Przyznaj się, lubisz to
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Garth Ennis opowie nam dziś, dlaczego Nick Fury nosi opaskę na lewym oku. Między innymi oczywiście – razem z rysownikiem Darickiem Robertsonem przedstawi nam dwie historie dowódcy słynnej organizacji S.H.I.E.L.D. Jedną dziejącą się współcześnie, drugą w czasach drugiej wojny światowej, kiedy to Fury miał dwadzieścia kilka lat i był sierżantem armii amerykańskiej.
Tak właściwie mamy tu do czynienia z bardzo fajnym nawiązaniem do komiksowych początków tej postaci w czasie wielkiej komiksowej rewolucji Marvela. W maju 1963 roku wystartowała seria „Sgt. Fury and his Howling Commandos” Stana Lee i Jacka Kirby’ego (bo kogóż innego?!), w której śledzić można było przygody specjalnej jednostki wojskowej walczącej z nazistami podczas wojny. Jednocześnie w grudniu tego samego roku Nick Fury zaczął występować w odnoszącej wówczas wielkie sukcesy serii „Fantastic Four” jako szpieg i jeden z najważniejszych agentów amerykańskiej organizacji S.H.I.E.L.D. Wydany właśnie przez Egmont pierwszy tom „Fury. MAX” przywołuje obydwie wersje Fury’ego. W dwóch sześcioodcinkowych opowieściach mamy do czynienia najpierw z podstarzałym, zgorzkniałym i zmęczonym życiem człowiekiem, który zjadł zęby na wszelkiego rodzaju tajnych misjach wywiadowczych, a potem z młodym, niedoświadczonym, ale niezwykle walecznym, żołnierzem. Fani komiksu amerykańskiego wiedzą, że Garth Ennis i Darick Robertson są autorami niesamowitych „Chłopaków” – wiedzą zatem, czego mogą się spodziewać. I dokładnie to otrzymują.










