sobota, 23 maja 2026

Irrehaare

 Myśli moje nie są moje





Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #18

„Nieskończone ciągi liczbowe. Gęstość pakowanych w mrok terabajtów. Pamięć nieskończona. Gorąca ciemność informacji: jeden zero jeden zero zero jeden jeden… Pamiętasz? Samorodny, z nocy bezwoli poczęty. Bit z bitem. Mapa wszechwiedzy. Ty nie możesz umrzeć, nie w Irrehaare. Masz tę przewagę nad ludźmi. Paradoksalnie, ty jako twór sztuczny, możesz zadać sobie pytanie: Po co istniejesz?”

Powtarzanie Dukaja to świetna okazja do reaktywacji cyklu „Nie długość się liczy”. A że obok mało którego opowiadania autora można przejść obojętnie, to właśnie on zdominuje cykl na mniej więcej dziesięć kolejnych odcinków. Rozpisywał się nie będę, będzie naprawdę krótko. Dziś „Irrehaare” z 1995 roku.

Bezimienny narrator z całkowitą amnezją pojawia się w świecie, którego zasad nie rozumie – w podobnej sytuacji jest sam czytelnik składający do kupy elementy układanki. Oto wirtualny świat Irrehaare, do którego możesz wejść poprzez specjalne wszczepki domózgowe – podłączasz się do serwerów bez wychodzenia z domu i razem z innymi „zaślepionymi” przemierzasz wirtualne światy. Światów jest wiele – czas płynie w nich inaczej a ich rzeczywistości (science fiction, cyberpunkowe, fantasy, realistyczne – do wyboru do koloru) kreowane są przez jeden wielki (nad)program zwany Allahem. Oprócz graczy wirtualne światy zasiedlają również „Atrapy”, czyli istoty, które nazwalibyśmy obecnie NPCami – postacie stworzone i zaprogramowane przez Allaha. Czyli MMORPG z doprowadzoną do skrajności immersją – po prostu żyjesz w grze naprawdę, wszak wszystko co widzimy, słyszymy i czujemy to tylko ciąg impulsów w naszych mózgach, prawda? A co, gdyby nagle okazało się, że z gry nie można wyjść? I nawet śmierć nie jest końcem, tylko wiecznym restartem gry?


„Matrix” wszedł do kin trzy lata później – najwyraźniej wielkie umysły myślą podobnie w tym samym czasie. Uwięzienie osobowości w rzeczywistości wirtualnej to oczywiście pomysł jeszcze starszy – pisał o tym Stanisław Lem czy Adam Wiśniewski-Snerg w „Aniele przemocy” oraz wielu innych twórców. „Irrehaare” najlepiej jednak działa w porównaniu właśnie do filmowego arcydzieła Wachowskich – trudno bowiem nie zestawiać ze sobą postaci Adriana (bo takie imię nadał sobie w pewnym momencie bohater opowiadania) z Neo. I nie ma znaczenia to czy Adrian jest kolejnym uwięzionym graczem, czy może Atrapą, która zyskała samoświadomość – dusza, osobowość, „ja”, umysł (wybierzcie co chcecie) nie jest tu wartościowane według rodzaju ośrodka, w którym dochodzi do jego procesowania. Mózg biologiczny nie jest w niczym lepszy od mózgu elektronowego. Adrian, podobnie jak Neo, ma do odegrania specjalną rolę – jest Wybrańcem, figurą chrystusową, kimś z góry predestynowanym do samopoświęcenia w imię wyższej racji. Problem w tym, że dukajowy Adrian odmawia swemu „ojcu” – nie weźmie krzyża, nie wejdzie na Golgotę. Pytanie – czy jest przez to mniej, czy bardziej ludzki niż Neo / Chrystus?


Tytuł: Irrehaare
Autor: Jacek Dukaj
Rok pierwszej publikacji: 1995
Miejsce pierwszej publikacji: Nowa Fantastyka 6-7/1995
Inne publikacje: W kraju niewiernych, 2000, supernowa; W kraju niewiernych, 2008, WL

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz