Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rick Remender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rick Remender. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 sierpnia 2026

Punisher według Ricka Remendera. Tom 2

Won z naszego świata, panie Castle!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Gdy w 2009 roku trwały w Marvelu „Mroczne rządy”, czyli dystopijna rzeczywistość, w której Norman Osborn stał na czele organizacji dbającej o bezpieczeństwo świata, przygody „Punishera” zaczął pisać Rick Remender. Z początku było niewinnie – po kilku miesiącach czytelnicy i redaktorzy Marvela zdębieli i zaczęli protestować. Nie wszyscy – niektórym się podobało.

Wydany pół roku temu pierwszy zbiorczy tom runu Ricka Remendera zawierał całą ósmą serię „Punisher” z lat 2009-2010 zanim zmieniła nazwę na… „Franken-Castle”. Założeniem Remendera było wrzucenie Pogromcy bardzo głęboko w świat superbpohaterów Marvela – w przeciwieństwie do słynnej serii „Punisher MAX” trzymającej go od tego kolorowego uniwersum tak daleko, jak tylko możliwe. Remender mówił, że chciał powymyślać takie przygody i awantury, że po ukazaniu się ich w sklepach, powinien bać się odbierać pocztę mailową następnego dnia. Różne to były pomysły, ale jeden przebił wszystkie. Daken, wyrodny syn Wolverine’a, pokroił Franka Castle’a na kawałki. Tak, dosłownie. Ten pozszywany został z powrotem przez dziwacznych szalonych naukowców i biega teraz z gigantyczną spluwą u boku Man-Thinga, Morbiusa, mumii i wilkołaka. Nawet na smoku lata. Miano „Franken-Castle” stało się chyba teraz jasne, prawda?

niedziela, 24 maja 2026

Punisher według Ricka Remendera. Tom 1

Witaj w naszym świecie, panie Castle!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Punisher należy do uniwersum Marvela – wiadomo. Od samego początku jednak jego przygody pisane były w oparciu o jedno domyślne założenie – trzymamy go z daleka od całej kolorowej ferajny jak tylko możliwe i idziemy w realizm. Czasem pojawiały się wyjątki od tej reguły. Ósma seria „Punisher”, zebrana przez Egmont w jednym tomie, jest jednym z najbardziej jaskrawych.

Cofnijmy się najpierw do 2008 roku. W grudniu zakończyła się „Tajna inwazja”, czyli atak zmiennokształtnych Skrulli na Ziemię. Kosmici zostali odparci, ich tajni agenci wykryci i teoretycznie wszystko wróciło do normy. Niestety S.H.I.E.L.D. zostało skompromitowane, więc w jego miejsce powołano organizację H.A.M.M.E.R. z Normanem Osbornem (dawnym Zielonym Goblinem) na czele. Rozwiązano Avengers, a Osborn utworzył ich „mroczną” wersję… Dark Avengers (oczywiście!). Wskaźnik przestępstw w Stanach Zjednoczonych zaczął spadać – nowi strażnicy porządku okazali się twardsi i bardziej bezwzględni. Jest jednak pewien człowiek, który wie, że za fasadą diabolicznego uśmiechu Normana Osborna kryje się nie bezinteresowna chęć niesienia pomocy, lecz zwykła korupcja i przyzwolenie na zło – usankcjonowane i przeniesione z ulic do bogatych drapaczy chmur. Tym człowiekiem jest oczywiście Frank Castle.

wtorek, 17 czerwca 2025

Ofiarnicy. Tom 2

Koniec z nadstawianiem drugiego policzka


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W sierpniu zeszłego roku nakładem Lost in Time ukazał się pierwszy tom „Ofiarników” Ricka Remendera – opowieści o humanoidalnym gołębiu (!) żyjącym w świecie pełnym jednocześnie dobrobytu i okrucieństwa. Bogowie tego świata, podobnie jak w wielu innych politeizmach, mają humanoidów za nic – zobaczymy, czy wszystkie antropomorficzne istoty komiksowego uniwersum dorobią się w końcu Herosa zdolnego stawić im czoło. I dlaczego będzie nim wspomniany gołąb?!

Krainą „Jutra” rządzą okrutne bóstwa, w których nie sposób nie dopatrzeć się olimpijskich wzorców. Cyklicznie organizowane są Żniwa – nasz bohater, wraz z innymi dziećmi wyznaczonymi na bliżej nieokreślone „ofiary”, zabrany został w pierwszym tomie do siedziby bogów. Uprowadzeni są kolejną okresową daniną za utrzymanie utopijnego dobrobytu i zapewnienie bezpieczeństwa krainy. Rokos (Słońce) i Luna (Księżyc), czyli Zeus i Hera komiksowego świata, szczerze się nienawidzą – ich córka Soluna zaczyna dostrzegać rysy powstające na do tej pory solidnym, choć fałszywym obrazie, jaki panteon próbuje podtrzymywać w umysłach swoich wyznawców. A gdy zostaje wyjawiona straszliwa tajemnica prawdziwej roli Żniw, Luna odchodzi (delikatnie mówiąc), a bezimienny Gołąb i Soluna zdają sobie wreszcie sprawę z kłamstwa, w jakim żyli do tej pory – akcja komiksu dramatycznie przyspiesza.

czwartek, 31 października 2024

Ofiarnicy. Tom 1

Okrucieństwo nie do przyjęcia


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Niektórzy bohaterowie najnowszego komiksu Ricka Remendera chcą być równi bogom. Inni nienawidzą ich z całego serca. Wszyscy jednak boją się stawić im czoła – nie tylko z powodu obawy o własne życie, ale również dlatego, że ewentualny sukces mógłby zniszczyć utrzymywany przez bogów „raj na ziemi”. I wtedy pojawia się on…

Humanoidalny gołąb, główny bohater pierwszego, sześcioodcinkowego tomu „Ofiarników”, wydanego właśnie przez Lost in Time. Wspomniany raj na ziemi to kraina nazywana w komiksie „Jutrem” – nie ma wojen, głodu, chorób. Jest jednak psychiczny ból i katusze, jakie zadawane są rodzicom co kilka lat poprzez Rytuał Żniw. Każde gospodarstwo domowe musi poświęcić jedno ze swoich dzieci na ofiarę bogom – okrutnemu Rokosowi i jego żonie Lunie, pełniących dosłownie rolę Słońca i Księżyca w komiksowym świecie. Przerażający pochód z Przodownikiem Żniw na czele ciągnie zakutych w kajdany młodych ludzi ku nieznanemu przeznaczeniu – choć nikt nie przypuszcza, iż czeka ich cokolwiek innego niż śmierć.

wtorek, 14 listopada 2023

Szumowina. Tom 3. Goldenbrowneye

Rozbijanie baniek

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


A co tam u Szumowiny? Non Stop Comics kończy trzytomową edycję przygód najgorszego agenta specjalnego w historii naszej planety – cztery ostatnie odcinki zawarte w trzecim tomie zamykają całą historię definitywnie. I chyba dobrze, bo mnie to trochę zmęczyło.

Wiemy, kim jest główny bohater, Ernie Ray Clementine – liczba niewybrednych epitetów, jakimi określa go Rick Remender, czyli sam autor scenariusza, dość jasno definiuje nam jego postać. Uzależniony od narkotyków i alkoholu seksista, szowinista, cham, leń i prostak przypadkowo poddany został działaniu Formuły Maxima. Od tej pory nanoboty krążą w jego krwi, a jego ciało ma specyficzne, nie do końca zrozumiałe supermoce. W pierwszym tomie Ernie musiał stawić czoło ultraprawicowej organizacji Scorpionus, produkującej biopaliwo z ciał martwych imigrantów a w tomie drugim odpierał inwazję z Księżyca – tym razem skrajnie lewicowa, hipisowska organizacja Moonflower skierowała na Ziemię armaty pełne miłości i rozpoczęła ostrzał! Ernie nie jest jednak bez skazy (no ba, przecież jest szumowiną, ma więcej skaz i wad niż większość ludzi na świecie). Przekupiony przez Scorpionusa staje się podwójnym agentem – doczesne i chwilowe, ale pewne korzyści są ważniejsze niż te długofalowe, lecz teoretyczne.

czwartek, 15 września 2022

Szumowina. Tom 2. Moonflower

Strzelając miłością

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Drugi tom „Szumowiny” Ricka Remendera mocno trzyma się stylu narzuconego w tomie pierwszym. „Losy świata spoczywają w ręku największej szumowiny, jaka po nim chodzi” – Ernie Ray Clementine, ucieleśniona idea „sex, drugs, rock’n’roll”, znowu wkracza do akcji.

Erniego znamy już dobrze i cieszymy się, że nie było nam dane poznać go w realu. Szowinista, seksista, ćpun, alkoholik, brudas, leń, kłamca, oszust, półanalfabeta i prawdziwy gnojek. W jego żyłach pływa „formuła Maxima”, przypadkowo zaaplikowany specyfik, który daje mu nadludzką moc. Pewna tajna organizacja walcząca o ocalenie ludzkości, nie miała wyjścia – musiała przyjąć go w swoje szeregi. Po zażegnaniu niebezpieczeństwa ze strony „Scorpionusa”, ugrupowania złożonego z białych, cisgenderowych ultranacjonalistów, dążącego do „oczyszczenia” naszej planety z niepożądanych elementów (było ostro, naprawdę, zajrzyjcie do pierwszego tomu), Ernie i jego towarzysze muszą udać się na Księżyc, aby zmierzyć się z kolejnym przeciwnikiem. I to jakim!

środa, 11 maja 2022

Fear Agent. Tom 4

Pawie robią różnicę


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jedenaście miesięcy temu Non Stop Comics wydało trzeci zbiorczy tom „Fear Agent” ze scenariuszem Ricka Remendera. Historia międzygwiezdnych podróży ostatniego z Agentów Strachu dobiegła co prawda końca, ale teraz mamy okazję zapoznać się z króciutkimi epizodami z różnych okresów jego życia. Heath Huston z butelczyną whiskey w dłoni zaprasza nas do wzięcia udziału w jego przygodach.

Czwarty tom „Fear Agent” składa się aż z dwudziestu, często tylko kilkustronicowych, krótkich odcinków, w których, z racji objętości, nie ma złożonych, wielowątkowych opowieści. Są tylko swego rodzaju widokówki, migawki z życia, które – wiadomo – dotyczą nieodmiennie bardzo intensywnych i emocjonujących wydarzeń. Nie zobaczymy, jak Heath Huston je po prostu śniadanie przez siedem stron – kogo to by obeszło? Będziemy za to świadkami tego, jak walczy z najróżniejszymi robalami na opuszczonych asteroidach, ratuje sieroty zagrożone wybuchem gwiazdy, zabija jakieś lovecraftowskie oko z mackami żyjące w próżni kosmicznej, przyłącza się do ruchu oporu wobec megakorporacji, śni o pięknych kobietach, pędzi na „dwójkę” do kibelka w przydrożnym (przyorbitalnym raczej) barze, idzie na spotkanie międzygatunkowego klubu AA – i tak dalej, i tak dalej.

czwartek, 5 maja 2022

Szumowina. Tom 1. Cocainefinger

Co za degenerat!

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Szumowina” – niezły tytuł serii, naprawdę. Pierwszy zbiorczy tom przypomina i uzasadnia nam jego znaczenie nieustannie i trochę przesadnie – tak jakbyśmy mieli szansę choćby na chwilę o nim zapomnieć. Oto Rick Remender w dobrej, choć nie najlepszej, formie.

„Poznajcie relikt zapomnianej epoki, ucieleśnienie dawno przebrzmiałej idei – sex, drugs, rock’n’roll. Niepowtarzalny, wyjątkowy, obleśny półanalfabeta bez podstawówki. Ćpun i przegryw. Ale nie uprzedzajmy faktów” – tak zaczyna się pierwszy odcinek nowego komiksu autora, znanego w Polsce z takich serii jak „Deadly Class”, „Death or Glory”, „Tokyo Ghost” i „Fear Agent”. Te niezbyt miłe epitety Remender kieruje w stronę głównego bohatera – Erniego Raya Clementine’a, narkomana, byłego członka gangu motocyklowego, degenerata z ciałem niszczonym sukcesywnie zbyt swobodnym stylem życia i funkcjonującym teraz tylko od jednej dawki heroiny do drugiej. 

czwartek, 8 lipca 2021

Death or Glory. Tom 2

Mad Max tu i teraz


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Drugi tom „Death or Glory” zamyka historię młodej, dwudziestoletniej buntowniczki, która na przekór całemu, obojętnemu na jej problemy, światu próbowała uratować swego, umierającego na raka wątroby, ojca. Rick Remender w pierwszym tomie jednoznacznie pokazał z jakim rodzajem komiksu będziemy mieli do czynienia. W drugim to potwierdza i spełnia wszystkie czytelnicze oczekiwania.

Glory Owen, młoda dziewczyna „żyjąca poza systemem” od samego urodzenia, wplątała się w naprawdę niebezpieczną historię. Postanowiła okraść swojego byłego męża, pracującego dla podejrzanych indywiduów – „ciężarówka pełna narkotyków”, która miała stanowić źródło finansowania przeszczepu ojca, okazała się „ciężarówką pełną nielegalnych imigrantów”. Ale to nie wszystko – najbardziej przerażające było to, że ci wszyscy biedni ludzie przeznaczeni byli na rzeź. Szef męża Glory, niejaki „Koreaniec Joe”, kieruje gangiem trudniącym się handlem organami – pozyskiwane są one od przypadkowych nieszczęśników, których opróżnione i niepotrzebne po „zabiegu” ciała spalane są w tajnych krematoriach. Glory, jej chory ojciec i ich kilku towarzyszy miało pod koniec pierwszego tomu nie lada kłopoty. Jedynym ratunkiem dla nich ma być ucieczka do Meksyku – tylko którędy, skoro wszystkie nielegalne (o legalnych nie ma co wspominać) przejścia graniczne kontroluje gang?

czwartek, 1 lipca 2021

Fear Agent. Tom 3

Bardzo dobre zakończenie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Rick Remender poprzez napisanie „Fear Agenta” chciał „przywrócić świetność gatunku science fiction w komiksie”. Czyli wrócić do filmowych lat pięćdziesiątych i zaanonsować swoje dzieło okrzykiem „It Came From Outer Space!”. Czy możemy tutaj mówić o „świetności”, pozostaje kwestią sporną – pewne jest jednak to, że scenarzysta poradził sobie z tematem znakomicie. Przygody Heatha Hustona, ostatniego „Agenta strachu”, to pulpowa rozrywka pełną gębą i czysta komiksowa radość.

Huston to kosmiczny kowboj, pijaczyna zaręczony z samonapełniającą się butelczyną, „cyngiel na kosmitów” do wynajęcia, międzygwiezdny podróżnik i poszukiwacz przygód. A tak naprawdę to facet próbujący zapomnieć o straszliwej traumie – kilka lat temu doszło do inwazji na Ziemię, w której zginęły miliardy ludzi, w tym jego ukochany syn. Pierwsze dwa tomy opowiadają o tym, jak to Heath trafił z powrotem na Ziemię, gdzie odnalazł niedobitków ze swojej starej drużyny. Razem próbują pokonać agresorów oraz znaleźć nowe miejsce do życia. Czego tu nie było – podróże w czasie, paradoksy czasowe, klonowanie, walki na pistolety laserowe, wielkie roboty, gadające mózgi w słojach, mackowate potwory, oślizgłe potwory, śmierdzące potwory, paszcze pełne zębów jak sztylety, pościgi międzyplanetarne, zdrady, spiski, podstępy i podchody.

niedziela, 14 lutego 2021

Tokyo Ghost

Poziom hardcore


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Tokyo Ghost” jest kolejnym komiksem od Non Stop Comics (po niedawnym „Perramusie” i najnowszym tomie „The Goon”), który naprawdę imponuje rozmiarami. Niemal trzysta stron, wielki format, kartki o powiększonej grubości – wszystko po to, aby należycie oddać graficzne szaleństwo i maestrię z jakimi będziemy mieli do czynienia podczas lektury. A i scenariuszowi trudno cokolwiek zarzucić.

Wyspy Los Angeles, rok 2089. Ludzie przestali żyć w realu – całe dnie spędzają przykuci do ekranów, uzależnieni od telewizyjnej papki, wirtualnego świata i bezużytecznych informacji. O taki stan rzeczy dba światowa megakorporacja „Flak”, regularnie dostarczająca „cyfrowego haju”. „Flak” zatrudnia swoich własnych funkcjonariuszy, których zadaniem jest pilnowanie porządku i neutralizowanie zagrożeń. Głównymi bohaterami są Led Dent i Debbie Decay, czyli zakochana para strażników – dwumetrowy olbrzym i jego drobna, ale śmiertelnie niebezpieczna partnerka. Led jest kolesiem, który żyje już całkowicie w cyfrowym świecie – w jego żyłach płynie „nanotech”, za pomocą którego „Flak” potrafi go kontrolować. Jak mówi Debbie – „Led jest nagrzany po kokardy. Miriady pieprzonych nanobotów faszerują go nieustającym strumieniem związków chemicznych modyfikujących każdą jego cząsteczkę. Nic do niego nie dociera”. Led nie wie, gdzie jest Japonia, ale za to może wymienić wszystkich mimów z programu „Kto się zesrał w moim aucie?”. Debbie jest „czysta” – nigdy nie dała wstrzyknąć sobie nanotechu. Kocha Leda bezgranicznie, choć ma do niego pretensję, że zostawił ją „samą, uwięzioną w realu”. 

wtorek, 10 listopada 2020

Death or Glory. Tom 1

Wylogowani

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Non Stop Comics wydało właśnie kolejny komiks ze scenariuszem Ricka Remendera („Fear Agent”, „Deadly Class”, „Droga ku wieczności’). Wszystkie jego dotychczas wydane dzieła (choć w „Deadly Class” jest to najmniej widoczne), stawiały na efektowną i szybką akcję kosztem rozbudowanej i złożonej fabuły – podobnie jest i tym razem. „Death or Glory” to wycieczka do Yumy w stanie Arizona. Pogranicze USA i Meksyku jak zwykle spływa krwią – słabych i bezbronnych, bo jakże inaczej.

Dwudziestokilkuletnia Glory, jest „dzieckiem autostrady” – urodziła się i wychowała w poruszającym się nieustannie konwoju, wśród „tirowców, motocyklistów i innych włóczęgów”. Jej stary ojciec, na którego woła ona „Red”, umiera na raka wątroby – jako facet funkcjonujący całe życie „poza systemem” nie ma ubezpieczenia, składek na emeryturę i najzwyczajniej w świecie „nie istnieje”. Glory wpada na niebezpieczny pomysł – postanawia okraść swojego byłego męża, który pracuje dla gangu przemytników. W końcu samochód pełen koki w zupełności wystarczy na operację, prawda? Będzie można w dodatku zemścić się na paskudnym gnojku, który kiedyś mówił, że ją kocha.

wtorek, 14 lipca 2020

Droga ku wieczności. Bóg Szeptów. Tom 1

Taniec na grobie idealizmu

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mucha Comics wydała właśnie pierwszy zbiorczy tom nowego komiksu Ricka Remendera, którego kojarzymy chociażby z pulpowej i żartobliwej serii „Fear Agent”. Tym razem jednak jest zupełnie poważnie – „Droga ku wieczności” to historia całkowicie pozbawiona humorystycznych elementów. Pierwszy z trzech zapowiadanych albumów przenosi nas do skrajnie ponurego, dystopijnego świata high fantasy.

Gdybyście podczas lektury „Cody” Simona Spurriera, której pierwszy tom wydany został niedawno przez Non Stop Comics, zastanawiali się, jak wyglądał świat, zanim umarła na nim wszelka magia, „Droga ku wieczności” może być odpowiedzią. Zhal, magiczna kraina o bliżej nieokreślonych granicach, jest wprost przeładowana magią. Tu wszystko aż się od niej skrzy. Wszyscy mają jakieś nadnaturalne moce, świetliste aury, emanują cudacznymi energiami, lewitują na różne sposoby, zmieniają kształty – wszędzie kręcą się dziwne stwory z mackami albo innymi paskudnymi wyrostkami, a dookoła walają się czarodziejskie artefakty i tajemnicze przedmioty. Niestety Zhal cierpi pod jarzmem koszmarnego tyrana – Boga Szeptów, znanego też jako Błotny Król, który sączy do uszu zniewolonych przez siebie istot obietnice nie do odrzucenia. Tylko nieliczni są w stanie oprzeć się sile jego zdradliwego języka – to „mosakowie”, czyli mieszkańcy Zhalu obdarzeni magicznymi mocami. 

czwartek, 14 maja 2020

Fear Agent. Tom 2

To jest pulpa!

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Rick Remender, popularny scenarzysta historii obrazkowych, bardzo chciał stworzyć komiks w duchu kina science fiction sprzed sześćdziesięciu lat i pulpowych magazynów sprzed wieku. Wizja ta urzeczywistniła się w postaci serii „Fear Agent”, której pierwszy zbiorczy tom ukazał się w Polsce rok temu nakładem Non Stop Comics. Na okładce główny bohater w pozie Conana – oto Heath Huston, kosmiczny pijak i awanturnik, były członek ziemskiego ruchu oporu, zwanego „Agentami strachu”. Właśnie przyszła pora na tom drugi.

Heath Huston, „ostatni z bandy teksańskich twardzieli”, ma tylko dwoje przyjaciół. Butelczynę whisky i sztuczną inteligencję o imieniu „Anne”, która zarządza pokładowym komputerem jego statku. W przygodach towarzyszy mu jednak ponętna i niedająca sobie w kaszę dmuchać dziewczyna, Mara – razem próbowali zapobiec inwazji kosmitów na Ziemię. Szkopuł w tym, że… ta inwazja już się odbyła (ale to nie problem, w końcu mamy podróże w czasie) – to w niej zginął jedyny syn Heatha. Wydarzenie to położyło się cieniem na reszcie życia bohatera oraz uczyniło go niesympatycznym i cynicznym łajdakiem. Pod koniec pierwszego tomu, pełnego szalonych kosmicznych przygód, Heath i Mara trafiają z powrotem na naszą planetę – do New Dallas. Ziemia jest doszczętnie zniszczona, dziewięćdziesiąt dziewięć procent populacji nie żyje, a trzy kosmiczne rasy urządziły sobie na niej pole bitwy. Heath spotyka swoich dawnych znajomych – Agentów Strachu, wśród których jest jego żona Charlotte klejąca się do jakiegoś jegomościa imieniem Keith! I co dziwne – Heath nie jest jakoś bardzo zszokowany postawą żony, a przecież wzdychał do jej rozmoczonego przez łzy zdjęcia przez cały pierwszy tom. I co jeszcze dziwniejsze – towarzysząca mu Mara okazuje się być zupełnie kim innymi, niż sądziliśmy! Co tu jest grane?! 

czwartek, 23 maja 2019

Fear Agent. Tom 1

Po pijaku przez galaktykę

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Gdyby z okładki pierwszego tomu „Fear Agent” wyciąć postać faceta w okularach i wkleić w jego miejsce wielkiego, muskularnego, czarnowłosego barbarzyńcę, otrzymalibyśmy grafikę pasującą do dowolnego tomu przygód Conana. Nowa seria, rozpoczęta właśnie przez Non Stop Comics, jest pod kilkoma względami podobna do twórczości Roberta E. Howarda – ale zamiast pulpowego fantasy spod znaku magii i miecza otrzymujemy pulpowe science fiction. Musimy jeszcze wyrzucić patos, dołożyć trochę humoru i wymienić niezłomnego Cymmeryjczyka na zapijaczonego antybohatera zmagającego się z traumami przeszłości.

Głównym bohaterem komiksu jest Heath Huston, ostatni z „bandy teksańskich twardzieli, znanych jako Agenci Strachu”, czyli grupy żołnierzy zajmującej się eksterminacją zagrożeń płynących z przestrzeni kosmicznej. Agentów już nie ma, a jedyny pozostały przy życiu członek tej ekipy podróżuje samotnie przez wszechświat, łapiąc jakieś przypadkowe fuchy. Właściwie to nie jest tak całkiem samotny – za towarzyszy ma gadającą sztuczną inteligencję o imieniu Annie oraz butelczynę bourbona o imieniu Jim Beam. Masę butelczyn – bez nich nie jest w stanie iść na akcję. Właśnie jedną totalnie schrzanił – nie dość, że nie zlikwidował plemienia małpoludów, zagrażających płacącej mu wiosce, to doprowadził jeszcze do tego, że agresorzy puścili ową wioskę z dymem. Wszystko dlatego, że poszedł na akcję trzeźwy.