Wigilia ludzkiego umierania
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Zwykło się mówić, że w momencie śmierci życie przelatuje przed oczami. Głównemu bohaterowi nowego komiksu Kultury Gniewu przelatuje nie tylko życie przeszłe, ale również i przyszłe, pośmiertne, podtrzymywane przez niezliczone popkulturowe odniesienia do jego bardzo charakterystycznej i jednocześnie kontrowersyjnej twórczości. Romuald Giulivo i Jakub Rebelka pokazują w bardzo oryginalny sposób, jak wyglądał „Ostatni dzień Howarda Phillipsa Lovecrafta”.
10 marca 1937 roku Lovecraft trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Gdyby trochę bardziej dbał o siebie i zdecydował się na wizytę wcześniej, być może nie usłyszałby diagnozy w stylu: „zaburzenia trawienia, ostre dolegliwości bólowe, rozdęcie brzucha, bezsenność, rak jelita w fazie terminalnej”. Być może jego wnętrzności nie przypominałyby wtedy bluźnierczych potworów, które tak często spotykali bohaterowie jego opowiadań. Autorowi „Zewu Cthulhu” zostało pięć dni, umrze 15 marca – przez ten czas dokona wiwisekcji swego niezbyt wesołego i zbyt krótkiego życia, a także dowie się, jaką spuściznę po sobie zostawi. Niczym w dickensowskiej „Opowieści wigilijnej” odwiedzą go duchy dni przeszłych, pozna duchy dni przyszłych, a w przypadku teraźniejszości sam dla siebie jest duchem w wystarczającym stopniu. Specyficzna jest to wigilia, wszak poprzedza ona śmierć, a nie narodziny – choć w przypadku Howarda Phillipsa Lovecrafta „nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami”.
