Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Żuławski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jerzy Żuławski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lipca 2017

Stara Ziemia

Zanik ducha albo jak od pospolitości zbawić świat

W drugiej części Trylogii Księżycowej Jerzego Żuławskiego dwóch członków Bractwa Prawdy nieopatrznie uruchomiło statek kosmiczny Marka Zwycięzcy i ku własnemu przerażeniu wystartowało na Ziemię. Statek ląduje w gdzieś na terenie dzisiejszego Egiptu – Roda i Mataret przekonują się na własne oczy, że ich teoria o bezludnej Ziemi jest fałszywa. Po kilku karkołomnych przygodach trafiają w końcu do Jacka, jednego z najznamienitszych ziemskich naukowców. Ten właśnie Jacek, który okazuje się konstruktorem statku kosmicznego Zwycięzcy i dobrym przyjacielem księżycowego „Mesjasza”, jest głównym bohaterem trzeciej części trylogii, pod tytułem Stara Ziemia.

Żuławski przeniósł akcję ostatniej powieści cyklu, całkowicie na naszą planetę. Fabuła powieści koncentruje się wokół Jacka i kilku ważnych dla całościowego odbioru postaci. Oprócz dwóch pechowych przybyszy z księżyca poznajemy Azę, śpiewaczkę i bożyszcze tłumów; Grabca, zadufanego i egocentrycznego hiperintelektualistę; Łachcia, oderwanego od rzeczywistości kompozytora-samouka; Sir Tedwena, naukowca, który doszedł do granicy ludzkiego poznania oraz Nyanatilokę, buddystę, który wie, jak poradzić sobie z tą granicą.

Jerzy Żuławski przedstawia świat odległy od jego czasów o tysiąc lat. Jednak scenograficznie jest to tak naprawdę nadal dziewiętnasty wiek. Mamy co prawda statek kosmiczny i czytamy o jakimś bliżej nieokreślonym wynalazku Jacka, który może okazać się bronią zdolną do zniszczenia całej planety, ale tak naprawdę nie czuć tutaj science fiction. Nie o to Żuławskiemu chodziło. Chciał on przede wszystkim pokazać swoją smutną wizję przyszłości ludzkiej cywilizacji, wywiedzioną z trendów społecznych, artystycznych i ekonomicznych, które obserwował w świecie mu współczesnym. A wszystko to przyprawił młodopolskimi lękami i namiętnościami, wschodnimi drogowskazami do Nirwany i bergsonowskim intuicjonizmem. O Bergsonie wspominałem już przy okazji Stefana Grabińskiego, również Jerzy Żuławski nie oparł się wpływowi francuskiego filozofa.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Zwycięzca

Dobry zbawca to martwy zbawca

Druga część trylogii księżycowej Jerzego Żuławskiego opowiada o czasach późniejszych o kilkaset lat od momentu śmierci Jana „Starego Człowieka”. Ziemianie, zaintrygowani rękopisem Jana, wysyłają na księżyc kosmonautę Marka. Marek po udanym lądowaniu na srebrnym globie zastaje zdumiewającą sytuację. Przez te wszystkie lata od momentu śmierci Jana, cywilizacja księżycowa bardzo się rozwinęła i urosła w siłę. Uwikłana w nieustające walki z rdzennymi mieszkańcami naszego satelity, Szernami, utworzyła własną religię opartą na micie zbudowanym wokół postaci Starego Człowieka.

Księżycanie wierzą w to, że Stary Człowiek powróci kiedyś do nich pod postacią zbawcy – młodego człowieka, którego nazywać będą Zwycięzcą. Zwycięzca rozjaśni mroki ich smutnego, ciężkiego życia i poprowadzi ich do zwycięskiej wojny z Szernami. W Kraju Biegunowym przebywa zakon Braci Wyczekujących, którzy gromadzą przez lata ciała swoich zmarłych towarzyszy, aby wraz z nimi wypatrywać swego zbawcy. Tymczasem mieszkańcy księżyca, utrzymują chwiejny pokój z tubylcami, okupiony niestety ciężkim poświęceniem. Otóż Szernowie regularnie otrzymują daninę złożoną z młodych kobiet, które są ich niewolnicami i matkami potwornych mieszańców, dzikich i zwyrodniałych Morców.

środa, 28 czerwca 2017

Na srebrnym globie

Karły


W 1835 roku niejaki Hans Pfaall, ucieka balonem na księżyc, czyli do jedynego miejsca, w którym nie znajdą go jego wierzyciele. Nieporównana przygoda niejakiego Hansa Pfaalla Alana Edgara Poe’go jest jednym z najstarszych przykładów rodzącego się przed dwustu laty nowego gatunku literackiego – fantastyki naukowej. Ciekawe jest to, że dokładnie pięćdziesiąt lat przed Poe’m, w 1785 roku w Polsce wydano powieść zatytułowaną Wojciech Zdarzyński, życie i przypadki swe opisujący autorstwa Michała Dymitra Krajewskiego. Wojciech również ma kłopoty finansowe i podobnie jak Pfaall wsiada do balonu, który zanosi go na srebrny glob. Dziwna sprawa, czyżby science fiction narodziło się w Polsce, chwiejącej się na nogach między I a II rozbiorem? A Poe – czyżby znał powieść Krajewskiego i powiedzmy, że się nią delikatnie inspirował?

O podróży na księżyc pisał też Juliusz Verne w swojej tzw. małej trylogii (Z Ziemi na księżyc, Wokół Księżyca, Świat do góry nogami) trzydzieści lat po Poe’m. Tym razem podróżnicy wsiedli do czegoś w rodzaju metalowego pocisku i zostali wystrzeleni na księżyc z armaty. Tak samo podróżowali zabawni bohaterowie filmu Le voyage dans la lune z 1902, w reżyserii Georgesa Meliesa, którzy wbili się swoim, wyglądającym trochę jak kosmolot z Matplanety, statkiem-pociskiem prosto w księżycowy oczodół.

Mimo iż wszystkie te wymienione przeze mnie historie zawierają w sobie szczyptę science i próby naukowego wyjaśniania przedstawianych zdarzeń (wiarygodne na tyle, na ile zaawansowany był stan ludzkiej wiedzy w owych czasach i na ile sami autorzy orientowali się w tych zagadnieniach), to jednak szczypta owa rozpuszcza się prawie bez śladu w awanturniczej przygodzie i ilustracji pragnienia poznania tajemnicy ziemskiego satelity. Fabuły wymienionych dzieł nie są obudowane ściśle do nich pasującym, technologicznym szkieletem - to po prostu fantazje, sensacyjne perypetie i nieco zwykłej czytelniczej zabawy, choć nie pozbawione też swego rodzaju dydaktyzmu (jak np. księżycowa utopia wspomnianego już Krajewskiego).