Dwudziestego trzeciego września miała miejsce premiera drugiego tomu najgłośniejszego, polskiego projektu literackiej grozy ostatnich lat. Miałem możliwość przeczytania tego zbioru wcześniej – oto dwadzieścia osiem opowiadań autorów polskich plus trzy teksty zagranicznych gości. W porównaniu do pierwszej edycji, „Sny umarłych. Rocznik weird fiction 2019” jest zbiorem mniej hermetycznym, mniej ukierunkowanym na to, co powszechnie rozumiemy jako weird fiction. Musimy pójść tu oczywiście na pewne pojęciowe skróty – wiemy przecież, że sama definicja tego rodzaju literatury (nie używam pojęcia „gatunku literackiego”, mając na uwadze przedmowę Krzysztofa Grudnika z roku 2018) nie jest ścisła i jednoznaczna. Wydanie tegoroczne poszerza spektrum stylów, estetyki i tematyki – różnorodność jaką znajdziemy w „Snach umarłych 2019” jest zdecydowanie większa niż rok temu. Drugi tom ma przez to szansę trafić do większego grona odbiorców – w ogólnym rozrachunku jest bardziej przystępny, mniej „gęsty” narracyjnie i filozoficznie. Czy mniej „weirdowy” (cokolwiek to właściwie znaczy)? Pewnie tak. Czy gorszy? Zdecydowanie nie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phantom Books Horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phantom Books Horror. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 17 października 2019
czwartek, 28 lutego 2019
Wszechmocny
Piekła nie ma?
Szło zło przez świat
Miało zwykłą twarz
Ludzie się mylili.
A zło jak zło
Wybaczało błąd
W chwili, gdy nie żyli.
Grzegorz Markowski – „Zło”
Szło zło przez świat
Miało zwykłą twarz
Ludzie się mylili.
A zło jak zło
Wybaczało błąd
W chwili, gdy nie żyli.
Grzegorz Markowski – „Zło”
„Wszechmocny” Macieja Kaźmierczaka to kolejna propozycja Phantom Books Horror z serii „Odmienne stany grozy”. O świetnym „Słupniku”, zbiorze opowiadań Jakuba Bielawskiego, już pisałem – tym razem polecam powieść. Jej przesłanie bardzo dobrze streszcza powyższy cytat z piosenki, która dręczy jednego z bohaterów książki podczas podróży samochodem. A bohaterów mamy dwóch.
wtorek, 19 lutego 2019
Słupnik
Wielość musi znowu stać się jednością
Życie można zdefiniować jako walkę z siłami ujednolicającymi, którą życie prędzej czy później przegra. Zatem życie egzystuje niejako wbrew i jest tragiczne w swojej naturze. W tragedii upadek jest oczywisty od pierwszej chwili, tylko nie dla występujących w niej postaci, a tragedia polega jedynie właściwie na tym, w jaki sposób prawda o tym, co nieuniknione, dotrze do bohaterów. Śmierć i nicość czekają, ale my tak powoli upadamy w ich kierunku, że tego nie zauważamy.
Karl Ove Knausgard, „Zima”
Takim cytatem rozpoczyna się „Tam, gdzie najlepiej się umiera”, jedno z opowiadań Jakuba Bielawskiego. Nie ma chyba lepszego podsumowania mrocznej myśli i smutnej filozofii, jakie autor przekazuje swoim debiutanckim zbiorem – „Słupnikiem”, wydanym niedawno przez Phantom Books Horror. Osiem opowiadań weird fiction z bardzo spójnym, intensywnym i jednoznacznym przekazem oraz charakterystyczną estetyką, którą fani tego rodzaju literatury doskonale znają i dla której w głównej mierze ją czytają.
sobota, 8 września 2018
Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2018
Ja, czyli nic
Najgłośniejsza antologia wydawnictwa Phantom Books Horror tego roku ujrzała w końcu światło dzienne. Dwadzieścia trzy opowiadania polskich twórców, wyselekcjonowane pod kątem wysokiej jakości literackiej i specyficznej przynależności „gatunkowej” – weird fiction. „Gatunkowość” musi być tu wzięta w cudzysłów, bo, jak napisał we wstępie do antologii Krzysztof Grudnik: „Weird fiction jest terminem szerokim, który nie określa osobnego gatunku, a raczej przenika inne gatunki fantastyczne, lub oplata je niczym macki z Lovecraftowych opowieści”.
I tak też jest w „Snach umarłych – polskim roczniku weird fiction 2018”. Jest tu science fiction, bizzaro, dramat psychologiczny, horror. Znajdziemy tu opowiadania inspirowane Ligottim, jego charakterystycznym stylem i oglądem świata; teksty w klimatach klasycznej literatury grozy sprzed wieku, często osadzone we współczesności. Udamy się też w przeszłość, w czasy wojen napoleońskich lub Rewolucji Francuskiej. Najczęściej jednak poruszamy się w światach o bardzo wątpliwych ontologicznie fundamentach – granica między twardą rzeczywistością a fantasmagorią jest płynna i bardzo ruchoma. Są tu też teksty trudne, wymagające skupienia i przynajmniej dwukrotnego czytania – pozbawione standardowej fabuły i narracji, ale rewanżujące się zupełnie nową jakością, czyli pewnym autorskim, przechodzącym na czytelnika, przeżyciem świata, u podstaw którego zasadza się dziwność. Czasem jest to głównie estetyka – częściej jednak za owym „weird” stoi pewna filozofia. Pesymistyczna, mroczna – zabarwiająca „dziwność” wielce niepokojącymi, bo pochodzącymi spoza normalnego spektrum, barwami.
wtorek, 24 października 2017
Kamienica panny Kluk
Sny marionetek
Opowiadania Damiana Zdanowicza, które możemy przeczytać w Kamienicy panny Kluk, to podróż szlakiem Thomasa Ligottiego do jądra ciemności. To twórczość, w której od tego O CZYM opowiada, a nawet JAK opowiada, o wiele ważniejsze jest to DLACZEGO opowiada. Jej podstawowym zadaniem jest próba uchwycenia w uporządkowaną formę prawd, które są, jak to sam Zdanowicz określa w jednym z opowiadań, nie do wypowiedzenia w normalnym „dyskursie międzyludzkim”. Literatura, a zwłaszcza jej krótka forma, staje się tu medium jedynym właściwym, głównie poprzez swój bezdyskusyjnie szerszy, w stosunku do owego „dyskursu”, wachlarz środków wyrazu. Wyrazić niewyrażalne, utoczyć kształt z materii chaosu, wyśnić uzasadnienie swej egzystencji, zapełnić pustkę – takie, skazane z góry na niepowodzenie, zadania stoją przed wijącymi się w fabularnych konwulsjach bohaterami opowiadań.
Przestrzeń, w której egzystują ludzie w światach Zdanowicza, ma zwichrowaną naturę. Jest przesycona potencją znaczeń, kafkowsko odrealniona, stawiająca opór ludzkiej percepcji, chwiejąca się w epistemologicznych posadach. Może to być pokój mężczyzny odbierającego regularnie po północy anonimowe telefony; mroczna piwnica kamienicy, w której można spotkać na poły realnego Sztukmistrza demaskującego największe oszustwo naszego bytu; metaforyczny zamek na wzgórzu, który nawiedza równie umowny potwór; siedziba redakcji tak zwanego „koszmarnego magazynu”, trafiającego w niewyjaśnionych okolicznościach do odbiorców szczególnie predestynowanych do mrocznego oświecenia; teatr marionetek animowanych nieustannie przez sznurki biegnące w mrok nieskończony; dom rodzinny, w którym własny ojciec i brat wydają się najbardziej obcymi elementami rzeczywistości; zamknięte drzwi do łazienki w domu pewnego psychiatry, skrywające prawdę o ludzkiej cielesności; i w końcu ostatnie piętro tytułowej kamienicy, miejsce gdzie tylko obłęd ratuje przed unicestwieniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


