Starship Hulk
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Hulk jest bohaterem dającym całkiem sporo możliwości scenarzystom Marvela. W najnowszej inicjatywie o nazwie „Marvel Fresh” było jak do tej pory rewelacyjnie. Autor omawianego dziś albumu, Donny Cates, nie mógł się oczywiście opędzić od komentarzy i porównań z jego poprzednikiem Alem Ewingiem. Od razu uprzedzam – wypadł słabiej, bo z komiksem Ewinga trudno konkurować, ale i tak dał radę. Wbrew wielu opiniom.
W czerwcu 2001 Donny Cates napisał bardzo dobrze przyjętego „Króla w czerni” – świetną puentę swojego runu w serii „Venom”. Wspomniany Al Ewing w grudniu tego samego roku zakończył genialnego „Nieśmiertelnego Hulka” – sukces był tak wielki, że Marvel postanowił kuć żelazo, póki gorące i od razu wystartować z nową serią. Do napisania scenariuszy „Hulka” (takiego bezprzymiotnikowego, opatrzonego dopiskiem „vol. 5” – bo to już piąta seria) zatrudniono Donny’ego Catesa, a rysowanie serii powierzono Ryanowi Ottleyowi. Grafik ten zdobył wielką popularność z powodu swej rewelacyjnej roboty przy „Invincible” z Image Comics – w najnowszym „Hulku” spisał się zgodnie z oczekiwaniami: znakomicie. Donny Cates również był na fali – równocześnie z „Hulkiem” pisał też „Thora”, co nie jest bez znaczenia w kontekście omawianego dziś albumu.








