Trzecie prawo Arthura C. Clarke'a
„Stacje przypływu” Michaela Swanwicka to literatura zbliżona do tej, którą tworzył Gene Wolfe. Gdybym podczas pierwszego czytania, miał zgadywać na podstawie stylu i treści, kim jest autor – postawiłbym na twórcę „Księgi nowego słońca”. To powieść, której bohater stopniowo odkrywa całą otaczającą go rzeczywistość, ukrytą początkowo za maskami, kłamstwami, podejrzeniami i złudzeniami. Narracja jest tu wielce subiektywnym i nie do końca wiarygodnym przekazem, co u Swanwicka jest o tyle specyficzne, że opowiada on w trzeciej osobie. Jednak to, w jaki sposób snuje opowieść o Biurokracie, jak przekazuje i interpretuje wydarzenia, w których Biurokrata bierze udział, wskazuje na figurę tzw. niewiarygodnego narratora, czyli narracji pierwszoosobowej.
No właśnie, Biurokrata. Bezimienny bohater, agent Transferu Technologii, przybywa na zacofaną i izolowaną technologicznie planetę – Mirandę. Jego zadaniem jest odzyskanie pewnego artefaktu, o którym wiemy tylko tyle, że jest produktem niebywale zaawansowanej techniki. Artefakt ten trafił na Mirandę nielegalnie, wszak Transfer Technologii trzyma najnowsze zdobycze naukowe w tajemnicy. Jest „góra” trzymająca władzę i technologię oraz „dół” czyli mnóstwo światów zatrzymanych w rozwoju. Ewentualne profity, które mogłoby przynieść zniesienie embarga, w opinii „góry” nigdy nie zrekompensowałyby strat, gdyby technologia przekraczająca ludzkie wyobrażenie trafiła w niepowołane ręce. Nie dalibyśmy przecież naładowanej broni szympansowi, prawda?
Artefakt został przemycony na planetę przez tajemniczego i na poły legendarnego Gregoriana. Jest on na Mirandzie czymś w rodzaju czarownika i proroka – obiecał mieszkańcom, że przygotuje ich fizycznie do nadchodzącej ery gigantycznego przypływu. Gdy Miranda zostanie zalana na długie lata, ci, którzy zaufają czarownikowi, mają rzekomo uzyskać możliwość gwałtownej adaptacji środowiskowej. Słowem – będą mogli żyć pod wodą. Gdy po latach, jak to bywało już w przeszłości, przypływ ustąpi – będą żyć tak jak przed nim.
