„They’re coming to get you, Barbara!”
Artykuł ukazał się pierwotnie w magazynie „Histeria” nr Lipiec 2018/4.
George A. Romero
Każdy, kto choć trochę interesuje się popkulturą (a zwłaszcza jej fantastycznymi obszarami), wie, kim/czym są zombie. Ludzkie zwłoki w najróżniejszych stadiach rozkładu, animowane przez bliżej nieokreśloną siłę (ostatnio zazwyczaj jest to jakiś wirus) i wiecznie głodne ludzkiego mięsa. Ten obrazek już na dobre zadomowił się we współczesnym filmie, komiksie i literaturze. A przecież tak naprawdę „zombie” to niekoniecznie trup. Ten pochodzący z haitańskiego folkloru termin w wierzeniach tamtejszego ludu oznacza nieboszczyka, który, poruszany za pomocą magii voodoo, może być wykorzystywany przez czarownika do różnych celów – najczęściej do pracy w polu, choć skrytobójstwa także nie można wykluczyć. Jednak w praktyce nie chodzi tu o trupa przywróconego do życia, lecz odurzonego silnymi narkotykami żywego człowieka. Tacy opętani przez czary, nieświadomi swego stanu ludzie pojawiali się w popkulturze już od czasów przygodowej powieści „The Magic Island” Williama B. Seabrooka z 1929 roku i jej luźnej, filmowej adaptacji zatytułowanej „White Zombie” z Bélą Lugosim w roli głównej. Więc o co tak naprawdę chodzi z tymi żywymi trupami?
