sobota, 11 lipca 2026

Ziemia Chrystusa

  Nie ma wszechświata bez Boga


Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #21

„Świat zyskał zupełnie inne oblicze przez samą świadomość człowieka, że ktoś nad nim stoi”

„Ziemia Chrystusa” opowiada o podróżach między wszechświatami równoległymi. Na „naszej” Ziemi, nazywanej w opowiadaniu Ziemią Stalina (bo jak się okazuje to jego postać była kluczowa w rozwoju naszej planety) wynaleziono machinę zwaną „katapultą”. Od tej pory można wysyłać ekspedycje lub organizować zbrojne wypady np. na Ziemię Dukaja, Ziemię Ludwika XVI itd. Bohaterowie opowiadania wysłani zostają, aby zbadać podejrzanie cichy, jakby bezludny świat, który okazuje się tytułową „Ziemią Chrystusa”. Otóż w tej wersji naszego wszechświata Bóg istnieje naprawdę – nie trzeba w niego wierzyć czy prowadzić na ten temat teologicznych dysput. Wszechmocny, wszechobecny i wszechwiedzący Bóg po prostu jest – wszędzie, gdzie nie spojrzysz. Wiele Ziem zwiedzili nasi bohaterowie, nigdy jednak nie byli tak przerażeni jak tu.

Jacek Dukaj oparł pomysł na pewnym pomyśle wywiedzionym z fizyki kwantowej – każdy kolaps funkcji falowej każdego układu fizycznego w skali mikro generuje niejako wszechświaty równoległe. Mogło być tak, mogło być siak – każda możliwość jest tu zrealizowana, każdy wynik równania funkcji falowej realny. Zatem liczba światów równoległych jest niemal nieskończona, potencja kreacji nieograniczona. Skoro tak jest, to scenariusz, w którym Bóg istnieje musiał się w którymś wszechświecie ziścić – kto wie, może są miliardy takich wszechświatów. Jacek Dukaj poszerza tu ideę znaną z „IACTE” – Podążający za Cieniem zaistniał, bo MÓGŁ ZAISTNIEĆ.


Świat z urzeczywistnionym Bogiem pamiętamy z opowiadania Teda Chianga „Piekło to nieobecność Boga”. Świat Chianga różnił się bardzo mocno od tego, który widzimy za oknem, blisko mu było do fantasmagorii Marka S. Huberatha. Świat Dukaja nie różni się fizycznie niczym – on przywdziewa inne oblicze poprzez ludzką świadomość tego, że ponad człowiekiem ktoś stoi. W takiej rzeczywistości, człowiek jest nikim, bo żyje według odwiecznego, nienaruszalnego planu wszechmocnej istoty. Czysty horror, brak podmiotowości, dehumanizacja absolutna.

Najciekawsze w „Ziemi Chrystusa” nie jest zatem pytanie o to, czy Bóg istnieje, lecz czy człowiek w ogóle jest w stanie unieść wiedzę o jego istnieniu. Dukaj odwraca klasyczną metafizykę – objawienie nie kończy tu niepewności i nie przynosi ukojenia. Przeciwnie: staje się źródłem grozy, bo w świecie realnie istniejącego absolutu człowiek przestaje być podmiotem własnego życia i odkrywa, że od początku był jedynie częścią cudzego planu.

I jak mówi jeden z bohaterów – skoro odkryliśmy istnienie świata z realnie istniejącym Bogiem, musimy założyć, że we wszystkich innych istnieje w pewnym sensie również. W niektórych jest nieznany, w niektórych się w niego wierzy, w niektórych istnieje jawnie. W uniwersum wszechmożliwości nie ma wszechświata bez Boga. Paradoks polega na tym, że bohaterowie nie tyle odkrywają Boga, co odkrywają, że od tej chwili nie da się już żyć tak, jakby Go nie było. Nawet jeśli wrócą na swoją Ziemię. Wiedza okazuje się nieodwracalna.



Tytuł: Ziemia Chrystusa
Autor: Jacek Dukaj
Rok pierwszej publikacji: 1997
Miejsce pierwszej publikacji: Wizje Alternatywne 2; Zysk i S-ka, 1997
Inne publikacje: W kraju niewiernych, 2000, supernowa; W kraju niewiernych, 2008, WL

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz