Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frank Quitely. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frank Quitely. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 maja 2024

Niewidzialni. Tom 4

Oto koniec znanego nam świata


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Nieistniejący już imprint DC Comics o nazwie „Vertigo” miał kilka flagowych tytułów, takich swego rodzaju wizytówek lat dziewięćdziesiątych amerykańskiego komiksu. Jedną z nich są bez wątpienia „Niewidzialni”, których ostatni, czwarty tom zbiorczy wyszedł w marcu nakładem Egmontu. Każdy, kto uważa, że pierwsze trzy były trudne w odbiorze, musi przygotować się na jeszcze większe wyzwanie. Teraz Grant Morrison nie ma już zupełnie litości i nie bierze jeńców.

Komiksowe arcydzieło znane jako „The Invisibles” składa się z trzech serii wydawanych między 1994 a 2000 rokiem. Polska edycja Egmontu zbiera wszystko w czterech wielkich albumach – dwa pierwsze zawierają serię pierwszą, „brytyjską”; a trzeci składa się z większości odcinków drugiej, „amerykańskiej”. Omawiany dziś, najtrudniejszy i najbardziej wymagający, tom czwarty, kończy serię drugą i prezentuje trzecią złożoną z dwunastu odcinków – plan autora, Granta Morrisona, był taki, żeby zakończyć wszystko w styczniu 2000, ale problemy wydawnicze przeciągnęły wszystko do czerwca. Nie ma to wielkiego znaczenia, charakterystyczne odliczanie do końca świata (trzecia seria rozpoczyna się odcinkiem numer dwanaście, a kończy na „jedynce”) wybrzmiewa zgodnie z założeniami. Ale zanim udamy się w podróż krętymi ścieżkami umysłu Szalonego Szkota, podsumujmy szybko trzy pierwsze tomy.

niedziela, 21 stycznia 2024

All-Star Superman

Nigdy nie jest tak źle, jak się wydaje


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Najwięksi herosi DC Comics mają swój kanon – historie, które dla większości fanów są najlepszymi i najbardziej znaczącymi opowieściami o ich ulubionych bohaterach. Najłatwiej chyba wymienić kanoniczne komiksy z Batmanem („Powrót mrocznego rycerza”, „Zabójczy żart”). A co z Supermanem? „All-Star Superman” Granta Morrisona – ot co.

Grant Morrison wiek dwudziesty zakończył w DC Comics (patrz: seria „JLA”, o której pisałem dwa miesiące temu) a dwudziesty pierwszy rozpoczął w Marvelu („The New X-Men”). Dan Didio, jeden z najważniejszych redaktorów DC, tak bardzo za nim tęsknił, że co chwila namawiał go do powrotu. A gdy już Morrison dał się namówić, wszedł w Uniwersum DC z takim impetem, że w latach 2005-2011 stał się jednym z najważniejszych i najbardziej rozpoznawanych scenarzystów wydawnictwa. „Siedmiu żołnierzy”, „52”, „Countdown to Final Crisis”, „Ostatni kryzys”, run „Batmana” – to jego najważniejsze dzieła z tego okresu. Powyższa lista jest niepełna bez „All-Star Superman”, dwunastoodcinkowej serii wydawanej równolegle z „Nieskończonym kryzysem” i jeszcze trochę potem (styczeń 2006 – październik 2008) – okrzykniętej jedną z najlepszych historii w dziejach z Człowiekiem ze Stali. Narysował ją w całości genialny Frank Quitely, którego współpraca z Morrisonem skutkowała zawsze niesamowitą synergią (przykładem jest chociażby starszy o dekadę „Flex Mentallo. Człowiek mięśniowej tajemnicy”).

niedziela, 20 sierpnia 2023

Multiwersum. Część druga

Pusta jest jego ręka!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

DC Comics uwielbia "kryzysy" - wydarzenia zmieniające status quo uniwersum w sposób istotny. Tydzień temu zająłem się takim właśnie komiksem (choć nie „kryzysowym” w tytule) – oto dalszy ciąg analizy „Multiwersum” z epoki „The New 52”!

Po co w ogóle powstało „Multiwersum” Granta Morrisona? A no w celu poszerzenia, przypomnienia i usystematyzowania teorii prapoczątków multiwersum DC Comics, zamieszczonej w „Ostatnim kryzysie”; wytłumaczenia czytelnikom czym jest owo multiwersum i jak się zmieniło po „Flashponcie” oraz przekazania (znów, tak samo jak w „Ostatnim kryzysie”) pewnego zestawu przemyśleń Szalonego Szkota dotyczących przemysłu komiksowego i samego DC Comics. Teoria powstania multiwersum, opisana w „Ostatnim kryzysie”, została rozszerzona o bardzo fajne założenie. Fikcja komiksowa w jednym świecie, może być rzeczywistością świata drugiego. Tak już przecież było u samego zarania – w 1961 roku DC wydało 123 numer „Flasha” zatytułowany „Flash of Two Worlds!”. Tam właśnie Barry Allen, Flash Srebrnej Ery, czytał „Flash Comics” gdzie głównym bohaterem był Jay Garrick, Flash Ery Złotej. I spotkali się potem inicjując coś, co po latach nazywamy właśnie „Multiwersum”. Grant Morrison twierdzi, że wszystkie wszechświaty multiwersum istnieją w tej samej przestrzeni, ale mają inną „wibrację tonalną”, przez co mogą istnieć niezależnie. Flash, który od zawsze był katalizatorem największych zmian fabularnych w wydawnictwie (patrz: „Flashpoint”) poprzez swe nadludzkie umiejętności umiał się dostosowywać do tychże wibracji, a co za tym idzie przekraczać granice światów. Wibrują one niczym u Pitagorasa, w jego „harmonii sfer”. Gdy w pierwszym odcinku „The Multiversity” herosi zastanawiają się, gdzie szukać innych światów, dochodzą do wniosku, że zapewne „w wyższych wymiarach i rzadkich geometriach lub w harmonii sfer, gdzie nieskończone światy i głosy śpiewają niezrównane rapsodie”. Multiwersum to Pieśń, a komiksy stanowią wrota za pomocą, których można zobaczyć inne rzeczywistości.

niedziela, 6 sierpnia 2023

Multiwersum. Część pierwsza

Pusta jest jego ręka!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Komiksy związane z fabułami wykraczającymi poza główne uniwersum DC Comics, czyli meandrujące gdzieś po jego multiwersum (najlepiej jeszcze ze słowem „kryzys” w tytule), są zawsze wielkimi wydarzeniami. Dziś zajmiemy się takim właśnie komiksem (choć nie „kryzysowym”) – oto dzieło Granta Morrisona z epoki „The New 52” pod tytułem… „Multiwersum”!

Kiedyś, w radosnych latach poprzedzających Mroczną Erę Komiksu, to dopiero było Multiwersum… Rosło w nieokiełznany sposób, pączkowało, gdzie popadnie. Zrobił się taki bałagan, że musiał przyjść Marv Wolfman, „morderca wszechświatów” jak nazwał go Grant Morrison w „Animal Manie”, i wyciąć w pień wszystko co nadmiarowe, niepotrzebne i (już) niepopularne. Był rok 1986 – „Kryzys na nieskończonych Ziemiach” pozostawił przy życiu jeden komiksowy wszechświat, nazwany „Nową Ziemią”, złożoną z pięciu najważniejszych, „przedkryzysowych” wszechświatów. Multiwersum przestało istnieć. Mimo to, znowu zaczęły powstawać nieścisłości – w 1994 roku, crossover „The Zero Hour. Crisis in Time!” miał za zadanie „wygładzić” pewne niespójności czasowe i „poprawić” obowiązujące od 1986 roku nowe biografie superbohaterów. Ale wewnętrzne ciśnienie pchające „Nową Ziemię” ku kolejnemu rozmnożeniu rosło. Objawiało się ono między innymi w postaci pojawiających się co chwila opowieści nazywanych „elseworldami”. Były to historie, w których przenosiliśmy się na przykład o czterdzieści lat wprzód i sprawdzaliśmy co porabia Superman, czy też Batman – patrz „Kingdom Come” Marka Waida z 1996 roku. „Elseworldy” były zawsze poza kontinuum, zawsze jako pewna ciekawostka i zabawa w „co by było, gdyby…” i nigdy nie wpływały na główne uniwersum DC Comics. Do czasu…

czwartek, 13 stycznia 2022

Flex Mentallo. Człowiek mięśniowej tajemnicy

Co tak poważnie?


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Ty! Natychmiast kup ten komiks albo Ziemia zostanie skazana na zagładę!!!” – krzyczy tylna okładka „Flexa Mentallo. Człowieka mięśniowej tajemnicy”. Burzenie czwartej ściany w komiksach Granta Morrisona nie jest niczym nowym – tutaj jednak nie jest to autorskim celem, lecz narzędziem do jego osiągnięcia, czyli wyrażenia opinii o kondycji współczesnego komiksu.

Z przedmowy, zamieszczonej na początku albumu, możemy się dowiedzieć, że Flex Mentallo pojawił się po raz pierwszy w komiksie „Rasslin’ Men” z 1941 roku. Był bohaterem Złotej, Srebrnej, Brązowej i oczywiście Mrocznej Ery. Jest to oczywiście nieprawda (przynajmniej w naszym świecie, czytelniku), lecz pewien żart, wprowadzenie Granta Morrisona do założeń świata przedstawionego. Flex Mentallo zadebiutował tak naprawdę w trzydziestym piątym numerze „Doom Patrol” z sierpnia 1990 roku. Dobrze znamy tego pana – wyposażony w groteskowo wielkie mięśnie, potrafi dosłownie rekonfigurować rzeczywistość napinając bicepsy. Żeluje włosy, ubiera tylko buty zapaśnicze i gacie w panterkę, a gdy pręży mięśnie, nad jego głową pojawia się napis „Bohater plaży!”. Z kolei fani seriali kojarzą go z drugiego sezonu „Doom Patrol”, gdzie zlokalizował na odległość punkt G Rity Farr i próbował następnie powstrzymać seksualną apokalipsę. Postać wydaje się skrajnie absurdalna, jeśli postawimy ją obok reszty herosów zamieszkujących mainstream DC Comics, ale w pokręconej wyobraźni Granta Morrisona odnajduje się ona znakomicie.

czwartek, 20 maja 2021

Authority. Tom 2

Ku utopii


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Authority” powraca! Najbardziej bezwzględna grupa superbohaterska uniwersum „Wildstorm” wkracza w dwudziesty pierwszy wiek. Już bez swojej szefowej, niesamowitej Jenny Sparks, ale za to ze wsparciem opinii publicznej i w blasku jupiterów. Warren Ellis i Bryan Hitch oddają pałeczkę swoim następcom – po dwunastu numerach przestali pisać i rysować „Authority”. Oczywiście szkoda, ale na szczęście kontynuatorzy ich dzieła stanęli na wysokości zadania.

Jenny Sparks, „duch XX stulecia”, zmarła o północy trzydziestego pierwszego grudnia 1999 roku, kiedy to cały świat żegnał odchodzące millenium. Jednocześnie, w innym miejscu świata, urodziła się dziewczynka – ostatnie strony pierwszego tomu „Authority” jednoznacznie sugerują, kim jest i jaką ma rolę do odegrania w przyszłości. A oto i sama grupa – John Hawskmoor, potrafiący „rozmawiać z miastami”; Apollo i Midnighter, czyli homoseksualna para superbohaterów będących jawnym nawiązaniem do Supermana i Batmana; Mechanik, kobieta z ciałem zbudowanym z ciekłego metalu; skrzydlata, supersilna Swift oraz Doktor, „szaman Ziemi”, dysponujący niewyobrażalnymi mocami. Dwudziesty pierwszy wiek należy do nich! Popularni, rozpoznawani, zapraszani do najróżniejszych programów telewizyjnych, pozujący na „ściankach” – to celebryci, którzy po zaprowadzeniu porządku i ukaraniu superłotrów, urządzają sobie suto zakrapiane libacje na swoim statku-bazie, zawieszonym gdzieś między wymiarami uniwersum Wildstorm, między którymi płynie tak zwana „Posoka”. Tak właśnie.

wtorek, 24 listopada 2020

New X-Men. Tom 3

Bunt, morderstwo i bijatyka


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Kontynuujemy śledzenie rewolucji Granta Morrisona w świecie marvelowskich mutantów. Wydawnictwo Mucha Comics wydaje regularnie warte uwagi komiksy „X-Men”, których nie ma w ofercie konkurencyjny Egmont. „The New X-Men” to ich druga – obok „Ery Apocalypse’a” – propozycja z ostatnich dwunastu miesięcy. Trzeci, przedostatni zbiorczy tom nosi tytuł „Bunt w Instytucie Xaviera” – choć prawda jest taka, że nie jest to jedyne ważne wydarzenie w komiksie.

Grant Morrison wprowadził sporo zmian do serii – i zmiana tytułu na „The New X-Men” wcale nie była największą z nich. Wydarzenia dwóch pierwszych tomów doprowadziły do zwrotu w sytuacji  mutantów – Profesor X i jego wychowankowie już nie ukrywają swej prawdziwej natury. Wszyscy ludzie wiedzą, że nosiciele genu X są wśród nich. Instytut Charlesa Xaviera pęka w szwach – nowa generacja mutantów, o wiele bardziej dziwaczna i odbiegająca od wszelkich ludzkich norm, wali do środka drzwiami i oknami. Kierowana przez profesora „Korporacja X” otwiera analogiczne Instytuty na całym świecie – ukrywający się przed ludźmi młodzi mutanci mają w końcu gdzie pójść i nauczyć się korzystać ze swych niezrozumiałych dla nich mocy. Ba, Xavier chce zorganizować „dni otwarte” i zaprosić na zwiedzanie swego Instytutu zwykłych ludzi – jeszcze nigdy jego marzenie o „pokojowej, wspólnej egzystencji ludzi i mutantów” nie było tak bliskie spełnienia. Przecież przerażająca Cassandra Nova została pokonana – co gorszego może się wydarzyć? No może – inaczej można by było zamknąć serię i w ogóle skończyć z wydawaniem komiksów.

wtorek, 7 lipca 2020

New X-Men. Tom 2

Klątwa mutacji

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Sporo ostatnimi czasy Morrisona w Polsce. Autor słynnego „Azylu Arkham” był jednym z czołowych przedstawicieli komiksowej „brytyjskiej inwazji na Stany Zjednoczone”, do której doszło pod koniec lat osiemdziesiątych. Na początku dwudziestego pierwszego stulecia, już znany i uznany, zaczął rewolucjonizować świat mutantów Marvela. Uderzył naprawdę mocno, czego świadkami byliśmy kilka miesięcy temu, kiedy Mucha Comics wydało pierwszy tom „The New X-Men”.

Szalony Szkot narobił wielkiego szumu już na samym początku. Cassandra Nova, przerażająca staruszka o niezwykłych mocach, uśmierciła przy pomocy Sentineli (wielkich, latających robotów) miliony mutantów zamieszkujących wyspę Genoshę, aby potem podejrzanie łatwo wpaść w ręce X-Men. Rezydenci „Instytutu Nauk Wyższych Xaviera” odkrywają straszną prawdę zarówno o swej nowej przeciwniczce, jak i swoim mentorze – posiadają oni ten sam kod genetyczny. Okazuje się, że Nova to siostra bliźniaczka Charlesa Xaviera, którą ten próbował zabić, gdy byli jeszcze w łonie matki. Nova wprowadza w życie swój tajny plan – przenosi swój umysł do ciała brata, oznajmia światu, że X–Men to mutanci, których wszyscy tak bardzo się boją i wybiera się na „zasłużone wakacje” do Imperium Shi’ar. Niczego nieświadomi wychowankowie Xaviera odkrywają prawdę zbyt późno – ich rezydencja zostaje oblężona przez dziennikarzy i protestujących, a ciało Cassandry, w którym został uwięziony Charles Xavier, jest na granicy śmierci.

niedziela, 1 marca 2020

New X-Men. Tom 1

Zagadka genu X

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Grant Morrison znany jest z tego, że swoimi charakterystycznymi i ekstrawaganckimi pomysłami na scenariusze komiksowe powoduje wzrosty sprzedaży. Było tak chociażby w przypadku „Doom Patrol” – Szkot praktycznie reanimował ten tytuł, a potem zapisał go na stałe w historii komiksu. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych włodarze Marvela – w tym Joe Quesada, nowo wybrany redaktor naczelny – zastanawiali się, jak by tu wprowadzić mutantów w dwudziesty pierwszy wiek. Mamy nowe milenium, może zatem spróbujemy coś zmienić? Na ratunek – Grant Morrison.

Przez całą ostatnią dekadę dwudziestego wieku obok tego najsłynniejszego, „The Uncanny X-Men”, funkcjonował jeszcze jeden popularny tytuł z przygodami mutantów – zatytułowany po prostu „X-Men”. Tak, to pierwszy numer tej właśnie serii, z rysunkami genialnego Jima Lee, wydany w październiku 1991 roku, jest do tej pory najlepiej sprzedającym się pojedynczym zeszytem w historii komiksu amerykańskiego – ponad siedem milionów egzemplarzy to istne szaleństwo. Gdy Chris Claremont, najpopularniejszy scenarzysta komiksów o tej grupie superbohaterów, zrezygnował z pracy nad „X-Men”, a seria dotarła do 113 numeru, stery przejął autor „Azylu Arkham”. Wydawnictwo Marvel postanowiło zaakcentować zmianę i uczynić z rozpoczynającego się runu Morrisona coś w rodzaju nowego otwarcia. Seria zmieniła nazwę na „New X-Men”, ale zachowała numerację – w lipcu 2001 roku wyszedł sto czternasty numer, który zainicjował tak zwaną „Erę Morrisona”. Szkocki scenarzysta opowiadał o mutantach przez trzy lata – napisał łącznie aż czterdzieści jeden odcinków. W lipcu 2004 roku, wraz z numerem sto pięćdziesiątym siódmym, seria wraca do starego tytułu, a Morrison jest już w innym momencie swojej kariery.

piątek, 5 stycznia 2018

Sandman: Noce nieskończone

Siedmiu wspaniałych

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pomiędzy styczniem 1989 roku i lutym 1996 w świecie komiksu panował Sandman. Seria złożona z siedemdziesięciu pięciu odcinków podbiła serca zarówno czytelników, jak i krytyków. Została obsypana nagrodami i zapisała się na zawsze w historii nie tylko komiksu, lecz po prostu literatury. Neil Gaiman postanowił wrócić po siedmiu latach do świata snów i w 2003 roku, wraz z siedmioma zaprzyjaźnionymi grafikami, stworzył kolejne arcydzieło – Noce nieskończone.

Głównym bohaterem Sandmana jest Morfeusz, zwany też Snem. To spersonifikowana idea marzeń sennych, czyli tego elementu ludzkiej egzystencji, który jest z nią związany od zarania dziejów. Morfeusz ma szóstkę rodzeństwa, razem stanowią rodzinę Nieskończonych. Są to uosobienia odwiecznych, starszych niż kosmos idei, archetypów i wzorców wpływających na życie wszystkich rozumnych ras we wszechświecie. To nie gaimanowscy bogowie – w Nieskończonych nie trzeba wierzyć, aby istnieli. Byli przed naszym wszechświatem i będą po jego końcu. Gaiman, poproszony o krótkie podsumowanie tego, o czym był Sandman, powiedział: „Władca snów odkrywa, że każdy musi się zmienić bądź umrzeć i dokonuje wyboru”.

Właśnie o tym przede wszystkim jest Sandman. Ta wspaniała opowieść o opowieściach zadaje pytanie o potrzebę istnienia niezmiennych wartości w nowoczesnym, nieustannie zmieniającym się świecie. Morfeusz i jego rodzeństwo uczłowieczają się coraz bardziej, zsuwają się z zajmowanego od zawsze piedestału. Noce nieskończone są powrotem do ich przeszłości, do prapoczątków wszelkiego istnienia, kiedy to rodzeństwo było całkowicie oderwane od ludzkich spraw. Były to byty prawdziwie nieskończone.