Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcelo Frusin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcelo Frusin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 października 2023

Hellblazer. Mike Carey. Tom 3

W dół, do Piekła


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dziś kończymy przygodę z „Hellblazerem” autorstwa Mike’a Careya. Potężny cliffhanger, kończący poprzedni tom, zapowiedział mocny finał runu i jak można było się spodziewać, obietnica została dotrzymana. John Constantine schodzi do samego piekła, aby wyrównać rachunki z czyhającymi na jego życie demonami. Dzień jak co dzień.

Przed lekturą omawianego dziś albumu proponuję przeczytać ponownie przynajmniej sześć ostatnich odcinków drugiego tomu „Hellblazera”. To właśnie wtedy, w zeszytach od numeru 200 do 205, życie Johna zostało wywrócone do góry nogami. Demonica Rosacarnis, córka samego Nergala, obdarowała naszego bohatera diabelskim potomstwem. Skomplikowana sprawa – doszło do manipulacji kontinuum, uaktualnienia rzeczywistości mocą wsteczną i tak dalej, i tak dalej. Punktem wyjścia trzeciego tomu „Hellblazera” jest pojawienie się Nergala, uprowadzenie duszy siostry Johna do samego Piekła i zapowiedź odbywającej się w podziemnym świecie rewolucji, która może odmienić naszą rzeczywistość. A tego nikt by raczej nie chciał.

niedziela, 2 lipca 2023

Hellblazer. Mike Carey. Tom 2

Inwazja prosto z piekła


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

John Constantine gości u nas z bardzo dużą regularnością. W tym roku przybędzie dwa razy – pierwsza wizyta właśnie trwa. W kwietniu Egmont wydał drugi zbiorczy tom „Hellblazera” z czasów Mike’a Careya i zgodnie z przewidywaniami jest to jeden z najlepszych komiksów tego miesiąca. A John ma znów przechlapane.

Pomysł Careya na „Hellblazera” był dość prosty. Autor zmienił na stanowisku scenarzysty Briana Azzarello, którego komiksy Egmont wydał w cyklu jako pierwsze. Po mocno osadzonych na ziemi i realistycznych fabułach autora „100 naboi” przyszła pora na piekielny horror i fantastykę pełną gębą. John wrócił do Anglii po amerykańskiej włóczędze i od razu wpadł w kłopoty. W poprzednim tomie odkrył pewne rodzinne sekrety, dowiedział się, że jego siostrzenica Gemma para się magią i poznał niejaką Angie Spatchcock, młodą kelnerkę, która ruszyła z nim na wojnę z demonami. A tak właściwie do wojny dojdzie dopiero teraz, w drugim tomie – zapowiedź nadciągającej apokalipsy otrzymaliśmy pod koniec pierwszego.

sobota, 24 grudnia 2022

Hellblazer. Mike Carey. Tom 1

Powrót z martwych


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mike Carey jest już piątym scenarzystą „Hellblazera” – serii, którą regularnie już od ponad trzech lat wydaje u nas Egmont. Teraz przeczytamy komiksy najnowsze z wszystkich jakie do tej pory się ukazały (Egmont nie wydaje serii chronologicznie) – choć pochodzące dopiero z okolic dwóch trzecich długości serii. John Constantine wraca do Wielkiej Brytanii. 

Jako pierwszy pojawił się w Polsce trzytomowy run Briana Azzarello zakończony mrocznym, przeznaczonym tylko dla dorosłego odbiorcy (jak cała seria zresztą), odcinkiem numer sto siedemdziesiąt cztery z sierpnia 2002 roku. Autor słynnego „Lucyfera” przejął stery zaraz po autorze „100 naboi”, wrzucając Johna już od samego początku w środek nadnaturalnej awantury. Pierwszy tom „Hellblazera” Mike’a Careya zawiera czternaście odcinków wydanych między wrześniem 2002 a listopadem 2003 roku – Constantine przypływa statkiem do rodzinnego Liverpoolu. Podobno zmarł, takie chodziły słuchy – ale teraz wraca do świata żywych, gdzie nikt na niego nie czeka i nikt go nie potrzebuje.

niedziela, 10 stycznia 2021

Hellblazer. Warren Ellis

Londyn magiczny (zły)

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Warren Ellis jest już trzecim autorem serii „Hellblazer”, którego komiksy możemy przeczytać w Polsce. Egmont nie wydaje przygód Johna Contantine’a chronologicznie – najpierw były te Briana Azzarello, potem słynny run Gartha Ennisa a teraz, jedenaście odcinków Ellisa zamknięte w jednym, zgrabnym wydaniu zbiorczym. Londyński uliczny mag i życiowy włóczęga znowu stawia czoła złym mocom.

Wydaje się, że Warren Ellis w ostatnich latach dwudziestego wieku nie sypiał, tylko cały czas pisał komiksy. „Transmetropolitan”, „Planetary”, „Authority” i jeszcze kilka innych tytułów – wszystko to wychodziło w tym samym czasie i w żadnym przypadku nie było mowy o spadku jakości. Warren Ellis przejął „Hellblazera” po Paulu Jenkinsie, choć tak po prawdzie runy obydwu autorów dzieli jeszcze króciutki łabędzi śpiew Gartha Ennisa„Syn człowieczy” ilustrowany przez Johna Higginsa, który znamy z ostatniego, zbiorczego tomu od Egmontu. Cały rok 1999 należy już do Ellisa – między lutym a grudniem wyszło dziesięć odcinków jego autorstwa, które zilustrowali najróżniejsi graficy. Niestety tylko dziesięć (a właściwie jedenaście) – o przyczynach tego stanu rzeczy wspomnę później.

piątek, 4 października 2019

Hellblazer. Brian Azzarello. Tom 2

Amerykański koszmar

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Brian Azzarello miał bardzo dużo pracy na przełomie wieków. W 1999 roku wystartowała seria, która po czasie okazała się jego opus magnum – „100 naboi”. Już kilka miesięcy później amerykański scenarzysta przejął po Warrenie Ellisie najdłużej wydawaną serię imprintu „DC Vertigo”„Hellblazera”. Dziś omawiamy drugi tom przygód ekscentrycznego maga, wydany niedawno w Polsce przez wydawnictwo Egmont.

Cały run Azzarello to dwadzieścia dziewięć odcinków, zebranych w dwóch zbiorczych albumach. Tom drugi jest bezpośrednią kontynuacją fabuły z tomu pierwszego – razem stanowią bardzo zgrabnie rozpisaną, zamkniętą całość, tak jakby Azzarello od początku wiedział jak długo potrwa jego praca nad tym tytułem i nie chciał zostawiać żadnych luźnych wątków. John Constantine kontynuuje swoją podróż przez Amerykę początku dwudziestego pierwszego wieku, w którą wyruszył zaraz po opuszczeniu więzienia. Wskazówki dane mu przez agenta FBI, Franka Turro, mają pomóc w wyjaśnieniu przyczyn samobójstwa jego kumpla – „Szczęściarza”. To trzeba rozwikłać – w końcu John trafił do paki właśnie za rzekome zabójstwo kolegi, który teraz co jakiś czas objawia mu się w postaci ducha.

niedziela, 2 czerwca 2019

Hellblazer. Brian Azzarello. Tom 1

Constantine za oceanem

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Większość miłośników komiksu prawdopodobnie słyszała o Johnie Constantinie – facecie w szarym prochowcu, którego spowijają kłęby papierosowego dymu. „Hellblazer”, pierwsza, trzystuodcinkowa seria z tym bohaterem w roli głównej, ukazywała się od stycznia 1988 roku do kwietnia 2013 roku i przez całe to ćwierćwiecze była flagową pozycją imprintu DC Vertigo. Pod koniec pierwszej dekady obecnego wieku „Hellblazer” zawitał do Polski – mieliśmy wtedy okazję poznać jego przygody napisane przez Gartha Ennisa, autora znakomitego „Kaznodziei”. Teraz John Constantine powraca nad Wisłę – wydawnictwo Egmont rozpoczyna jeden z kilku zapowiadanych runów „starego” „Hellblazera” od Vertigo – na początek Brian Azzarello.

Kim jest John Constantine, którego kojarzymy już nie tylko z komiksu, ale i z adaptacji – filmowej oraz serialowej? To Anglik z Liverpoolu, urodzony w 1953 roku. Ten potomek starego rodu magów zadebiutował w komiksie w 1985 roku – w trzydziestym siódmym numerze „Sagi o potworze z bagien” autorstwa Alana Moore’a. Na co dzień zajmuje się egzorcyzmami, paranormalnymi śledztwami, naukami tajemnymi, walką z demonami różnej maści i stopniowym przywoływaniem tylko jednego potwora – raka płuc. Jest rasowym antybohaterem, cynicznym twardzielem, niebezpiecznym dla otoczenia i bardzo dwuznacznym moralnie, zapijaczonym łajdakiem. John, co jest ewenementem w długodystansowych seriach komiksowych, starzeje się w realnym czasie, upływającym wraz z kolejnymi odcinkami serii. Brian Azzarello zabiera nas do roku 2000 – Constantine ma czterdzieści siedem lat i ląduje w pace.