pracy, a tu nadchodzi zmierzch i śnieżyca. Ale jadą – on dziwny, trochę aspołeczny, nerdowaty, może i trochę przystojny; ona dziwniejsza, dręczona przez niewytłumaczalne i absurdalne wspomnienia jakichś koszmarnych wizji z dzieciństwa, tajemnicze telefony od przerażającego Rozmówcy i uporczywą myśl: „Może pora z tym skończyć”. Tak właśnie, Jake (bo tak nazywa się chłopak bohaterki) to poczciwiec, ale ona chyba nie tego szuka. Tylko, że my od samego początku nie bardzo wierzymy narratorce, traktujemy jej relację z dystansem, wyczuwamy w niej poważne nieprawidłowości i czujemy, że coś jest tu bardzo, ale to bardzo nie tak. A potem, gdy już dojeżdżamy na rzeczoną farmę robi się już tylko zdziwniej i zdziwniej.

czwartek, 2 czerwca 2022

Łasuch. Powrót

Jak ryba wyjęta z wody

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jeff Lemire ma swoje pięć minut, które trwa już dobrych parę lat. Facet dobrze wie, jak pisać (a nawet rysować) komiksy – w zeszłym roku jedno z jego najważniejszych dzieł doczekało się nawet telewizyjnej adaptacji. No właśnie – „Łasuch” na Netflixie ukazał się razem z sequelem jego komiksowego pierwowzoru. Teraz, po roku, „Powrót” wyszedł w końcu w Polsce.

Oryginalny „Łasuch” Jeffa Lemire’a był naprawdę świetnym komiksem. Opowiedziany i narysowany w jakże charakterystycznym, grającym na emocjach i lekko odstręczającym, stylu, zapraszał do rzeczywistości koszmarnej i jednocześnie niebywale hipnotyzującej. Gus, mały chłopiec-jelonek, rusza wraz z „Wielkoludem” Jepperdem w świat rażony apokalipsą. Ludzie umierają masowo na nieznaną zarazę, której wybuch w niewytłumaczalny sposób zbiega się w czasie z narodzinami „hybryd”, czyli ludzkich dzieci obdarzonych zwierzęcymi cechami anatomicznymi. Mesjanizm, biblijna narracja, przemoc i liczne nawiązania do popkultury – niesamowita opowieść z świetnym finałem. Nie napiszę oczywiście, jak się „Łasuch” skończył – osoby czytające tę recenzję doskonale to wiedzą lub w tej chwili przestają ją czytać. Dlaczego? Ponieważ lektura „Łasucha. Powrotu” nie ma większego sensu bez znajomości oryginalnej serii.

czwartek, 21 kwietnia 2022

Dom szeptów. Ananse. Tom 2

Pojedynek na opowieści

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

No, trochę minęło już czasu od wydania pierwszego tomu „Domu szeptów”. Podczas gdy inne serie inicjatywy „Sandman Uniwersum” dorobiły się już dawno drugich albumów, tak na komiks Nalo Hopkinson przyszła pora dopiero teraz. Wracamy na magiczną łódź, czyli tytułowy „Dom szeptów”.

Główną bohaterką serii są Erzulie Freda Dahomey, afrykańska Bogini Miłości i Przyjemności oraz Wujek Poniedziałek, czyli człowiek-krokodyl z indiańskich legend. Po dramatycznych wydarzeniach opisanych w tomie pierwszym, kiedy to udało im się w końcu wyrwać ze Śnienia opanowanego przez „chorobę jawy”, mkną oni swoim wielkim domem-łodzią gdzieś przed siebie, w nadziei, że uda im się odnaleźć drogę do własnej krainy. Traf chciał, że dusza męża Erzulie została zaklęta w samej strukturze „Domu szeptów” i rozpływa się w drewnianej materii łodzi. Aby uratować męża, bogini Erzulie decyduje się na bardzo ryzykowny krok. Udaje się po pomoc do niebezpiecznego, zachodnioafrykańskiego bóstwa, znanego fanom Neila Gaimana jako Ananse (lub Anansi).

wtorek, 16 listopada 2021

Gideon Falls. Tom 6

Koniec koszmaru?


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Gideon Falls” Jeffa Lemire’a i Andrei Sorrentino dobiegł końca. Dwadzieścia siedem odcinków wydanych między marcem 2018 a grudniem 2020 i zebranych następnie w sześciu albumach zbiorczych – oto jedna z najlepszych horrorowych serii komiksowych ostatnich lat. Czytamy szósty tom – znajdziemy w nim tylko jeden, finałowy, dwudziesty siódmy odcinek o powiększonej objętości i całkiem sporo materiałów dodatkowych.

Czarna Stodoła została zniszczona. Wszystkie koszmarne, równoległe rzeczywistości, powstałe w wyniku przerażającego eksperymentu niejakiego Nortona Sinclaira, zaczynają się „zapadać do wspólnego środka”. Jest nim miasto-idea, miasto-potwór, miejsce surrealistyczne i realistyczne jednocześnie – tytułowe Gideon Falls. Rzeczywistość zaczyna dosłownie wymykać się z rąk bohaterów, a z „szczelin między światami” nadciąga Uśmiechnięty Człowiek, ucieleśnienie zła absolutnego.

czwartek, 27 maja 2021

Gideon Falls. Tom 5

Rozbite lustro


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Horror w Gideon Falls trwa. Mucha Comics wydała właśnie piąty, zbiorczy tom opowieści, której akcja trwa w wielu rzeczywistościach równoległych jednocześnie – wszystkie mają swój punkt wspólny w nieuchwytnej, przerażającej, na poły nierealnej „Czarnej stodole”. 

Czarna stodoła była kiedyś po prostu… stodołą. Taką zabitą dechami, zbudowaną w połowie dziewiętnastego wieku w prowincjonalnym miasteczku Gideon Falls. To właśnie w niej niejaki Norton Sinclair przeprowadzał tajemnicze eksperymenty przy użyciu maszyny zwanej „Pentoculusem”. Maszyneria dosłownie wybiła szczelinę między wymiarami, przez którą na nasz świat spojrzał pradawny, złowrogi i niosący śmierć byt. Rzeczywistość została zmultiplikowana, a z czeluści powstałej w Czarnej Stodole przedostało się do naszego świata coś złego… i głodnego.

wtorek, 9 lutego 2021

Gideon Falls. Tom 4

Wychodzimy na ostatnią prostą

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

23 grudnia 2020 roku wyszedł ostatni, piąty zbiorczy
tom „Gideon Falls”. Na razie tylko za oceanem, ale wiemy już, że lada chwila trafi do Polski za sprawą wydawnictwa Mucha Comics. Przyjrzyjmy się tymczasem tomowi czwartemu, który otrzymaliśmy w listopadzie – oto pięć kolejnych odcinków jednego z najlepszych komiksowych horrorów ostatnich lat.

Tom trzeci usystematyzował trochę naszą wiedzę na temat budowy świata (światów), w których dzieje się akcja. Dowiedzieliśmy się, że tajemniczy biskup, który wysłał księdza Wilfreda Quinna do małego miasteczka Gideon Falls, to ojciec Burke – świadek koszmarnych wydarzeń z 1886 roku. To wtedy właśnie niejaki Norton Sinclair zbudował Czarną Stodołę i uruchomił w niej maszynę, która dosłownie przedziurawiła naszą rzeczywistość. Z powstałej szczeliny wydostało się na świat zło w mrocznej, przerażającej postaci Uśmiechniętego Człowieka, którego prawdziwe moce, motywacje, zamiary i pochodzenie nadal pozostają nieznane. Okazało się też, że szczelina wiedzie do innych równoległych światów, które wydają się być „spięte razem” w miejscu zwanym właśnie „Gideon Falls”. Raz jest to wielka metropolia, raz steampunkowa osada, raz miasteczko na Dzikim Zachodzie, a raz futurystyczne, orwellowskie więzienie.

czwartek, 9 lipca 2020

Gideon Falls. Tom 3

Po drugiej stronie

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Bardzo szybko po drugim tomie „Gideon Falls” otrzymaliśmy kolejny. Czwarty i jak się okazuje nie ostatni, ma właśnie premierę w Stanach Zjednoczonych – wydawnictwo Mucha Comics pewnie nie będzie kazało nam długo czekać. Upiorna czarna stodoła i jej pochodzenie nadal są owiane tajemnicą, ale w tomie trzecim autor scenariusza, Jeff Lemire, uchyla jej całkiem spory rąbek.

Dwa pierwsze tomy rozpisano na dwóch początkowo niepowiązanych ze sobą planach narracyjnych. Ksiądz Wilfred zostaje wysłany przez swoich zwierzchników do parafii w amerykańskim miasteczku Gideon Falls. Nawiedzają go tam wizje koszmarnego budynku i zaczyna mieć problemy z odróżnieniem snu od jawy. Schizofrenik Norton Sinclair, mieszkający w nienazwanej wielkiej aglomeracji, próbuje zbudować dokładnie taki sam (a tak naprawdę ten sam) budynek, który widzi duchowny – pcha go ku temu nieznana, złowroga siła, która obiecuje „dać odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania”. Tom drugi kończy się w momencie, gdy obaj panowie dosłownie zamieniają się miejscami – Norton otwiera wrota zbudowanej przez siebie Stodoły i ląduje w miasteczku Gideon Falls, natomiast Wilfred znika ze swego świata i trafia do nieznanej mu metropolii. Po drodze oczywiście otrzymujemy pewien zarys historii Czarnej Stodoły i informację, że wszystko tak naprawdę zaczęło się w 1886 roku, kiedy to niejaki Norton Sinclair (!) przeprowadzał tajemne eksperymenty w swojej stodole i uwolnił absolutne zło zagnieżdżone w szczelinach między światami (tu akurat nie ma zaskoczenia – popkulturowe Absolutne Zło bardzo często tam się gnieździ).

czwartek, 20 lutego 2020

Gideon Falls. Tom 2

Fiasko sceptycyzmu

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wydawnictwo Mucha Comics stara się być na bieżąco z najlepszymi tytułami wydawanymi w Stanach Zjednoczonych. Dlatego też premiera komiksu „Gideon Falls”, uhonorowanego w zeszłym roku Nagrodą Eisnera w kategorii „najlepsza nowa seria”, była tylko kwestią czasu. Warto też zaznaczyć, że seria ta nie została jeszcze zakończona – trzeci zbiorczy tom ukazał się za oceanem jakieś trzy miesiące temu, a czwarty i zarazem ostatni zapowiadany jest na kwiecień tego roku. A my mamy właśnie okazję przeczytać drugi – „Grzechy pierworodne”.

Wszyscy pamiętamy wstrząsające wydarzenia z końcówki pierwszego tomu. Norton Sinclair, schizofrenik prześladowany przez wizje przerażającego budynku nazywanego „czarną stodołą”, wraz ze swoją terapeutką, której najwyraźniej zaczyna się udzielać przypadłość pacjenta, postanawia uporać się ze swoimi problemami. Mężczyzna twierdzi, że jedynym wyjściem jest wzniesienie tej fantasmagorycznej budowli i wejście do jej środka. Tymczasem w miasteczku Gideon Falls świeżo upieczony proboszcz Wilfred oraz Clara, miejscowa pani szeryf, uciekają z owej czarnej stodoły, która zmaterializowała się nagle w okolicach mieściny. 

niedziela, 9 lutego 2020

Dom szeptów. Moc podzielona. Tom 1

Karaibscy bogowie

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Bardzo szybko po otwarciu „Śnienia” otrzymujemy pierwszy tom drugiej serii „Sandman Uniwersum” – „Dom szeptów. Moc podzielona”. Scenarzystka komiksu, Nalo Hopkinson, jest kanadyjką jamajskiego pochodzenia zafascynowaną kulturą, folklorem i wierzeniami Karaibów – co widać wyraźnie podczas lektury komiksu.

Krótką zapowiedź „Domu szeptów” otrzymaliśmy już w komiksowym wstępie do nowego rozdania w świecie wykreowanym przez Neila Gaimana. W „Sandman Uniwersum” poznajemy dwie zakochane w sobie, młode kobiety (Latoyę i Maggie) i dwie młodsze siostry jednej z nich (Habibi i Lumi). W historię ich życia wplątuje się przypadkowo Erzulie Freda Dahomey, afrykańska Bogini Miłości i Przyjemności a także groźny człowiek-krokodyl – prosto ze starej, indiańskiej legendy seminolskich plemion z Florydy – zwany Wujem Poniedziałkiem. Erzulie zaznacza, że „wszystkie historie kobiet są jej udziałem, ale wszystkie kończą się łzami”.

niedziela, 3 listopada 2019

Gideon Falls. Tom 1

Układ podwójny

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.


Prawie trzydzieści lat temu David Lynch zaprosił nas do jednego z najbardziej przerażających miejsc w historii telewizji – Czarnej Chaty materializującej się w lasach niedaleko Twin Peaks. Było to siedlisko prawdziwego, ucieleśnionego zła. Inne, odbierające zdrowe zmysły domostwo wyrosło z nagła w małym miasteczku, gdzie toczy się akcja „No-End House” – drugiego sezonu serialowej antologii „Channel Zero”. Wizyta w takich miejscach to spojrzenie w oczy absolutnej grozy i skok w piekielną czeluść. Wszyscy o tym wiemy, a i tak nie możemy się oprzeć magnetycznemu przyciąganiu. Tak samo jest w najnowszym komiksie znanego już w Polsce scenarzysty – Jeffa Lemire’a. 

Autor „Łasucha” zaprasza do Gideon Falls – małej mieściny gdzieś na prowincji Stanów Zjednoczonych. Jej nowym duszpasterzem został ojciec Willfred, wysłany tu na zastępstwo. Poprzednik Willfreda zginął w wypadku, a miasteczko pilnie potrzebuje nowego duchowego przewodnika. Bohater komiksu jest człowiekiem racjonalnym, sceptycznie wątpiącym i zmagającym się z własnymi słabościami – Gideon Falls wystawi na próbę jego światopogląd.

niedziela, 11 sierpnia 2019

Łasuch. Tom 3

U kresu podróży

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Trzeci zbiorczy tom „Łasucha” autorstwa Jeffa Lemire’a jest finałem jednej z lepszych serii komiksowych, jakie ostatnio zagościły na polskim rynku. Zaplanowana pierwotnie na kilka odcinków, a rozciągnięta w trakcie pisania do czterdziestu, opowieść o koszmarnej apokalipsie dobiega końca. Wracamy do Gusa, czyli chłopca-jelonka, reprezentanta „nowej ludzkości”; jego opiekuna, pana Jepperda i reszty ekipy. W tomie drugim zostawiliśmy ich w niezłych opałach.

Najpierw jednak krótki przerywnik. Jeff Lemire podczas intensywnych prac nad swoim „Podwodnym spawaczem” miał bardzo mało czasu na rysowanie „Łasucha”. Comiesięczny rygor dostarczenia nowego odcinka był niemożliwy do utrzymania. Dlatego na trzy odcinki rolę rysownika powierzono Mattowi Kindtowi. Jego „Wypychacz zwierząt” to historia niejakiego Jamesa Thackera, naukowca, który w 1911 roku ruszył na Alaskę w poszukiwaniu swego zaginionego, niedoszłego szwagra. Otrzymujemy dość klasyczną opowieść grozy, przywodzącą na myśl „Terror” Dana Simmonsa. Pełni ona bardzo ważną rolę w procesie budowania całej mitologii świata „Łasucha”.

czwartek, 4 kwietnia 2019

Poklatkowa rewolucja

Głowa ludzkości w galaktycznej dupie


Peter Watts to już pewniak wydawniczy w naszym kraju. „Poklatkowa rewolucja”, jego najnowsza książka, trafiła do Polski błyskawicznie, zaraz po premierze anglojęzycznej. Rzecz króciutka, sam autor nazywa ją nowelą a nie powieścią. Świat, w którym toczy się akcja już znamy z opowiadania „Wyspa” – wracamy na pokład „Eriophory”, statku-asteroidy z ukrytą w środku osobliwością. Musimy się tylko cofnąć w czasie o całe eony – akcja tej mini-powieści dzieje się bardzo szybko po starcie, raptem sześćdziesiąt pięć milionów lat. Według zasad eksperymentu myślowego narratorki (Sunday Azhmundin), opisanego już na pierwszej stronie, jesteśmy w tej samej odległości od współczesnych nam czasów co dinozaury ginące w ogniu jukatańskiej planetoidy – tylko po przeciwnej stronie linii czasu.

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Wyspa

Jak długo ja nie żyłam?




Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #11

Największe kłamstwo futurystów: „Mięso i Maszyneria ręka w rękę trudzą się, poprzez stulecia, nad Zbadaniem Wszechświata! Zwarci! Silni! Przesuwają Granicę!”



Ziemi już nie ma od miliarda lat, spalona została przez słońce. Przez wszechświat przyszłości leci „Eriophora’, statek-asteroida z czarną dziurą w środku, nadzorujący budowę sieci portali działających za zasadzie wormholi. Tworzone są one dla nieokreślonej bliżej cywilizacji, która zatraciła już (jeśli je miała) wszelkie ludzkie cechy. Narratorka (jej imię pada tylko raz w opowiadaniu) zbudzona po setkach (tysiącach, eonach?) lat przez pokładową SI zwaną „szympem”, zastaje na pokładzie tylko jedną osobę – chłopaka o imieniu Dix, który zdaje się zachowywać i rozumować niczym maszyna, a nie człowiek. „Eriophora” zmierza ku czerwonemu karłowi, z okolic którego dobiega sygnał, sugerujący istnienie w pobliżu gwiazdy jakiejś inteligentnej i wysoko rozwiniętej formy życia.

środa, 30 stycznia 2019

Łasuch. Tom 2

Koniec niewinności

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

José Villarubia, człowiek odpowiedzialny za kolory w „Łasuchu”, w przedmowie do drugiego tomu pisze, że ta część trylogii jest odpowiednikiem „Imperium kontratakuje”. Jeff Lemire, po szczegółowym zaprojektowaniu świata przedstawionego w pierwszym tomie i zawiązaniu złożonej intrygi, okraszonej biblijnymi nawiązaniami, stawia teraz na akcję. Żadne zagadki nie zostaną rozwiązane, żadne ważne pytania nie doczekają się jeszcze odpowiedzi. Po początkowym rozstawieniu figur, Lemire gra już nimi bardzo intensywnie, ale nie widzimy jeszcze całościowej strategii.

Gus zwany „Łasuchem”, chłopiec-jelonek, który po śmierci ojca odważył się wyjść ze swojego lasu-Edenu, przekonuje się, że histeryczne ostrzeżenia taty nie były bezpodstawne. Spotkany przez niego mężczyzna o imieniu Jepperd zabiera go w wyprawę po nieznanym mu do tej pory świecie. Jadą po ziemi, na której miliardy straciły życie w wyniku zarazy, a ocalałe resztki ludzkości walczą o przetrwanie. Celem podróży jest legendarna „Ostoja”, czyli miejsce, gdzie dzieci-hybrydy mogą schronić się przed polującymi na nie oddziałami milicji. Odmieńcy, odporni na plagę, stają się obiektem zainteresowania naukowców, którzy przeprowadzają na nich bestialskie eksperymenty w poszukiwaniu remedium na zarazę. „Ostoja” okazuje się jednym wielkim kłamstwem, obozem koncentracyjnym, w którym Gus spotyka doktora Singha – człowieka obsesyjnie dążącego do znalezienia lekarstwa dla ludzkości oraz inne, podobne mu dzieci-zwierzęta czekające na swą krwawą sesję z doktorem.

czwartek, 6 września 2018

Odtrutka na optymizm

Szesnaście otworów

Podobno optymista wierzy, że świat stoi przed nim otworem. Pesymista zaś doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co to za otwór. Peter Watts zaprasza do zwiedzenia szesnastu takich niewinnie z początku wyglądających zakamarków, z których większość z nas chciałaby szybko uciec. Są tam rzeczy, które wypieramy, ponieważ godzą w naszą definicję „człowieczeństwa”, wydają się przejaskrawione i nierealne. Niektóre z nich sugerują, że nie różnimy się niczym od zwierząt a nasza samoświadomość jest tylko złudzeniem, nakładką na pewien software rozwijający się od początków życia na naszej planecie. A z niektórych rzeczy zupełnie nie zdajemy sobie sprawy.

Peter Watts, zupełnie jak reedukatorzy zdemoralizowanego Aleksa z „Mechanicznej pomarańczy”, otwiera nam oczy, blokuje je przed zamknięciem i puszcza film. Nawet nie próbuje ich potem zakraplać. W żadnym opowiadaniu nie ma nic optymistycznego, nie ma żadnej taryfy ulgowej. Wracając do powieści Burgessa – jedno z opowiadań, „Oczy Boga”, stawia poważne pytania o granice prewencyjnej ingerencji w ludzki mózg. Wspomniany Aleks został poddany praniu mózgu, ponieważ był przestępcą. U Wattsa natomiast wystarczy, że pomyślisz o przestępstwie i już stajesz się potencjalnym zagrożeniem. Prowadzi to do rugowania wolnej woli – zresztą pojęcie to u Wattsa jest i tak dość mocno kwestionowane.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Łasuch. Tom 1

Wyjście z Raju

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Łasuch” autorstwa Jeffa Lemire’a jest opowieścią o świecie po apokalipsie. Zaraza, która przyszła nagle, zostawiła na Ziemi stosy trupów „zza których wystawały tylko drapacze chmur” oraz populację zredukowaną niemal do zera. Kara boska? Nieudany eksperyment? „Wypadek”? Nie wiadomo. Świat, który wyłania się z opadającego kurzu, to mroczne pustkowie, pełne cierpienia, potworów w ludzkiej skórze i rozkładających się trupów.

Dziewięcioletni Gus, zwany „Łasuchem”, uwielbia słodycze. Mieszka od urodzenia w małej chatce w środku lasu, wraz ze schorowanym i umierającym powoli ojcem. Gus nie jest zwykłym dzieckiem – natura obdarzyła go porożem jelonka. Należy do „hybryd”, czyli pokolenia urodzonego po „wypadku”. Przedstawiciele tej generacji urodzili się z sierścią, psim pyskiem lub ogonem – są jednak odporne na zarazę. Gus nie zna innego świata niż las z chatką w centrum – głęboko religijny ojciec wprowadził surowe zasady wychowania, z których najważniejsza brzmi „nigdy nie opuścisz lasu”. Świat poza nim jest piekłem, a na „takich jak Gus” czyhają łowcy, przedstawiciele pozostałej przy życiu, zdeprawowanej reszty ludzkości, którzy w odporności hybryd upatrują swego ratunku. Gdy ojciec umiera, Gus spotyka pewnego tajemniczego mężczyznę, „wielkoluda” o imieniu Jepperd. Ten małomówny i podejrzany twardziel namawia Gusa na wspólną podróż do „Ostoi” gdzie podobno hybrydy są bezpieczne. Gus łamie zasady wpojone mu przez ojca, opuszcza swój azyl a świat pokazuje mu swoje prawdziwe oblicze. A sam Jepperd nie sprawia wrażenia człowieka, któremu można zaufać.

niedziela, 23 lipca 2017

Opowieść podręcznej

Wolność od wolności

Margaret Atwood napisała Opowieść podręcznej w 1984 roku. Tak trochę symbolicznie. Pierwsze wydanie ukazało się jesienią 1985 w Kanadzie i z miejsca wywołało wielkie zainteresowanie. Autorka spróbowała odpowiedzieć na pytanie podobne do tego, na które odpowiadał Orwell – jak mógłby wyglądać ustrój totalitarny w państwie takim jak Stany Zjednoczone, czyli w krainie wolności, liberalizmu i swobód obywatelskich. Poszła trochę inną drogą niż autor Roku 1984, który postawił na wizję ateistycznych rządów jedynie słusznej partii. U Atwood Stany Zjednoczone, przemianowane po zamachu stanu na Republikę Gileadu, znalazły się w rękach władzy ustanowionej na religijnym fundamentalizmie, wywodzącym się bezpośrednio z zasad, którymi kierowali się amerykańscy Purytanie w XVI i XVII wieku.

Wyobraźmy sobie świat, w którym drastycznie z roku na rok spada liczba urodzeń. Ludzkość stoi na krawędzi demograficznej zagłady. Wyobraźmy sobie świat, w którym rząd i prezydent USA zostają siłą usunięci ze stanowiska, konstytucja spalona, wszystkie kobiety zostają w jednej chwili zwolnione z pracy i pozbawione wszelkich swobód. Nie wolno im czytać, uczyć się, mieć własnego zdania. Wszelki opór społeczny tłumiony jest bezpardonowo i natychmiastowo, w ruch idzie ostra amunicja i policyjne pałki. Społeczeństwo zostaje podzielone na kasty a nową i jedyną „konstytucją” staje się Stary Testament. Szczególnie dwa ustępy: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię.(Rdz 1,28) oraz Spraw, abym miała dzieci, bo inaczej przyjdzie mi umrzeć! […] Czyż to ja, a nie Bóg, odmawiam ci potomstwa? […] Mam niewolnicę Bilhę. Zbliż się do niej, aby urodziła dziecię na moich kolanach; chociaż w ten sposób będę miała od ciebie potomstwo. (Rdz 30, I-3). Wyobraźmy sobie świat, w którym ustrój Stanów Zjednoczonych jest teokracją, sprowadzającą kobiety do roli przedmiotów, żywych inkubatorów.  Teokracją likwidującą przeciwników i zdrajców (nowocześni katoliccy księża, lekarze wykonujący aborcję, homoseksualiści, intelektualiści) bezlitośnie i bez procesu. Ofiary mordowane przez reżim są wywieszane na murach jako ostrzeżenie dla potencjalnych buntowników. Teokracją, przy której rządy afgańskiego Talibanu wyglądają jak liberalna demokracja.

czwartek, 13 lipca 2017

Tlen

Ucieczka od wektorów

Fikcyjne państwo Karzistan, rok 2019. Mała rolnicza wioska Kizuldah, leżąca w Azji środkowej, nieopodal chińskiej granicy, w ubogim wielokulturowym kraju. Nadchodząca trzecia dekada dwudziestego pierwszego wieku, zastaje to miejsce wielce zacofanym i biednym, lecz co ważne, całkowicie świadomym tego, że nowoczesny świat ucieka coraz bardziej. Przepaść ekonomiczna i techniczna się pogłębia, mieszkańcy Karzistanu nie przeskoczą jej bez pomocy z zewnątrz. Ale mogą choć trochę poczuć się lepiej, poudawać sami przed sobą, że nie są wieśniakami z końca świata, lecz takimi samymi beneficjentami rozwoju technologicznego jak ludzie z Zachodu. Nawet jeśli to tylko wyreżyserowana fikcja.

Takim reżyserem indywidualnych wyparć rzeczywistości w Kizuldah jest Mae Chung. Pani w średnim wieku, nieszczęśliwa żona i matka, specjalistka od mody, analfabetka – businesswoman. Mae doradza biednym kobietom jak się ładnie ubrać, jaką fryzurę ułożyć, jak choć przez chwilę pozorować, że faktycznie gonią uciekający świat zachodu. Przybiera to czasami karykaturalne rozmiary. Mae odwiedza rozpadające się domostwa, stojące na fundamentach ze smrodu, brudu i ubóstwa. W otoczeniu zwierząt defekujących na środek salonu, w pobliżu stosu kukurydzy przeznaczonej na obiad, Mae stroi swe oblepione brudem klientki w najnowsze karzistańskie krzyki mody. Ci co Mają nie muszą już tego pokazywać, ci co Nie Mają nie mogą przestać udawać, że jest inaczej.