sobota, 7 września 2019

Providence. Tom 1

Ukryta Ameryka

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Ucieleśnieniem tajemnicy i zgrozy jest dla mnie wiejski dom na tle samotnego wzgórza na odludziu w Massachusetts. Gdzież indziej mogło się objawić coś takiego jak salemskie czarostwo?” Tak pisał Howard Phillips Lovecraft do Elizabeth Toldridge w październiku 1931 roku. Takie właśnie domostwo widnieje na okładce pierwszego z trzech tomów serii „Providence”. Alan Moore (scenariusz) i Jacen Burrows (rysunki) znowu zapraszają nas do świata Mitów Cthulhu.

Akcja „Providence” osadzona jest dokładnie w tym samym świecie, który poznaliśmy w wydanym niedawno „Neonomiconie”. Cofamy się tylko w czasie do 1919 roku, kiedy to Klub Zothique jeszcze nie istniał, choć na miejscu starego kościoła istniała już „podła tancbuda”. Głównym bohaterem komiksu jest Robert Black, ambitny dziennikarz nowojorskiego „Heralda”, który marzy o napisaniu „Great American Novel”. Ten, nawiązujący do Roberta Blake’a z „Nawiedziciela mroku” (który z kolei był wzorowany na Robercie Blochu – pisarzu i przyjacielu Lovecrafta), bohater jest Żydem i homoseksualistą, co skrzętnie skrywa przed całym światem – gdyby prawda wyszła na jaw, szanse na jakąkolwiek karierę spadłyby do zera. Pewnego dnia redaktor naczelny „Heralda” zleca mu szybkie zagospodarowanie strony w najbliższym numerze – najlepiej, gdyby temat był nośny, kontrowersyjny i atrakcyjny.



Black, próbując dotrzeć do informacji o tajemniczej powieści „Sous le Monde”, która, niczym „Król w żółci” Roberta W. Chambersa, sprowadzała na odbiorców szaleństwo, trafia do domu tajemniczego doktora Alvareza. Ta wizyta wywraca jego życie do góry nogami – Black już wie, o czym traktować będzie jego planowana wielka powieść. Gdy po odwiedzinach u doktora okazuje się, że w tym samym czasie jego „kochanka Lily” (a tak naprawdę kochanek Jonathan) popełniła samobójstwo, Black bierze długi urlop i udaje się do Nowej Anglii w poszukiwaniu tych wszystkich niebywałych i niewiarygodnych rzeczy, o których opowiadał mu Alvarez. Gonitwa za zakazaną wiedzą o „ukrytej Ameryce” rzuca go potem w najróżniejsze miejsca tego specyficznego rejonu Stanów Zjednoczonych – mamy tu do czynienia niejako z powtórką „Amerykańskiego gotyku”, czyli fragmentu „Sagi o potworze z bagien” samego Alana Moore’a. Schemat jest taki sam jak w słynnej odysei Potwora i Johna Constantine’a – jednak w „Providence” Moore skupia się mocno na analizie twórczości Howarda Philipsa Lovecrafta. Robi to pod kątem czasów w jakich żył autor „Zewu Cthulhu” i prawdopodobnej sublimacji jego lęków i obaw (a tak naprawdę lęków i obaw całej Ameryki). Alan Moore stosuje zatem tę samą, kontrowersyjną metodę co w „Neonomiconie” – choć środki jakie tu używa są zdecydowanie bardziej stonowane i raczej powszechnie akceptowalne.

Nawiązań do tekstów Samotnika z Providence jest mnóstwo (polecam przeczytać posłowie-leksykon autorstwa Mateusza Kopacza). Raptularz prowadzony przez Blacka, doktor Alvarez mogący funkcjonować tylko pokoju z obniżoną temperaturą, autobus wiozący bohatera na dziwny półwysep pełen rybopodobnych ludzi, czy wreszcie niepokojąca rodzina skrywająca tajemnicę swojego jedynego (czy aby na pewno?) syna – to trawestacje jego najsłynniejszych opowiadań. Ale nie tylko z Lovecraftem mamy do czynienia – w pierwszym tomie „Providence” fani klasycznej grozy z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku znajdą też inne tropy i niespodzianki (związane głównie z tekstami wspomnianego wcześniej Roberta W. Chambersa). Moore akcentuje w ten sposób podstawowe założenia wykreowanego świata – w komiksie to nie pisarze grozy z HPLem na czele wymyślili wszystkie te znane nam miejsca, potwory, kulty i tajemnice. Ten ukryty przed oczami zwykłych śmiertelników świat jest w stu procentach prawdziwy i tylko czasem niektórym ludziom dane jest do niego zajrzeć. Twórczość najpierw Poego, a potem chociażby Bierce’a, Chambersa, Blackwooda, C.A. Smitha, M.R. Jamesa, czy w końcu Lovecrafta jest zatem jedynie pokłosiem tego faktu.


Czy zatem to miał na myśli doktor Alvarez (oraz sam Alan Moore) mówiąc Blackowi o „ukrytej Ameryce”? Poniekąd. Na pierwszym poziomie bowiem, Robert Black, dokładnie tak samo jak bohaterowie „Neonomiconu”, odkrywa stopniowo prawdę o fizyczności owego ukrytego świata. Jest to świat materialny i namacalny – taki, do którego możemy dotrzeć i wejść z nim w pewną realną interakcję. Ale jest też poziom drugi. Okres, w którym dzieje się akcja to lata popularności okultyzmu, seansów spirytystycznych, wirujących stolików, psychoanalizy Zygmunta Freuda czy prac Carla Gustava Junga nad teorią „nieświadomości zbiorowej”. „Ukryta Ameryka” w innym, bardziej metaforycznym ujęciu uosabia świat wypieranych lęków, uprzedzeń, nieuświadamianych popędów, pragnień czy głęboko skrywanych tajemnic. Robert Black chce napisać o tej innej stronie Ameryki, tej której nie widać i z której istnienia ludzie nie zdają sobie sprawy. Chce napisać o całym zduplikowanym narodzie utkanym z sekretów i schowanym za fasadą normalnego społeczeństwa. Zapisane w raptularzu sny, przemyślenia i chaotyczne notatki są próbą przedarcia się przez materię słów i dotarcia do rzeczywistości poza nimi. Walką o usystematyzowanie i zdefiniowanie czegoś nie dającego się wyrazić językiem i wyobrazić umysłem.

Ale jest jeszcze trzeci poziom. Robert Black to taki sam społeczny outsider jak bohaterowie „Neonomiconu”. To gej i Żyd – człowiek zmuszony do życia w kłamstwie dla własnego dobra. I to takim ludziom też chciał przyjrzeć się Moore – tym, którzy w czasach Lovecrafta tworzyli „ukrytą Amerykę” wyrzutków społecznych i którą symbolicznie reprezentują w komiksie wszyscy odmieńcy i potwory spotykane przez Blacka, który różni się od nich tylko nieco lepiej rozwiniętą umiejętnością mimikry. Alan Moore jest w „Providence” o wiele bardziej „lovecraftowski” niż w „Neonomiconie” – puryści będą mieli mniej powodu do narzekań. Jacen Burrows nadal świetny – oszczędna, realistyczna kreska bardzo dobrze dopełnia scenariusz. Co przyniosą kolejne dwa tomy? Mam nadzieję, że mocną kontynuację tego „Amerykańskiego gotyku 2” i jeszcze więcej klasycznej grozy w komiksowym ujęciu.



Tytuł: Providence. Tom 1
Scenariusz: Alan Moore
Rysunki: Jacen Burrows
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Tytuł oryginału: Providence Act 1 Limited Edition Hardcover
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Avatar Press
Data wydania: lipiec 2019
Liczba stron: 176
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 175 x 265
Wydanie: I
ISBN: 9788328135857

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza