Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Science-Fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Science-Fiction. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 sierpnia 2026

Ruch generała

                            Wojna, akurat! W jakim świecie ty żyjesz?!


Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #23

„Twoje ciało to sploty klątw psychokinetycznych i sensorycznych, twoje myśli to kłębowisko demonów, jesteś jednym, wielkim, chodzącym zaklęciem, homeostatycznym zawirowaniem magii!”

W jednym z numerów „Nowej Fantastyki” z 1997 roku ukazał się esej Jacka Dukaja pod tytułem „Filozofia fantasy”. Dukaj stwierdził tam, że konwencja fantasy skostniała w średniowiecznym sztafażu a przecież daje ona nieograniczone możliwości światotwórcze. „Ruch generała” z 2000 roku, opowiadanie otwierające zbiór „W kraju niewiernych”, pokazuje, że można inaczej. Oto świat pełen magii, rzeczywistość, w której wielkie Imperium Warzhadów stawia czoła legionom Ptaka – dwie strony mają na swych usługach czarowników (nazywanych tu „urwitami”), potężne klątwy i zmodyfikowane magicznie wojska. Po stronie króla Bogumiła Warzhada walczy Generał Żarny, osiemsetletni, najwyraźniej nieśmiertelny mag, którego ciało uległo przez lata niezliczonym modyfikacjom. Teraz generał przypomina raczej cyborga niż postać z książek fantasy.

wtorek, 28 lipca 2026

Muchobójca

                                                             Różne są magie


Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #22

„Ale przecież nie jeden człowiek w kosmosie”

W popkulturze dominuje proste wyobrażenie kosmity. W gruncie rzeczy to my sami tylko ucharakteryzowani – z ludzką percepcją, rozumieniem świata, zmysłami, mentalnością i moralnością. Jednym z największych przeciwników takiego podejścia, prawdziwym orędownikiem Obcości pisanej wielką literą był Stanisław Lem (patrz: „Fiasko”). Jacek Dukaj w „Muchobójcy” prezentuje taki sam pogląd. Jest „Lemem w wersji light”.

niedziela, 26 lipca 2026

Wzlot i upadek D.O.D.O.

Kwantowe wiedźmy

Powieści Neala Stephensona były oczywiście zawsze erudycyjne, błyskotliwe, pełne nerdowskiego klimatu i niesamowitych idei. Były również zabawne – każda z nich. Ostatnia powieść Stephensona wydana w Polsce jest najzabawniejsza z wszystkich – być może przyczyniła się do tego współautorka, Nicole Galland.

Stephenson i Galland współpracowali już wcześniej przy cyklu „Mongoliada”. Współautorka omawianej dziś powieści specjalizuje się w powieściach historycznych z okresu średniowiecza – w „Mongoliadzie” poszło jej tak dobrze, że Stephenson zaprosił ją do współpracy przy jednej z kolejnych książek. W 2017 roku ukazała się powieść „The Rise and Fall of D.O.D.O.” – Stephenson wymyślił ogólny zarys fabuły i był autorem zasad rządzących światem przedstawionym, natomiast Galland po prostu pisała powieść.

„Wzlot i upadek D.O.D.O.” jest zbiorem najróżniejszych dokumentów, stenogramów, listów, pamiętników i relacji spisanych przez osoby w jakiś sposób związane z najtajniejszym z tajnych projektów rządowych USA. D.O.D.O., czyli Department of Diachronic Operations, zajmuje się zadaniami jedynymi w swoim rodzaju – przywróceniem magii, która tak powszechnie praktykowana w starożytności i średniowieczu, zaczęła słabnąć w czasach nowożytnych, aby całkowicie zniknąć ze świata dokładnie 29 lipca 1851 roku. Co wydarzyło się tego dnia i dlaczego miało taki a nie inny wpływ na naturę rzeczywistości dowiesz się czytelniku z powieści – szkoda byłoby zdradzić tak ważny element konstrukcji świata.

sobota, 11 lipca 2026

Ziemia Chrystusa

  Nie ma wszechświata bez Boga


Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #21

„Świat zyskał zupełnie inne oblicze przez samą świadomość człowieka, że ktoś nad nim stoi”

„Ziemia Chrystusa” opowiada o podróżach między wszechświatami równoległymi. Na „naszej” Ziemi, nazywanej w opowiadaniu Ziemią Stalina (bo jak się okazuje to jego postać była kluczowa w rozwoju naszej planety) wynaleziono machinę zwaną „katapultą”. Od tej pory można wysyłać ekspedycje lub organizować zbrojne wypady np. na Ziemię Dukaja, Ziemię Ludwika XVI itd. Bohaterowie opowiadania wysłani zostają, aby zbadać podejrzanie cichy, jakby bezludny świat, który okazuje się tytułową „Ziemią Chrystusa”. Otóż w tej wersji naszego wszechświata Bóg istnieje naprawdę – nie trzeba w niego wierzyć czy prowadzić na ten temat teologicznych dysput. Wszechmocny, wszechobecny i wszechwiedzący Bóg po prostu jest – wszędzie, gdzie nie spojrzysz. Wiele Ziem zwiedzili nasi bohaterowie, nigdy jednak nie byli tak przerażeni jak tu.

wtorek, 16 czerwca 2026

IACTE

 Życie jest życiem, jakiekolwiek by nie było


Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #20


„Czy wiesz, gdzie jesteś? – szeptał mrok. – Czy wiesz, kiedy jesteś? Czy wiesz, kim jesteś? Czy wiesz, czy w ogóle jesteś?”

Indianin Luis, Podążający za Cieniem, pół-Cayuga, pół Francuz, przeniesiony zostaje ze swojego dobrze znanego świata do rzeczywistości przeczącej zdrowemu rozsądkowi. Okazuje się, że Luis nie jest prawdziwym człowiekiem, lecz urzeczywistnionym snem. Grupa Ziemian-kolonistów rozbiła się na odległej planecie i stawia czoło jednemu z pozostałych załogantów, niejakiemu Saint-Pierce’owi. Luis, powołany do życia w niezwykłym miejscu zwanym Grotą Snów, ma być tropicielem idealnym – tylko będzie w stanie znaleźć kryjówkę przeciwnika. Oto istota z krwi i kości powstała w tytułowym IACTE, miejscu nieograniczonego potencjału, wzmocnionej probabilistyki, pierwowzorze późniejszego „Skoliodoi” z „Innych pieśni”.

środa, 3 czerwca 2026

Szkoła

My cię nauczymy czego masz chcieć



Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #19

„Rzeczywistość się akceptuje albo rzeczywistość nie akceptuje ciebie i dopiero wtedy jest naprawdę źle”

„Nauczanym. Ku przestrodze” – tak zaczyna się opowiadanie „Szkoła” z 1996 roku. Dziewięcioletni Puno mieszka w jakichś bliżej nieokreślonych slumsach Ameryki Południowej, gdzie każdego dnia musi walczyć o życie. Takich jak Puno jest wielu – bezimiennych dzieciaków wykorzystywanych przez rówieśników i dorosłych, przyzwyczajonych do spania z prowizorycznym nożem pod poduszką. Puno jest dzikim zwierzęciem gotowym w każdej chwili wgryźć się w szyję swego rozmówcy. On i jemu podobni, zapomniani przez wszystkich i niepoliczalni, nie znają rzeczywistości innej niż ta, w której biorą udział w polowaniu – albo gonią, albo uciekają. 

sobota, 23 maja 2026

Irrehaare

 Myśli moje nie są moje





Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #18

„Nieskończone ciągi liczbowe. Gęstość pakowanych w mrok terabajtów. Pamięć nieskończona. Gorąca ciemność informacji: jeden zero jeden zero zero jeden jeden… Pamiętasz? Samorodny, z nocy bezwoli poczęty. Bit z bitem. Mapa wszechwiedzy. Ty nie możesz umrzeć, nie w Irrehaare. Masz tę przewagę nad ludźmi. Paradoksalnie, ty jako twór sztuczny, możesz zadać sobie pytanie: Po co istniejesz?”

Powtarzanie Dukaja to świetna okazja do reaktywacji cyklu „Nie długość się liczy”. A że obok mało którego opowiadania autora można przejść obojętnie, to właśnie on zdominuje cykl na mniej więcej dziesięć kolejnych odcinków. Rozpisywał się nie będę, będzie naprawdę krótko. Dziś „Irrehaare” z 1995 roku.

niedziela, 8 lutego 2026

Peanatema

Oda do rozumu


Kolejna książka Neala Stephensona pełna jest pomysłów, odważnego światotwórstwa i szalonych idei, ale jednocześnie nie brakuje w niej pasjonującej akcji. „Anathem”, monumentalna powieść wydana w 2009 roku, w Polsce nosi tytuł „Peanatema” i jest najdoskonalszym dziełem autora „Śnieżycy”. Jest jedną z najlepszych powieści fantastycznych, jakie kiedykolwiek wydano. Nie przesadzam.

Akcja powieści toczy się na planecie zwanej Arbre. Ten zaskakująco podobny do Ziemi glob zamieszkuje cywilizacja starsza od ziemskiej o mniej więcej trzy tysiące lat. Uważna lektura powieści, przy regularnym zaglądaniu do zamieszczonego na samym początku kalendarium historii tejże cywilizacji, pokazuje jeszcze wiele innych ciekawych analogii. Arbre zamieszkują „ludzie”, istoty praktycznie od nas nieodróżnialne. Od wieków społeczeństwo całej planety podzielone jest na dwa odrębne światy – sekularny i matemowy. Rezydentami świata matemowego są deklaranci, quasi-mnisi zamknięci w koncentach, małych enklawach wewnątrz świata sekularnego. Te kompleksy budowlane, przypominające obwarowane murami klasztory, podzielone są na matemy („Maths” w oryginale, co nie jest bez znaczenia), których bramy otwierają się – w zależności od matemu – co rok, dekadę, stulecie i milenium (!). Tylko wtedy deklaranci mogą wyjść na zewnątrz i sprawdzić jak w międzyczasie zmienił się świat sekularny, a sekularzy mogą wejść „intramuros”. Poza tymi krótkimi, kilkudniowymi „apertami”, deklarantów obowiązuje rygorystyczna Dyscyplina Cartaska – zabronione są nie tylko relacje ze światem „extramuros”, ale i między matemami o różnym interwale apertu oraz całkowity zakaz używania sekularnej technologii.

czwartek, 29 stycznia 2026

Wiek cienia

Widokówki z apokalipsy


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Czy apokalipsa może być poetycka? Philippe Cazamayou, słynny francuski twórca komiksowy, udowadnia, że tak. Kilkanaście obrazkowych opowiadań Cazy zbiera „Wiek cienia” wydany ostatnio przez Lost in Time. Każde z nich jest swego rodzaju widokówką, krótką relacją z postępującego armagedonu, choć równie dobrze może być sennym majakiem.

Caza pod koniec lat siedemdziesiątych, na dekadę przed „Światem Arkadiego”, który został u nas wydany niedawno przez Lost in Time w dwóch tomach, pracował dla słynnego magazynu „Métal Hurlant”. Pisał do niego krótkie, kilkustronicowe komiksowe miniatury opowiadające o świecie dalekiej przyszłości, który rażony został niezwykłą apokalipsą. Ziemia zwalnia swe obroty i wszystko wskazuje na to, że za chwilę przestanie obracać się wokół własnej osi. Jest to wielkie uproszczenie, bo tak naprawdę nasza planeta synchronizuje obrót z obiegiem wokół Słońca, tak aby być do niego zwróconą cały czas tą samą stroną. Od naszych czasów minęły tysiące lat – obecnie mamy rok 666 (!) Ery U-dzi. U-dźmi Caza nazywa potomków ludzkości – zhomogenizowanych, podobnych do siebie i tak samo bezradnych wobec bezlitosnej rzeczywistości. Zamknięci w „Miastach”, wielkich aglomeracjach zawiadywanych przez elektryczne mózgi, przypominają nieporadnych ludzi z filmu animowanego „Wall-E”. Nie żyją, lecz wegetują – dni mijają podobne do siebie jak dwie krople wody, a za murami Miast, tam, gdzie rozciąga się „Wielki Eksterior”, świat umiera. Paradoksalnie więcej w nim życia niż w bezpiecznych enklawach betonu.

czwartek, 11 września 2025

Rzeźnia numer pięć

Zdarza się

„Rzeźnia numer pięć” jest chyba najbardziej znaną powieścią Kurta Vonneguta. Jest też jedną z najlepszych. Bombardowanie Drezna w lutym 1945 roku wyryło trwały ślad w pamięci młodego, dwudziestodwuletniego jeńca wojennego – gdy ćwierć wieku później był już uznanym pisarzem, postanowił przepracować starą traumę przez opisanie tamtych doświadczeń. Ale nie było to jego jedynym celem, zagadnienia poruszane w „Rzeźni numer pięć” są nieco szersze.

„Wszystko to zdarzyło się mniej więcej naprawdę” – jak mówi pierwsze zdanie powieści. Vonnegut pisze o swoich doświadczeniach wojennych, ale w bardzo specyficzny sposób – pojawia się jako pierwszoosobowy narrator tylko w pierwszym i ostatnim rozdziale powieści, a we wszystkich pomiędzy opisuje perypetie niejakiego Billy’ego Pilgrima, fajtłapowatego chłopaka ze Stanów Zjednoczonych. Billy, w wyniku obowiązkowego poboru wojskowego, trafił do Luksemburga w czasach niemieckiej kontrofensywy w Ardenach, został schwytany na tyłach wroga przez nazistowskich żołnierzy, wylądował w obozie jenieckim dla Sowietów, aby w końcu chować się przed alianckim bombardowaniem Drezna w tytułowej, nie działającej już od kilku lat rzeźni z numerem 5 nad drzwiami. Vonnegut wszystko to przeżył osobiście, ale przeniesienie swoich własnych doświadczeń na fikcyjną postać pozwoliło mu wpleść do fabuły istotny wątek fantastyczny i filozoficzny.

czwartek, 7 sierpnia 2025

Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater

Perły przed wieprze

Piąta powieść Kurta Vonneguta miała pecha. Wydano ją w bezpośrednim „sąsiedztwie” dwóch powieści niemal genialnych – wcześniejszej „Kociej kołyski” i późniejszej „Rzeźni numer 5”. „Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater” tkwi w swego rodzaju dołku ocieniona dwoma gigantami – ale i tak jest rzeczą wartą każdej minuty spędzonej na lekturze.

Nie znajdziemy w tej powieści klarownej fabuły – raczej szereg scen, anegdot, dygresji i przezabawnych punchline’ów. Oto mamy przed sobą niejakiego Eliota Rosewatera, dziedzica gigantycznej rodzinnej fortuny, której początki sięgają czasów Wojny Secesyjnej. Korporacja Rosewatera wypracowuje zyski, które potem transferowane są do Fundacji Rosewatera, aby uniknąć płacenia podatków. Ojciec Eliota, konserwatywny senator, rwie sobie włosy z głowy – jego potomek, świeżo upieczony prezes Fundacji, zamiast iść w ślady rodziciela i dalej pomnażać majątek, postanowił go rozdawać wszystkim potrzebującym. Na dodatek jest pijakiem i prawdopodobnie wariatem. Nierozsądne i nieuzasadnione z punktu widzenia senatora wojaże syna kończą się w miasteczku Rosewater (!), gdzie Eliot zakłada nowe biuro Fundacji i pomaga finansowo wszystkim, którzy tylko zgłoszą się do niego w potrzebie. „Tu Fundacja Rosewatera! Czym możemy służyć?”

niedziela, 13 lipca 2025

Kocia kołyska

Prawdziwe kłamstwa

„W tej książce nie ma ani słowa prawdy” – niezły początek. Niby truizm, wszak to beletrystyka. Ale czemu Kurt Vonnegut to podkreśla? Dlaczego ta konstatacja ma tu znaczenie? Oto „Kocia kołyska”, czwarta i jedna z najlepszych powieści Vonneguta.

Narratorem jest nawrócony „bokononista”, czyli wyznawca egzotycznej, fikcyjnej oczywiście, religii opartej na naukach niejakiego Bokonona, a w przeszłości autor książki „Dzień, w którym nastąpił koniec świata”, czyli relacji o tym „gdzie przebywali wybitni Amerykanie w dniu zrzucenia bomby na Hiroszimę”. Sam uważa siebie za odpowiednika biblijnego Jonasza, bo zawsze jest w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie – jakby sterowany przez dzieje i wyznaczony do spisania historii wydarzeń na wyspie San Lorenzo. Narrator pragnie zgłębić dzieje Felixa Hoenikkera, genialnego naukowca, jednego z głównych twórców bomby atomowej. Hoenikker był jednym z tych uczonych, którzy rozwijali naukę dla samej nauki, bez zbytniego zaangażowania w cele, jakim ich odkrycia mogą posłużyć. Wynalazł na przykład „Lód-9”, substancję mogącą błyskawicznie „zamrozić” (a właściwie po prostu zamienić w ciało stałe) dowolnie wielkie zasoby wody – polizanie Lodu-9 zamienia człowieka w betonowy posąg w kilka sekund.

niedziela, 29 czerwca 2025

Epoka diamentu

Nanorewolucje

Wszystkie powieści Neala Stephensona już raz czytałem (oprócz „Wzlotu i upadku D.O.D.O.”) i pamiętam, że ich jakość nieprzerwanie rosła aż do „Peanatemy”, którą uważam za jego szczytowe osiągnięcie i arcydzieło współczesnej fantastyki. Dziś kilka słów o „The Diamond Age”, cyberpunkowej bildungsroman, czyli zgodnie ze schematem – rzeczy jeszcze lepszej niż omawiana ostatnio „Snow Crash”.

Obie te powieści wydane zostały już w latach dziewięćdziesiątych w Polsce przez Wydawnictwo Zysk i S-ka oraz po dekadzie przez Isę (to dzięki tym wydaniom rozpoczął się u nas prawdziwy boom na Stephensona). Wszystkie te edycje tłumaczył Jędrzej Polak – jako „Zamieć” i „Diamentowy wiek”. Po kolejnej dekadzie za wznowienia wziął się MAG – ale tym razem w zupełnie nowym przekładzie Wojciecha Szypuły. Zarówno jego „Śnieżyca” jak i „Epoka diamentu” są tytułami bardziej trafnymi – szczególnie ten drugi, nawiązujący do następujących po sobie epok kamienia, brązu i żelaza. Przenosimy się zatem prawdopodobnie trochę dalej w przyszłość niż w „Śnieżycy” – stopień rozwoju technologicznego i panujący powszechnie ustrój świata to swego rodzaju konsekwencja franczyz / megakorporacji ze poprzedniej powieści. Stephenson oczywiście nigdzie nie sugeruje, że w obydwu powieściach mamy do czynienia z tym samym światem, ale autorska prognoza rozwoju politycznego świata jest niemal identyczna.

czwartek, 5 czerwca 2025

Świat Arkadiego. Tom 2

Szaleństwo


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Egzaltowana pulpowa fantastyka w estetyce „Métal Hurlant” i „Heavy Metal” od Philippe'a Cazaumayou z nutką poezji – oto „Świat Arkadiego”. Wydawnictwo Lost in Time już po półroczu od publikacji pierwszego zbiorczego tomu proponuje drugi – zamykający całą historię. Wracamy na Ziemię, której obrót wokół własnej osi trwa tyle, co jej obieg wokół Słońca.

Przy okazji recenzji pierwszego tomu zaznaczyłem, że Caza dociera do granic fantastyki, o zdrowym rozsądku nie wspominając. Nie on jedyny zresztą – przecież cała twórczość Jodorowsky’ego czy Moebiusa dokładnie na tym polega. Nie trzymajmy się zatem reguł fizyki i biologii, tylko dajmy się ponieść historii. Z poprzedniego tomu pamiętamy, że akcja toczyła się pierwotnie dwutorowo – w supernowoczesnej, schowanej pod ziemią, wysoko stechnicyzowanej utopii o nazwie Dis i w tak zwanym „Wielkim Eksteriorze”, czyli skrajnie nieprzyjaznym świecie zewnętrznym, podzielonym na rozgrzaną do białości półkulę zwróconą ku słońcu i skutą wiecznym lodem półkulę przeciwną (Dis ukryte jest pod „biegunem zimna” na równiku po stronie ciemnej).

wtorek, 13 maja 2025

Nawet nas tu nie ma

Z brzytwą Lema na podorędziu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Komiks jako praca dyplomowa na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie. Fajna sprawa! A jeszcze fajniejsza, jeśli komiks ten zostaje potem wydany i trafia do szerokiej dystrybucji. Kultura Gniewu proponuje właśnie coś takiego – debiut Filipa Jędrzejewskiego, czyli pozorną science fiction pod tytułem „Nawet nas tu nie ma”.

Pozorną? No tak. Komiks Jędrzejewskiego po okrojeniu go słynną „brzytwą Lema” mógłby stać na półce z opowieściami społeczno-obyczajowymi. Nie jest to w żadnym wypadku zarzut – po prostu fantastyczny element komiksu jest tu tylko pewnym zabiegiem narracyjnym, a nie najważniejszą jego składową. Mamy nieokreśloną bliżej przyszłość. Ludzie skolonizowali Marsa, co chyba nie okazało się jakimś wielkim wyzwaniem. O wiele trudniejsze jest utrzymanie raz założonych tam kolonii. W tym celu co jakiś czas dochodzi do specyficznego „poboru”: wybrani mieszkańcy Ziemi zostają obowiązkowo oddelegowani na czerwoną planetę w celu - dosłownie - odrobienia tam pańszczyzny. Jednym z nich jest dwudziestoletni Kid Old, któremu został jeszcze rok do zakończenia służby.

niedziela, 11 maja 2025

Śnieżyca

Infokalipsa


Pamiętam, że „Zamieć” Neala Stephensona, wydana przez wydawnictwo ISA w 2007 roku, uczyniła mnie z miejsca fanem autora. Jeśli miałbym kogoś namówić do twórczości Amerykanina, to dałbym mu właśnie tę powieść. Tylko, że teraz jest to „Śnieżyca”MAG wznowił „Snow Crash” w 2020 roku w nowym tłumaczeniu i pod nowym tytułem.

„Zamieć” ISY tłumaczył Jędrzej Polak, „Śnieżycę” Maga – Wojciech Szypuła. Minęło chyba szesnaście lat od mojej pierwszej lektury – nie pamiętam już żadnych różnic, poza jedną. Główny bohater „Zamieci” był „dostarczycielatorem” pizzy – w „Śnieżycy” jest „pizzeadorem”. Kiedyś wezmę obydwa wydania i porównam sobie co nieco, bo wydaje mi się, że będzie z tego niezła zabawa – zwłaszcza, że obaj panowie to prawdziwi fachowcy. Tymczasem udajemy się do świata bliskiej przyszłości razem ze wspomnianym głównym bohaterem – Hiro Protagonistą. I tu znów jest ciekawie – „protagonista” to, wiadomo, „główny bohater”, a „hiro” to fonetycznie „hero”, czyli… no, bohater.

czwartek, 24 kwietnia 2025

Syreny z Tytana

Ofiary ciągu przypadków


Druga powieść Kurta Vonneguta ukazała się dopiero siedem lat po pierwszej. Moglibyśmy już w „Pianoli” doszukiwać się cech science fiction, ale tak naprawdę dopiero „Syreny z Tytana” możemy zaszeregować do tej konwencji literackiej. Choć i tak elementy fantastycznonaukowe nie są tu najważniejsze – są pretekstowe i umowne. Znaczy – są tylko narzędziami. Jesteśmy tak daleko od hard s-f jak to tylko możliwe – co w przypadku fantastycznych powieści Kurta Vonneguta jest oczywiście normą.

Pewien bogaty, żonaty i szukający w życiu „czegoś więcej” człowiek, Winston Niles Rumfoord z Nowej Anglii, poleciał ze swoim psem w kosmos. Próbował tam odnaleźć szeroko pojętą „prawdę o świecie” – co zresztą cała ludzkość robi od tysięcy lat. Znalazł więcej niż się spodziewał – tajemnicze, niezrozumiałe zjawisko o nazwie „infndybuła chronosyklastyczna”, zawierające wszystkie możliwe subiektywnie wyrażane prawdy o wszechświecie. Rumfoord i jego pies zostali zamienieni w falę prawdopodobieństwa rozciągającą się od naszego Słońca aż do Betelgezy (nie wiadomo czemu akurat tak) – istnieją w każdym możliwym miejscu i czasie, znają przeszłość i przyszłość. Gdy falę przecina jakieś ciało niebieskie następuje na nim swego rodzaju kolaps funkcji falowej i dochodzi do materializacji naszych niewydarzonych astronautów. Przy czym – co znamienne – na Tytanie, jednym z księżyców Saturna, Rumfoord i jego pies występują w fizycznej postaci na stałe.

czwartek, 6 lutego 2025

Świat Arkadiego. Tom 1

Granice fantastyki


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wydawnictwo Lost in Time przoduje obecnie w sprowadzaniu do Polski starszych, klasycznych i nieznanych do tej pory u nas komiksów europejskich. Chwała im za to, choć – wiadomo – to nie są najlepiej sprzedające się produkty. Dziś czytamy klasyka totalnego, kojarzonego w naszym kraju głównie przez fanów „Relaxu”, choć i tam występował w śladowych ilościach. Oto Philippe „Caza” Cazaumayou i pierwszy zbiorczy tom „Świata Arkadiego”.

W drugiej połowie minionego wieku takie tuzy jak Caza, Moebius i Druillet pisali i rysowali dla słynnego francuskiego magazynu „Métal Hurlant”. Świat anglojęzyczny z kolei poznał ich dzieła dzięki amerykańskiej wersji tejże antologii – „Heavy Metal”. To były czasy twórczego ekspresjonizmu, szalonych pomysłów, wykorzystywania i naginania konwencji fantastyki do granic możliwości – zarówno fantasy, jak i science fiction. „Le Monde d’Arkadi”, seria pisana w latach 1989-2008, jest podręcznikowym przykładem tego zjawiska. Pierwszy zbiorczy tom od Lost in Time zawiera cztery pierwsze albumy i prequel z 1999 roku, który – niestety – umieszczono na samym początku.

czwartek, 15 sierpnia 2024

Most Heksagon

Art driven comic


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Non Stop Comics wydało hard sf – debiutancki komiks Richarda Blake’a, amerykańskiego artysty grafika, twórcy scenografii filmowych i storyboardów. „Most Heksagon” dla zagorzałych fanów twardej fantastyki naukowej nie będzie żadną rewolucją ani rewelacją – może natomiast zaintrygować i zagwarantować całkiem niezłe wrażenia wszystkim innym czytelnikom.

Fabuła jest prosta. W 4040 roku ludzie odkryli przejście do równoległego wszechświata i nazwali je „mostem”. Specjalna organizacja badawcza o nazwie „Heksagon 12” najpierw wysłała za most drony, aby potem wyekspediować tam małżeństwo kartografów. Gdy słuch po nich zaginął i kontakt się urwał, postanowiono wysłać za nimi ekipę ratunkową – tylko dwuosobową, ale jakże niezwykłą. Jasnowidząca córka zaginionych badaczy i najnowocześniejsza ziemska sztuczna inteligencja, połączone ze sobą na poziomie neuronalnym, po latach przygotowań udają się za most – miejsce nieustannych przekształceń materii, zdominowane przez SI daleko wykraczające inteligencją poza nasze pojmowanie oraz pełne zjawisk i bytów, których ludzie nie są w stanie poprawnie zdefiniować, rozpoznać i zaprognozować.

czwartek, 18 lipca 2024

Miasto

Betonowe piekło


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pierwsze skojarzenie podczas lektury „Miasta” od Lost in Time to serial „From” („Stamtąd”), który już niedługo doczeka się trzeciego sezonu. Szybko się okazuje, że podobieństwo jest tylko na poziomie podstawowego założenia fabularnego – potem jest już zupełnie inaczej.

Główny bohater komiksu, Jean, mieszka w Paryżu i wiedzie szare, nudne i monotonne życie. Pewnej nocy, po nieudanej randce z Janine, postanawia wrócić do domu piechotą, ale gubi się w dobrze przecież znanym mieście. Gdy przekracza pewną niewidzialną granicę, trafia do obcego miejsca – miasta pełnego koszmarów, najróżniejszych niebezpieczeństw i surrealistycznych zjawisk. Spotyka tam Karen, kobietę zagubioną dokładnie w ten sam sposób, która od miesięcy szuka wyjścia z tego, wydawać by się mogło, nieskończonego labiryntu. Od tej pory razem, przez kolejne odcinki składające się na cały album, próbują dowiedzieć się, gdzie są i jak wydostać się z przerażającego miasta.