Wydaje ci się, że kim niby jesteś?
Takim właśnie zdaniem rozpoczyna się kolejna powieść Dawida Kaina. Kain ma chyba wielką wenę – dopiero co były „Niejasne spektakle” i „Zaplecza” a już mamy „Czarną skrzynkę”. Każda z tych pozycji jest nieco inna – „Czarna skrzynka” to Kain-retro, Kain sprzed pandemii, Kain serwujący nam ciężki psychologiczny dramat pełen ciemności zalegających w ludzkich duszach.
O tym, że „każdy ma swoje otchłanie” pisałem już na początku 2019 roku, przy okazji „Ostatniego proroka” Dawida Kaina. Wróć – Marcina Kiszeli, bo tę książkę autor podpisał nie pseudonimem, lecz swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. I to właśnie z nią moim zdaniem „Czarna skrzynka” ma najwięcej wspólnego. W „Ostatnim proroku” poznaliśmy trójkę poharatanych przez życie bohaterów, żyjących w futurystycznym Krakowie roku 2023 (tak, futurystycznym – technologia wręcz eksplodowała). Damian, Ksawery i Agata, aby przeżyć muszą uciekać od życia – ich eskapizmy są jednak tylko protezami prawdziwej egzystencji.










