Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Don DeLillo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Don DeLillo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 stycznia 2017

Gwiazda Ratnera

Głos Człowieka

Gwiazda Ratnera Dona DeLillo to powieść, która budzi skojarzenia ze skomplikowaną narracją Thomasa Pynchona, czy też Salmana Rushdiego z Szatańskich Wersetów. To satyryczna wersja Kontaktu Carla Sagana, która nie zachwyca się możliwościami nauki i ludzkiego umysłu a raczej z nich kpi. To postmodernistyczna wersja Głosu Pana Stanisława Lema, skoncentrowana nie na relacji człowiek-nieznane zewnętrze, lecz człowiek-nieznane wnętrze. Piekielnie trudna książka, do której (nauczony doświadczeniem Tęczy Grawitacji) podszedłem bez wewnętrznego przekonania o tym, że muszę zdekodować każdy niezrozumiały fragment i odnieść się do każdej treści, która sugeruje wieloznaczność interpretacji i wielokrotne dna.

Czternastoletni geniusz matematyczny, laureat Nagrody Nobla, Billy Twillig zostaje powołany do specjalnego ośrodka naukowego, odizolowanego od reszty świata. Przebywa w nim cała menażeria naukowców-dziwaków, nerdów podniesionych do potęgi n-tej, neurotyków i sawantów. Łączy ich jeden cel - konieczność odcyfrowania tajemniczego impulsu, który dotarł do czujników ośrodka z okolic Gwiazdy Ratnera, nazwanej na cześć pewnego naukowca, którego poznajemy w dalszej części książki w bardzo niecodziennej sytuacji. Naukowcy nie wiedzą dokładnie co znajduje się w okolicy gwiazdy, teorie zmieniają się jak w kalejdoskopie. Raz jest to układ podwójny pozbawiony planet (skąd wtedy sygnał?), raz jest planeta w układzie pojedynczym, raz sygnał jest odbiciem sygnału innego (karkołomna teoria moholi), itd. Dodatkowo w przeciwieństwie do powieści Sagana czy Lema, sygnał ów to tylko pojedyncza kombinacja dziewięćdziesięciu dziewięciu jedynek i dwóch zer. Sygnał wystąpił raz, nie powtórzył się już potem wcale a i tak wystarczyło to do rozpętania prawdziwej gorączki naukowej – komunikat musi być rozszyfrowany!

środa, 28 grudnia 2016

Mecz o wszystko


Druga książka Dona DeLillo zabiera czytelnika w lata siedemdziesiąte, gdzieś na amerykańską prowincję. Główny bohater, miłośnik książek wojennych,  jest obiecującym zawodnikiem uczelnianej drużyny futbolu amerykańskiego. Trwająca w Wietnamie wojna kładzie się cieniem na wszystkie obszary życia, futbol staje się pewnym substytutem wojny dla chłopaków z uczelni. DeLillo pisze o zmaganiach studentów z świeżo im zaserwowaną dorosłością, o ich treningach, zainteresowaniach, pochodzeniu i codziennym życiu. Jednocześnie dryfuje cały czas w stronę większego obrazu, kreśli mapę zachowań i stereotypów funkcjonujących w typowym amerykańskim miasteczku. I tu widać wyraźnie ważną cechę pisarstwa DeLillo. Tak jak Roth pisze głównie o Ameryce i Amerykanach, tak DeLillo pisze przede wszystkim dla Ameryki i Amerykanów. Nie bez powodu w centrum powieści stoi najbardziej amerykański sport na świecie.

Być może to właśnie i dodatkowo świąteczny nastrój i brak należytego skupienia spowodował, że przegapiłem jakiś metaprzekaz lub  drugie dno. Mecz o wszystko to dobra książka, okraszona nierzadko czarnym humorem i celnym komentarzem. Ale jest słabsza od świetnej Americany, nie znalazłem w niej cech, które mogłyby  potwierdzać wysokie noty jakie znawcy wystawiają twórczości autora. To nadal zapowiedź, trailer do czekającej mnie prawdopodobnie uczty. W nadchodzącym roku DeLillo powróci pewnie parę razy.

Tytuł: Mecz o wszystko
Tytuł Oryginalny: End Zone
Autor: Don DeLillo
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Wydawca: Noir sur Blanc
Data wydania: maj 2013
Liczba stron: 208
ISBN: 9788373924185

piątek, 18 listopada 2016

Americana


Don DeLillo należy w opinii krytyków do „wielkiej amerykańskiej czwórki” wraz z Rothem, McCarthym i Pynchonem. Przeczytałem zatem jego pierwszą powieść. Za mało czytałem jeszcze, żeby podważać powyższy werdykt, mogę jednak powiedzieć, że Pynchona nie przeskoczył, a najbliżej mu tematycznie, stylistycznie i jakościowo do Rotha z małym, delikatnym dryfem na pynchonowskie, dygresyjne akapity. To spojrzenie na Amerykę, po prostu, w takim samym mniej więcej stylu jak w „trylogii amerykańskiej”.

Główny bohater, David, to 28-letni pyszałek, zblazowany dobrobytem, spokrewniony nieco duchowo z bohaterami Houellebecqa. Przystojny, świadomy tego faktu ale próżny i egoistyczny. Ustawiony finansowo ale zagubiony uczuciowo. Cieszący się powodzeniem u płci przeciwnej ale nie potrafiący przekuć tej zalety na korzyści inne niż cielesne. Podobnie jak cała Ameryka, żyje w czasach gorączkowego hedonizmu i dewaluacji wartości. Jest trybikiem w maszynie i jako malutki element spełnionego przecież amerykańskiego snu, nie jest szczęśliwy. Postać żywcem wyjęta z Mad Men, która wieczorami, zamiast w domu jeść kolację z rodziną, pije bourbona patrząc przez biurowe żaluzje na życie wielkiego miasta. Jego życie jest puste, nieprawdziwe, zbudowane na stereotypach i konwenansach. David w końcu pęka, rusza w drogę, chcąc owe konwenanse rozsadzić i poznać prawdziwą Amerykę.

Bardzo dobra książka, wymagająca. Wyciągnął bym z niej więcej gdybym był Amerykaninem, zanurzonym w ich kulturze. Na pewno do DeLillo wrócę (trzymałem w ręku ostatnio jego Podziemia – 900 stronicowy kloc, podobno zrywający czapki z głów, ale z tym poczekam jeszcze) – mam jego Gwiazdę Ratnera.

Tytuł: Americana
Tytuł oryginalny: Americana
Autor: Don DeLillo
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Wydawca: Noir sur Blanc
Data wydania: marzec 2014
Liczba Stron: 400
ISBN: 9788373924703