Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dave McKean. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dave McKean. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 sierpnia 2020

Sygnał do szumu

Zawsze żyjemy w czasach ostatecznych

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Neil Gaiman i Dave McKean gościli już w naszym cyklu przy okazji „Czarnej orchidei”. McKean, zaraz po zakończeniu prac nad rzeczonym komiksem, zaczął współpracę z Grantem Morrisonem błąkającym się po korytarzach Azylu Arkham, a Gaiman wyruszył do Krainy Snu. Ale panowie pozostawali z sobą w ciągłym kontakcie, którego efektem był „Sygnał do szumu”. Komiksowe doświadczenie graniczne.

Dave McKean w przedmowie do polskiego wydania opowiada jak w ogóle doszło do powstania komiksu. Pod koniec lat osiemdziesiątych współpracował z londyńskim magazynem „The Face”, którego popularność zaczęła dramatycznie spadać. Pani redaktor zaproponowała McKeanowi narysowanie czegoś w rodzaju łabędziego śpiewu czasopisma, a ten odezwał się w tej sprawie do Neila Gaimana. Tworzone równolegle arcydzieła („Sandman” i „Azyl Arkham”) nie przeszkodziły obydwu panom w nawiązaniu ponownej współpracy i utworzeniu nowego, może nie tak genialnego, ale na pewno godnego uwagi, komiksu. Kolejne odcinki „Signal to Noise” ukazywały się w „The Face” w 1989 i 1990 roku, aż wreszcie w 1992 zostały zebrane i wydane jako powieść graficzna.

niedziela, 8 grudnia 2019

Czarna Orchidea

Roślinny kryzys tożsamości

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Dzisiaj Neil Gaiman. „Czarna orchidea” jest jego pierwszym komiksem napisanym dla Detective Comics. Autor „Amerykańskich bogów” dał tu upust swojej fascynacji „Sagą o potworze z bagien” Alana Moore’a, dzięki której w ogóle został scenarzystą komiksowym. No i pojawia się znowu Dave McKean – jeszcze sprzed niesamowitego „Azylu Arkham”. Panowie stworzyli dzieło, które bezpośrednio utorowało drogę jednemu z najważniejszych komiksów w dziejach – „Sandmanowi”.

Gaiman poznał McKeana w 1986 roku, podczas podróży na jakiś kolejny konwent komiksowy. Szybko nawiązali współpracę – jej efektem miała być antologia „Bright New British Anthology Comic”, która ostatecznie nigdy nie została wydana. W międzyczasie szukali szczęścia u wydawców (również amerykańskich) – ich prace zostały docenione przez Paula Gravetta, redaktora popularnego w Wielkiej Brytanii magazynu komiksowego „Escape”. Gravett zaproponował im napisanie kilkustronicowego komiksu na dowolny temat. W efekcie powstało dzieło pięćdziesięciostronicowe, które w zamyśle Gaimana, miało dotrzeć przede wszystkim do osób, które w ogóle nie czytają komiksów. „Violent Cases” wychodzi w czerni i bieli w 1987 roku (wstęp napisał sam Alan Moore) i zostaje zauważone za oceanem. Oniryczna opowieść narratora (łudząco podobnego do samego Gaimana), który wygrzebuje z mroków pamięci wspomnienia swego magicznego i zarazem niepokojącego dzieciństwa, przetarła szlaki do międzynarodowej kariery obydwu twórców.

czwartek, 27 czerwca 2019

Dni pośród nocy

Pięć minut

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Dni pośród nocy”, zbiór pięciu komiksowych historii ze scenariuszami Neila Gaimana, wydany został przez DC Vertigo dokładnie dwadzieścia lat temu. Jest to rzecz powstała na fali wielkiej popularności „Sandmana”, który w latach dziewięćdziesiątych wstrząsnął całym komiksowym światem – seria o Śnie zakończyła się, a rynek chciał po prostu więcej.

Najwięksi i najbardziej oddani fani chcą znać wszystko, co wyszło spod ręki ich ulubionego twórcy. Wydawcy z kolei chcą eksploatować każdego autora, który dopiero co wszedł na szczyt Parnasu i razem z nim intensywnie przeżywać okres „jego pięciu minut”. „Midnight Days” jest dokładnie takim zbiorem – zbudowanym z pięciu mniej znanych i praktycznie niedostępnych komiksów z początkowego okresu kariery Gaimana. Odpowiada on za scenariusz w każdym z nich (w ostatnim, najdłuższym jest współscenarzystą), natomiast rysowników mamy kilku.

niedziela, 19 maja 2019

Azyl Arkham

Odkryj się sam

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pod koniec tego roku minie dokładnie trzydzieści lat od premiery legendarnego i jedynego w swoim rodzaju komiksu – „Azylu Arkham” ze scenariuszem Granta Morrisona i grafikami Dave’a McKeana. Jest to jedna z powieści graficznych, która powinna być przeczytana przez każdego, kto deprecjonuje to medium, każdego, kto uważa, że komiks nie może być dziełem sztuki i rywalizować z literaturą wysoką. Trzymamy w rękach nie tylko jeden z najlepszych komiksów o Batmanie, ale jeden z najlepszych w ogóle.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, młody szkocki scenarzysta komiksowy, Grant Morrison, postanowił napisać komiks o Batmanie, jakiego jeszcze nie było. Mroczna Era Komiksu, zapoczątkowana „Powrotem mrocznego rycerza” oraz „Strażnikami” Alana Moore’a, przyniosła komiksy przeznaczone dla dorosłego czytelnika, poważne, złożone fabularnie i – co najistotniejsze – stawiające na realizm. Morrison chciał również stworzyć komiks bardzo dojrzały, ale jednocześnie, jakby w kontrze do obowiązującego trendu, oparty w narracji o surrealizm, irracjonalne obszary schowane głęboko w prawej półkuli mózgu, estetykę sennego koszmaru i emocje. Miał to być też komiks niestandardowy graficznie – Morrisonowi idealnym rysownikiem wydawał się Brian Bolland, który w tym czasie, do spółki z Alanem Moorem, zachwycił cały świat swoim „Zabójczym żartem”.

niedziela, 25 marca 2018

Sny prawdziwsze niż rzeczywistość


Artykuł ukazał się pierwotnie w grudniowym numerze kwartalnika OkoLica Strachu, nr 4(8)/2017.





        Say your prayers little one
Don't forget, my son
To include everyone
Tuck you in, warm within
Keep you free from sin
'Till the sandman he comes
Sleep with one eye open
Gripping your pillow tight
Exit, light
Enter, night
Take my hand
We're off to never-never land[1]








O czym śpiewa James Hetfield? Dlaczego sen, do którego przygotowuje się mały chłopiec, zamiast być czasem odpoczynku, staje się często koszmarem bez możliwości ucieczki? Dlaczego maluch musi spać z jednym okiem otwartym, ściskając mocno poduszkę? I kim jest Sandman, który przyjdzie i zabierze go do Nibylandii, zupełnie nie podobnej do tej z opowieści o Piotrusiu Panie? Fenomen marzeń sennych od wieków fascynuje, pociąga, przyprawia o dreszcze i stanowi inspirację w sztuce, muzyce, filmie i literaturze. Wydawać by się mogło, że nie powinien wzbudzać niepokoju – senne koszmary w świetle dnia blakną i tracą na sile. Jednak w środku nocy, w mroku sypialni, w świecie dającym odpór naszej racjonalności, to one stają się prawdziwsze niż rzeczywistość. To sen jest wtedy realny, a nie kołdra, którą nerwowo ściskamy w rękach. Nie ma już granicy między tym, co realne, a tym, co urojone, są już tylko surrealistyczne narracje, nieprzytomne majaki i nic poza nimi. To one kształtują rzeczywistość, a raczej metarzeczywistość, nie dającą się zwyczajnie interpretować. I to właśnie wzbudza niepokój i strach, nawet jeśli senne opowieści są z pozoru zupełnie niewinne. Bo w tym momencie, w tym jednym szczególnym wycinku nocy, władzę nad nami ma Sen. Morfeusz. Oneiros. Kształtujący. Kai’ckul. Piaskun. Sandman.