Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Trzeci i ostatni tom „Providence” Alana Moore’a i Jacena Burrowsa jest nie tylko kontynuacją tomu drugiego. To również zamknięcie i podsumowanie „Neonomiconu”, pierwszego komiksu Moore’a skupiającego się na literaturze i kulturowym dziedzictwie Howarda Philipsa Lovecrafta. Wracamy do Nowej Anglii roku 1919 i wraz z głównym bohaterem kontynuujemy poszukiwania prawdziwego oblicza Ameryki. Wiemy już, że znajdziemy o wiele więcej.
Robert Black, młody dziennikarz nowojorskiego „Heralda”, zaczął stopniowo docierać do prawdy o otaczającym go świecie. W poszukiwaniu starożytnej Księgi Halego, w której zawarte są tajemnice rzeczywistości i w której na nadzieję znaleźć natchnienie potrzebne do napisania swojej wielkiej powieści o „ukrytej Ameryce”, przemierza Nową Anglię, poznaje dziwne osoby, bierze udział w coraz bardziej niepokojących wydarzeniach i zaczyna wątpić w swą poczytalność. Pod koniec tomu drugiego trafia na ślad Zakonu Stella Sapiente – tajnej organizacji, której głównym celem jest „przywrócenie światu jego pierwotnej formy” i urzeczywistnienie tak zwanego „świata snów”, czyli warstwy rzeczywistości wypartej z naszych umysłów w trakcie ewolucji ludzkiego gatunku. Robert Black poznaje w końcu charyzmatycznego i intrygującego pisarza – Howarda Philipsa Lovecrafta – i postawia udać się do jego rodzinnego miasta. „Uważam, że cała moja dotychczasowa tułaczka prowadzi mnie do jedynego prawdziwego i pewnego celu. Do Providence”.


