niedziela, 24 maja 2026

Punisher według Ricka Remendera. Tom 1

Witaj w naszym świecie, panie Castle!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Punisher należy do uniwersum Marvela – wiadomo. Od samego początku jednak jego przygody pisane były w oparciu o jedno domyślne założenie – trzymamy go z daleka od całej kolorowej ferajny jak tylko możliwe i idziemy w realizm. Czasem pojawiały się wyjątki od tej reguły. Ósma seria „Punisher”, zebrana przez Egmont w jednym tomie, jest jednym z najbardziej jaskrawych.

Cofnijmy się najpierw do 2008 roku. W grudniu zakończyła się „Tajna inwazja”, czyli atak zmiennokształtnych Skrulli na Ziemię. Kosmici zostali odparci, ich tajni agenci wykryci i teoretycznie wszystko wróciło do normy. Niestety S.H.I.E.L.D. zostało skompromitowane, więc w jego miejsce powołano organizację H.A.M.M.E.R. z Normanem Osbornem (dawnym Zielonym Goblinem) na czele. Rozwiązano Avengers, a Osborn utworzył ich „mroczną” wersję… Dark Avengers (oczywiście!). Wskaźnik przestępstw w Stanach Zjednoczonych zaczął spadać – nowi strażnicy porządku okazali się twardsi i bardziej bezwzględni. Jest jednak pewien człowiek, który wie, że za fasadą diabolicznego uśmiechu Normana Osborna kryje się nie bezinteresowna chęć niesienia pomocy, lecz zwykła korupcja i przyzwolenie na zło – usankcjonowane i przeniesione z ulic do bogatych drapaczy chmur. Tym człowiekiem jest oczywiście Frank Castle.


Rok 2009 w uniwersum Marvela funkcjonował pod nazwą „The Dark Reigns”. Mroczne rządy Osborna polegały na wyjęciu niektórych superherosów spod prawa, przekabaceniu innych i przyzwoleniu na działanie superłotrów. To w tym roku zakończyła się siódma seria „Punisher”, którą w całości znajdziemy w polskich wydaniach „Punisher MAX”. Równocześnie ukazywał się „Punisher. War Journal” ze scenariuszami Matta Fractiona – to właśnie w tej serii pokazano przygody Punishera podczas „Tajnej inwazji”. Jednak dalsze losy Pogromcy miał przedstawić już zupełnie nowy scenarzysta – Rick Remender. Autor pisał wtedy serię „Fear Agent”, która kilka lat temu została wydana w Polsce. Razem ze swoimi dwoma grafikami z tej właśnie serii – Jerome’em Openą i Tonym Moore’em pokazał wersję „Punishera”, jaka nikomu się chyba do tej pory nie śniła.


Pierwszy odcinek ósmej już serii „Punisher” ukazał się na początku 2009 roku i od razu ustawił czytelniczą perspektywę. Punisher przeprowadza atak na Normana Osborna, bo jeśli nie on to zrobi, to kto? Plany Franka krzyżuje Sentry, jeden z najpotężniejszych herosów Marvela (fani MCU kojarzą go z filmu „Thunderbolts*”. Sentry jest niemal bogiem w porównaniu do większości superbohaterów Marvela – skoro akurat on stawia czoła Punisherowi, to musi to coś oznaczać. Otóż Remender zapragnął wrzucić Punishera tak mocno w świat Marvela, jak nikt przed nim. Jego seria miała być tym samym całkowitym przeciwieństwem realistycznego „Punisher MAX” Ennisa i bardziej radykalną kontynuacją „Punisher. War Journal” Fractiona. Frank Castle został uzbrojony po zęby w spluwy o takiej sile rażenia, jakiej jeszcze nie stosował – wszak musi mieć jakieś szanse z tymi wszystkimi kolorowo ubranymi nadludźmi. „Witaj w naszym świecie, panie Castle!” – zdaje się mówić Sentry, istota potrafiąca pstryknięciem palców przewrócić wieżowiec. Remender mówił, że chciał powymyślać takie przygody i awantury, że po ukazaniu się ich w sklepach, powinien bać się odbierać pocztę mailową następnego dnia.


I tu zaczynają się problemy. Omawiany dziś album zawiera szesnaście pierwszych zeszytów „Punishera” Ricka Remendera oraz „Annual” z 2009 roku i one-shot „Dark Reign. The List”. Osborn robi wszystko, aby pozbyć się Punishera – jego likwidację zleca superzłoczyńcy o pseudonimie „The Hood” i jego pomagierom. Punisher zabija od zawsze, więc teraz też będzie. To jest właśnie jeden z problemów – kogo ma zabijać? Wielkie superbohaterskie uniwersa trzymają się zasady status quo kluczowych bohaterów – czytamy ich przygody wiedząc, że wyjdą z nich cało. Żaden scenarzysta nie uśmierci nieodwołalnie Wolverine’a, Spider-Mana czy Daredevila. Punisher mierzy się zatem z cudaczną bandą złoli, za którymi nikt nigdy nie zatęskni – jest jakiś człowiek-ćma, „wikińska striptizerka”, i inne błazny. Pojawia się też magia i mistycyzm – The Hood potrafi wskrzeszać ludzi, kontaktuje się z Dormammu (demonem, wrogiem Doktora Strange’a). W życiu Franka Castle’a pojawia się zastępca Microchipa, którego pamiętamy z czasów TM-Semic – ta postać okaże się potem niezwykle istotna.


Wszystkie te przeszarżowane pomysły są jednak niczym, w porównaniu do tego, co wydarzyło się w komiksie „Dark Reign. The List”, chronologicznie umieszczonym między odcinkiem dziesiątym i jedenastym serii. Oczywiście nie będę spojlerował, jednak każdy czytelnik, który przyjrzy się okładce trzymanego w rękach tomu, domyśli się, co zaszło. Punisher wygląda jak jakieś zombie napędzane mnóstwem kabli, a na tylnej okładce pędzi przed siebie w towarzystwie mumii, wampira Morbiusa, Wilkołaka i marvelowskiej wersji Potwora z Bagien DC Comics – istoty, na którą wołają „Man-Thing!”. Rick Remender odpiął wrotki i odleciał. Ostatnia historia pierwszego z dwóch tomów „Punishera według Ricka Remendera” nosi zamienny tytuł „Franken-Castle”. Czegóż tu nie ma! Jest wyspa pełna dziwacznych potworów, cyborgi-samuraje polujący na te potwory, latanie na smokach, bombardowanie średniowiecznych zamków w Alpach, jakieś mózgi w słojach jak w „Hellboyu” Mike’a Mignoli. Pulpa absolutna, „Universal Monsters” w marvelowskiej wersji, eskapizm i totalne wypaczenie pomysłu Gartha Ennisa na postać Pogromcy.


Remender rzeczywiście odszedł od realizmu i status quo tej postaci najdalej. „Franken-Castle” okazał się wielkim eksperymentem szalonego scenarzysty, powołującym do życia swojego własnego potwora. Pomagali mu rysownicy, asystenci trzymający iskrzące się przewody – w miarę upływu serii coraz bardziej odpływający w komiksową umowność i groteskę. Jerome Opena ilustrujący pierwsze odcinki był jeszcze w miarę stonowany, ale Tony Moore - ilustrujący awanturę na Wyspie Potworów - pozwolił sobie naprawdę na dużo więcej, niż ktokolwiek by przypuszczał. Czytelnicy byli wściekli, choć odzywali się też tacy, którzy byli bardzo zadowoleni z naruszenia status quo.


No, ale wiemy, co oznacza to pojęcie – Punisher uprawiający magię przy asyście chodzącej mumii to nie jest de facto Punisher. Nie będę ukrywał – to nie jest również „mój” Punisher, choć doceniam odwagę. Eksperyment Remendera nie był udany, ale dobrze, że do niego doszło. Egmont już w lipcu tego roku wyda drugi tom zbiorczy, zamykający erę Ricka Remendera w „Punisherze”. Bardzo jestem ciekaw, jak Marvel wybrnął z tego bałaganu i jak przywrócił to słynne, nienaruszalne status quo. Bo, że do tego doszło, możemy być pewni.


Tytuł: Punisher vol. 8. Tom 1
Scenariusz: Rick Remender
Rysunki: Jerome Opena, Tan Eng Huat, Jason Pearson, Tony Moore, Roland Boschi
Tłumaczenie: Mateusz Lis
Tytuł oryginału: Punisher vol. 8. #1-16; „Punisher Annual” #1; Dark Reign: The List – Punisher #1
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: marzec 2026
Liczba stron: 444
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788328175907

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz