Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mucha Comics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mucha Comics. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2026

Ghost Rider. Nocna masakra

Dorwać Ghost Ridera!

Trzeci zbiorczy tom „Ghost Ridera” od Muchy wydany został trochę z zaskoczenia, w miarę szybko po drugim. Mucha kuje żelazo, póki gorące, rozgrzany do białości piekielny motocykl Danny’ego Ketcha śmiało jedzie naprzeciw naszym oczekiwaniom. Czytaliście komiksy TM-Semic? Przed wami lektura obowiązkowa.

Wydany rok temu drugi tom zbiorczy „Ghost Ridera” zawierał historie znane z czasów TM-Semic („Świt synów nocy”, „Dusze Venoma”) oraz kilka odcinków uzupełniających. Mucha wydaje „Ghost Ridera” w stylu marvelowskiego „Epic Collection”. Główny szkielet fabularny tworzy trzecia seria „Ghost Rider”, rozpoczęta na początku 1990 roku (początek pamiętamy z naszego „Mega Marvel 1(2)/94”), która czasami potrzebuje uzupełnienia w postaci serii pobocznych. I tak „Świt synów nocy” z poprzedniego albumu składał się nie tylko z odcinków głównej serii, ale również z jej spin-offu o nazwie „Ghost Rider / Blaze. Spirits of Vengeance” oraz pierwszych odcinków nowych „piekielnych” serii Marvela z 1992 roku – „Nightstalkers”, „Morbius, The Living Vampire” i „Darkhold. Pages from the Book of Sins”. Wymieniam je nie bez powodu, bo wrócimy do nich przy okazji omawianego dziś trzeciego tomu.

czwartek, 9 lipca 2026

Mity kościanego sadu. Siedziba

Właśnie tam czeka on


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Siedmioro. Jest ich siedmioro. Tylko tyle wiem na pewno. Czy byli tam od zawsze? A może przybywali stopniowo, każdy z własnego, cienistego zakątka? (…) A może połączyło ich to miejsce?” – tak zaczyna się „Siedziba”, trzeci komiks z cyklu „Mity kościanego sadu”. Najdłuższy, najlepszy i odsłaniający najwięcej tajemnic świata przedstawionego.

Dwa pierwsze tomy „Bone Orchard Mythos” wyszły w 2022 roku. Enigmatyczna, mocno impresjonistyczna powieść graficzna „Przejście” oraz pięcioczęściowa, bardziej klarowna fabularnie opowieść pod tytułem „Dziesięć tysięcy czarnych piór”. Pomysłodawcami i autorami projektu są Jeff Lemire i Andrea Sorrentino znani z wielu niezwykle udanych kooperacji – wspomnijmy chociażby „Gideon Falls”. Ten tytuł przywołuję nieprzypadkowo – to horror, podobnie jak „Mity…”. Założeniem autorów był stworzenie całego uniwersum z wewnętrzną mitologią, kosmogonią i historią. Wszystkie te elementy miały być stopniowo odkrywane przez czytelników, którzy – uwaga – mogliby czytać poszczególne komiksy niezależnie od pozostałych, bez konieczności trzymania się chronologii wydawniczej. „Siedziba” dokładnie taka jest – znajdziemy w niej nawiązania do dwóch poprzednich komiksów, ale do satysfakcji z lektury nie musimy ich wyłapywać.

niedziela, 21 czerwca 2026

Projekty Manhattan. Tom 2. Pseudonauka

Nowi bogowie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mucha Comics przybywa z drugim tomem jednego ze swoich najlepszych komiksów ostatnich lat. Oto niezwykle oryginalna historia, w której żaden motyw nie jest zbyt szalony, a żaden bohater zbyt ekstrawagancki. Oto rzeczywistość, w której Projekt Manhattan był tylko jednym z wielu – tu prawdziwa walka o panowanie nad światem odbywa się poprzez rozwijanie tych dodatkowych, tajnych i absolutnie fantastycznych.

Pierwszy tom „Projektów Manhattan” zakończył się cliffhangerem. Oppenheimer (nie podaję imienia celowo – kto ma wiedzieć, ten wie) zdradził swoich kolegów naukowców i knuje niecne plany przejęcia władzy nad światem (wszechświatem?!). Tytułowe Projekty, czyli szereg tajnych programów badawczych, dla których ten dotyczący bomby atomowej był tylko przykrywką, stały się narzędziem walki o wpływy. Połączone siły amerykańskich, radzieckich i niemieckich naukowców rozpoczęły wspólne działania mające na celu wyniesienie ludzkiej rasy na wyższy poziom, zażegnanie niebezpieczeństwa płynącego z odległych zakątków galaktyki i – co chyba najważniejsze – odsunięcie od władzy tych, którzy dzierżą ją teraz.

czwartek, 4 czerwca 2026

Zbłąkane kule. Tom 3. Nierozwaga swawoli

Szkoła przetrwania


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mucha Comics po raz trzeci strzela do nas „Zbłąkanymi kulami”. Fanów serii nie trzeba namawiać do lektury najnowszego albumu zbiorczego – to dokładnie ten sam sposób na komiks, do którego David Lapham nas przyzwyczaił. Wracamy do Baltimore, gdzie wszystko się zaczęło.

Cały pierwszy tom „Zbłąkanych kul” zawierał opowieści dziejące się głównie w tym mieście. Nie było głównych bohaterów, tylko siatka zależności i przeplatających się wątków – obrazków z życia najróżniejszych przegrańców, ofiar własnej niedojrzałości i upraszczającego wszystko konformizmu. W tomie drugim było podobnie, choć akcja toczyła się głównie w Los Angeles. Z biegiem czasu na pierwszy plan wysunęła się postać Virginii Applejack, znanej również jako Ginny lub Amy. Ostatnie jedenaście odcinków serii, składających się na omawiany dziś album, skupia się już głównie na niej (z kilkoma istotnymi wyjątkami).

niedziela, 31 maja 2026

Legendy X-Men. Whilce Portacio

Cool over logic


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W grudniu 2023 roku Mucha wydała album „Legendy X-Men. Jim Lee”, zbierający pierwsze jedenaście odcinków „X-Men” – serii komiksowej, która w 1991 i 1992 roku zawojowała amerykański rynek komiksowy i pobiła wszelkie rekordy popularności. A teraz, po ponad dwóch latach, dostajemy „Legendy X-Men. Whilce Portacio”, czyli zbiór równolegle wydawanych zeszytów „The Uncanny X-Men” – najdłuższej i najważniejszej serii z mutantami w historii. Genialny pomysł, świetne uzupełnienie i nostalgiczny powrót do czasów TM-Semic.

Uporządkujmy najpierw fakty. W styczniu 1991 roku zakończył się „Plan X-Terminacji” – pierwszy wielki event ilustrowany przez Jima Lee. Popularność „The Uncanny X-Men” zaczęła rosnąć coraz szybciej, nakłady serii również. Dokładnie w tym samym czasie, po stu odcinkach i ośmiu latach seria „The New Mutants” zmieniła nazwę na „X-Force” – jej pierwszy zeszyt sprzedał się najlepiej w historii, detronizując „Spider-Mana” Todda McFarlane'a. Cable, dowódca X-Force, czyli tajemniczy przybysz z przyszłości, stał się symbolem rozpoczynających się właśnie lat dziewięćdziesiątych – pełnych fikuśnych kostiumów z tysiącami kieszeni i pasków, wielkich mięśni i jeszcze większych giwer i karabinów. Również grupa „X-Factor” przestała istnieć w dotychczasowym składzie. Mały synek Jean Grey i Cyclopsa zostaje zabrany w przyszłość, Profesor X zostaje sparaliżowany, a załamani członkowie X-Factor wracają do Instytutu Xaviera, gdzie jest tłoczno jak nigdy dotąd.

wtorek, 3 marca 2026

Mity kościanego sadu. Dziesięć tysięcy czarnych piór

Dziecięce marzenia, dorosłe koszmary


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„The Bone Orchard Mythos”, czyli „Mity kościanego sadu” po polsku, jest wspólnym projektem Jeffa Lemire’a i Andrei Sorrentino – autorów, którzy już nie raz udowodnili, że zdecydowanie potrafią ze sobą współpracować. „Dziesięć tysięcy czarnych piór” to kolejny udany produkt ich kooperacji.

„Mity kościanego sadu” zostały zainicjowane pojedynczą powieścią graficzną. Wydane w zeszłym roku w Polsce „Przejście” pokazało, jakimi zasadami kierować się będą autorzy w swoim nowym projekcie – niedopowiedzenie, impresja, niestandardowa narracja graficzna i gra z czytelniczymi przyzwyczajeniami. Czyli to, co już znamy chociażby z „Gideon Falls”. „Dziesięć tysięcy czarnych piór” osadzone jest w tym samym uniwersum co „Przejście” – jest jednak nieco bardziej klarowne fabularnie. Trish, dwudziestokilkuletnia pisarka i projektantka gier role-playing, wraca do swego małego, rodzinnego miasteczka. Zmierzy się tam z przeszłością – dziesięć lat temu zaginęła jej najlepsza przyjaciółka Jackie, a trauma z tym związana nadal dręczy główną bohaterkę.

czwartek, 1 stycznia 2026

X-Men. Wojna w Asgardzie

Jak ryby wyjęte z wody


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mucha Comics lubi X-Menów i chętnie sięga po stare komiksy z lat osiemdziesiątych. Chris Claremont władał w tym czasie mutantami niepodzielnie – w połowie dekady prowadził równolegle dwie serie („The Uncanny X-Men”, „The New Mutants”), a kolejne, zaplanowane dla innych scenarzystów, już czekały w kolejce („X-Factor”). Dziś mutanci stawią czoło Lokiemu, któremu najwyraźniej uprzykrzanie życia własnemu bratu i ojcu nie wystarczało.

„X-Men. Asgardian Wars” jest czteroodcinkową opowieścią wydaną pierwotnie późną jesienią 1985 roku. Od wydarzeń z wydanej rok temu przez Muchę „Sagi Miotu” w komiksowym świecie minęły już trzy lata. W międzyczasie zadebiutowali „Nowi Mutanci”, druga seria Claremonta, rysowana przez niesamowitego Billa Sienkiewicza, a John Byrne wziął się za tworzenie przygód grupy kanadyjskich mutantów znanych jako „Alpha Flight” – ich współczesną wersję poznaliśmy w wydanym niedawno „Nieśmiertelnym Hulku”. Jesteśmy zatem w okresie bardzo dynamicznego rozwoju świata mutantów Marvela – w jubileuszowym, dwusetnym numerze „The Uncanny X-Men” doszło do „Sądu nad Magneto” („X-Men” 5/93 TM-Semic), a już za chwilę miała zadebiutować nowa seria („X-Factor”) i miało dojść do słynnej „Masakry Mutantów”. Pomysłów było tyle, że brakowało na nie miejsca w comiesięcznym grafiku wydawniczym – trzeba było wydawać odcinki specjalne.

niedziela, 12 października 2025

Projekty Manhattan. Tom 1. Niedobra nauka

Sięgaj po gwiazdy ostrożnie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dziś zabieramy się za najlepszy komiks Muchy tego roku. Jestem skłonny zaryzykować to twierdzenie, mimo że przed nami jeszcze trzy i pół miesiąca. Jonathan Hickman zabiera nas w szaloną podróż wydeptanymi już co prawda szlakami, ale za to takim wehikułem, w jakim jeszcze nie siedzieliśmy. Za kierownicą – Nick Pitarra.

Dwudziestopięcioodcinkowa seria „The Manhattan Projects” wydana została między marcem 2012 a listopadem 2014 roku nakładem Image Comics. Pierwszy z dwóch tomów zbiorczych, noszący tytuł „Niedobra nauka”, zawiera piętnaście odcinków – zakończenie poznamy prawdopodobnie już pod koniec tego roku. Jonathan Hickman i Nick Pitarra pisali wszystko według planu wybiegającego w przyszłość maksymalnie na pięć zeszytów – w zasadzie tworzyli wszystko na bieżąco, zgodnie ze starą „metodą Marvela”. Podstawowym założeniem komiksu było to, że Projekt Manhattan (dobrze nam znany z obowiązującej historii) był tylko jednym z wielu programów badawczych. Naukowcy zaangażowani w projekt wypełniali oczywiście jego podstawowe zadanie, czyli konstrukcję bomby atomowej, ale poza tym, w sekrecie przed rządem i obywatelami, zgłębiali tajemnice innych wymiarów, fantastycznych broni, alternatywnych rzeczywistości i obcych cywilizacji.

wtorek, 7 października 2025

Billi 99

T jak Toledańczyk


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Trzecia wojna światowa nadeszła i nikt tego nie zauważył…”. Tym razem wrogami nie okazały się inne państwa, lecz korupcja, chciwość i zakłamanie polityków, bogatych korporacji i wszystkich „tych, co u władzy”. Sarah Byam, amerykańska scenarzystka komiksowa, zaprojektowała w 1991 roku alternatywną wersję przyszłości Ameryki, w której kraj chyli się ku upadkowi z powodu drastycznych nierówności społecznych i ekonomicznych. Tak powstała czteroczęściowa miniseria „Billy 99”.

Mamy rok 1999, czyli przyszłość oddaloną o osiem lat. Billi Chadam ma dwadzieścia kilka lat i ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości. „Bezrobotna kelnerka w ciągu dnia, mściwa bohaterka w nocy. Chryste Panie… To się nadaje tylko na komiks” – narzeka Billi, ale i tak przywdziewa strój „Toledańczyka”, bohatera à la Robin Hood i Zorro w jednym. Strój, który nosił kiedyś jej ojciec, Ray Chadam, bogaty przedsiębiorca, który jako jeden z niewielu członków ekonomicznej elity kraju postanowił pomagać słabszym od siebie. Teraz Ray już nie żyje, a jego córka robi, co może, aby ratować tych wszystkich, którzy wypadli z pędzącego pociągu kapitalizmu i dogorywają na torowisku.

niedziela, 5 października 2025

Ghost Rider. Świt synów nocy

Piekielny pop

Polscy fani komiksów Marvela z początku lat dziewięćdziesiątych mają obecnie w czym wybierać. Drugi zbiorczy tom „Ghost Ridera” od Muchy będzie bez wątpienia jednym z wyborów najczęstszych. Nie dość, że bohater jest po prostu kozacki i wręcz uosabiający tamte czasy, to dodatkowo mamy znakomite uzupełnienie strasznie pociętych i niepełnych wydań z czasów TM-Semic. „Gdy przelana zostaje niewinna krew, rodzi się Duch Zemsty, a w miejsce Danny’ego Ketcha pojawia się…”

„Ghost Rider!” W marcu 1990 roku wystartowała nowa, trzecia już seria z tym bohaterem. Howard Mackie (scenariusz) i Javier Saltares (rysunek) powołali go ponownie do życia, ale w odmienionej postaci. W widmowego motocyklistę zaczął wcielać się młody, dwudziestoletni Danny Ketch, a jego poprzednik, słynny Johnny Blaze, stał się bohaterem gościnnym. Kilka pierwszych odcinków tej serii poznaliśmy już ponad trzydzieści lat temu – w „Mega Marvel” numer 2.

Nowy Ghost Rider jest herosem na miarę lat dziewięćdziesiątych. Ma piekielny motocykl z płonącymi nieustannie kołami, magiczny łańcuch dzielący się i ponownie łączący na zawołanie, no i przede wszystkim „pokutne spojrzenie”, którym zadaje swoim ofiarom ten sam ból, który oni zadawali swoim – tylko, że spotęgowany kilkukrotnie. Mamy ostatnią dekadę dwudziestego wieku, Ghost Rider musi być prawdziwym badassem – takie czasy, takie potrzeby. Pierwszy zbiorczy tom od Muchy zawierał dwadzieścia początkowych odcinków serii. Howard Mackie zmodyfikował nieco samą naturę Ghost Ridera, zaczął wyjaśniać jego powiązania z demonem Zarathosem i zasady działania jego piekielnej mocy. Wspomniany Johnny Blaze, oryginalny Ghost Rider z lat siedemdziesiątych, długowłosy kaskader i awanturnik z wykałaczką w ustach i okularach przeciwsłonecznych na nosie, równie często pojedynkował się ze swoim następcą, co wchodził z nim w sojusze. Poprzedni album zakończył się wielką wojną z Mephisto, „Zodiakalnym Mordercą” oraz zapowiedzią powrotu skrajnie niebezpiecznego przeciwnika – Deathwatcha.

czwartek, 2 października 2025

Zbłąkane kule. Tom 2. Brutalność uczuć

Udręka na własne życzenie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mucha wydała już co prawda trzeci tom „Zbłąkanych kul”, ale my na razie czytamy drugi. Oto najdłuższa niezależna seria w historii amerykańskiego komiksu, opowieść o ludziach niewytrzymujących konfrontacji z obojętną na ich pretensje rzeczywistością. David Lapham razi swych bohaterów „zbłąkanymi kulami”, przypadkowymi zdarzeniami mającymi niebagatelny i nieunikniony wpływ na ich życia.

Tom pierwszy zdefiniował zasady rządzące serią – narrację, rysunek i specyficzne podejście do ciągłości fabuły. Komiks nie ma głównych bohaterów, tylko garstkę postaci pojawiających się w nim najczęściej. Mamy przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych minionego wieku. Trójka najważniejszych postaci (Nina, Beth i Orson) ucieka z Baltimore z kradzioną kokainą i forsą. Harry, szara eminencja tamtejszego półświatka, wysyła za nimi Hiszpańskiego Szkota i Potwora – dwóch speców od mokrej roboty. Jednocześnie poznajemy jeszcze Wirginię Applejack, dziewczynkę żyjącą w traumie od małego i szukającą swego miejsca na świecie – pod koniec pierwszego tomu dociera, podobnie jak wcześniej opisani, do małej miejscowości „gdzieś na Zachodzie”: Woodlake. Pierwszy tom zamyka pewien fabularny rozdział, a fabuła drugiego tomu rozpoczyna się po rocznej przerwie. Niektórzy bohaterowie są już na innych etapach swego życia i w innych miejscach, pozostałych zwyczajnie już nie ma, a ich miejsce zajmują nowi.

wtorek, 30 września 2025

Mity kościanego sadu. Przejście

Początek kolejnego uniwersum


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jeff Lemire lubi tworzyć światy rozpisane nie tylko na jedną, długą serię (na przykład „Łasuch”), lecz również takie, które możemy nazwać uniwersami zaplanowanymi na wiele (pozornie) niezależnych od siebie tytułów. Takim właśnie uniwersum był zakończony niedawno „Czarny Młot”. Są nim również „Mity kościanego sadu” debiutujące pojedynczą minipowieścią graficzną pod tytułem „Przejścia”.

Jeff Lemire zaprosił do kooperacji grafika, z którym w ostatnich latach pracował najczęściej. To właśnie Andrea Sorrentino ilustrował takie scenariusze Lemire’a jak „Green Arrow”, „Joker. Zabójczy uśmiech”, czy te najbardziej zbliżone do „Przejścia” tytuły jak „Gideon Falls” i „Pierwotny”. Ten pierwszy łączy z „Przejściem” konwencja – groza głęboko oddziałująca na poziomie percepcyjnym i niemal podprogowym; drugi z kolei był niemal niezrozumiałym eksperymentem formalnym, w którym trudno było dopatrzeć się jakiejś konkretnej treści. Pierwszy album „Mitów kościanego sadu” (nie nazwę tego komiksu „pierwszym tomem”, o czym za chwilę) nosi cechy obydwu swych poprzedników.

niedziela, 10 sierpnia 2025

The Spectacular Spider-Man. Tombstone

Spektakularna epicka kolekcja

Mucha Comics już po raz trzeci atakuje „Spektakularnym Spider-Manem”, czyli serią będącą zazwyczaj w cieniu swej bardziej znanej i popularnej siostry – „The Amazing Spider-Man”. Człowiek-Pająk znowu pakuje się w wielkie tarapaty i choć z góry wiemy, że wyjdzie z nich zwycięsko, to w żaden sposób nie obniża to jakości lektury.

We wrześniu 2021 roku otrzymaliśmy album „The Spectacular Spider-Man” zbierający odcinki 178-200 z drugiej połowy 1991 i całego 1992 roku. Komiks ten był długo zapowiadany i naprawdę wyczekiwany – wszak to tu doszło do słynnej i niby ostatecznej walki Spider-Mana z Zielonym Goblinem w wersji Harry’ego Osborna. W lipcu 2023 roku Mucha wydała „The Spectacular Spider-Man. Śmierć Jean DeWolff” – brutalną i dramatyczną historię starcia ze Zjadaczem Grzechów. Tu z kolei mieliśmy odcinki z lat 1985 i końcówki 1987 – czyli cofnęliśmy się w czasie. Religijny fundamentalista nazywający się Sin Eaterem, postanowił pomóc niewydolnemu amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości w walce z nietykalnymi przestępcami. Inspiracja „Daredevilem” Franka Millera, tematy społeczno-obyczajowe i realistyczny, „uliczny” sposób narracji – taka była „Śmierć Jean DeWolff”. Taki też jest omawiany dziś „Tombstone”. 

niedziela, 23 marca 2025

Bękarty z Południa

Piekło. Jedno wejście, wyjścia nie ma.


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


„Kocham Południe. Ale są chwile, kiedy się go boję, kiedy przeraża mnie do szpiku kości” – tak w przedmowie do „Bękartów z południa” pisze scenarzysta, Jason Aaron. Południe jest bardziej pierwotne, uduchowione, nienawistne, poranione i nawiedzone niż reszta kraju. Dziś udamy się do hrabstwa Craw w Alabamie – miejsca skupiającego wszystkie te cechy, czyli do swego rodzaju Południa w pigułce.

czwartek, 16 stycznia 2025

X-Statix. Tom 3. Żyć, nie umierać

Mózg w Doopie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mutanci–celebryci, produkty kultury masowej, nadęte bubki i samolubne indywidua. Podobne epitety można by mnożyć, jeśli chodzi o „X-Statix” – grupę X-Ludzi, która na samym początku dwudziestego pierwszego wieku zastąpiła X-Force, symbol lat dziewięćdziesiątych. Wydawnictwo Mucha Comics kończy właśnie trzytomową opowieść o najbardziej antypatycznych mutantach Marvela.

Drugi tom „X-Statix” zakończył się historią „Powrót z martwych”, która w ostatecznym rozrachunku okazała się pierwszym gwoździem do trumny całej serii. Peter Milligan i Michael Allred mieli szalony pomysł – „Di Another Day” miało opowiadać o księżnej Dianie wskrzeszonej cudownym zrządzeniem losu. Marvel pod naciskiem „wysoko postawionych notabli” zablokował projekt w proponowanej postaci a autorzy musieli sporo poprzerabiać. Henrietta Hunter, brytyjska gwiazda pop przywrócona z martwych, przypomina oczywiście Lady Di, ale nie ma to takiej siły rażenia, jaką miałoby w oryginale. Czy to z powodu malejącej sprzedaży, czy przez podcięte skrzydła, Peter Milligan napisał jeszcze osiem odcinków i zakończył serię na zeszycie numer 26 w październiku 2004 roku.

środa, 1 stycznia 2025

X-Men. Saga Miotu

Perła z lamusa


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

X-Men na Nowy Rok? Czemu nie?! Mucha Comics uzupełnia te dzieje mutantów Marvela, które z różnych powodów nie są wydawane przez Egmont. Największe wydawnictwo komiksowe w Polsce postawiło na „Punkty Zwrotne” – cykl zbierający historie przełomowe (przynajmniej według twórców tegoż cyklu). Mucha z kolei wybiera rzeczy mniej oczywiste – jak dopiero co wydana „Saga Miotu” – co nie oznacza, że słabsze.

Najpopularniejszymi cyklami komiksowymi Marvela wśród fanów pragnących mieć jak najwięcej zeszytów z ulubionymi bohaterami (pomińmy kwestię jakości, skupmy się na kompletności) są oczywiście te sygnowane logiem „Epic Collection”. Egmont wydaje w ten sposób „Spider-Mana”, „Punishera” i „Wolverine’a”. „X-Men” też mają swoje „epickie kolekcje” – sięgają do samego początku, do pierwszego zeszytu „X-Men” Stana Lee i Jacka Kirby’ego z 1963 roku, a do tej pory za oceanem wyszło już siedemnaście zbiorów (ostatni, opatrzony numerem 10, dosłownie kilka dni temu). „X-Men. Saga Miotu” od Muchy to jest dokładnie „X-Men. Epic Collection” numer 9 – zbiera czternaście zeszytów „The Uncanny X-Men” (od 154 do 167, od lutego 1982 do marca 1983 roku), „X-Men Annual” numer 6 i jakąś ciekawostkę wydawniczą z początku 1983 roku, czyli „Special Edition X-Men”. Ale to odwzorowanie „jeden do jeden” jest jedynym (jak na razie) przypadkiem. Takie chociażby „Legendy X-Men” i zapowiedziany „Bishop’s Crossing” to autorskie kolekcje Muchy.

niedziela, 20 października 2024

Legendy X-Men. Jim Lee

Złota (a właściwie niebieska) era


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mucha wydała „Legendy X-Men. Jim Lee” już w grudniu 2023 roku, ale wypada je omówić dopiero teraz, po ostatnich „Punktach zwrotnych” Egmontu. To w nich, podczas „Planu X-Terminacji”, Jim Lee został na pewien czas etatowym rysownikiem „The Uncanny X-Men” i przyczynił się do wzrostu popularności tejże serii. Jednak to, co zrobił niemal rok później, w październiku 1991 roku, przeszło najśmielsze oczekiwania – wydawnictwa, rynku i czytelników.

Crossover „X-Tinction Agenda” zakończył się w styczniu 1991 roku. Podczas ośmiu miesięcy mających miejsce między tymi wydarzeniami a fabułą omawianego dziś albumu działo się tak wiele, że materiału starczyłoby na kolejny, potężny tom. Najlepszym źródłem informacji po polsku o tym okresie są komiksy „X-Men” z czasów TM-Semic – odcinki od 6/94 do 12/94. W styczniu 1995 roku słynne wydawnictwo ruszyło właśnie z materiałem z dzisiejszych „Legend X-Men”. Zanim jednak się tym zajmiemy, warto w skrócie przybliżyć owe miesiące – są to historie nie tylko ciekawe, ale i istotne fabularnie.

czwartek, 29 sierpnia 2024

Czarna magia. Pierwsza Księga Cieni

Wicca P.D.


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Załóżmy, że Sabrina, nastoletnia czarownica, dorosła, poszła do szkoły policyjnej, a potem została panią detektyw. Oto Rowan Black, bohaterka serii komiksowej „Czarna magia” – za dnia rozwiązuje zagadki kryminalne, a nocą udaje się na sabat i razem z koleżankami odprawia starożytne, pogańskie rytuały. Mucha Comics rozpoczyna nową serię od Image i jest całkiem nieźle.

„Czarną magię” napisał znany i lubiany Greg Rucka a narysowała Nicola Scott – oboje współpracowali już przy okazji „Wonder Woman”, o której pisałem całkiem niedawno. Według tego co mówił sam scenarzysta istnieje pomysł na zamkniętą dwudziestodwuodcinkową serię z zaplanowanym finałem, znanym autorowi od samego początku. Szkopuł w tym, że w 2020 roku ukazał się odcinek szesnasty i od tej pory cisza. Nie wiadomo, dokładnie co się stało – seria została zawieszona i pewnie sam Rucka nie wie, czy ją ukończy. Mucha Comics wydała album zbiorczy złożony z jedenastu zeszytów – czyli połowę (zaplanowanej, nie wydanej) opowieści.

niedziela, 25 sierpnia 2024

Zbłąkane kule. Tom 1. Naiwność nihilizmu

Aż coś pójdzie nie tak


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pierwszy tom „Zbłąkanych kul” Davida Laphama jest jednym z trzech komiksów Muchy wydanych w bardzo krótkim czasie – każdy z nich będzie kandydował do tytułu komiksu roku 2024. Dwa są do siebie trochę podobne („Marvels”, „Przewodnik po Astro City”), a omawiany dziś trzeci – zupełnie inny.

„Stray Bullets” to ewenement. Seria wystartowała w roku 1995 jako twór całkowicie niezależny. David Lapham sam założył wydawnictwo komiksowe („El Capitan Books”) tylko po to, aby „Zbłąkane kule” ujrzały światło dzienne dokładnie w takiej formie, jaka byłaby do przyjęcia przez niego samego. Raczej się nie zdarza, aby komiks niezależny wychodził przez tak długi czas – główna seria, licząca czterdzieści jeden odcinków, dobiegła końca w 2014, ale dorobiła się też spin-offów. My na razie dostaliśmy czternaście pierwszych odcinków „Stray Bullets”, czyli jesteśmy na samym początku historii. I to nie jednej, lecz bardzo wielu.

niedziela, 3 grudnia 2023

X-Statix. Tom 2. Powrót zza grobu

X-Anomalia


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dwudziesty pierwszy wiek przyniósł zmiany w wielu seriach Marvela. „Deadpool” stał się „Agentem X”, „Uncanny X-Men” przemianowano na „New X-Men”, a to tylko dwa przykłady. Proces ten dotknął też grupy X-Force – ostatnie odcinki serii z ich przygodami mieliśmy okazję przeczytać w pierwszym tomie „X-Statix” od Muchy. Teraz przyszła pora na tom drugi.

Zabawna sprawa z tym tytułem. W czternastu ostatnich odcinkach „X-Force” doszło do całkowitej wymiany członków drużyny. Dokładniej rzecz ujmując, w odcinku ostatnim bohaterowie wpadli na pomysł, że warto chyba odciąć się od korzeni i zmienić nazwę – postanowili, że od tej pory nazywać się będą „X-Statix”. Ba, pojawili się nie tylko nowi bohaterowie, ale i twórcy – te odcinki napisał Peter Milligan (autor nadchodzącego „Shade. Człowieka przemiany”), a wszystko narysował Michael Allred (patrz: „Silver Surfer”). Panowie opowiedzieli przygody grupy zblazowanych, superbohaterskich celebrytów, dla których ważne były słupki oglądalności, a nie walka ze zbrodnią. Ich życie to nieustanne reality show (dwadzieścia lat temu tego rodzaju programy były niezwykle popularne) i konkurowanie o widza. Seria „X-Force” kończy się dramatycznie – umiera ważna, wydawać by się mogło kluczowa, postać, a drużyna, zgodnie z jej ostatnim życzeniem, zmienia nazwę.