Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irvine Welsh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irvine Welsh. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 października 2019

Brud

Ohyda

W Polsce zwykło się określać policjantów „glinami” lub pogardliwie „psami”. W krajach anglojęzycznych to „pigs”, czyli po prostu „świnie”. Określenie to sugeruje oczywiście niechęć, odrazę i ma być z założenia obraźliwe. Nazwanie „świnią” Bruce’a Robertsona, głównego bohatera „Brudu”, jest też obraźliwe – tylko, że dla świń. Policjant z edynburskiego posterunku, zajmujący się sprawami kryminalnymi, jest najbardziej odrażającym protagonistą jakiego spotkałem nie tylko w powieściach Irvine’a Welsha, ale i chyba w literaturze w ogóle. Kim jest ta kreatura?

Facet mieszka w stolicy Szkocji i pracuje jako detektyw śledczy w tamtejszej policji. Pragnie awansować z sierżanta na inspektora, ponieważ uważa, że mu się to należy za długie lata pracy. Według jego opinii pomóc mu to może w odzyskaniu żony, która odeszła i nie chce mieć z nim już nic wspólnego. Może uda się to po zimowym urlopie, który już sobie zaplanował w burdelach Amsterdamu. Niestety urlopowe plany biorą mocno w łeb – brutalne morderstwo czarnoskórego dziennikarza, syna ambasadora Ghany, stawia cały wydział zabójstw na głowie. Robertson, chcąc nie chcąc, musi przejąć dowodzenie w śledztwie a dodatkowo, wraz z kolegami, wziąć udział w szkoleniu na temat świadomości rasowej. Najwidoczniej edynburscy policjanci mają problem z innym kolorem skóry niż swój. Na szczęście po trudach i znojach dnia przychodzi wieczór, który Bruce spędza upijając się do nieprzytomności w pobliskiej knajpie, we własnym domu przy jakimś ostrym pornolu albo szukając wrażeń w domach publicznych.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Niezła jazda


Wieczne teraz

Grudzień 2011. Do Edynburga zbliża się huragan Jajwór(!). Według opinii światowych specjalistów będzie to wydarzenie przełomowe, po nim nic już nie będzie w Szkocji takie samo. Tylko, że tu ciągle piździ i leje, co tam Jajwór, nikt go nawet nie zauważył! Bohaterowie ostatniej powieści Irvine’a Welsha mają, jak to się teraz mówi, wywalone na wszystko. Teraźniejszość, mimo tego, że właściwie nie istnieje, płynnie przechodząc z przyszłości do przeszłości, jest dla nich jedynym wycinkiem czasu, godnym uwagi i refleksji.

„Słodki” Terry Lawson to czterdziestokilkuletni taksiarz-seksoholik z Edynburga. Jego życie to nieustanna „niezła jazda” – kokaina i „ryćkanie”. Dużo jednego i drugiego. Terry zna ulicę, wie, jak się poruszać po mieście, jak załatwić dragi i skołować laseczki. Jego dzieci rozsiane są po całym Edynburgu, ale prawie żadne nie nosi jego nazwiska. Życiowym motto Terry’ego jest: „Człowiek nigdy nie jest aż tak zajęty, żeby nie mieć czasu na dymanko”. Pewnego dnia do jego taksówki wsiada Ronald Checker, amerykański celebryta, który przybył do Edynburga w pewnej tajnej misji. Terry zostaje prywatnym szoferem Ronniego i powoli wprowadza go powoli w tajniki „niezłej jazdy”. Gdyby tego było mało, miejscowy gangster o pseudonimie „Pedzio” zleca Terry’emu doglądanie mafijnego domu publicznego podczas swojej nieobecności. Naszego bohatera czekają same kłopoty, okazuje się bowiem, że życie teraźniejszością prędzej czy później zaczyna odbijać się czkawką – diagnoza serducha mówi, że trzeba wstrzymać wyrywającego się wciąż konia i przyhamować nieco ze swoim nałogiem.

środa, 6 września 2017

Trainspotting zero

Filozofia no future

Mamy rok 1984. We Francji Michel Platini zamienia się w żywą legendę, czego świadkami są młodzi, dwudziestoletni bohaterowie powieści, przesiadujący w edynburskich pubach i oglądający przy piwie mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Nie przypominają jeszcze ćpunów z Trainspotting, którzy nie chcieli wybierać niczego poza heroiną. Mark Renton studiuje w Aberdeen i tylko w weekendy przyjeżdża do domu w dzielnicy Leith, aby poimprezować, zapić i wciągnąć kwas. Jego starszy brat Billy, męczy się w domowej codzienności a młodszy Davie powoli umiera na postępującą mukowiscydozę. Kumple Rentona, znani z poprzednich powieści, jeszcze nie biorą heroiny. Zadowalają się lżejszymi narkotykami, piciem w knajpach, robieniem zadym na meczach, zaliczaniem panienek i drobnymi przekrętami. Irvine Welsh napisał Trainspotting Zero. aby pokazać drogę tych chłopaków do heroinowego piekła, aby pokazać Edynburg epoki thatcheryzmu, która to była okresem szczególnie sprzyjającym rozwojowi narkotykowej epidemii. Chciał pokazać, jak wyglądało ich życie zanim przedawkowali Szkocję.

Autor powiedział w jednym z wywiadów, że the 80’s were dark as fuck. Najgorsze co może spotkać młode pokolenie to brak poczucia celu życia, brak motywacji do rozwoju i działania oraz uwięzienie w bezczynności. Wśród wielu zawirowań politycznych tamtej epoki jeden czynnik nie ulega dyskusji: setki tysięcy młodych, pochodzących z klasy robotniczej mieszkańców Zjednoczonego Królestwa miało do dyspozycji o wiele mniej pieniędzy i znacznie więcej wolnego czasu. Żelazna Dama, która twierdziła, że nie ma czegoś takiego jak społeczeństwo, była bezlitosna. Jej skrajnie wolnorynkowa polityka i siłowe tłumienie protestów niezadowolonych grup społecznych, sfrustrowało młodych ludzi. Nienawidzą oni rządu, nienawidzą dorosłych, którzy doprowadzili do tak trudnej sytuacji w kraju, nienawidzą Szkocji za poddaństwo i tyłek wypięty w stronę Anglii i w końcu nienawidzą sami siebie, za swą słabość i chodzenie na skróty, czyli romans z heroiną. Romans, który szybko przeradza się w toksyczny związek bez możliwości ucieczki. 

piątek, 16 czerwca 2017

T2: Trainspotting

Na starych śmieciach

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.


Niektóre powroty po latach i spotkania z niewidzianymi długo znajomymi nie rozczarowują tylko dlatego, że są chwilowe. Zjazdy absolwentów, które trwają jeden wieczór i kończą się obietnicą potwornego kaca, działają jak oderwanie od rzeczywistości – następnego dnia jesteśmy z powrotem w swoim mieście, a widziane wczoraj twarze i miejsca funkcjonują już tylko jako zamknięty i odłożony na półkę album ze zdjęciami. Czasem jednak powrót wymuszony jest życiową decyzją, stare śmieci stają się nową szansą lub po prostu koniecznością. Irvine Welsh ponownie zaprasza nas do Leith, dzielnicy Edynburga, w której toczyła się akcja słynnego Trainspotting.

Mamy rok 2002. Dziewięć lat minęło, od kiedy Mark „Czynsz” Renton dał drapaka z torbą wypełnioną tysiącami funtów i zaszył się gdzieś na kontynencie. Zdradzeni przez niego kumple nie radzą sobie najlepiej – Simon „Chory” utraciwszy pracę w Londynie, wraca do Edynburga, aby przejąć bar swojej ciotki; Danny „Kartofel” ćpa tak samo jak przed laty i łudzi się, że jego żona wytrzyma jeszcze długo taki stan rzeczy; Francis Begbie (znany z pierwszej powieści jako „Żeber”) wychodzi z więzienia i w charakterystyczny dla siebie sposób próbuje podporządkować sobie ulice Leith. Tylko że nie są to już te same ulice…

piątek, 10 marca 2017

Trainspotting

No to grzejemy

Irvine Welsh, Szkot z Edynburga, zadebiutował w 1993 roku powieścią opartą bardzo mocno na swoim własnym życiu, wspomnieniach z końca lat siedemdziesiątych, kiedy to heroina była „naturalnym elementem jego otoczenia” i sposobem na życie w Leith, jego rodzimej dzielnicy. Powieść napisana jest po angielsku, szkocku i miejscami twardą miejscową gwarą z Leith. Trainspotting okazał się potężnym uderzeniem, oskarżano go o szerzenie demoralizacji i zakłamywanie rzeczywistości, epatowanie obrzydliwymi scenografiami i przesadnie wulgarnym językiem, hołdowanie najniższym czytelniczym gustom.

Trainspotting został nominowany do nagrody Bookera jednak chwilę później usunięto go z listy nominowanych, ponieważ niektórzy recenzenci poczuli się obrażeni językiem, wydźwiękiem i „przesłaniem tej książki”, które odczytywano jako gloryfikację uzależnienia od narkotyków. A czym tak naprawdę ta powieść jest? Przede wszystkim zbiorem scenek rodzajowych z życia edynburskich dwudziestoparolatków - uliczników, którym zniknęły z radarów wszelkie cele życiowe. Każdy kolejny dzień to modlitwa o jak najszybsze nadejście nocy, która usunie w cień nudę, bezsens, brak perspektyw i jakiekolwiek przejawy planowania przyszłości dalszej niż kolejne dwie godziny. Młodzi mieszkańcy Leith przesiadują bezczynnie w barach, na ulicy, udają, że szukają pracy, żyją narkotykami, alkoholem, pornografią, imprezami i przemocą.