Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Replika. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 października 2019

Brud

Ohyda

W Polsce zwykło się określać policjantów „glinami” lub pogardliwie „psami”. W krajach anglojęzycznych to „pigs”, czyli po prostu „świnie”. Określenie to sugeruje oczywiście niechęć, odrazę i ma być z założenia obraźliwe. Nazwanie „świnią” Bruce’a Robertsona, głównego bohatera „Brudu”, jest też obraźliwe – tylko, że dla świń. Policjant z edynburskiego posterunku, zajmujący się sprawami kryminalnymi, jest najbardziej odrażającym protagonistą jakiego spotkałem nie tylko w powieściach Irvine’a Welsha, ale i chyba w literaturze w ogóle. Kim jest ta kreatura?

Facet mieszka w stolicy Szkocji i pracuje jako detektyw śledczy w tamtejszej policji. Pragnie awansować z sierżanta na inspektora, ponieważ uważa, że mu się to należy za długie lata pracy. Według jego opinii pomóc mu to może w odzyskaniu żony, która odeszła i nie chce mieć z nim już nic wspólnego. Może uda się to po zimowym urlopie, który już sobie zaplanował w burdelach Amsterdamu. Niestety urlopowe plany biorą mocno w łeb – brutalne morderstwo czarnoskórego dziennikarza, syna ambasadora Ghany, stawia cały wydział zabójstw na głowie. Robertson, chcąc nie chcąc, musi przejąć dowodzenie w śledztwie a dodatkowo, wraz z kolegami, wziąć udział w szkoleniu na temat świadomości rasowej. Najwidoczniej edynburscy policjanci mają problem z innym kolorem skóry niż swój. Na szczęście po trudach i znojach dnia przychodzi wieczór, który Bruce spędza upijając się do nieprzytomności w pobliskiej knajpie, we własnym domu przy jakimś ostrym pornolu albo szukając wrażeń w domach publicznych.

środa, 15 sierpnia 2018

Zawsze mieszkałyśmy w zamku

Narrator niesamowity

„Zawsze mieszkałyśmy w zamku”, ostatnia powieść Shirley Jackson, wraz z „Nawiedzonym domem na wzgórzu”, uznawana jest za jej najdojrzalszy utwór. Historia Mary Katherine „Merricat” Blackwood wymyka się prostemu szufladkowaniu. Teoretycznie jest to całkowicie realistyczna powieść z akcją osadzoną mniej więcej w połowie dwudziestego wieku. Dlaczego w takim razie po odłożeniu książki na półkę, gdy minie już trochę czasu i gdy wrócimy myślami do wydarzeń w niej opisanych, czujemy ciarki na plecach? Chyba jeszcze silniejsze niż w przypadku „Nawiedzonego domu na wzgórzu”?

Osiemnastoletnia Merricat, żyje, ze swoją starszą o dziesięć lat siostrą o imieniu Constance oraz z chorym i niepełnosprawnym stryjem Julianem, w swojej wielkiej, rodowej posiadłości nieopodal małego miasteczka. Sześć lat temu, cała reszta rodziny umarła przy stole – ktoś dosypał arszeniku do cukru. Stryj Julian zjadł najmniej, więc przeżył – odbiło się to jednak poważnie na jego zdrowiu. Mała Merricat nie zeszła na kolację – przeżyła również. A starsza Constance jako ta, która odpowiadała za kuchnię w posiadłości, została aresztowana i oskarżona o masowe zabójstwo. Mimo wszystko została uniewinniona i wróciła do domu. Od tej pory nie opuściła już domostwa, podobnie jak stryj, który w wyniku powikłań zupełnie zapomniał to wydarzenie i coraz bardziej odrywa się od rzeczywistości. Ich jedynym kontaktem z resztą świata jest Merricat, która raz, czy dwa razy w tygodniu idzie po zakupy do miasteczka i szybko wraca z powrotem, aby nie narazić się na szykany mieszkańców.

środa, 6 września 2017

Trainspotting zero

Filozofia no future

Mamy rok 1984. We Francji Michel Platini zamienia się w żywą legendę, czego świadkami są młodzi, dwudziestoletni bohaterowie powieści, przesiadujący w edynburskich pubach i oglądający przy piwie mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Nie przypominają jeszcze ćpunów z Trainspotting, którzy nie chcieli wybierać niczego poza heroiną. Mark Renton studiuje w Aberdeen i tylko w weekendy przyjeżdża do domu w dzielnicy Leith, aby poimprezować, zapić i wciągnąć kwas. Jego starszy brat Billy, męczy się w domowej codzienności a młodszy Davie powoli umiera na postępującą mukowiscydozę. Kumple Rentona, znani z poprzednich powieści, jeszcze nie biorą heroiny. Zadowalają się lżejszymi narkotykami, piciem w knajpach, robieniem zadym na meczach, zaliczaniem panienek i drobnymi przekrętami. Irvine Welsh napisał Trainspotting Zero. aby pokazać drogę tych chłopaków do heroinowego piekła, aby pokazać Edynburg epoki thatcheryzmu, która to była okresem szczególnie sprzyjającym rozwojowi narkotykowej epidemii. Chciał pokazać, jak wyglądało ich życie zanim przedawkowali Szkocję.

Autor powiedział w jednym z wywiadów, że the 80’s were dark as fuck. Najgorsze co może spotkać młode pokolenie to brak poczucia celu życia, brak motywacji do rozwoju i działania oraz uwięzienie w bezczynności. Wśród wielu zawirowań politycznych tamtej epoki jeden czynnik nie ulega dyskusji: setki tysięcy młodych, pochodzących z klasy robotniczej mieszkańców Zjednoczonego Królestwa miało do dyspozycji o wiele mniej pieniędzy i znacznie więcej wolnego czasu. Żelazna Dama, która twierdziła, że nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo, była bezlitosna. Jej skrajnie wolnorynkowa polityka i siłowe tłumienie protestów niezadowolonych grup społecznych, sfrustrowało młodych ludzi. Nienawidzą oni rządu, nienawidzą dorosłych, którzy doprowadzili do tak trudnej sytuacji w kraju, nienawidzą Szkocji za poddaństwo i tyłek wypięty w stronę Anglii i w końcu nienawidzą sami siebie, za swą słabość i chodzenie na skróty, czyli romans z heroiną. Romans, który szybko przeradza się w toksyczny związek bez możliwości ucieczki. 

środa, 7 czerwca 2017

Nawiedzony dom na wzgórzu

Powieść Nawiedzony dom na wzgórzu, autorstwa Shirley Jackson, wymieniana jest jako jedna z najlepszych powieści grozy jakie kiedykolwiek napisano. Do kategorii tej zalicza się też bardzo ambitną, omawianą już przeze mnie, historię walczącej z własną percepcją guwernantki – W kleszczach lęku Henry’ego Jamesa. U Jamesa były to postacie duchów, które pojawiały się tylko i wyłącznie głównej bohaterce. U Jackson jest trochę inaczej – zamiast duchów mamy dźwięki, szepty, chichoty, hałasy, wizje, napisy na ścianach. Dodatkowo wrażeń tych doświadcza nie tylko główna bohaterka, ale i jej towarzysze. Czy oznacza to, że mamy tutaj do czynienia z prawdziwymi manifestacjami upiornych sił?

Badacz zjawisk paranormalnych, doktor Montague, postanawia sprowadzić do tajemniczego dworu trójkę osób, aby na podstawie ich doświadczeń napisać pracę naukową dotyczącą nawiedzeń. Młody mężczyzna, Luke, jest przyszłym spadkobiercą dworu, jego obecność uprawomocnia niejako eksperyment doktora. Dwie młode kobiety, Theodora i Eleanor, to osoby, które w przeszłości miały epizody paranormalne, prawdopodobnie spowodowane ich mediumicznymi talentami. Czwórka gości po przybyciu do dworu spotyka dwójkę gospodarzy, stare małżeństwo, które dogląda domostwa – ale tylko w dzień, gdyż przebywanie nocą w nawiedzonym domu jest według ich relacji zbyt niebezpieczne.