Na grzybach
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Dziś udamy się do Ambergris po raz trzeci i ostatni – Jeff VanderMeer kończy swoją nieformalną trylogię. Oto „Finch”: forma czarnego kryminału w stylu „hardboiled”, trzecioosobowa narracja i scenografia rozbuchana jak u Chiny Mieville’a to mieszanka bardzo niecodzienna. Wpisuje się jednak w założenia „New Weird” idealnie.
„Fincha” można oczywiście czytać bez znajomości poprzednich powieści i opowiadań, ale jest to doświadczenie niepełne. Jeff VanderMeer zbudował wielki, fantastyczny świat, którego założenia i historię warto poznać wcześniej. Zbiór „Miasto szaleńców i świętych” opowiada o Ambergris, wielkim mieście-molochu zbudowanym przed wiekami na miejscu Cinsorium, starej osady, w której przodkowie Ambergian urządzili masakrę miejscowej ludności. A może raczej „ludności” – dziwaczni, tubylczy „grzybianie”, zwani przez swych oprawców Szarymi Kapeluszami, zmuszeni zostali do ucieczki pod ziemię. Schowani w nieskończonych labiryntach, czekają aż odwróci się karta historii. Szansa pojawia się w drugiej powieści z tego świata; „Shriek. Posłowie” opowiada o życiu ekscentrycznego historyka opętanego żądzą poznania prawdy na temat Szarych Kapeluszy. Duncan Shriek próbuje rozwikłać tajemnicę „Ciszy”, wydarzenia, w którym przed kilkoma stuleciami zniknęło nagle ponad dwadzieścia tysięcy mieszkańców Ambergris. Schodzi do podziemi, przechodzi makabryczną „grzybową” przemianę i zdaje się być u progu rozwiązania zagadki przerażających dawnych mieszkańców miasta. I wtedy dochodzi do katastrofy.


