Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantasy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 września 2024

W poszukiwaniu ptaka czasu

Trochę klasyki


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


A teraz przyszła pora na jakiś lekki, rozrywkowy, przygodowy i nieskomplikowany komiks europejski. Prostota nie oznacza niższej jakości – jedenastoodcinkowa (na razie) seria „W poszukiwaniu Ptaka Czasu” jest znakomita. Czytadło? No pewnie! Ale jakie dobre!

czwartek, 6 czerwca 2024

Cienie z Thule

Magią i mieczem


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Czas na odrobinę dark fantasy. I to takiego w starym stylu, wzorowanego na twórczości Roberta E. Howarda i Howarda Philipsa Lovecrafta i przeznaczonego dla dorosłego czytelnika. Patrick Mallet i Lionel Marty korzystają z dorobku obydwu klasyków bardzo mocno – nie oni pierwsi i nie ostatni. Najważniejsze, że z dobrym skutkiem.

Akcja „Cieni z Thule” toczy się w 136 roku naszej ery za Murem Hadriana w Szkocji (wtedy Kaledonii). Rzymianie zbudowali go dosłownie kilka lat wcześniej, aby powstrzymać nawałnicę krnąbrnych i nieobliczalnych północnych plemion – celtyckich Gaelów, a nade wszystko tajemniczych i budzących nieokreślony niepokój Piktów. Ale ich samych wcale powstrzymywać nie miał – kolejne legiony zapuszczają się na chwałę Rzymu coraz bardziej na północ. Rzymski generał Gajusz Horacjusz, przy pomocy pewnej czarownicy, chce obudzić pradawne magiczne siły zwane Hirudinami, uwięzione ponoć od stuleci w innym wymiarze. I tylko stare megality pokryte magicznymi runami bronią im dostępu do naszej rzeczywistości. Ale przebiegła czarownica ma swój, o wiele bardziej złowieszczy plan.

niedziela, 11 kwietnia 2021

Koziorożec

Ład i przeznaczenie kontra chaos i przypadek


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Andreas Martens, jeden z najbardziej rozpoznawalnych twórców komiksowych rynku frankofońskiego, znany jest w Polsce przede wszystkim z „Rorka”. Nic dziwnego – to właśnie ta postać pojawiła się pod koniec lat osiemdziesiątych w magazynie „Komiks Fantastyka” i był głównym bohaterem jednego z najbardziej wymagających tytułów tamtych czasów. Ale Andreas to nie tylko „Rork” – to także „Koziorożec”, najdłuższa seria, jaką niemiecki autor napisał i narysował.

Andreas wiedział od samego początku, że „Rork” skończy się na siedmiu albumach. Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych pisał i rysował ostatni tom, zatytułowany „Zejście”, miał już pomysł na nową serię. Nową, ale ze znanym i wypróbowanym bohaterem – Koziorożcem. Rork wspomina o nim już w czwartym albumie, czyli „Gwiezdnym świetle”. Sy-Ra, córka Deliah Dartkthorn z umysłem „zawieszonym między światami”, może być uratowana tylko przez pewnego astrologa żyjącego w Nowym Jorku. Tom piąty, zatytułowany właśnie „Koziorożec”, wprowadza do świata „Rorka” nowe postacie – wspomnianego astrologa i dwójkę jego asystentów: flegmatycznego bibliofila Astora i energiczną poszukiwaczkę przygód Ash Grey. Ekipa Koziorożca pomaga Rorkowi w dotarciu do tajemniczego artefaktu, zwanego „sześcianem numerycznym”, który skrywa tajemnicę nie tylko pochodzenia białowłosego bohatera, ale i natury całego multiwersum Andreasa. Koziorożec powraca następnie w tomie ostatnim i wraz ze swoimi asystentami bierze udział w niesamowitych wydarzeniach zamykających „Rorka”. To on właśnie podsumowuje całą opowieść, mówiąc, że Rork był tak naprawdę pewnym znakiem – symbolem niekończącej się podróży i ciągłych poszukiwań.

wtorek, 14 lipca 2020

Droga ku wieczności. Bóg Szeptów. Tom 1

Taniec na grobie idealizmu

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mucha Comics wydała właśnie pierwszy zbiorczy tom nowego komiksu Ricka Remendera, którego kojarzymy chociażby z pulpowej i żartobliwej serii „Fear Agent”. Tym razem jednak jest zupełnie poważnie – „Droga ku wieczności” to historia całkowicie pozbawiona humorystycznych elementów. Pierwszy z trzech zapowiadanych albumów przenosi nas do skrajnie ponurego, dystopijnego świata high fantasy.

Gdybyście podczas lektury „Cody” Simona Spurriera, której pierwszy tom wydany został niedawno przez Non Stop Comics, zastanawiali się, jak wyglądał świat, zanim umarła na nim wszelka magia, „Droga ku wieczności” może być odpowiedzią. Zhal, magiczna kraina o bliżej nieokreślonych granicach, jest wprost przeładowana magią. Tu wszystko aż się od niej skrzy. Wszyscy mają jakieś nadnaturalne moce, świetliste aury, emanują cudacznymi energiami, lewitują na różne sposoby, zmieniają kształty – wszędzie kręcą się dziwne stwory z mackami albo innymi paskudnymi wyrostkami, a dookoła walają się czarodziejskie artefakty i tajemnicze przedmioty. Niestety Zhal cierpi pod jarzmem koszmarnego tyrana – Boga Szeptów, znanego też jako Błotny Król, który sączy do uszu zniewolonych przez siebie istot obietnice nie do odrzucenia. Tylko nieliczni są w stanie oprzeć się sile jego zdradliwego języka – to „mosakowie”, czyli mieszkańcy Zhalu obdarzeni magicznymi mocami. 

niedziela, 21 czerwca 2020

Rork

Droga bez końca

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Przy okazji artykułu o „Yansie” wspomniałem pewną polską komiksową inicjatywę wydawniczą z końcówki lat osiemdziesiątych. „Komiks Fantastyka” był w tych czasach czymś absolutnie oszałamiającym i każdy trochę starszy polski fan historii obrazkowych dobrze wie o czym mowa. Początkowe numery cyklu, te jeszcze sprzed przemianowania go po prostu na „Komiks”, zdominowało trzech bohaterów: Funky Koval, Yans i ten najbardziej enigmatyczny i skomplikowany – Rork. Historia tajemniczego białowłosego jegomościa sięga 1978 roku.

Wtedy to Andreas Martens, niemiecki scenarzysta i rysownik, napisał pierwszy, siedmiostronicowy odcinek dla słynnego magazynu „Tintin”. Ówczesny redaktor naczelny, André-Paul Duchâteau, ojciec rzeczonego „Yansa” (projekt był wówczas w powijakach i zaczynał się dopiero mgliście kształtować), postanowił dać szansę młodemu, dwudziestokilkuletniemu artyście ze Wschodnich Niemiec. „Rork” zadebiutował w sto sześćdziesiątym siódmym numerze „Tintina” króciutką opowieścią grozy zatytułowaną „Un siècle pour une maison”, znaną w Polsce jako „Stuletni dom”. Autor, który zaadaptował swoje imię do obowiązkowego w krajach frankofońskich pseudonimu artystycznego, publikował w „Tintinie” aż do roku 1982. Początkowo niepowiązane fabularnie opowiadania zaczęły w późniejszym okresie łączyć się w całość i tak naprawdę tylko dwa pierwsze są zupełnie niezależne i zamknięte (a Andreas i tak do nich nawiązuje w późniejszych częściach). Niestety po czternastym odcinku seria została zawieszona. Mistyczny, skomplikowany i bardzo niejednoznaczny „Rork” nie wzbudzał wielkiego zainteresowania czytelników „Tintina”.

wtorek, 26 marca 2019

Conan i skrwawiona korona

Conan dojrzały


„Conan i skrwawiona korona” jest drugim tomem opowiadań Roberta E. Howarda o najsłynniejszym bohaterze sword & sorcery w historii. Po dużej dawce krótszych form, które mogliśmy przeczytać w „Conanie i pradawnych bogach”, tym razem otrzymujemy tylko trzy historie – dwa długie opowiadania oraz jedną mini-powieść. Do tego, jak to zwykle u Howarda w Rebisie, mnóstwo niedokończonych szkiców, wprawek pisarskich, będących pierwowzorami wszystkich trzech opowieści oraz oczywiście świetna przedmowa i posłowie. Wszystko to zgodnie z ideą jak najwierniejszego oddania pierwotnych tekstów autora, wraz z jego (prawdopodobnymi) błędami rzeczowymi (sic!). Wszystkie trzy historie ukazały się po raz pierwszy w połowie lat trzydziestych w słynnym, pulpowym magazynie „Weird Tales” i przedstawiają postać Conana z różnych okresów życia.

niedziela, 16 września 2018

Conan i pradawni bogowie

Na Croma!

„Conan i pradawni bogowie” to pierwszy z trzech tomów opowiadań o najpopularniejszym herosie spod znaku magii i miecza w historii. Zebrane w nim teksty ułożone zostały w takiej kolejności w jakiej pisał je Robert E.Howard, czyli całkowicie nie zgodnej z chronologią wydarzeń z życia Conana. Sam autor zresztą porównywał siebie do kronikarza, który spisuje wspomnienia starego, legendarnego wojownika, przypominającego sobie w swobodnej rozmowie co lepsze fragmenty własnego życia. I tak, pierwszym opowiadaniem o Conanie jest historia z okresu, gdy jest już królem Aquilonii, kiedy to po wielu latach awantur, grabieży, konfrontacji z największymi kanaliami i potworami Ery Hyboryjskiej, zasiadł na tronie obcego królestwa i zaprowadził nim pokój.

„Feniks na mieczu” otwierający zbiór Rebisu jest przepisanym na nowo opowiadaniem „Tym toporem władam!”, gdzie to Kull, filozofujący banita z Atlantydy był głównym bohaterem. Opowiadanie napisane w 1929 roku, nie zostało wtedy przyjęte do druku, więc Howard postanowił przenieść akcję o (bagatela) kilkadziesiąt tysięcy lat w przyszłość, zmienić bohatera, dopisać nowe fragmenty i pod nowym tytułem spróbować szczęścia po raz drugi. W grudniu 1932 roku, w popularnym, pulpowym wydawnictwie „Weird Tales” pojawia się po raz pierwszy Conan, najbardziej znany i lubiany bohater Roberta E. Howarda. Era Thuriańska już dawno minęła, Wielki Kataklizm pogrążył w odmętach oceanu Atlantydę i Lemurię a prastara cywilizacja znana z opowiadań o Kullu cofnęła się w rozwoju do epoki kamienia łupanego. Robert E. Howard w eseju „Era Hyboryjska”, który znajdziemy pod koniec omawianego zbioru, wykłada swą fantastyczną historię dziejów i dokładnie tłumaczy jak na ruinach przedpotopowej cywilizacji wyrosły takie narody jak Stygijczycy, Aquilończycy, Cimmeryjczycy, Shemici, Brythuńczycy, Hyperporejczycy, Hyrkańczycy i wiele innych, o których czytamy w opowiadaniach o Conanie. Jesteśmy w czasach odległych o mniej więcej dwanaście tysięcy lat przed naszą erą, cywilizacja kwitnie – zupełnie wbrew wszystkim naukom, jakie wynieśliśmy ze szkół. To jest jednak zupełnie nieważne – literatura Howarda sprawdza się jako idealny eskapizm, urzeczywistnienie chłopięcego marzenia o wejście w buty niezniszczalnego, nie całkiem świętego lecz zawsze honorowego, bohatera. Conana.

poniedziałek, 14 maja 2018

Kull, banita z Atlantydy

Tym toporem władam!

Zanim nastała Era Hyboryjska i zanim pewien niezniszczalny wojownik, w którego filmową wersję wcielił się Arnold Schwarzenegger, zawojował cały świat, ludzka cywilizacja istniała, rozwijała się i upadała cyklicznie przez dziesiątki tysięcy lat. Przynajmniej w wyobraźni Roberta E. Howarda, twórcy postaci wspominanego już przeze mnie Solomona Kane’a oraz bohatera, któremu przyjrzymy się dziś – Kulla, wygnańca z Atlantydy i przyszłego króla Valusii, największego imperium ówczesnego, cywilizowanego świata. Howard wymyślił tę postać w czasie, gdy nawet nie marzył o popularności, jaką w przyszłości przyniesie mu Conan. Wszystko, co kiedykolwiek napisał o Kullu możemy znaleźć w zbiorze wydawnictwa Rebis, pod tytułem, oczywiście, „Kull, banita z Atlantydy”. Mamy tutaj opowiadania, które ukazały się pierwotnie w „Weird Tales” (jeszcze za życia Howarda), „King Kull” z 1967 roku, „Kull” z 1978 oraz (co chyba najważniejsze) teksty, które nigdy wcześniej nie ujrzały światła dziennego – wersje opowiadań prosto z howardowskiej maszyny do pisania.

Kiedy żył Kull? Nie wiadomo dokładnie. Może sto tysięcy lat temu, jak wynika to z opowiadania „Królowie nocy”, lub po prostu „kilkadziesiąt tysięcy”, o których czytamy w przedmowie. Na wielkim kontynencie o nazwie Thuria istniało wówczas kilka królestw, z których największym, najstarszym i najpotężniejszym była Valusia. Czasy, w których władzę nad Valusią dzierżył obcokrajowiec, uzurpator i budzący strach barbarzyńca o imieniu Kull, był okresem postępującego dekadentyzmu, erozji valusiańskiej państwowości i mocno wyczuwalnego nastroju nadchodzącego, choć przecież nie zapowiadanego, końca świata. Thuria, ląd stary i zmurszały, podobnie jak Cesarstwo Zachodniorzymskie pod koniec swojego istnienia, nękana była coraz bardziej zaciekłymi atakami barbarzyńców z Lemurii, Atlantydy oraz kontynentu Piktów. Nadchodzi Wielki Kataklizm, stare kontynenty znikną w odmętach oceanu a nowe wyłonią się spod jego powierzchni. Zdobycze wielkiej cywilizacji zaginą, legną na dnie morza, zapomniane, usunięte z ludzkiej pamięci. Nasza cywilizacja zostanie zresetowana, ludzie cofną się do epoki kamienia łupanego. Po wielu tysiącach lat powstanie nowa era – Era Hyboryjska, kiedy to świat się odrodzi. Powstaną wielkie narody – Cymmeryjczycy, Stygijczycy, Hyrkanijczycy, Aquilończycy i oczywiście Piktowie ze swym niezniszczalnym genomem.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Solomon Kane Okrutne przygody

Odyseja pewnego paladyna

W zamierzchłym 1991 roku, dostałem w prezencie dwie powieści, od których zacząłem czytanie fantastyki. Pierwsza to „Wyprawa” Tolkiena (znana bardziej jako „Drużyna Pierścienia”), druga to „Conan”, pierwszy tom tzw. „czarnej serii” wydawnictwa PIK (kontynuowanej po pewnym czasie przez Amber). Przeczytałem potem jeszcze kilka tomów tej serii, zawsze nieodmienne zafascynowany przygodami głównego bohatera. Ale nie został on ze mną na lata, zapomniałem o nim. A teraz po mniej więcej ćwierćwieczu wracam do twórczości Roberta E. Howarda. Ale jeszcze nie do Conana. Oto Solomon Kane.

„Solomon Kane. Okrutne przygody” wydawnictwa Rebis to kompletny zbiór historii o pewnym niezniszczalnym purytaninie. Większość z nich została opublikowana na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku w słynnym, pulpowym magazynie „Weird Tales”. Niektóre w dopiero latach sześćdziesiątych w „The Howard Collector”. A część z nich to po prostu niedokończone szkice, fragmenty większych całości, których Howard nigdy nie dokończył. Pierwsze opowiadanie, w którym pojawia się Solomon Kane to „Czerwone cienie” z sierpnia 1928 roku. Dopiero rok później świat poznaje Kulla, banitę z Atlantydy, a po kolejnych trzech latach, w grudniu 1932 roku – Conana z Cymerii.