Mucha Comics wydała w maju dwa komiksy autorstwa Kurta Busieka. Jeden z nich, stanowiący zamkniętą całość, zapisał się w historii Marvela już na stałe – „Marvels” z miejsca okrzyknięto arcydziełem. Spójrzmy zatem na superbohaterów oczyma zwykłych ludzi.
Na początek trochę historii. Zanim powstało wydawnictwo Marvel Comics, istnieli jego poprzednicy – w 1939 roku Martin Goodman założył Timely Comics, które po dwunastu latach przekształciło się w Atlas Comics, aby po kolejnej dekadzie stać się dobrze już nam znanym Marvelem. Timely Comics wystartowało z antologią „Marvel Comics” (!), przemianowanej już po pierwszym odcinku na „Marvel Mystery Comics”. Był 31 sierpnia 1939 roku – podczas gdy naziści zbliżali się do Gdańska, Amerykanie dostali kolejny magazyn z nowymi superbohaterami. Było to rok po debiucie Supermana i bardzo krótko po pierwszym występie Batmana – tego chciał rynek i czytelnicy. Rozpoczęła się właśnie wielka Złota Era Komiksu – Timely Comics wkroczyło w nią z postaciami Ludzkiej Pochodni (Human Torch) i Namora Sub-Marinera.
Ludzką Pochodnią był Jim Hammond, android stworzony przez naukowca Phineasa Thomasa Hortona – budzący z początku przerażenie z powodu swej nieustannie płonącej postaci, ale ostatecznie zaakceptowany jako mściciel współpracujący od czasu do czasu z policją. Namor był synem człowieka i księżniczki z Atlantydy (łatwo się zatem domyślić, na kim wzorowany był młodszy o dwa lata Aquaman). Sub-Mariner z początku był łotrem atakującym ciągle swymi morskimi siłami naszą cywilizację, a Pochodnia stawiał mu opór – dwa żywioły, woda i ogień, w nieustannej walce. Namor potem chwilowo się „nawrócił” i razem z Pochodnią dołączył do Kapitana Ameryki i jego wiernego pomocnika Bucky’ego, aby razem lać nazistów w Europie.
