Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Millar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Millar. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 maja 2026

Ultimate X-Men. Tom 3

Most Brooklyński i moralność w ruinie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Trzeci tom „Ultimate X-Men” zamyka run Marka Millara i otwiera drzwi dla Briana Michaela Bendisa. Millar wpadł do uniwersum mutantów, wyważając drzwi razem z futryną. Jego scenariusze były odważne i bezkompromisowe, choć czasem trochę za bardzo „edgy” – kontrowersyjne dla kontrowersji i ponad miarę wystawiające na próbę starych czytelników. I jak to zwykle bywa w przypadku nowych tytułów powiązanych z grupą X-Men, zaczęło się od starcia z Magneto, największym wrogiem wszech czasów.

W pierwszym tomie Magneto „umarł”, a w drugim „zmartwychwstał”. Gdy Charles Xavier i jego grupa młodocianych mutantów pokonali mistrza magnetyzmu i jego Bractwo, cały świat zobaczył, jak straszliwy Erik Lehnsherr zostaje zabity. Tak naprawdę Profesor X ustanowił blokady w jego umyśle, czyniąc z niego ludzką marionetkę, i ukrył go gdzieś w mało oczywistym miejscu. Pod koniec drugiego tomu Bractwo Mutantów przywraca swego starego wodza do ustawień fabrycznych. Magneto jest żądny krwi – nie tylko X-Men, ale i reszty rodzaju ludzkiego. Trzeci tom rozpoczyna się wielką manifestacją mocy – Most Brooklyński zostaje wysadzony w powietrze, grzebiąc pod gruzami lub w wodach East River setki ludzi. Rozpoczyna się wielka kampania Magneto, mająca na celu całkowite podporządkowanie lub eksterminację naszego gatunku.

niedziela, 12 kwietnia 2026

Ultimate X-Men. Tom 2

Homo superior czy homo terror?


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mark Millar kontynuuje przygody X-Men w wersji „Ultimate”. Tym razem ma do dyspozycji aż czterech grafików, którzy (sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle) nie przykładają się zbytnio do graficznej spójności. Nie zmienia to faktu, że „Ultimate X-Men” pozostaje bardzo dobrym komiksem. Trafiamy do marvelowskiego świata alternatywnego – możemy czytać przygody mutantów bez konieczności nadrabiania ich czterdziestoletniej historii.

Pierwszy tom, zawierający początkowe dwanaście odcinków z 2001 roku, zbudował fundamenty rzeczywistości „Ultimate”. W nieco dystopijnym, policyjnym i nienawidzącym mutantów świecie profesor Charles Xavier zbiera drużynę nastolatków obdarzonych nadludzkimi mocami. Cyclops, Beast, Jean Grey, Storm, Colossus, Iceman plus zdecydowanie nienastoletni Logan Wolverine trafiają do X-Mansion. Zamiast jednak uczyć się, jak współegzystować z plującymi na nich ludźmi, trenują wykorzystywanie swoich mocy w walce. Najpierw pokonują Magneto i jego Bractwo Mutantów marzące o eksterminacji rodzaju ludzkiego, a potem stawiają czoła tajnemu departamentowi pracującemu nad przekształcaniem mutantów w żywe bronie. „Bronie X”, jakby kto pytał.

niedziela, 15 marca 2026

Ultimate X-Men. Tom 1

Prawdziwe znaczenie homo superior


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dokładnie dwadzieścia pięć lat temu czytelnicy za oceanem mogli śledzić nowe przygody X-Men w nowym, alternatywnym świecie Marvela. U progu XXI wieku trzeba było jednak podjąć takie kroki wydawnicze, dzięki którym Marvel przyciągnąłby nowych czytelników i z hukiem wszedł w nowe milenium. Tak powstali „Ultimate X-Men”.

„Ultimate” było nową linią wydawniczą Marvela, której zadaniem było przedstawienie klasycznych superbohaterów Marvela na nowo – bardziej realistycznie i bez jakiegokolwiek bagażu przeszłości. W 2000 roku zaczął Brian Michael Bendis – razem z Markiem Bagleyem stworzyli od nowa postać człowieka-pająka w „Ultimate Spider-Man”. Peter Parker był w tej serii znowu nastolatkiem i lada chwila miał go ugryźć radioaktywny pająk. Jednocześnie w „The Amazing Spider-Man” trwała w najlepsze era Straczynskiego – tu kontynuowano historie głównego kontinuum Marvela z dorosłym i żonatym Parkerem. W styczniu 2001 wystartowali mutanci – do napisania ich przygód zaangażowano Marka Millara i braci Kubert.

niedziela, 22 września 2024

Marvel Knights. Spider-Man. Tom 1

Ściągnąć mu tę maskę!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Przed nami kolejna dawka przygód Spider-Mana z pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Komiksy z człowiekiem-pająkiem były wówczas nadal bardzo chętnie czytane, a trwający run J. Michaela Straczynskiego w „The Amazing Spider-Man” tylko powiększał popularność tego bohatera. Czy Spider-Man potrzebował kolejnego tytułu w tym czasie? Raczej nie. Ale wydawnictwo i tak mu go zafundowało.

A nie był to tytuł byle jaki, bo rozpoczęty w dość specyficznej inicjatywie wydawniczej, jaką było „Marvel Knights”. Marvel miał kłopoty w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych – załamanie rynku komiksowego, ogłoszenie bankructwa, exodus autorów. W 1999 roku Dom Pomysłów outsorcował cztery serie do wydawnictwa „Event Comics”, kierowanego przez dwóch twórców znanych z wcześniejszej pracy w Marvelu i DC – Jimmy’ego Palmiottiego i Joego Quesady. Utworzono w ten sposób imprint o nazwie „Marvel Knights”, którego zadaniem było publikowanie historii tylko lekko powiązanych z mainstreamową ciągłością Marvela, ale serwujących za to opowieści dojrzalsze, mroczniejsze, poważniejsze i bardziej realistyczne. „Daredevil”, „Inhumans”, „Black Panther” i „Punisher” mieli dostać potężnego kopa sprzedażowego. Tak też się stało – imprint „Marvel Knights” okazał się sukcesem (w Polsce mogliśmy przeczytać ostatnio trzy znakomite zbiorcze tomy właśnie „Punishera” Gartha Ennisa).

niedziela, 16 lipca 2023

Wojna domowa

Marvel z wyższej półki


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Kapitan Ameryka. Wojna bohaterów” jest jednym z lepszych filmów Marvel Cinematic Universe. Fani Marvela wiedzą na jakim komiksie (komiksach) oparta została jego fabuła. Twórcy filmowego uniwersum wzięli z nich sam pomysł, ale już nie wydarzenia – tym bardziej warto „Wojnę domową” przeczytać.

Jak się to wszystko zaczęło? W 2006 roku, w pierwszym numerze „Civil War”, nieco mniej znana grupa superbohaterów, zwana New Warriors, stoczyła bitwę z czwórką superzłoczyńców. Miało być fajnie, słupki oglądalności miały poszybować w górę („New Warriors” niczym cztery lata wcześniej „X-Force / X-Statix” byli bohaterami telewizji i mieli własny program reality show). Niestety jednym z przeciwników był niejaki Nitro – koleś, którego mocą jest „autoeksplozja”. Serio, wybuchł im w prosto twarz (twarze). Doszło do straszliwych start ubocznych ¬ zginęło kilkuset cywili, w tym głównie dzieci. I to przelało napełniającą się już od pewnego czasu czarę goryczy – rozpoczęło się polowanie na czarownice.

niedziela, 5 marca 2023

Wolverine. Vol 3. Tom 2

Komiks szerokoekranowy


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Czternaście miesięcy temu nakładem Mucha Comics wyszedł pierwszy zbiorczy tom trzeciej serii „Wolverine”. Ten pokaźny zbiór dziewiętnastu odcinków przygód Rosomaka napisał Greg Rucka a narysowali Darick Robertson i Leandro Fernandez. Znakomita rzecz, jeden lepszych komiksów A.D. 2022. Po dziesięciu miesiącach, w listopadzie ubiegłego roku, ukazał się tom drugi – skromniejszy objętościowo, ale równie dobry.

Greg Rucka miał pomysł na Logana. Wyciągnął go z X-Men, wysłał na amerykańską dzicz, kazał mu zdjąć superbohaterski kostium i narobił mu wielkich kłopotów. Amerykański scenarzysta odszedł z serii po numerze dziewiętnastym a pałeczkę przekazał dobrze nam znanemu Markowi Millarowi. Mamy grudzień 2004 roku – Millar ma pełne ręce roboty, pisze właśnie „Spider-Mana” dla imprintu „Marvel Knights”. Trzecia seria „Wolverine’a” również opatrzona była wówczas logiem „Rycerzy Marvela” – Mark Millar świetnie wpasował się w jej założenia, choć podszedł do niej trochę inaczej niż Rucka. Nadal jest to seria z wszech miar godna polecenia – nie dość, że Millar zaserwował naprawdę wciągającą i emocjonującą historię, to dodatkowo mamy tu Johna Romitę Jr. w najlepszej formie. Styl rysownika „od kanciastych twarzy, głów i sylwetek” jest nie do podrobienia i często wzbudzający kontrowersje – bo nacechowany lekką „millerozą” (zwłaszcza z okresu „Sin City”) lub lekceważeniem zasad anatomii. Ja tam bardzo lubię styl Romity – a w omawianym dziś komiksie grafik jest wręcz rewelacyjny.

niedziela, 2 października 2022

Superman. Czerwony syn

Świat w butelce


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Superman jest ikoną popkultury. Nikt nie zaprzeczy, że światowej, choć przede wszystkim amerykańskiej. W 2003 roku ukazał się komiks, który odpowiedział na pytanie: co by było, gdyby kapsuła z maleńkim Kal-Elem miała dwanaście godzin obsuwy i rozbiła się w ukraińskim kołchozie? Ikoną czego w takim przypadku stałby się Superman?

Amerykanie wymyślili Supermana, bo czasy były trudne i potrzeba było jakiegoś kulturowego wzorca, który szybko i mocno trafiłby do szerokiego grona odbiorców. Wielki Kryzys już teoretycznie minął, ale odbijał się cały czas czkawką - a nad Europę nadciągnęły chmury tak mroczne i ciężkie, że kwestią czasu była ich ekspansja na cały świat. Był rok 1938. Narodził się Superman i został jednym z najpopularniejszych (o ile nie najpopularniejszym) bohaterem komiksu amerykańskiego. W późniejszych latach, gdy DC Comics już okrzepło, wyrobiło sobie markę i umocowało swe uniwersum na mocnych podstawach (czyli przeszło rewolucję „Kryzysu na nieskończonych Ziemiach”), zaczęły powstawać „elseworldy”, komiksy umieszczające znanych bohaterów w rzeczywistościach mocno odbiegających od tych dobrze nam znanych i dosłownie pytające – „Co by było, gdyby…?”

czwartek, 20 maja 2021

Authority. Tom 2

Ku utopii


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Authority” powraca! Najbardziej bezwzględna grupa superbohaterska uniwersum „Wildstorm” wkracza w dwudziesty pierwszy wiek. Już bez swojej szefowej, niesamowitej Jenny Sparks, ale za to ze wsparciem opinii publicznej i w blasku jupiterów. Warren Ellis i Bryan Hitch oddają pałeczkę swoim następcom – po dwunastu numerach przestali pisać i rysować „Authority”. Oczywiście szkoda, ale na szczęście kontynuatorzy ich dzieła stanęli na wysokości zadania.

Jenny Sparks, „duch XX stulecia”, zmarła o północy trzydziestego pierwszego grudnia 1999 roku, kiedy to cały świat żegnał odchodzące millenium. Jednocześnie, w innym miejscu świata, urodziła się dziewczynka – ostatnie strony pierwszego tomu „Authority” jednoznacznie sugerują, kim jest i jaką ma rolę do odegrania w przyszłości. A oto i sama grupa – John Hawskmoor, potrafiący „rozmawiać z miastami”; Apollo i Midnighter, czyli homoseksualna para superbohaterów będących jawnym nawiązaniem do Supermana i Batmana; Mechanik, kobieta z ciałem zbudowanym z ciekłego metalu; skrzydlata, supersilna Swift oraz Doktor, „szaman Ziemi”, dysponujący niewyobrażalnymi mocami. Dwudziesty pierwszy wiek należy do nich! Popularni, rozpoznawani, zapraszani do najróżniejszych programów telewizyjnych, pozujący na „ściankach” – to celebryci, którzy po zaprowadzeniu porządku i ukaraniu superłotrów, urządzają sobie suto zakrapiane libacje na swoim statku-bazie, zawieszonym gdzieś między wymiarami uniwersum Wildstorm, między którymi płynie tak zwana „Posoka”. Tak właśnie.

czwartek, 30 lipca 2020

Kick-Ass. Nowa

Robin Hood w potrzebie

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mark Millar i John Romita Jr. powracają, aby skopać trochę tyłków. Po trzytomowej opowieści o przygodach znudzonego, dobiegającego dwudziestki maniaka komiksów superbohaterskich, tym razem otrzymujemy historię samotnej matki, starszej o mniej więcej dekadę. „Kick-Ass. Nowa” nie trzyma może poziomu poprzedzającej ją serii, ale to nadal całkiem fajna, bezpretensjonalna rozrywka.

Patience Lee jest młodą, około trzydziestoletnią weteranką z Afganistanu, która opuszcza armię i wraca w końcu na stałe do domu. Mąż-lekkoduch-poeta zostawia ją samą z dziećmi i ucieka z jakąś blondyną. Patience może liczyć na wsparcie rodziny – niestety tylko duchowe, na utrzymanie musi zarobić sama. Ima się różnych zajęć i z coraz większym trudem wiąże koniec z końcem – wojskowa kariera i codzienne stawianie swego życia na szali nie okazało się wcale lukratywnym zajęciem. „Dlaczego to najgorsze typy mają zawsze najwięcej kasy?” – pyta głośno Patience, widząc, jak w jej rodzinnym mieście kwitną mafijne interesy. A może by tak zabawić się w Robin Hooda, który pomoże ludziom w potrzebie (w tym sobie). Bohaterka postanawia okraść miejscowych gangsterów – i tu zaczyna się tak naprawdę cała historia.

czwartek, 5 marca 2020

Huck

Taki fajny komiks

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mark Millar uwielbia komiks superbohaterski. Bardzo lubi też pogrywać sobie z tym gatunkiem, czego dowiódł w swoim znakomitym „Kick-Assie”. Wszystko robi oczywiście kierowany wielkim uczuciem, sentymentem i chęcią wyjścia poza ramy konwencji. Millar to jednak nie Moore, u niego chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę i rozrywkę. Jego najnowszy komiks, wydany przez wydawnictwo Mucha, jest świetnym potwierdzeniem tej tezy.

Huck jest trzydziestokilkuletnim pracownikiem stacji benzynowej w małym, amerykańskim miasteczku. Zaraz po urodzeniu został podrzucony do miejscowego sierocińca – nigdy nie ustalono kto i dlaczego to zrobił. Zrobiono jednak coś innego – nauczono Hucka zwyczajnej, ludzkiej dobroci i tego, aby codziennie spełniał jeden dobry uczynek. A on ma ku temu predyspozycje – okazuje się, że dysponuje supersiłą i superszybkością, a przede wszystkim potrafi odnaleźć każdą zaginioną rzecz lub osobę. Zatem przyprowadzenie zagubionego psiaka czy pomoc w pracach polowych nie sprawia mu żadnych problemów. Ale Huck nie potrzebuje swoich supermocy, aby spełniać dobre uczynki – wydanie całych oszczędności na cele dobroczynne przychodzi mu z łatwością, przecież może uzbierać od nowa.

czwartek, 30 stycznia 2020

Kick-Ass. Tom 3

Dojrzewanie superbohatera

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Trzeci tom „Kick-Assa” Marka Millara to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń tomu drugiego. Dlatego też recenzja ta przeznaczona jest dla osób znających całą dotychczasową historię Dave’a Lizewskiego – czytanie jej w innym przypadku ma taki sens jak zaczynanie lektury serii właśnie od trzeciego tomu.

Mindy „Hit-Girl” McReady wylądowała w więzieniu. Kick-Ass uciekł wraz z niedobitkami Kręgu Sprawiedliwości z policyjnej obławy a jego nemezis – „Red Mist” zwany „Motherfuckerem” – trafił mocno połamany do szpitala. Wszyscy spodziewali się, że „będzie dokładnie tak, jak w komiksach” – niestety rzeczywistość rozwiała ich złudzenia. Zwykły człowiek, ubrany w przyciasny, kolorowy kostium to, w oczach innych równie zwykłych ludzi, dziwak i szajbus, a nie superbohater.

czwartek, 24 października 2019

Kick-Ass. Tom 2

Kopiemy dupę po raz drugi

Recenzja ukazała się pierwotnie na portalu Esensja.

Wydawnictwo Mucha wznowiło niedawno pierwszy tom „Kick-Assa”. Scenarzysta, Mark Millar, idzie śladami Alana Moore’a, ale zadeptuje je swoimi wielkimi butami klauna – pożeracza popkultury. Bo przecież seria „Kick-Ass” to tacy o wiele mniej poważni i ambitni „Strażnicy” – to komiks o komiksiarzach, od komiksiarza dla komiksiarzy. Jedynym jego przesłaniem jest „baw się dobrze” – i tyle. Dziś czytamy tom drugi, wydany w Polsce pięć lat temu. Co musimy wiedzieć na początek?

Dave Lizewski jest zwykłym nastolatkiem, zafascynowanym komiksami o superbohaterach. Razem z kumplami z liceum spędzają długie godziny na lekturze, wyobrażając sobie jakby to było, gdyby samodzielnie przywdziać obcisły kostium i złoić skórę „złym gościom”. Dave, chcąc urozmaicić sobie swoje nudne i do bólu przewidywalne życie, postanawia zrealizować swoje marzenia – staje się „Kick-Assem”, młodocianym superbohaterem, którego karkołomne wyczyny śledzą tysiące użytkowników YouTube’a. Kilka razy ociera się o śmierć, spędza miesiące w szpitalu, traci hektolitry krwi – ale nie rezygnuje. Nowe życie jest jak narkotyk. Dave poznaje dwójkę innych samozwańczych bohaterów w kostiumach – Big Daddy podaje się za byłego policjanta, szukającego zemsty na zabójcach swojej żony, a jego dziesięcioletnia córka Mindy o pseudonimie „Hit Girl” dzielnie mu pomaga. Mafia rodziny Genovese, członkiem której jest nastoletni syn jej szefa – kolejny zwariowany superbohater „Red Mist” – zabija ojca małej Mindy i w odwecie zostaje zdziesiątkowana przez nią i pomagającego jej Kick-Assa.

niedziela, 4 sierpnia 2019

Staruszek Logan

Nazywam się Logan!

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

W sierpniu 2008 roku, w sześćdziesiątym szóstym numerze serii „Wolverine” rozpoczęła się ośmioczęściowa historia, uważana za jedną z najważniejszych opowieści o Rosomaku. Cztery i pół roku temu ukazała się w Polce jako pięćdziesiąty czwarty album „Wielkiej kolekcji komiksów Marvela” od Hachette, a teraz wraca na nasz rynek w wydaniu Egmontu. Mark Millar, zainspirowany kreacją Clinta Eastwooda w genialnym „Bez przebaczenia”, przedstawia postać Wolverine’a próbującego przetrwać w alternatywnej wersji uniwersum Marvela. Tutaj przed pięćdziesięcioma laty świat zmienił się całkowicie.

Mamy rok mniej więcej 2060. Od pół wieku nie ma już superbohaterów. Niemal wszyscy zostali zabici w wielkim „pospolitym ruszeniu” superłotrów, którzy teraz, niczym wielcy feudalni władcy, panują w podzielonej Ameryce. Cały Wschód opanowany jest przez Prezydenta (którego tożsamość poznajemy później, kiedy akcja przenosi się w okolice Mount Rushmore – jasna sprawa) a jego sąsiadem jest Doctor Doom. Centralne Stany Zjednoczone to ziemia niczyja – na zachód od niej mamy terytorium Kingpina, okopanego w swoim Fisk Lake City a następnie – uwaga! – trafiamy na Zachód zdominowany przez Hulka i jego pomiot. Tak, ten wielki filar Avengers zszedł na złą drogę i razem ze swoją – rysowaną tak jak na wielu popkulturowych obrazkach – „hillbilly family” terroryzuje tereny od Seattle po San Diego.

czwartek, 25 kwietnia 2019

Kick-Ass. Tom 1

Kto pilnuje znudzonych geeków?

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pierwszy zbiorczy tom „Kick-Ass”, z okładką lekko zmienioną w stosunku do pierwszego wydania sprzed sześciu lat, pojawił się właśnie w sprzedaży. Ośmioodcinkowe dzieło Marka Millara i Johna Romity jr. od początku reklamowane było jako „najlepszy komiks o superbohaterach wszech czasów” – i chociaż dobrze wiemy, że to tylko marketingowy slogan, to i tak gratulujemy wydawnictwu Mucha Comics świetnego wyboru. Podobnie jak rewelacyjny „Invincible” Roberta Kirkmana (inny, również „najlepszy”) jest komiksem nie tylko od geeka dla geeków, ale dla wszystkich – ponieważ według głównego bohatera „wszyscy, w jakimś momencie naszego życia, chcieliśmy zostać superbohaterami”. 

„Kick-Ass” zaczyna się prawie jak „Fight Club” Chucka Palahniuka. Narrator, szesnastoletni Dave Lizewski, siedzi posiniaczony i zakrwawiony na krześle z akumulatorem przypiętym do najwrażliwszych miejsc ciała (tak, dobrze się domyślacie do jakich), a wokół niego stoi zgraja najgorszych zbirów na świecie. I, tak samo jak główny bohater wspomnianej powieści, zabiera nas w przeszłość, do momentu „gdy to wszystko się zaczęło”.