Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia alternatywna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Historia alternatywna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 maja 2017

Człowiek z sąsiedztwa

Palimpsest

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.


Czy okryty złą sławą Trójkąt Bermudzki ma kształt trójkąta równobocznego? Po lekturze Człowieka z sąsiedztwa Christophera Priesta łatwo w to uwierzyć, nawet jeśli atlas geograficzny mówi coś innego. Nowa powieść wydana w serii Uczta Wyobraźni jest kolejną fabularną układanką, która może równie dobrze zachwycić, jak i zirytować. Priest używa ponownie tych scenografii, które już widzieliśmy w znakomitym Prestiżu i rewelacyjnej Rozłące, stosuje też nowe tricki. Jednak Człowiek z sąsiedztwa nie przeskakuje wysoko ustawionej poprzeczki.

Tibor Tarent to fotograf żyjący w niedalekiej, alternatywnej przyszłości. Jego żona, Melania, zginęła podczas wojny w Turcji, gdzie pracowała jako pielęgniarka w szpitalu. W miejscu, gdzie powinno znajdować się jej ciało, znaleziono tylko wypalony kształt trójkąta. Gdy Tibor wraca do Londynu, stolicy Islamskiej Republiki Wielkiej Brytanii, okazuje się, że w podobny sposób zniknęła wschodnia część miasta. Wszystko wskazuje na to, że za tragedię odpowiedzialny jest dziwny wynalazek holenderskiego naukowca, potrafiący dosłownie wiercić dziury między równoległymi wszechświatami.

piątek, 13 stycznia 2017

Druga podobizna w alabastrze

Pamiętasz o nas, Boże?

Marek S. Huberath należy do moich ulubionych polskich twórców fantastyki. Jego twórczość jest bardzo charakterystyczna, we wszystkich jego powieściach i opowiadaniach przewijają się podobne motywy – religia, Bóg, sztuka, cielesność, turpizm. Wracam teraz do tego autora i chcę w tym roku, poraz drugi przejść przez wszystko co napisał – zobaczymy, czy będą z tego jakieś mądre wnioski.

Druga podobizna w alabastrze to początki Huberatha. Wcześniej wydano co prawda zbiór opowiadań Ostatni, którzy wyszli z raju, ale celowo go pomijam, gdyż wszystkie te opowiadania trafiły do antologii Balsam długiego pożegnania, która już czeka w kolejce. Niniejsza książka zawiera tytułową nowelę (bardzo długie opowiadanie, mikropowieść jak kto woli) oraz trzy teksty, które również trafiły do kolejnych zbiorów. Skupmy się zatem na razie tylko na owej Drugiej podobiźnie, idą tu pierwsze koty za płoty.

Huberath przedstawia historię alternatywną, w której Chrystus się nie narodził, Cesarstwo Rzymskie, niedoświadczone religijnym chaosem, przetrwało kolejne kilkaset lat, rozrosło się i wydaje się odporne na dziejową erozję. Zmieniło się nazewnictwo większości obszarów geograficznych, ale wiemy dobrze, gdzie jesteśmy. Aldagirk, cesarski urzędnik-kontroler zostaje wysłany do pewnej północnej prowincji o nazwie Ultum, aby sprawdzić co kryje się za postępującym mocno spadkiem jej produktywności i coraz mniejszymi daninami na rzecz Cesarstwa. Prowincją zarządza tetrarcha Theodorik, który przyjmuje gościa z dystansem i nieufnością, nie ma sobie przecież nic do zarzucenia. Do Ultum przybywa też genialny rzeźbiarz Caneva, którego zadaniem jest stworzenie podobizny żony Theodorika, pięknej Irmeny. Aldagirk odkrywa prawdziwą przyczynę problemów prowincji, jest nią po prostu nieurodzaj – z północy nadciąga lodowiec (nazywany górskim szkłem), ziemia przestaje rodzić, obserwatorzy nocnego nieba zauważają, że codziennie znika z nieboskłonu kilka gwiazd a prowincja zapada w stan jakiegoś niewytłumaczalnego dekadentyzmu, życiowej apatii. Aldagirk odkrywa jednak też coś więcej – w prowincji działa tajna sekta Nowych Żydów. Trwając cały czas w oczekiwaniu na przyjście swojego mesjasza, odchodzą trochę od judaistycznych dogmatów i obrządku tworząc coś na kształt pierwocin chrześcijaństwa.

środa, 7 grudnia 2016

Dziwna sprawa Skaczącego Jacka

W drugiej części Powrotu do przyszłości Roberta Zemeckisa, doktor Emmett Brown wyjaśnia Marty’emu, dlaczego przenosząc się w czasie w przeszłość i zmieniając pewien (może być z pozoru mało znaczący) fakt, nie może już potem wrócić do czasów, z których przybył. Taka ingerencja, zgodnie z zasadą „efektu motyla” tworzy zupełnie nową odnogę continuum czasoprzestrzennego, która więzi podróżnika w czasie. Na dokładnie takim samym pomyśle, Mark Hodder opiera fabułę swej debiutanckiej powieści.

Wiktoriańska Anglia z kart książki wygląda zupełnie inaczej niż ta, którą kojarzymy z podręczników historii. Elementy nowoczesnej techniki, rodem nie tylko z naszego współczesnego świata, ale i z światów science-fiction, mają zastosowanie już w połowie XIX wieku, przykrywając Londyn (jak to w steampunku) grubą warstwą pary i dymu. Rozwinęła się też eugenika i eksperymenty genetyczne, których efektem są np. mega-konie pociągowe, kilkukrotnie większe od tych dobrze nam znanych czy papugi pocztowe anonsujące swe przybycie w bardzo oryginalny sposób. A Królowa Wiktoria nie żyje od 1840 roku, nie ma mowy więc o epoce „wiktoriańskiej”.