Początek nowej ery
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Początek nowej ery
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Saga rodu Summersów
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Piekielne lata Todda McFarlane'a
Tylko dla zatwardziałych fanów
Old Man Bruce
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Komiksy z serii wydawniczej „DC Black Label”, które miały wypełnić lukę po zakończonym „DC Vertigo”, pojawiają się w Polsce już bardzo regularnie. Tę, przeznaczoną z założenia dla zdecydowanie dorosłego i bardziej wymagającego odbiorcy, inicjatywę wydawniczą zdominował oczywiście Batman – podróże w głąb jego skomplikowanego i poharatanego umysłu to przecież nadal bardzo nośny i atrakcyjny temat. Tym razem zgłębiają go naprawdę doświadczeni ludzie – dwaj panowie, którzy pracowali przy komiksach z człowiekiem-nietoperzem przez długie lata.
Scott Snyder (scenariusz) i Greg Capullo (rysunki) to para komiksiarzy, która tworzyła historie o zamaskowanym obrońcy Gotham w czasach „The New 52”, kiedy to uniwersum Detective Comics przeszło jeden z najważniejszych „kryzysów” w swej historii. „Batman. The Last Knight on Earth” miał być zwieńczeniem ich pracy i ostatnim komiksem z Batmanem, który napiszą. Zgodnie z tym co przekazał Snyderowi słynny Grant Morrison, porządny run komiksowy charakteryzuje się tym, iż autor jest w stanie pokazać genezę, rozwój i koniec swego bohatera. Swoją wersję początków nietoperza panowie zaprezentowali w „Batman. Rok zerowy” i rozwijali go podczas kilku lat trwania „The New 52” (wszystkie dziesięć tomów zbiorczych wydał Egmont w latach 2013-2017) – pora zatem na jakieś mocne zakończenie. Co, gdyby Bruce tylko uroił sobie, że jest Batmanem?