Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrea Sorrentino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrea Sorrentino. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lipca 2026

Mity kościanego sadu. Siedziba

Właśnie tam czeka on


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Siedmioro. Jest ich siedmioro. Tylko tyle wiem na pewno. Czy byli tam od zawsze? A może przybywali stopniowo, każdy z własnego, cienistego zakątka? (…) A może połączyło ich to miejsce?” – tak zaczyna się „Siedziba”, trzeci komiks z cyklu „Mity kościanego sadu”. Najdłuższy, najlepszy i odsłaniający najwięcej tajemnic świata przedstawionego.

Dwa pierwsze tomy „Bone Orchard Mythos” wyszły w 2022 roku. Enigmatyczna, mocno impresjonistyczna powieść graficzna „Przejście” oraz pięcioczęściowa, bardziej klarowna fabularnie opowieść pod tytułem „Dziesięć tysięcy czarnych piór”. Pomysłodawcami i autorami projektu są Jeff Lemire i Andrea Sorrentino znani z wielu niezwykle udanych kooperacji – wspomnijmy chociażby „Gideon Falls”. Ten tytuł przywołuję nieprzypadkowo – to horror, podobnie jak „Mity…”. Założeniem autorów był stworzenie całego uniwersum z wewnętrzną mitologią, kosmogonią i historią. Wszystkie te elementy miały być stopniowo odkrywane przez czytelników, którzy – uwaga – mogliby czytać poszczególne komiksy niezależnie od pozostałych, bez konieczności trzymania się chronologii wydawniczej. „Siedziba” dokładnie taka jest – znajdziemy w niej nawiązania do dwóch poprzednich komiksów, ale do satysfakcji z lektury nie musimy ich wyłapywać.

wtorek, 3 marca 2026

Mity kościanego sadu. Dziesięć tysięcy czarnych piór

Dziecięce marzenia, dorosłe koszmary


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„The Bone Orchard Mythos”, czyli „Mity kościanego sadu” po polsku, jest wspólnym projektem Jeffa Lemire’a i Andrei Sorrentino – autorów, którzy już nie raz udowodnili, że zdecydowanie potrafią ze sobą współpracować. „Dziesięć tysięcy czarnych piór” to kolejny udany produkt ich kooperacji.

„Mity kościanego sadu” zostały zainicjowane pojedynczą powieścią graficzną. Wydane w zeszłym roku w Polsce „Przejście” pokazało, jakimi zasadami kierować się będą autorzy w swoim nowym projekcie – niedopowiedzenie, impresja, niestandardowa narracja graficzna i gra z czytelniczymi przyzwyczajeniami. Czyli to, co już znamy chociażby z „Gideon Falls”. „Dziesięć tysięcy czarnych piór” osadzone jest w tym samym uniwersum co „Przejście” – jest jednak nieco bardziej klarowne fabularnie. Trish, dwudziestokilkuletnia pisarka i projektantka gier role-playing, wraca do swego małego, rodzinnego miasteczka. Zmierzy się tam z przeszłością – dziesięć lat temu zaginęła jej najlepsza przyjaciółka Jackie, a trauma z tym związana nadal dręczy główną bohaterkę.

wtorek, 30 września 2025

Mity kościanego sadu. Przejście

Początek kolejnego uniwersum


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jeff Lemire lubi tworzyć światy rozpisane nie tylko na jedną, długą serię (na przykład „Łasuch”), lecz również takie, które możemy nazwać uniwersami zaplanowanymi na wiele (pozornie) niezależnych od siebie tytułów. Takim właśnie uniwersum był zakończony niedawno „Czarny Młot”. Są nim również „Mity kościanego sadu” debiutujące pojedynczą minipowieścią graficzną pod tytułem „Przejścia”.

Jeff Lemire zaprosił do kooperacji grafika, z którym w ostatnich latach pracował najczęściej. To właśnie Andrea Sorrentino ilustrował takie scenariusze Lemire’a jak „Green Arrow”, „Joker. Zabójczy uśmiech”, czy te najbardziej zbliżone do „Przejścia” tytuły jak „Gideon Falls” i „Pierwotny”. Ten pierwszy łączy z „Przejściem” konwencja – groza głęboko oddziałująca na poziomie percepcyjnym i niemal podprogowym; drugi z kolei był niemal niezrozumiałym eksperymentem formalnym, w którym trudno było dopatrzeć się jakiejś konkretnej treści. Pierwszy album „Mitów kościanego sadu” (nie nazwę tego komiksu „pierwszym tomem”, o czym za chwilę) nosi cechy obydwu swych poprzedników.

czwartek, 24 listopada 2022

Pierwotny

Coś jest naprawdę nie w porządku


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jeff Lemire i Andrea Sorrentino. „Green Arrow” ery „The New 52”, „Staruszek Logan”, „Joker. Zabójczy uśmiech” czy wreszcie, najbliższy duchem omawianemu dziś komiksowi „Gideon Falls” – oto czego dokonała wspomniana dwójka twórców. Nakładem wydawnictwa Mucha wyszło właśnie ich najnowsze dzieło – sześcioczęściowy „Primordial”, czyli w polskiej wersji „Pierwotny”. To właśnie tym „czymś” zajmiemy się dzisiaj.

Najpierw fabuła – krótko, bo naprawdę nie ma o czym pisać. W 1957 roku Sowieci wysłali w kosmos Łajkę na pokładzie „Sputnika 2” – wiadomo. W 1959 roku Amerykanie odpowiedzieli programem „Jupiter”, wysyłając na orbitę dwie małpki noszące imiona Able i Miss Baker. Łajka nie wróciła, małpy tak – tyle wiemy z historii. W świecie komiksu mamy rok 1961 – tutaj obydwa projekty się nie udały, zwierzęta i ich statki kosmiczne zaginęły w tajemniczych okolicznościach. Doktor Donald Pembrook, słynny inżynier i znany naukowiec, przybywa na miejsce „demontażu” zamykanego właśnie programu kosmicznego. Bardzo szybko odkrywa, że „coś jest naprawdę nie w porządku” – zwierzęta wcale nie zaginęły, nie umarły. Stało się z nimi coś, co tak przeraziło obydwa mocarstwa, że zakończyły kosmiczny wyścig zbrojeń i już nigdy nie wysłały nikogo ani niczego w przestrzeń kosmiczną. Doktor wplątuje się w bardzo niebezpieczną aferę – ląduje we Wschodnich Niemczech, spotyka „panią od Łajki”, ścigają ich tajne służby, a dwie małpki i pies szukają drogi powrotnej do domu. Tak, dokładnie to się dzieje.

niedziela, 13 marca 2022

Batman. Imposter

Rok trzeci

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Batman od zawsze był najpopularniejszym bohaterem DC Comics. Teraz stał się koniem pociągowym „DC Black Label”, czyli inicjatywy, która wypełniła lukę po anulowanym „DC Vertigo”. Tym razem cofamy się w czasie do początków krucjaty mrocznego rycerza.

Bruce Wayne ma dwadzieścia kilka lat – dopiero od trzech przebiera się za Batmana i walczy z przestępczością na ulicach Gotham. Jedną z najważniejszych osób w życiu Bruce’a jest jego psychoterapeutka, pani doktor Leslie Thompkins. Leslie opiekuje się zdrowiem psychicznym Bruce’a od bardzo dawna, już od czasów tragicznych wydarzeń na Crime Alley – zna jego traumy, problemy i demony. Teraz poznaje dodatkowo inną zaskakującą prawdę – Bruce Wayne jest Batmanem! Próbuje zatem wyperswadować swemu pacjentowi nocne eskapady w obawie o jego zdrowie (nie tylko fizyczne, ale głównie psychiczne) i przekonać, że Wayne może zdziałać dla Gotham tyle samo, jeśli nie więcej, co człowiek-nietoperz.

wtorek, 16 listopada 2021

Gideon Falls. Tom 6

Koniec koszmaru?


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Gideon Falls” Jeffa Lemire’a i Andrei Sorrentino dobiegł końca. Dwadzieścia siedem odcinków wydanych między marcem 2018 a grudniem 2020 i zebranych następnie w sześciu albumach zbiorczych – oto jedna z najlepszych horrorowych serii komiksowych ostatnich lat. Czytamy szósty tom – znajdziemy w nim tylko jeden, finałowy, dwudziesty siódmy odcinek o powiększonej objętości i całkiem sporo materiałów dodatkowych.

Czarna Stodoła została zniszczona. Wszystkie koszmarne, równoległe rzeczywistości, powstałe w wyniku przerażającego eksperymentu niejakiego Nortona Sinclaira, zaczynają się „zapadać do wspólnego środka”. Jest nim miasto-idea, miasto-potwór, miejsce surrealistyczne i realistyczne jednocześnie – tytułowe Gideon Falls. Rzeczywistość zaczyna dosłownie wymykać się z rąk bohaterów, a z „szczelin między światami” nadciąga Uśmiechnięty Człowiek, ucieleśnienie zła absolutnego.

czwartek, 27 maja 2021

Gideon Falls. Tom 5

Rozbite lustro


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Horror w Gideon Falls trwa. Mucha Comics wydała właśnie piąty, zbiorczy tom opowieści, której akcja trwa w wielu rzeczywistościach równoległych jednocześnie – wszystkie mają swój punkt wspólny w nieuchwytnej, przerażającej, na poły nierealnej „Czarnej stodole”. 

Czarna stodoła była kiedyś po prostu… stodołą. Taką zabitą dechami, zbudowaną w połowie dziewiętnastego wieku w prowincjonalnym miasteczku Gideon Falls. To właśnie w niej niejaki Norton Sinclair przeprowadzał tajemnicze eksperymenty przy użyciu maszyny zwanej „Pentoculusem”. Maszyneria dosłownie wybiła szczelinę między wymiarami, przez którą na nasz świat spojrzał pradawny, złowrogi i niosący śmierć byt. Rzeczywistość została zmultiplikowana, a z czeluści powstałej w Czarnej Stodole przedostało się do naszego świata coś złego… i głodnego.

wtorek, 23 marca 2021

Joker. Zabójczy uśmiech

Istnieją dwa światy


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Nowa inicjatywa wydawnicza Detective Comics, o intrygującej nazwie „DC Black Label”, to dwa pomysły realizowane jednocześnie. Etykietowanie („Label” zobowiązuje) starych serii nowym logo i obdarzanie ich w ten sposób drugim życiem to pomysł pierwszy. Zupełnie nowe miniserie skierowane do dorosłego, doświadczonego i wymagającego odbiorcy to pomysł drugi. „Harleen”, „Batman. Biały rycerz”, „Batman. Przeklęty”, „Batman. Ostatni rycerz na Ziemi” czy kompletnie nieudany „Superman. Rok pierwszy” - te tytuły już znamy. Pora na kolejny.

„Batman. Zabójczy uśmiech” jest zbiorczym wydaniem czterech komiksów, które dla „DC Black Label” przygotował znany i uznany już duet – Jeff Lemire i Andrea Sorrentino. Trzy pierwsze to miniseria „Joker: Killer Smile” wydana między grudniem 2019 i kwietniem 2020 roku. Panowie autorzy pracowali w tym czasie równolegle nad inną serią – „Gideon Falls” dla wydawnictwa Image. I, co tu dużo pisać, podobieństwa widać na każdym kroku – ale do tego jeszcze wrócimy. Skupmy się trochę na fabule.

wtorek, 9 lutego 2021

Gideon Falls. Tom 4

Wychodzimy na ostatnią prostą

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

23 grudnia 2020 roku wyszedł ostatni, piąty zbiorczy
tom „Gideon Falls”. Na razie tylko za oceanem, ale wiemy już, że lada chwila trafi do Polski za sprawą wydawnictwa Mucha Comics. Przyjrzyjmy się tymczasem tomowi czwartemu, który otrzymaliśmy w listopadzie – oto pięć kolejnych odcinków jednego z najlepszych komiksowych horrorów ostatnich lat.

Tom trzeci usystematyzował trochę naszą wiedzę na temat budowy świata (światów), w których dzieje się akcja. Dowiedzieliśmy się, że tajemniczy biskup, który wysłał księdza Wilfreda Quinna do małego miasteczka Gideon Falls, to ojciec Burke – świadek koszmarnych wydarzeń z 1886 roku. To wtedy właśnie niejaki Norton Sinclair zbudował Czarną Stodołę i uruchomił w niej maszynę, która dosłownie przedziurawiła naszą rzeczywistość. Z powstałej szczeliny wydostało się na świat zło w mrocznej, przerażającej postaci Uśmiechniętego Człowieka, którego prawdziwe moce, motywacje, zamiary i pochodzenie nadal pozostają nieznane. Okazało się też, że szczelina wiedzie do innych równoległych światów, które wydają się być „spięte razem” w miejscu zwanym właśnie „Gideon Falls”. Raz jest to wielka metropolia, raz steampunkowa osada, raz miasteczko na Dzikim Zachodzie, a raz futurystyczne, orwellowskie więzienie.

czwartek, 9 lipca 2020

Gideon Falls. Tom 3

Po drugiej stronie

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Bardzo szybko po drugim tomie „Gideon Falls” otrzymaliśmy kolejny. Czwarty i jak się okazuje nie ostatni, ma właśnie premierę w Stanach Zjednoczonych – wydawnictwo Mucha Comics pewnie nie będzie kazało nam długo czekać. Upiorna czarna stodoła i jej pochodzenie nadal są owiane tajemnicą, ale w tomie trzecim autor scenariusza, Jeff Lemire, uchyla jej całkiem spory rąbek.

Dwa pierwsze tomy rozpisano na dwóch początkowo niepowiązanych ze sobą planach narracyjnych. Ksiądz Wilfred zostaje wysłany przez swoich zwierzchników do parafii w amerykańskim miasteczku Gideon Falls. Nawiedzają go tam wizje koszmarnego budynku i zaczyna mieć problemy z odróżnieniem snu od jawy. Schizofrenik Norton Sinclair, mieszkający w nienazwanej wielkiej aglomeracji, próbuje zbudować dokładnie taki sam (a tak naprawdę ten sam) budynek, który widzi duchowny – pcha go ku temu nieznana, złowroga siła, która obiecuje „dać odpowiedzi na wszelkie możliwe pytania”. Tom drugi kończy się w momencie, gdy obaj panowie dosłownie zamieniają się miejscami – Norton otwiera wrota zbudowanej przez siebie Stodoły i ląduje w miasteczku Gideon Falls, natomiast Wilfred znika ze swego świata i trafia do nieznanej mu metropolii. Po drodze oczywiście otrzymujemy pewien zarys historii Czarnej Stodoły i informację, że wszystko tak naprawdę zaczęło się w 1886 roku, kiedy to niejaki Norton Sinclair (!) przeprowadzał tajemne eksperymenty w swojej stodole i uwolnił absolutne zło zagnieżdżone w szczelinach między światami (tu akurat nie ma zaskoczenia – popkulturowe Absolutne Zło bardzo często tam się gnieździ).

niedziela, 8 marca 2020

Green Arrow

Od bohatera do zera i z powrotem

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jeff Lemire przyzwyczaił już czytelników do wysokiej jakości swoich scenariuszy. A gdy zaprasza do współpracy znakomitych rysowników, jak chociażby Andreę Sorrentino, powstają komiksy, które każdy fan medium powinien posiadać. Omawiany dziś „Green Arrow” z Egmontowego cyklu „DC Deluxe” jest wyjątkowy. To zdecydowanie jeden z najlepszych komiksów superbohaterskich, jakie w ubiegłym roku wyszły w Polsce. 

Kim jest Green Arrow? To Oliver Jonas Quinn, spadkobierca wielkiej fortuny i superbohater pozbawiony jakichkolwiek nadludzkich mocy. Jest za to niesamowicie szybki, sprawny i obdarzony umiejętnością perfekcyjnego posługiwania się łukiem. To również jeden z najstarszych superbohaterów DC – w przyszłym roku skończy osiemdziesiąt lat. Począwszy od 1941 roku, kiedy to zadebiutował na łamach siedemdziesiątego trzeciego numeru „More Fun Comics”, aż do roku 1983 nie miał własnej serii komiksowej. Tułał się za to po innych tytułach, należał do Ligi Sprawiedliwości, pomagał Zielonym Latarniom i w końcu wziął udział w Kryzysie na Nieskończonych Ziemiach. To po tym wielkim wydarzeniu, w lutym 1988 roku, rozpoczęła się tak naprawdę bardzo intensywna kariera tego superbohatera, który dorobił się już w sumie sześciu serii komiksowych. Dziś zajmiemy się wycinkiem serii piątej – ponad dwudziestoma odcinkami, które Egmont wcisnął do jednego, imponującego rozmiarami, albumu.

czwartek, 20 lutego 2020

Gideon Falls. Tom 2

Fiasko sceptycyzmu

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wydawnictwo Mucha Comics stara się być na bieżąco z najlepszymi tytułami wydawanymi w Stanach Zjednoczonych. Dlatego też premiera komiksu „Gideon Falls”, uhonorowanego w zeszłym roku Nagrodą Eisnera w kategorii „najlepsza nowa seria”, była tylko kwestią czasu. Warto też zaznaczyć, że seria ta nie została jeszcze zakończona – trzeci zbiorczy tom ukazał się za oceanem jakieś trzy miesiące temu, a czwarty i zarazem ostatni zapowiadany jest na kwiecień tego roku. A my mamy właśnie okazję przeczytać drugi – „Grzechy pierworodne”.

Wszyscy pamiętamy wstrząsające wydarzenia z końcówki pierwszego tomu. Norton Sinclair, schizofrenik prześladowany przez wizje przerażającego budynku nazywanego „czarną stodołą”, wraz ze swoją terapeutką, której najwyraźniej zaczyna się udzielać przypadłość pacjenta, postanawia uporać się ze swoimi problemami. Mężczyzna twierdzi, że jedynym wyjściem jest wzniesienie tej fantasmagorycznej budowli i wejście do jej środka. Tymczasem w miasteczku Gideon Falls świeżo upieczony proboszcz Wilfred oraz Clara, miejscowa pani szeryf, uciekają z owej czarnej stodoły, która zmaterializowała się nagle w okolicach mieściny. 

niedziela, 3 listopada 2019

Gideon Falls. Tom 1

Układ podwójny

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.


Prawie trzydzieści lat temu David Lynch zaprosił nas do jednego z najbardziej przerażających miejsc w historii telewizji – Czarnej Chaty materializującej się w lasach niedaleko Twin Peaks. Było to siedlisko prawdziwego, ucieleśnionego zła. Inne, odbierające zdrowe zmysły domostwo wyrosło z nagła w małym miasteczku, gdzie toczy się akcja „No-End House” – drugiego sezonu serialowej antologii „Channel Zero”. Wizyta w takich miejscach to spojrzenie w oczy absolutnej grozy i skok w piekielną czeluść. Wszyscy o tym wiemy, a i tak nie możemy się oprzeć magnetycznemu przyciąganiu. Tak samo jest w najnowszym komiksie znanego już w Polsce scenarzysty – Jeffa Lemire’a. 

Autor „Łasucha” zaprasza do Gideon Falls – małej mieściny gdzieś na prowincji Stanów Zjednoczonych. Jej nowym duszpasterzem został ojciec Willfred, wysłany tu na zastępstwo. Poprzednik Willfreda zginął w wypadku, a miasteczko pilnie potrzebuje nowego duchowego przewodnika. Bohater komiksu jest człowiekiem racjonalnym, sceptycznie wątpiącym i zmagającym się z własnymi słabościami – Gideon Falls wystawi na próbę jego światopogląd.