Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kultura Gniewu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kultura Gniewu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 października 2026

Osiedle Swoboda 2

Bad trip


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Nie ma chyba fana polskiego komiksu, który nie słyszałby o słynnym komiksowym osiedlu o nazwie Swoboda, prawda? Niebezpieczne miejsce, wzorowane na bydgoskim Szwederowie, powołane do życia zostało w roku 2001 na łamach legendarnego „Produktu”. Kultura Gniewu cofa nas w czasie o ćwierćwiecze i odwołuje się do nostalgii dzisiejszych czterdziestolatków. Choć w zasadzie nie musi, bo „Osiedle Swoboda” po prostu się nie starzeje i trafić może też do młodszego odbiorcy.

W listopadzie zeszłego roku Kultura Gniewu wydała pierwszy tom, zbierający wszystkie odcinki „Osiedla Swoboda” wydane pierwotnie w „Produkcie”. Piątka dwudziestolatków, „których wychowała ulica”, włóczy się po osiedlu, chodzi na imprezy, leczy kaca, ucieka przed dresiarzami i za żadne skarby nie chce się ustatkować. Zeszyty z „Produktu” były tylko lekko powiązane ze sobą fabularnie – wspólni byli tylko bohaterowie i miejsce akcji. Autor komiksu, Michał Śledziński aka „Śledziu”, z zasłyszanych opowieści z blokowiska, a także własnych doświadczeń, stworzył popkulturowy fenomen, któremu trudno wystawić ocenę inną niż maksymalną.

wtorek, 29 września 2026

Nawet nas tu nie ma 2

Postać drugoplanowa we własnym życiu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Filip Jędrzejewski wraca do swojego futurystycznego świata. Okablowanego i scyfryzowanego w sposób absurdalny, ale – według komiksu – nieuniknionego. Wizja ta była już nie raz przerabiana przez popkulturę – niestety jest coraz bardziej trafna.

Bohaterem komiksu jest młody dorosły – dwudziestodwuletni Kid Old. Pamiętamy go z pierwszego tomu – to właśnie tam musiał odbyć obowiązkową, dziesięcioletnią służbę na Marsie. Niemal mechaniczna egzystencja człowieka – trybika w maszynerii powstającej marsjańskiej cywilizacji – przerywana była z rzadka wizytami w „datasferze”, wirtualnej rzeczywistości, w której możesz być gdzie chcesz i kim chcesz. To właśnie w niej Kid poznał San – rówieśniczkę, która sama uciekła z Ziemi na Marsa, aby uniknąć jakiejkolwiek odpowiedzialności związanej z faktem, że wchodzi właśnie w dorosłe życie. Mars gwarantował życie praktycznie pozbawione wolnej woli, ale również – co istotne – konieczności borykania się z konsekwencjami własnych działań. „Każą mi wstawać o siódmej i żyć od rana do wieczora w ścisłym grafiku, to ja to robię i mam świadomość, że dzięki temu nie spieprzę sobie życia przez jakieś nieprzemyślane akcje”.

wtorek, 22 września 2026

Palce z kwarcu

JEBUT!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Palce z kwarcu” Karola Kalinowskiego to świetny przykład na to, że wysoka jakość może iść w parze ze skrajnym minimalizmem i prostotą formy. Kultura Gniewu publikuje od czasu do czasu takie właśnie perełki – niepozorne, skazane na zapomnienie skromne komiksy, które jednak powinny trafić do szerokiego grona odbiorców. Dlaczego powinny? Bo może nie są genialne, ale zdecydowanie oryginalne. 

Autor komiksu jest już bardzo doświadczonym twórcą, z wyrobionym stylem i pełną świadomością tego, w jaki sposób wykorzystuje medium. Komiks Karola Kalinowskiego jest bowiem niezwykle oryginalny, idący pod prąd oczekiwaniom chyba większości czytelników i jednocześnie zdający sobie z tego sprawę. 

niedziela, 19 kwietnia 2026

Osiedle Swoboda

Mądrości z ławeczki pod blokiem


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dziś czytamy komiks, który śmiało możemy określić polskim flagowym produktem. Określenie to ma oczywiście podwójne znaczenie, o czym nieco starsi fani komiksu doskonale wiedzą. Michał „Śledziu” Śledziński oprowadzi nas po „Osiedlu Swoboda”, jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc polskiej popkultury początku dwudziestego pierwszego wieku.

Michał Śledziński zaczynał w latach dziewięćdziesiątych w dwóch popularnych wtedy magazynach – „Secret Service” i „Świat gier komputerowych”. Przygody Fido, Mela i żółwia Skolmana urozmaicały miesięczniki pełne opisów gier komputerowych (ja sam posiadam jeszcze zaczytane do imentu, choć już nieco zapomniane, egzemplarze). Pomysł na komiks o dwudziestolatkach włóczących się po blokowiskach dużego polskiego miasta przyszedł mu do głowy w 1999 roku – tak powstał magazyn „Produkt”, którego zresztą został redaktorem naczelnym. „Osiedle Swoboda” pojawiało się w „Produkcie” w odcinkach i stało się jego motorem napędowym. Najnowsze wznowienie albumu zbiorczego od „Kultury Gniewu” zawiera wszystkie czternaście części opublikowanych w tym kultowym (nie bójmy się tego słowa) czasopiśmie w latach 1999 – 2004.

wtorek, 3 lutego 2026

Sezon spadających gwiazd

Uniwersalna nostalgia


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Późni millenialsi kończyli podstawówkę i zaczynali gimnazjum mniej więcej na początku XXI wieku. Ich przedstawicielem jest Marcin Podolec, autor „Sezonu spadających gwiazd”, czyli komiksu uniwersalnej nostalgii.

Jesteśmy w jakimś małym polskim miasteczku, w przeszłości oddalonej mniej więcej o dwadzieścia lat. Grało się wtedy w „Małysza” na komputerach z Pentium 4 i Windowsem XP; walczyło o życie w gimnazjum, słuchało Linkin Park albo Limp Bizkit, w telewizji leciał „Big Brother” i startował „Taniec z gwiazdami”, a w kinach „Powrót króla” Petera Jacksona. Prawdę mówiąc, nie są to „moje” czasy. Abym w pełni mógł wczuć się w emocjonalne stany głównego bohatera „Sezonu spadających gwiazd”, akcja komiksu musiałaby się przesunąć do początku lat dziewięćdziesiątych – do flanelowych koszul i „Smells Like Teen Spirit” Nirvany. Tylko uwaga – opowieść Marcina Podolca o perypetiach bezimiennego czternastolatka żyjącego u progu XXI wieku (mniej więcej) jest bardzo uniwersalna. W buty głównego bohatera wejść jest bardzo łatwo, niezależnie od metryki.

wtorek, 2 grudnia 2025

Opowieści grabarza

O sercu wielkim i prostocie dnia powszedniego


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Na początku 2024 roku Kultura Gniewu wydała „Opowieści grabarza”. Oto cztery (choć de facto trzy) pierwsze tomy cyklu Piotra „Śmiechosława” Wojciechowskiego – komiksu, który na samym początku ukazywał się w toruńskim magazynie „AKT” (Asocjacja Komiksu w Toruniu), a potem doczekał się jednotomowych wydań. Grabarz Józef, dzięki Kulturze Gniewu, zdobył zasięgi, co – w dzisiejszym świecie – zdaje się istotne.

Gdy jednak patrzymy na tytułowego bohatera, zasięgi i popularność wydają się ostatnim, czego szuka i potrzebuje. Józef żyje w małej wiosce nieopodal cmentarza ocienionego kościelną wieżą. Jego największym marzeniem jest święty spokój, pęto kiełbasy na kolację i ćwiartka wódki, choć alkoholikiem nie jest. Oprócz kopania grobów, udzielania pomocy neurotycznemu księdzu, użerania się z miejscowymi babami lub notorycznym oszustem Staśkiem, mierzyć się musi jeszcze – mimowolnie – z najróżniejszymi „diabołami”, skrzatami, duchami czy nawet księdzem-zombie.

czwartek, 10 lipca 2025

Będziesz smażyć się w piekle

Dźwięk metalu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Okładka „Będziesz smażyć się w piekle”, komiksu wznowionego ostatnio przez Kulturę Gniewu, sugeruje o wiele bardziej kontrowersyjne treści niż te, które znajdziemy w środku. Tak po prawdzie mamy do czynienia z opowieścią obyczajową o gonitwie za marzeniami z góry skazanymi na niespełnienie i wszystkich konsekwencjach tego pościgu. I o heavy metalu – przy okazji.

Autorem komiksu jest Krzysztof „Prosiak” Owedyk, twórca znany w polskim fandomie, bo publikujący od lat. Nie w mainstreamie, lecz undergroundowo i w trzecim obiegu – zawsze pod prąd i kontestacyjnie. Pierwsze wydanie „Będziesz smażyć się w piekle” obsypano w 2016 roku nagrodami – dostał je zarówno komiks, jak i sam autor. Kultura Gniewu wydaje tę historię po raz drugi – nie przegapcie jej przypadkiem. Podzielona na kilkanaście rozdziałów noszących tytuły piosenek fikcyjnego albumu światowej sławy heavymetalowego zespołu Deathstar, zawiera wycinek z życia pewnego gitarzysty-idealisty, oddanego fana rzeczonego zespołu, niepoprawnego marzyciela oderwanego od rzeczywistości i przy okazji męża i ojca. „Tarantul” (bo o nim mowa) mieszka z rodziną w małej kawalerce i klepie biedę – brakuje nie tylko na paliwo czy szkołę, ale i na jedzenie.

czwartek, 15 maja 2025

El Borbah

Dziwaczność u podstaw


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Po upadku TM-Semic nie doszło do załamania rynku komiksowego w Polsce. Tak właściwie to zaraz po 2000 roku zaczął się dość szybki rozwój tego medium w naszym kraju. Jednym z wydawnictw tego okresu był Post, pod którego egidą wyszedł chociażby „El Borbah” – rzecz dość szalona i oryginalna. Po dwudziestu czterech latach absurdalny detektyw hard-boiled wraca do Polski za sprawą Kultury Gniewu.

Postać tę wymyślił Charles Burns, w Polsce znany z rewelacyjnego „Black Hole”, które przed czterema laty wydała u nas właśnie Kultura Gniewu. W posłowiu do nowego wydania „El Borbah” możemy przeczytać, że mały Charlie uwielbiał oglądać wrestling, zwłaszcza ten w wydaniu meksykańskim, tak zwany „lucha libre”. Maski na twarzach, obcisłe trykoty z jednym ramiączkiem, zwariowane akrobacje i zupełnie nieoptymalne techniki walki. Teraz wyobraźmy sobie takiego pstrokatego meksykańskiego zapaśnika (luchadora) w niezbyt kolorowym miejskim środowisku z czarnego kryminału. I ten luchador nigdy się nie przebiera – zawsze chodzi półnagi i w masce. I jest prywatnym detektywem – wulgarnym, łasym na pieniądze, nadużywającym przemocy, alkoholu i papierosów oraz przedkładającym siłę mięśni nad walory umysłu. A to niby noirowe miasto pełne jest robotów udających ludzi, groteskowych kultów, szalonych naukowców, bogatych zboczeńców i innych zdecydowanie przeszarżowanych indywiduów.

wtorek, 13 maja 2025

Nawet nas tu nie ma

Z brzytwą Lema na podorędziu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Komiks jako praca dyplomowa na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie. Fajna sprawa! A jeszcze fajniejsza, jeśli komiks ten zostaje potem wydany i trafia do szerokiej dystrybucji. Kultura Gniewu proponuje właśnie coś takiego – debiut Filipa Jędrzejewskiego, czyli pozorną science fiction pod tytułem „Nawet nas tu nie ma”.

Pozorną? No tak. Komiks Jędrzejewskiego po okrojeniu go słynną „brzytwą Lema” mógłby stać na półce z opowieściami społeczno-obyczajowymi. Nie jest to w żadnym wypadku zarzut – po prostu fantastyczny element komiksu jest tu tylko pewnym zabiegiem narracyjnym, a nie najważniejszą jego składową. Mamy nieokreśloną bliżej przyszłość. Ludzie skolonizowali Marsa, co chyba nie okazało się jakimś wielkim wyzwaniem. O wiele trudniejsze jest utrzymanie raz założonych tam kolonii. W tym celu co jakiś czas dochodzi do specyficznego „poboru”: wybrani mieszkańcy Ziemi zostają obowiązkowo oddelegowani na czerwoną planetę w celu - dosłownie - odrobienia tam pańszczyzny. Jednym z nich jest dwudziestoletni Kid Old, któremu został jeszcze rok do zakończenia służby.

wtorek, 11 lutego 2025

Smoła

Subiektywnie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Kultura Gniewu jest wydawnictwem wyjątkowo mocno stawiającym na polskich twórców komiksowych. Albo artystów – bo tym mianem wolę określać Piotra Marca, autora „Smoły”, komiksu trudnego w odbiorze, niejednoznacznego i niezwykle trudnego w ocenie. Przynajmniej tej ze wszech miar obiektywnej.

Gdzieś w Ameryce, pewna autorka komiksów o imieniu Susan jedzie na prowincję, aby zebrać materiały do swojej nowej opowieści. Bardzo chce stworzyć komiks, „obok którego nikt nie przejdzie obojętnie”. Po drodze zabiera przypadkową autostopowiczkę, Sheilę. Dziewczyna jedzie gdzieś w mroczne leśne ostępy, do domu swojej babci, w którym mieszkała w dzieciństwie. Sheila chce wkroczyć w dorosłe życie, więc taka podróż we własną przeszłość, wypełnioną straszliwą, wypartą traumą, może być ku temu świetną okazją. Susan korzysta z mimochodem rzuconego zaproszenia i po pewnym czasie również dociera do starego, mrocznego domku w środku lasu. I wtedy nadciąga ciemność, „smoła” obecna zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz naszych bohaterek.

niedziela, 15 grudnia 2024

Bibliomulica z Kordoby

Wiedza to potęga


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wynalazek pisma i umiejętność utrwalania myśli, historii, praw, mitów i odkryć na materialnych nośnikach przyspieszył rozwój naszej cywilizacji. Wiedza to potęga – fakt ten jest niby oczywisty, ale często lekceważony albo wykorzystywany w niecnych celach. Dlaczego ludzie nie czytają książek? Dlaczego tak często w historii naszej cywilizacji płonęły ułożone z nich stosy? Na te pytania – choć nie tylko – próbuje odpowiedzieć „Bibliomulica z Kordoby”.

Co to takiego ta „bibliomulica”? Ano samica muła objuczona do granic nieprawdopodobieństwa księgami, woluminami i zwojami uratowanymi z pożogi przez niejakiego Tarida, bibliotekarza z Kordoby. Pod koniec dziesiątego wieku dwie trzecie Półwyspu Iberyjskiego pozostawało w rękach muzułmanów – dynastia Umajjadów, trzymająca władzę w Kalifacie Al-Andalus, zapragnęła uczynić z Kordoby stolicę kultury, sztuki i nauki. Kalifowie z tej dynastii pozakładali biblioteki, uniwersytety i inne przybytki wiedzy, ale gdy tylko jeden z nich zmarł przedwcześnie, pozostawiając jedenastoletniego następcę tronu, zaczęły się problemy. Wiadomo – kiedy jakiś kalif jest mało decyzyjny, łatwowierny i niezbyt lotny (nie dlatego, że jest głupim ograniczonym tłukiem, ale po prostu dzieckiem), zaraz pojawia się jakiś złowieszczy wezyr, który chciałby zostać kalifem w miejsce kalifa. W komiksie Wilfrida Lupano i Léonarda Chemineau wezyrem nie jest jednak mały, pocieszny nerwus à la Louis de Funès, ale wysoki, postawny, diablo inteligentny i niebezpieczny Wezyr co się zowie.

czwartek, 5 grudnia 2024

Mglisty wymiar

Deliryczna degrengolada


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Mglisty wymiar” Richarda Corbena miałby gigantyczne szanse w plebiscycie na najbardziej szalony i oryginalny komiks roku 2024, gdyby takowy plebiscyt istniał. Zapomnijcie o logicznej fabule, związkach przyczynowo-skutkowych i standardowym rysunku. Wkraczacie w domenę delirycznej degrengolady. Wkraczacie do… mglistego wymiaru.

Richard Corben zmarł w 2020 roku w wieku osiemdziesięciu lat. „Mglisty wymiar” wydany właśnie przez Kulturę Gniewu jest jego ostatnim dokonaniem – wydawanym w odcinkach od 2012 roku a w albumie zbiorczym dopiero w zeszłym roku nakładem Dark Horse Comics. Corben jest już legendą w komiksowym świecie, twórcą oryginalnym i budzącym raczej skrajne uczucia. Od zawsze związany z komiksem niezależnym, piszący i rysujący zarówno do słynnego „Metal Hurlant”, jak i nie mniej popularnego „Heavy Metal”, w Polsce znany między innymi z kilku komiksów ze świata „Hellboya” („Lichwiarz”!), kilku odcinków „Hellblazera” Briana Azzarello i oczywiście autorskich „Duchów zmarłych” na podstawie twórczości Poego. Nie da się tego artysty (a właściwie jego twórczości) pomylić z żadnym innym – przekonacie się o tym, gdy tylko wkroczycie do… mglistego wymiaru.

czwartek, 28 listopada 2024

Ostatni dzień Howarda Phillipsa Lovecrafta

Wigilia ludzkiego umierania


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Zwykło się mówić, że w momencie śmierci życie przelatuje przed oczami. Głównemu bohaterowi nowego komiksu Kultury Gniewu przelatuje nie tylko życie przeszłe, ale również i przyszłe, pośmiertne, podtrzymywane przez niezliczone popkulturowe odniesienia do jego bardzo charakterystycznej i jednocześnie kontrowersyjnej twórczości. Romuald Giulivo i Jakub Rebelka pokazują w bardzo oryginalny sposób, jak wyglądał „Ostatni dzień Howarda Phillipsa Lovecrafta”.

10 marca 1937 roku Lovecraft trafił do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Gdyby trochę bardziej dbał o siebie i zdecydował się na wizytę wcześniej, być może nie usłyszałby diagnozy w stylu: „zaburzenia trawienia, ostre dolegliwości bólowe, rozdęcie brzucha, bezsenność, rak jelita w fazie terminalnej”. Być może jego wnętrzności nie przypominałyby wtedy bluźnierczych potworów, które tak często spotykali bohaterowie jego opowiadań. Autorowi „Zewu Cthulhu” zostało pięć dni, umrze 15 marca – przez ten czas dokona wiwisekcji swego niezbyt wesołego i zbyt krótkiego życia, a także dowie się, jaką spuściznę po sobie zostawi. Niczym w dickensowskiej „Opowieści wigilijnej” odwiedzą go duchy dni przeszłych, pozna duchy dni przyszłych, a w przypadku teraźniejszości sam dla siebie jest duchem w wystarczającym stopniu. Specyficzna jest to wigilia, wszak poprzedza ona śmierć, a nie narodziny – choć w przypadku Howarda Phillipsa Lovecrafta „nawet śmierć może umrzeć wraz z dziwnymi eonami”.

czwartek, 2 maja 2024

Binio Bill

Na nostalgii


A dziś krótko, kronikarsko. Przeczytałem ostatnio coś lekko już zapomnianego, chyba po trzydziestu iluś latach przerwy. Tak właśnie – to były lata osiemdziesiąte i ten wspaniały „Świat Młodych”. Nieważne jaki komiks był na ostatniej stronie (choć wiadomo, że to Tytus, Kleks i Kajko z Kokoszem przykuwali największą uwagę) – ważne, że był. Na przykład nieustraszony Binio Bill.

Nie pamiętam dokładnie, które odcinki przygód polskiego kowboja (Zbigniewa Bileckiego, znanego jako Binio Bill!) czytałem w „Świecie Młodych”. Wydany ostatnio przez Kulturę Gniewu integral zbierający WSZYSTKIE części „Binio Billa” przypomniał mi, że na prawdopodobnie był to „Śladami Kida Walkera” i „Binio Bill kręci western i… w kosmos!” – bo skojarzyłem niektóre sceny i kadry. No nie da się ukryć, że ten akurat komiks nie zestarzał się najlepiej, że trafi głównie do takich ramoli jak ja, którzy widzą jego wady, ale i tak mają to gdzieś, bo przypominają im się czasy dzieciństwa z komiksami dostępnymi w przeważającej większości na ostatniej stronie słynnej harcerskiej gazety. Niestety tu musi grać nostalgia, bo bez niej jest raczej mizernie.