Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alejandro Jodorowsky. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alejandro Jodorowsky. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 czerwca 2025

Bouncer

Western szekspirowski


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Alejandro Jodorowsky w nieco mniej fantastycznym i mistycznym wydaniu? Oczywiście – omawiany dziś „Bouncer” jest chyba najbardziej realistycznym dziełem Chilijczyka w naszym cyklu. Ale i tak można w nim dostrzec sporo cech charakterystycznych jego twórczości.

W posłowiu do siedmioodcinkowego, zbiorczego wydania „Bouncera” z 2019 roku od Scream Comics można przeczytać, że celem Jodorowsky’ego był „western szekspirowski”, pełen rozwiązań charakterystycznych dla dramatów słynnego Anglika. Za warstwę graficzną odpowiada François Boucq, rysownik znany w Polsce z takich komiksów jak „Czarcia morda”, „Kanibale Nowego Jorku” czy „Księżycowa gęba” – ten ostatni, dziesięć lat przed „Bouncerem” narysował właśnie do scenariusza Jodorowsky’ego. Boucq przymierzany był pod koniec lat dziewięćdziesiątych do „Blueberry’ego”, kiedy to Jean „Moebius” Giraud zajmował się już samodzielnie zarówno scenariuszem, jak i rysunkiem. Boucq przemierzył Stany Zjednoczone wzdłuż i wszerz, aby osobiście doświadczyć tych wszystkich oszałamiających amerykańskich pejzaży i krajobrazów, ale ostatecznie do „Blueberry’ego” nie trafił. Wtedy właśnie z propozycją współpracy wyszedł Jodorowsky – w końcu wspomniana „Księżycowa gęba” została przyjęta bardzo dobrze wśród fanów.

niedziela, 26 maja 2024

Straszny papież

Otchłanie papieskiej alkowy


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Alejandro Jodorowsky pisał zazwyczaj komiksową fantastykę – kontrowersyjną i często obrazoburczą, ale nigdy niepodważającą oficjalnej wersji zapisów historycznych. Fantastyka to fantastyka, można poszaleć. Ale w latach 2004-2010 wyszła czteroczęściowa „Borgia”, po której przyszła pora na „El Pape Terrible”. I tu wielka swoboda twórcza Chilijczyka wymknęła się nieco spod kontroli.

„Watykan. 18 sierpnia 1503 roku. Ojciec Święty Aleksander VI umiera w wyniku tajemniczej choroby” – tak zaczyna się czteroodcinkowy „Straszny papież” Alejandro Jodorowsky’ego, wydany właśnie przez Scream Comics w albumie zbiorczym. Historia następcy delikatnie mówiąc kontrowersyjnego Aleksandra VI na Tronie Piotrowym rozpoczęła się, zanim wyszedł ostatni odcinek „Borgii”. „Straszny papież” pisany był równolegle z „Final Incal” – Jodorowsky zaprosił wówczas do współpracy kolejnego świetnego grafika, Włocha Théo Caneschiego. Razem opowiedzieli historię pontyfikatu Giuliano Della Rovere – papieża, który umocnił i odbudował Państwo Kościelne po moralnej i finansowej degrengoladzie zapewnionej przez jego poprzednika, Rodrigo Borgię. Ale myli się ten, kto przypuszcza, że będzie to historia przedstawiająca papieża Juliusza II w dobrym świetle albo chociażby zgodnie z oficjalną wersją historyczną. To jest Alejandro Jodorowsky, czego się spodziewaliście?

niedziela, 19 maja 2024

Borgia

Jedenaście lat Sodomy


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Większość komiksów Alejandro Jodorowsky’ego to całkowita fikcja i niczym nieskrępowana, rozbuchana fantastyka. Tym razem jednak zajmiemy się jednym z jego komiksów historycznych albo może „historycznych” – fabuła czteroczęściowej serii „Borgia” oparta jest bowiem na faktycznych postaciach i wydarzeniach, ale potraktowanych z dość dużą dezynwolturą.

niedziela, 24 grudnia 2023

Szalona z Sacre-Coeur

„Incal” w wersji light


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Alejandro Jodorowsky i Jean Giraud (czyli Moebius, bo z Jodorowskym współpracowało to właśnie twórcze alter ego Girauda) stworzyli swego czasu „Incala”, jeden z najsłynniejszych komiksów w historii medium. O dziwo, sukces ten nie przyczynił się wcale do ich częstej współpracy w przyszłości. Trzyczęściowa opowieść „Szalona z Sacré-Coeur” jest drugim owocem ich kooperacji – jednym z najlepszych, przy jakich zarówno Chilijczyk, jak i Francuz pracowali.

Ostatnia część „Incala” ukazała się w 1988 roku. Jodorowsky miał tak dużo pomysłów, że od razu rozpoczął prace nad „Przed Incalem”, prequelem opowieści o Johnie Difoolu. Moebius odmówił współpracy i zarzekał się, że do „Incala” już nie wróci (złamał postanowienie pod koniec lat dziewięćdziesiątych, kiedy to narysował pierwszą część niedokończonej nigdy serii „Po Incalu”, ale to było wszystko). Czasu na szalone, futurystyczne przygody Difoola nie miał, ale jakimś sposobem znalazł go na narysowanie równie zwariowanych, choć osadzonych we współczesności, perypetii niejakiego Alaina Mangela.

niedziela, 1 października 2023

Megalex

Fabrykacja szczęśliwości

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Alejandro Jodorowsky zaczął dość mocno rozwijać swoje „incalowe” uniwersum. I mimo iż w każdym komiksie „Jodoverse” Chilijczyk gra na tych samych nutach, to nie nudzi, lecz intryguje. Dziś lecimy na „Megalex”, potworną, mechaniczną planetę, z której nie ma ucieczki.

„Megalex” składa się z trzech części wydanych kolejno w 1999 („Anomalia”), 2002 („Garbaty anioł”) i 2008 roku („Serce Kavatah”). Historia ta pisana była równolegle z omawianymi niedawno „Technokapłanami”. I to czuć zdecydowanie – w zasadzie obydwa komiksy mówią o tym samym. O ile jednak historia Albino, Najwyższego Technopapieża, jest etapową powieścią inicjacyjną i lekko przerażającą bildungsroman, tak „Megalex”, to głównie ekspozycja i wykład na temat tego, czym może być technologiczna dystopia przyszłości. Niby mamy tu głównego bohatera, ale tak właściwie nie jest on żadnym motorem napędowym fabuły. Ale do niego jeszcze wrócimy.

niedziela, 12 marca 2023

Anibal 5

Szybko! Przygotujcie miss Szwecji!

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Alejandro Jodorowsky uwielbia metafizykę (taką bardzo „swoją”, mało zrozumiałą, bo wyłożoną niezwykle subiektywnie) okraszoną nieprzystającymi często dodatkami – seks, golizna, skrajna przemoc, pompatyczne hasła i oderwane od rzeczywistości, urągające zdrowemu rozsądkowi postacie. „Jodo” czuć na kilometr. Czuć go też w „Anibalu 5”, ale…

No właśnie – „Anibal 5” ma wszystkie dodatki, ale nie ma metafizyki. Alejandro Jodorowsky i Georges Bess proponują komiks typowo rozrywkowy, bez żadnego drugiego dna, filozoficznego zadęcia i taki właśnie staroświecki, pulpowy, hołdujący najprostszej i najbardziej banalnej rozrywce. „Anibal 5” wydany został pierwotnie w dwóch tomach – odpowiednio w 1990 i 1992 roku. Nie jest to jednak oryginalny pomysł, lecz unowocześniona wersja starego komiksu, który Jodorowsky wymyślił już w połowie lat sześćdziesiątych, kiedy to mieszkał w Meksyku i pracował dla tamtejszego magazynu komiksowego „Editional Novaro”. Wtedy to, w roku 1966 roku, narodził się niepokonany, męski do przesady agent Anibal 5 w służbie Agencji Obrony Ameryki Południowej. Jego przygody rysował popularny wówczas w Meksyku Manuel Moro.

niedziela, 19 lutego 2023

Technokapłani

Suprawielki pantechnobarok

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.



Świat, w którym toczy się akcja „Incala”, jednego z najbardziej znanych komiksów Alejandro Jodorowsky’ego, zaczął się bardzo szybko rozrastać już w kilka lat po premierze przygód Johna Difoola. Dziś zajmiemy się odrażającymi i przerażającymi tajemnicami Zakonu Technokapłanów, o którym czytaliśmy w każdym dotychczasowym komiksie „Jodoverse”

czwartek, 5 stycznia 2023

Showman Killer

Autoparodia


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pora na następny komiks szalonego Chilijczyka, wchodzącego w kooperację z kolejnym niezwykle utalentowanym grafikiem. Czeka nas nowa dawka skrajnej przemocy, kontrowersji, konsternacji, może nawet i obrzydzenia – czyli sposób na komiks typowy dla autora. 

Doktor Kurkolan i jego asystentka Orlando, „mistrzyni w posługiwaniu się sztucznymi penisami”, przybywają do Allcatraz, planety-więzienia w systemie Mounea, aby wydoić ćwierć litra nasienia z, przecinanego właśnie na pół przez straszliwe narzędzia do egzekucji, brutalnego mordercy-kanibala Paula Jelitożercy. Wysadzają potem planetę, aby zatrzeć ślady i w swoim tajnym laboratorium zapładniają piętnastoletnią dziewczynę, przebywająca od dziesięciu w stanie wegetatywnym, aby po dziewięciu miesiącach rozciąć jej brzuch i wyciągnąć chłopca – przyszłego „ultrażołnierza”, który „nigdy nie poczuje matczynego ciepła”. Tak zaczyna się pierwszy z trzech odcinków komiksu „Showman Killer” ze scenariuszem Alejandro Jodorowsky’ego i ilustracjami Nicolasa Fructusa. Przegięcie? Oczywiście, przecież to Jodorowsky! Obiecuję już nie epatować więcej tego rodzaju dosadnymi opisami, ale chciałem już na starcie ustawić w pewien sposób Waszą optykę. Bo jest grubo, naprawdę – nawet jak na Jodo.

wtorek, 27 grudnia 2022

Castaka

Jodo-fiksacje


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Alejandro Jodorowsky markę ma wyrobioną, bez dwóch zdań. Wznowiona przez wydawnictwo Scream Comics „Castaka” nie wnosi może jakiejś wartości dodanej do całokształtu jego twórczości, ale robi za to coś innego – uwypukla i podkreśla jej cechy. Oto „Jodo w pigułce” – ze wszystkimi wadami i zaletami. Kochasz albo nienawidzisz.

Przed lekturą „Castaki” warto zapoznać się z „Kastą Metabaronów” – omawiany dziś komiks traci dużo bez swojego „starszego brata”. Jest przecież jego prequelem – z „Kasty..” wiemy, że ród pierwszego Metabarona wywodzi się z „marmurowej”, przypominającej bardzo mocno Arrakis z „Diuny”, planety Marmoli. Teraz dowiemy się jak doszło do zasiedlenia tego nieprzyjaznego, lecz skrywającego jeden z największych skarbów wszechświata, globie. Jak to już często bywało u Jodorowsky’ego, mamy bohatera snującego swą opowieść i słuchaczy zafascynowanych jego wywodami. Ważne – jednym z nich jest Otton von Salza, wspomniany pierwszy Metabaron.

czwartek, 16 czerwca 2022

Broń Metabarona

Jodorowsky na pełnej petardzie!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Gdy minęło pięć lat od zakończenia „Kasty Metabaronów” Alejandro Jodorowsky postanowił wrócić do postaci bezimiennego, kosmicznego wojownika i opowiedzieć o jego kolejnych przygodach. „Broń Metabarona”, wydana w marcu przez Scream Comics, skierowana jest do zagorzałych fanów i znawców „Jodoverse” – komiksowego uniwersum chilijskiego artysty. I do amatorów pięknych obrazków. I chyba do nikogo więcej.

Bezimiennego Metabarona znamy dobrze zarówno z „Incala” jak i z omawianej niedawno „Kasty Metabaronów”, opisującej historię rodu międzygwiezdnych najemników, bezlitosnych i honorowych wojowników żyjących według totalnie nieludzkiego i przerażającego kodeksu. Wydarzenia „Broni Metabarona” toczą się już po wewnętrznej przemianie bohatera z końcówki „Kasty…” ponieważ mamy co prawda małego, sprytnego robota Tonto, ale zamiast skompromitowanego Lothara poznajemy sztuczną inteligencję o imieniu Kornelia. Akcja rozpoczyna się jakby w środku – Metabaron trafia na Omfalos, dziwną planetę-satelitę, będącą „środkiem naszego wszechświata” (który okazuje się obdarzony imieniem Enneada). Ależ to jest dziwadło godne Alejandro Jodorowsky’ego! Enneada otoczona jest przez mózg (!) o nazwie Bihargam, czyli świadomy byt, będący kreatorem marzeń sennych każdej rozumnej istoty, a w jego wnętrzu żyje ośmiu „Intraśnicieli” mających specjalne zadanie dla przybywającego Metabarona. Otóż ma on zdobyć cztery tajemne bronie, dzięki którym będzie można odeprzeć inwazję Hunwyjców, agresorów z innego wymiaru, mentalnych wampirów wypaczających prawa naszego wszechświata. Cokolwiek to znaczy.

niedziela, 12 czerwca 2022

Kasta Metabaronów

Więksi niż życie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Incal” Alejandro Jodorowsky’ego i Jeana „Girauda” Moebiusa odniósł tak znaczący sukces (pomimo bardzo złożonej fabuły i skomplikowanego przekazu), że zaraz po wydaniu ostatniego odcinka powstał prequel, „Przed Incalem”. Na początku lat dziewięćdziesiątych Jodorowsky zdecydował, że pora na spin-offa i poszerzanie uniwersum. Powstała „Kasta Metabaronów”.

niedziela, 19 września 2021

Final Incal. Po Incalu

Świat to odbicie naszych myśli


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dziś odwiedzamy po raz trzeci świat „Incala”, wykreowany w 1980 roku przez legendarnego, chilijskiego popkulturowego szaleńca – Alejandro Jodorowsky’ego. Pierwszy był „Incal” tworzony w transie razem z Jeanem „Moebiusem” Giraudem, a zaraz po nim powstał prequel całej historii – „Przed Incalem” z ilustracjami Zorana Janjetova. Lata dziewięćdziesiąte przyniosły także spin-offy – „Kastę Metabaronów” i „Technokapłanów”. Zanim jednak podążymy w bok w ich kierunku, idźmy trochę dalej prosto. Zajmiemy się sequelem – a właściwie dwoma, będącymi swoimi alternatywnymi wersjami. Oto „Po Incalu” i „Final Incal”.

Pierwszy, genialny i niepowtarzalny „Incal” pozostaje nadal najlepszym komiksowym dziełem Jodorowsky’ego i nic nie wskazuje na to, że Chilijczyk napisze jeszcze kiedyś coś lepszego. Duchowa podróż Johna Difoola i jego towarzyszy, rozpoczęta i zakończona tą samą charakterystyczną sceną, w której główny bohater leci głową w dół wzdłuż Miasta-Szybu prosto do kipiącego jeziora kwasu, stanowi klamrę zamykającą całą opowieść i tworzącą z niej pewien powtarzający się, niekończący cykl. Nie wiemy co było prawdą („Prawdą”) w „Incalu”, nie wiemy czy wszechświat, w którym działa się akcja komiksu istnieje nadal, czy został zrestartowany przez wszechmocnego Orha. Gdy pod koniec lat osiemdziesiątych Jodorowsky kończył pisanie „Incala” (a właściwie „Wielką Improwizację Do Spółki z Moebiusem”) był bardzo zadowolony z tej niejednoznaczności. Ideą „Incala” jest bowiem ciągłe poszukiwanie Prawdy, ciągłe dążenie do realizacji swych marzeń – ale tak aby nigdy nie być w pełni nasyconym i zadowolonym z odpowiedzi i wyników. To dlatego John Difool stał się „wiecznym świadkiem” świata, obserwatorem nieustannie przekształcającej się rzeczywistości, poszukiwaczem Odpowiedzi Ostatecznych i śniącym na jawie („Śnić znaczy żyć!”) – czyli po prostu człowiekiem.

niedziela, 16 lutego 2020

Przed Incalem

Śledztwo trwa!

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Incal”, najlepszy komiks Alejandro Jodorowsky’ego, był wielkim i głośnym wydarzeniem. Inspirował (i inspiruje nadal) przez wiele lat – zarówno twórców komiksu jak i filmu. Szalone przygody Johna Difoola, antybohatera, który wdepnął w największą aferę w historii wszechświata zakończyły się w roku 1988 roku, ale Jodorowsky nie chciał opuszczać wykreowanego przez siebie uniwersum.

Legendarny Jean „Moebius” Giraud, od razu zapowiadał, że po narysowaniu „Incala” odchodzi. Jodorowsky uszanował to z bólem serca i zaczął rozglądać się za następcą. Okazało się, że już go zna – w 1986 roku spotkał młodego, zafascynowanego Giraudem, rysownika z Serbii (a właściwie Jugosławii), Zorana Janjetova. Ten „pokorny uczeń Moebiusa” kolorował piąty i szósty tom „Incala”, co było dla niego spełnieniem marzeń. Zwłaszcza, że otrzymał wówczas dużo lekcji od Moebiusa – pozwoliło to potem na dość sprawne wejście w buty idola. Janjetov powiedział nawet swego czasu, że chciał iść pod prąd ówczesnym trendom wśród młodych rysowników. Podczas, gdy wszyscy inspirowali się starszymi twórcami, aby dopiero później wykształcić potem swój własny styl, on postanowił już zawsze rysować dokładnie jak Jean Giraud. „Chcę być bardziej moebiusowski od Moebiusa” – żartował.

niedziela, 21 lipca 2019

Biały lama

Wszystko jest złudzeniem

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dziś wracamy do twórczości Alejandro Jodorowsky’ego. Autor „Incala” zabiera nas do Tybetu pierwszej połowy dwudziestego wieku – miejsca pełnego ezoteryki, magii, mistyki i filozofii. Załóżmy, że duchowy przywódca Tybetu odrodził się niespodziewanie w ciele europejskiego noworodka – jak wyglądałaby jego droga do oświecenia i walka o zachowanie świętych wartości w obliczu nieuchronnie nadchodzących zmian?

„Biały Lama”, sześcioczęściowa seria komiksowa, została wydana w latach 1988-1993 przez wydawnictwo „Les Humanoïdes Associés”. Duże uznanie, z jakim spotkała się seria, spowodowało szybkie wydanie zbiorczej edycji, która do polski trafiła dopiero w lutym 2007 roku. Wydawnictwo Egmont otworzyło tym komiksem jedną ze swoich flagowych serii wydawniczych – „Plansze Europy”. Pod koniec zeszłego roku „Biały Lama” ukazał się w Polsce ponownie, tym razem nakładem Scream Comics.

niedziela, 17 marca 2019

Incal

Rozgrzewka do tańca rzeczywistości

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Incal” ze scenariuszem Alejandro Jodorowsky’ego i rysunkami Jeana „Moebiusa” Girauda, nazywany jest często najlepszym komiksem, jaki kiedykolwiek powstał. I nie jest to żaden przeszarżowany, marketingowy slogan, który nie ma zbyt wiele wspólnego z prawdą. To dzieło, którego istoty żaden opis czy recenzja nie odda nawet w małym stopniu, tego trzeba doświadczyć samemu, bezpośrednio. Mimo wszystko – spróbujmy. Jest ku temu dodatkowa okazja – Alejandro Jodorowsky obchodzi dziś swoje dziewięćdziesiąte urodziny.

Wedle słów reżysera, wszystko zaczęło się pewnej nocy w 1974 roku, kiedy to „boskość przemówiła do niego w proroczym śnie” i powiedziała, że „twoim następnym filmem musi być Diuna”. Jodorowsky był już po swoich rewolucyjnych i kontrowersyjnych filmach, „Krecie” i „Świętej górze”, więc wieść o jego nowym projekcie zelektryzowała fanów. Wszyscy oczekiwali kolejnej psychodelicznej podróży po nieograniczonej niczym wyobraźni reżysera, oraz solidnej dawki mistyki i ezoteryki. To, że historia o walce Paula Atrydy o odzyskanie tronu Arrakis już istniała, nie było żadnym problemem. Otóż Jodorowsky postanowił gruntownie przebudować wizję Franka Herberta, przetworzyć ją wedle własnego uznania i dać światu „Diunę Jodorowsky’ego”. Twierdził, że „Diuna” nie należy już do Herberta, została przecież, jak każde dzieło sztuki, zesłana na niego z „kolektywnej nieświadomości” i jako pewien mit, czyli opowieść archetypiczna, nie ma już autora. To artysta musi pełnić wobec sztuki służebną rolę i być tylko przekaźnikiem dla emanacji swego rodzaju wyższej siły. Tym bardziej zrozumiałe staje się to, dlaczego tak usilnie próbował odsunąć autora „Diuny” od prac nad ekranizacją.