Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.
Szósty, ostatni tom „Kaznodziei” to zamykanie wątków, duchowe rozliczenia, rachunki sumień, odkupienia, darowanie win, sądy, wyroki i egzekucje. Swoje pięć minut mają wszystkie ważne postacie z wszystkich dotychczasowych odcinków – niektóre dostają nawet dziesięć czy piętnaście. A skoro przez cały czas grzebaliśmy w amerykańskich mitach, opowieść musi zakończyć się w miejscu mitycznym. Alamo, gdzie teksańscy rewolucjoniści stoczyli słynną bitwę z wojskiem Republiki Meksyku, staje się sceną dramatycznych wydarzeń. Pora na wyrównanie wszystkich rachunków.
Zanim jednak dotrzemy do Alamo, musimy wrócić na chwilę do miejsca, w którym rozstaliśmy się z naszymi bohaterami. Jesse Custer próbuje za wszelką cenę znaleźć Cassidy’ego i zrozumieć jego postępowanie. Prawda o irlandzkim wampirze okazuje się przerażająca – Cassidy jest tym rodzajem człowieka (ba, nawet nie człowieka), który nie zasługuje na drugą szansę. Jesse nie może ruszyć na dalsze poszukiwania Boga, dopóki nie usunie ciernia wbitego mu przez jego najlepszego przyjaciela.





