Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2024-02. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2024-02. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 lutego 2024

Opowieści jutra

Moore na wesoło


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Alan Moore powraca! Po raz pierwszy w Polsce wydane zostały jego „Opowieści jutra”, zbiór dwunastu odcinków humorystycznej antologii – kpiącej i drwiącej, błyskotliwej i inteligentnej. Ponad dwadzieścia lat temu Czarownik z Northampton uzupełnił ofertę swego własnego wydawnictwa o rzecz bardzo wtedy potrzebną.

America’s Best Comics – nie wiem, czy na przełomie wieków wydawnictwo Moore’a publikowało rzeczywiście najlepsze komiksy w Ameryce, ale było bezkonkurencyjne, jeśli chodzi o sprawne i udane wykorzystywanie elementów popkultury. „Top 10”, „Tom Strong”, „Promethea” – oto rewelacyjne długie serie z tak zwaną ciągłością fabularną. Ale Moore chciał poeksperymentować i zawrzeć w komiksach wiele pomysłów, których nie chciał za bardzo rozwijać. To miały być tylko gagi, żarty, nawiązania do kultury popularnej, mieszanki konwencji, intelektualne zabawy, karykaturalne wizje i popisy erudycji. To musiały być krótkie formy.

niedziela, 25 lutego 2024

Punisher Epic Collection. Powrót do Wielkiego Nic

Album reprezentatywny


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

To już trzeci tom „Punisher. Epic Collection” w Polsce. Fani komiksów TM-Semic mają niebywałą okazję uzupełnić braki – nasze legendarne już wydawnictwo wydało swego czasu tylko dwie dwuodcinkowe historie z wszystkich, które znajdziemy w omawianym dziś albumie. Przed nami „Punisher” z lat 1989-1990, czyli z okresu szczytu swej popularności.

Poprzedni tom zawierał gigantyczną dawkę komiksów z początkowego okresu TM-Semic – odcinki 11-25 drugiej serii „Punishera” były wydane u nas na samym początku istnienia wydawnictwa. Scenarzysta Mike Baron i rysownik Whilce Portacio, dwaj niezwykle znani i lubiani twórcy wywindowali popularność Pogromcy na naprawdę wysoki poziom. Baron został, Portacio odszedł – zastąpił go Bill Reinhold, który pomimo zupełnie odmiennego stylu poradził sobie z wysoko zawieszoną poprzeczką. Marvel Comics kuło żelazo, póki gorące – oprócz regularnej serii (w dzisiejszym „Epicu” znajdziemy odcinki 26-34) wydano w tym czasie trzy tak zwane „powieści graficzne” i kolejny (już trzeci) „annual”. Wszystko to znajdziemy tutaj, w „Powrocie do Wielkiego Nic”.

czwartek, 22 lutego 2024

Alchenit

Spo(ó)rne idee


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

A dziś coś polskiego. Wydawnictwo Kurc proponuje nam „Alchenit” – komiks mroczny, czarno-biały i stawiający pewne wymogi czytelnikowi. „Alchenit” nie powinien być czytany dla fabuły czy akcji. Tu chodzi raczej o autorskie wizje, pasje i pomysły, a dodatkowym warunkiem koniecznym udanej lektury jest choćby minimalna wiedza o tym, do czego autor nawiązuje.

Autorem scenariusza i komiksów jest Rafał Spórna, dobrze znany w polskim fandomie, choć raczej z krótkich form. Omawiany dziś album to zdecydowanie jego najdłuższe dzieło – powieść graficzna pełną gębą. Jednak bez głównych bohaterów i bez dominującego wątku fabularnego – to raczej forma twórczej ekspresji i kalejdoskop pomysłów. Akcja toczy się w kilku różnych, nieustannie przeplatających się liniach czasowych – choć bardziej na początku, bo pod koniec mamy do czynienia z w miarę chronologicznym przebiegiem wydarzeń. Niemcy po porażce w Wielkiej Wojnie rozpoczęły odbudowę państwa. Tajemniczy Zakon Jednej Krwi, pragnący nowej Wielkiej Rzeszy rozciągającej się od Morza Północnego po Ural i pełnej germańskich nadludzi, werbuje najlepszych naukowców i rozpoczyna tajne eksperymenty. Europę musi ogarnąć święta wojna o czystość aryjskiej krwi, a Słowiane, Cyganie, Żydzi i inne gorsze nacje powinny zostać eksterminowane lub wykorzystane jako tania siła robocza. Nazistowska nauka jest kluczem do zwycięstwa w nadchodzącej wojnie.

niedziela, 18 lutego 2024

Martha Washington. Jej życie i czasy. Wiek XXI


Za dużo wolności


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Lata osiemdziesiąte przyniosły tak zwaną „mroczną erę komiksu amerykańskiego”, czyli poważniejsze, brutalniejsze i – no właśnie – mroczniejsze historie przeznaczone dla dorosłego odbiorcy. Frank Miller i Dave Gibbons to jedne z najgłośniejszych nazwisk tego okresu – nic dziwnego zatem, że pod koniec dekady weszli w kooperację. Efekt? Przygody niejakiej Marthy Washington.

środa, 14 lutego 2024

Batman / Catwoman

 

Przerost formy nad treścią


Kolejny album inicjatywy „DC Black Label” i znowu Batman. I niech ktoś mi powie, że to Superman jest najpopularniejszym bohaterem DC Comics! No nie jest i chyba nigdy nie był. „Batman / Catwoman” podzieli czytelników – ba, podzielił mnie samego dość zdecydowanie. I teraz najlepsze – to właściwie nie jest komiks o Batmanie. Do rzeczy zatem…

W 2016 roku zakończył się pięcioletni epizod wydawniczy w DC Comics zwany „The New 52”. Rozpoczęło się „DC Rebirth” i większość regularnych serii otrzymało nowy zespół kreatywny. „Batman” przypadł w udziale Tomowi Kingowi, znanemu wtedy chociażby z ciepło przyjętego „Szeryfa Babilonu” i genialnego „Visiona”. King zmienił podejście swego poprzednika Scotta Snydera – wpadł na pomysł, że uwikła Bruce’a Wayne’a i Selinę Kyle w romans. Miało nawet dojść do ich ślubu, ale DC w ostatniej chwili zablokowało ten pomysł. Na początku 2020 roku Tom King przekazał pałeczkę Jamesowi Tynionowi IV i zajął się kilkoma innymi projektami, ale wizja wielkiej miłości Kotki i Nietoperza musiała się kiedyś urzeczywistnić. Między lutym 2021 a sierpniem 2022 roku ukazała się dwunastoodcinkowa seria limitowana „Batman/Catwoman”, mająca niejako podsumować kilkuletni run Kinga w „Batmanie” i przyjrzeć się dokładnie wzajemnej relacji wspomnianych dwóch postaci.

niedziela, 11 lutego 2024

Przygody Tintina. Tom 2

Ku lepszemu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jednocześnie z pierwszym zbiorczym tomem „Przygód Tintina” otrzymaliśmy tom drugi. O ile komiksy stanowiące zawartość pierwszego zbioru, Hergè nazywał „grzechami młodości”, tak te zamieszczone w zbiorze drugim mogą być podane za przykład dobrej i skutecznej nauki na owych błędach. Komiksy z Tintinem zaczęły przybierać kształt, z jakiego są po latach bardzo dobrze znane.

Na pewno wielką zasługą jest to, że w latach czterdziestych i pięćdziesiątych wszystkie cztery zeszyty, składające się na omawiany dziś album, zostały gruntownie poprawione, okrojone, mocno przerysowane i pokolorowane. Pierwotnie „Tintin” wychodził w czarno-białych odcinkach między 1934 a 1938 rokiem w młodzieżowym dodatku do gazety „Le Vingtième Siècle” – zaraz po zakończeniu publikacji danej opowieści wydawany był album zbiorczy (począwszy „Cygar faraona”, otwierających drugi tom „Przygód Tintina”, ukazywały się one pod egidą bardzo popularnego belgijskiego wydawnictwo Casterman). „Cygara faraona”, „Błękitny lotos”, „Pęknięte ucho” i „Czarna wyspa” – oto zestaw na dzisiaj.

czwartek, 8 lutego 2024

Dobry Azjata

Noir żółto-niebieskie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Dobry Azjata” od wydawnictwa Lost in Time jest komiksem gatunkowym. I to wręcz definicyjnie – wszyscy miłośnicy filmów noir, detektywów hard boiled, prowadzących głośne wewnętrzne monologi, i popkulturowych wizji Wielkiego Kryzysu będą bardzo z niego zadowoleni. Ba, miejscem akcji jest Chinatown – co prawda w San Francisco, a nie Los Angeles, ale skojarzenie przychodzi automatycznie.

Bohaterem komiksu nie jest jednak biały prywatny detektyw, lecz „żółto-niebieski” detektyw dochodzeniowy. Sam tak o sobie mówi, podkreślając swoje chińskie pochodzenie i policyjną profesję. Oto Edison Hark, nieślubny syn imigrantki, pokojówki bogatego i szanowanego w mieście przedsiębiorcy, Masona Harrowaya. Matka Edisona zmarła, gdy ten był jeszcze dzieckiem – chłopiec trafił pod skrzydła Harrowaya i wychowywał się z jego dziećmi. Po latach detektyw Hark wraca, wezwany przez swego przyrodniego brata – zaginęła obecna pokojówka ojca i prawdopodobnie jego kochanka. Edison rozpoczyna nie do końca formalne śledztwo, wplątując się przy okazji w tajemnicze wydarzenia mające miejsce w Chinatown. Na ulice podobno powrócił legendarny zabójca uznawany za martwego i pracujący przed laty dla mafijnej rodziny Tongów. „Dobry Azjata” Pornsaka Pichetshote’a, wykorzystując reguły, rekwizyty i estetykę czarnego kryminału, opowiada nie tylko skomplikowaną, nieoczywistą i naprawdę zaskakującą historię śledztwa Edisona Harka, ale i bierze się za społeczne problemy chińskiej mniejszości w Stanach Zjednoczonych sprzed dziewięćdziesięciu lat.

wtorek, 6 lutego 2024

Nieśmiertelny Hulk. Tom 4

Coś się kroi


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jedna z najlepszych serii „Marvel Fresh” zaczyna powoli dobiegać końca. Czwarty, przedostatni zbiorczy tom „Nieśmiertelnego Hulka”, dostarcza nam jak zwykle wielu emocji i świetnej lektury. Al Ewing i Joe Bennett, choć zaczęli i tak z wysokiego c, nadal podnoszą stawkę. Przed nami kolejne dziesięć odcinków superbohaterskiego komiksu grozy – czyli dość rzadkiej odmiany tego medium.

Przed lekturą czwartego tomu „Nieśmiertelnego Hulka” przypomnijcie sobie przynajmniej drugą połowę tomu trzeciego. Warto, bo to jest jedna całość – czwarty tom rozpoczyna się w środku historii. Pierwsze trzy odcinki w zasadzie kończą przeszłe wydarzenia. Trwa bitwa Hulka i jego towarzyszy z potworami „kaiju” przywołanymi przez korporację Roxxon. Minotaur Dario Agger stojący na czele Roxxonu (tak, brzmi to kuriozalnie, ale wcale takie nie jest) sięga po broń w jego mniemaniu ostateczną. Wielki, futrzasty olbrzym-kosmita z zamierzchłej przeszłości wydawnictwa Marvel przybywa, aby przejąć władzę nad ludzkością. Xemnu, bo tak nazywa się ten lekko idiotyczny i kampowy potwór, potrafi przejąć władzę nad ludzkimi umysłami – widzieliśmy go ostatnio w „Zjawiskowej She-Hulk” Johna Byrne’a, gdzie również próbował mieszać swym ofiarom w głowach. Al Ewing czyni z tej infantylnej zazwyczaj postaci, monstrum z prawdziwego horroru i wystawia Hulka na wielką próbę.

niedziela, 4 lutego 2024

Przygody Tintina. Tom 1

Grzechy młodości


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Pod koniec ubiegłego roku Egmont sięgnął po klasykę chyba największego kalibru. „Przygody Tintina” Georgesa Prospera Remiego to komiksowe stare kino, archeologia, muzeum i podróż w czasie w jednym. 10 stycznia minęło dokładnie dziewięćdziesiąt pięć lat od debiutu postaci zabawnego belgijskiego reportera na łamach „Le Petit Vingtième”, młodzieżowego dodatku do gazety „Le Vingtième Siècle”. Przeczytajmy trzy pierwsze opowieści o jego przygodach.

Chyba każdy fan komiksu przynajmniej słyszał o Tintinie. Wymyślił go belgijski grafik, wspomniany Georges Prosper Remi, pseudonim „Hergé” – od zamienionych miejscami inicjałów swego pierwszego imienia i nazwiska. Właściciel prawicowej, katolickiej gazety „Le Vingtième Siècle” postanowił dołączać w czwartki specjalny dodatek dla młodzieży, którego redakcję powierzył właśnie Hergé’owi – dominować miały w nim obrazkowe historie „edukujące” w pewien sposób młodych odbiorców. Pojęcie „komiksu” nie było w 1929 roku sprecyzowane i jasno zdefiniowane, były to takie tam obrazki ze śmiesznymi gagami, bez trzymania się logiki czy sensu – zatem było to medium wdzięczne do tego celu. Tintin, dwudziestoletni (mniej więcej) młody mężczyzna i jego przezabawny pies Miluś (Milou) pojawiali się na łamach „Le Petit Vingtième” przez cały rok 1929 i początek 1930, aby doczekać się w końcu zbiorczego wydania pod tytułem „Tintin au pays des Soviets”, czyli „Tintin w kraju Sowietów”. Wydawnictwo Egmont zamieściło w pierwszym zbiorczym tomie „Przygód Tintina” tę właśnie opowieść oraz dwie kolejne, równie głośne co kontrowersyjne – „Tintin w Kongo” i „Tintin w Ameryce”. Tak, kontrowersyjne, ale – co niezwykle istotne – niekoniecznie reprezentatywne, jeśli chodzi o całość serii liczącej łącznie dwadzieścia cztery albumy.

czwartek, 1 lutego 2024

Inna historia Uniwersum DC

Niekomiks


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Najnowszy komiks cyklu „DC Black Label” formalnie nie jest komiksem, ani nawet powieścią graficzną. Jest to raczej zbiór bogato ilustrowanych wyznań, monologów i autobiografii pięciu postaci uniwersum DC, które nigdy nie były pierwszoplanowe – pojawiały się gdzieś na drugim i szybko znikały. A przecież też istniały w tym świecie – jakoś go doświadczały.

„Inną historię uniwersum DC” napisał John Ridley, scenarzysta nie tylko komiksowy (nagroda Oscara za „12 Years a Slave” w 2013 roku). Poznajemy pięć opowieści o wydarzeniach uniwersum (w tym wiele naprawdę kluczowych momentów), widzianych z perspektywy bohaterów do tej pory marginalizowanych. Takich odsuniętych na bocznicę, już z definicji skazanych tylko na epizodyczne role, postaci są tysiące – tym, co wyróżnia wybraną piątkę, jest ich pochodzenie, rasa, orientacja seksualna i płeć. John Ridley wspominał, jak wielkim wydarzeniem w jego życiu była lektura pierwszego numeru „Black Lightning” z 1977 roku. Czarnoskóry trzynastoletni chłopiec, wielki fan komiksów doczekał się serii z głównym bohaterem, który był mu wyjątkowo bliski nie tylko z powodu koloru skóry – Jefferson Pierce, alias „Czarna Błyskawica” to nauczyciel, społecznik i niemal zwykły człowiek. I to właśnie z jego punktu widzenia obserwujemy świat w pierwszej części „Innej historii uniwersum DC”.