Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Neil Gaiman i Dave McKean gościli już w naszym cyklu przy okazji „Czarnej orchidei”. McKean, zaraz po zakończeniu prac nad rzeczonym komiksem, zaczął współpracę z Grantem Morrisonem błąkającym się po korytarzach Azylu Arkham, a Gaiman wyruszył do Krainy Snu. Ale panowie pozostawali z sobą w ciągłym kontakcie, którego efektem był „Sygnał do szumu”. Komiksowe doświadczenie graniczne.
Dave McKean w przedmowie do polskiego wydania opowiada jak w ogóle doszło do powstania komiksu. Pod koniec lat osiemdziesiątych współpracował z londyńskim magazynem „The Face”, którego popularność zaczęła dramatycznie spadać. Pani redaktor zaproponowała McKeanowi narysowanie czegoś w rodzaju łabędziego śpiewu czasopisma, a ten odezwał się w tej sprawie do Neila Gaimana. Tworzone równolegle arcydzieła („Sandman” i „Azyl Arkham”) nie przeszkodziły obydwu panom w nawiązaniu ponownej współpracy i utworzeniu nowego, może nie tak genialnego, ale na pewno godnego uwagi, komiksu. Kolejne odcinki „Signal to Noise” ukazywały się w „The Face” w 1989 i 1990 roku, aż wreszcie w 1992 zostały zebrane i wydane jako powieść graficzna.



