środa, 19 września 2018

Hellboy. Tom 4

Intermedium

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Hellboy opuścił Biuro Badań Paranormalnych i Obrony w sierpniu 2002 roku w epizodzie „Trzecie życzenie”. Mike Mignola oddał się potem pracy przy realizacji pierwszej ekranizacji komiksu o Piekielnym Chłopcu i tworzył w wielkich bólach „Wyspę”. Została ona wydana dopiero trzy lata później, w sierpniu 2005 roku. Obydwa wspomniane odcinki mogliśmy przeczytać w trzecim zbiorczym tomie „Hellboya”. Dziś pora na czwarty. Dochodzi w nim do kolejnego przełomu, porównywalnego do odejścia naszego bohatera z B.B.P.O. Otóż Mike Mignola wciąga innych rysowników do tworzenia serii. 

Po „Trzecim życzeniu” autora dopadła niemoc twórcza, spotęgowana chronicznym brakiem czasu. Praca z Guillermo del Toro i nieustające konsultacje związane z filmem odwlekały finalizację „Wyspy”. Scott Allie, redaktor Dark Horse Comics, pisze w przedmowie do czwartego tomu, że udało mu się „rozruszać” nieco Mike’a – latem 2003 roku wychodzi antologia krótkich form komiksowych, „The Dark Horse Book of Hauntings”, w której pojawia się „Eksperyment doktora Carpa”. Jest to króciutka opowieść o walce Hellboya z demonicznym naukowcem, która przeleżała swoje w szufladzie pracowni autora. W latach 2004–2006 ukazały się trzy kolejne antologie, zatytułowane odpowiednio „…of Witchcraft”, „…of the Dead” i „…of Monsters” – w każdej z nich pojawia się kilkustronicowa miniatura autorstwa Mignoli. Odwiedzamy Norwegię i słuchamy opowieści wiedźmy, która walczyła ze skandynawskimi trollami; dajemy łupnia ghulowi rozsmakowanemu w rozkładających się zwłokach lub jesteśmy świadkami starcia z hydrą w bardzo pomysłowej trawestacji mitu o Herkulesie.

niedziela, 16 września 2018

Conan i pradawni bogowie

Na Croma!

„Conan i pradawni bogowie” to pierwszy z trzech tomów opowiadań o najpopularniejszym herosie spod znaku magii i miecza w historii. Zebrane w nim teksty ułożone zostały w takiej kolejności w jakiej pisał je Robert E.Howard, czyli całkowicie nie zgodnej z chronologią wydarzeń z życia Conana. Sam autor zresztą porównywał siebie do kronikarza, który spisuje wspomnienia starego, legendarnego wojownika, przypominającego sobie w swobodnej rozmowie co lepsze fragmenty własnego życia. I tak, pierwszym opowiadaniem o Conanie jest historia z okresu, gdy jest już królem Aquilonii, kiedy to po wielu latach awantur, grabieży, konfrontacji z największymi kanaliami i potworami Ery Hyboryjskiej, zasiadł na tronie obcego królestwa i zaprowadził nim pokój.

„Feniks na mieczu” otwierający zbiór Rebisu jest przepisanym na nowo opowiadaniem „Tym toporem władam!”, gdzie to Kull, filozofujący banita z Atlantydy był głównym bohaterem. Opowiadanie napisane w 1929 roku, nie zostało wtedy przyjęte do druku, więc Howard postanowił przenieść akcję o (bagatela) kilkadziesiąt tysięcy lat w przyszłość, zmienić bohatera, dopisać nowe fragmenty i pod nowym tytułem spróbować szczęścia po raz drugi. W grudniu 1932 roku, w popularnym, pulpowym wydawnictwie „Weird Tales” pojawia się po raz pierwszy Conan, najbardziej znany i lubiany bohater Roberta E. Howarda. Era Thuriańska już dawno minęła, Wielki Kataklizm pogrążył w odmętach oceanu Atlantydę i Lemurię a prastara cywilizacja znana z opowiadań o Kullu cofnęła się w rozwoju do epoki kamienia łupanego. Robert E. Howard w eseju „Era Hyboryjska”, który znajdziemy pod koniec omawianego zbioru, wykłada swą fantastyczną historię dziejów i dokładnie tłumaczy jak na ruinach przedpotopowej cywilizacji wyrosły takie narody jak Stygijczycy, Aquilończycy, Cimmeryjczycy, Shemici, Brythuńczycy, Hyperporejczycy, Hyrkańczycy i wiele innych, o których czytamy w opowiadaniach o Conanie. Jesteśmy w czasach odległych o mniej więcej dwanaście tysięcy lat przed naszą erą, cywilizacja kwitnie – zupełnie wbrew wszystkim naukom, jakie wynieśliśmy ze szkół. To jest jednak zupełnie nieważne – literatura Howarda sprawdza się jako idealny eskapizm, urzeczywistnienie chłopięcego marzenia o wejście w buty niezniszczalnego, nie całkiem świętego lecz zawsze honorowego, bohatera. Conana.

czwartek, 13 września 2018

100 naboi. Tom trzeci

W głąb tajemnicy

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona

Trzeci tom „100 naboi” to znowu Brian Azzarello i Eduardo Risso w wysokiej formie. To dalsze dzieje wielkiego konfliktu wewnątrz tajnej organizacji, nazywanej Firmą (bądź Trustem), w której skład wchodzi trzynaście rodów. Od momentu, gdy podjęła ona nieudaną próbę pozbycia się Minutemenów (czyli wewnętrznej policji, składającej się z wyszkolonych zabójców i pilnującej porządku w organizacji), trwa cicha wojna – dowódca strażników, agent Graves, postanowił pogrążyć Trust. Autorzy komiksu prowadzą nas dalej w świat tajnej wojny Gravesa i pracującego dla Firmy pana Shepherda, którzy poczynają sobie z ludźmi jak z pionkami na szachownicy.

Zaczynamy od krótkich opowieści o sześciu ważnych bohaterach całej historii. Dizzy Cordova wraca po długiej nieobecności do domu, gdzie kolejne dzieci mają dzieci lub lądują w pace, bo nie znają innego sposobu na życie niż łamanie prawa. Poznajemy byłą dziewczynę Cole’a Burnsa, sprawdzamy co słychać w rodzinie Medici, trzymającej władzę w Firmie i patrzymy, jak powstają pierwsze rysy na gładkim jak do tej pory monolicie – kilka rodzin kombinuje, jakby tu napsuć krwi najsilniejszemu rodowi Trustu. Najważniejsze okazują się jednak historie dwóch byłych Minutemenów. Lono, psychopatyczny, wściekły na cały świat morderca, wymyka się spod kontroli obydwu stron konfliktu i zrobi wszystko, aby przetrwać. Niestety nie da się uciec od przeszłości – ona zawsze wystawi rachunek. Podobnie rzecz się ma z poznanym w poprzednim tomie znudzonym i zapijaczonym pracownikiem stacji benzynowej. Wylie Times staje się, obok Lono, kluczową postacią trzeciej odsłony.

sobota, 8 września 2018

Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2018.

Ja, czyli nic

Najgłośniejsza antologia wydawnictwa Phantom Books Horror tego roku ujrzała w końcu światło dzienne. Dwadzieścia trzy opowiadania polskich twórców, wyselekcjonowane pod kątem wysokiej jakości literackiej i specyficznej przynależności „gatunkowej” – weird fiction. „Gatunkowość” musi być tu wzięta w cudzysłów, bo, jak napisał we wstępie do antologii Krzysztof Grudnik: „Weird fiction jest terminem szerokim, który nie określa osobnego gatunku, a raczej przenika inne gatunki fantastyczne, lub oplata je niczym macki z Lovecraftowych opowieści”

I tak też jest w „Snach umarłych – polskim roczniku weird fiction 2018”. Jest tu science fiction, bizzaro, dramat psychologiczny, horror. Znajdziemy tu opowiadania inspirowane Ligottim, jego charakterystycznym stylem i oglądem świata; teksty w klimatach klasycznej literatury grozy sprzed wieku, często osadzone we współczesności. Udamy się też w przeszłość, w czasy wojen napoleońskich lub Rewolucji Francuskiej. Najczęściej jednak poruszamy się w światach o bardzo wątpliwych ontologicznie fundamentach – granica między twardą rzeczywistością a fantasmagorią jest płynna i bardzo ruchoma. Są tu też teksty trudne, wymagające skupienia i przynajmniej dwukrotnego czytania – pozbawione standardowej fabuły i narracji, ale rewanżujące się zupełnie nową jakością, czyli pewnym autorskim, przechodzącym na czytelnika, przeżyciem świata, u podstaw którego zasadza się dziwność. Czasem jest to głównie estetyka – częściej jednak za owym „weird” stoi pewna filozofia. Pesymistyczna, mroczna – zabarwiająca „dziwność” wielce niepokojącymi, bo pochodzącymi spoza normalnego spektrum, barwami.

czwartek, 6 września 2018

Odtrutka na optymizm

Szesnaście otworów

Podobno optymista wierzy, że świat stoi przed nim otworem. Pesymista zaś doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co to za otwór. Peter Watts zaprasza do zwiedzenia szesnastu takich niewinnie z początku wyglądających zakamarków, z których większość z nas chciałaby szybko uciec. Są tam rzeczy, które wypieramy, ponieważ godzą w naszą definicję „człowieczeństwa”, wydają się przejaskrawione i nierealne. Niektóre z nich sugerują, że nie różnimy się niczym od zwierząt a nasza samoświadomość jest tylko złudzeniem, nakładką na pewien software rozwijający się od początków życia na naszej planecie. A z niektórych rzeczy zupełnie nie zdajemy sobie sprawy.

Peter Watts, zupełnie jak reedukatorzy zdemoralizowanego Aleksa z „Mechanicznej pomarańczy”, otwiera nam oczy, blokuje je przed zamknięciem i puszcza film. Nawet nie próbuje ich potem zakraplać. W żadnym opowiadaniu nie ma nic optymistycznego, nie ma żadnej taryfy ulgowej. Wracając do powieści Burgessa – jedno z opowiadań, „Oczy Boga”, stawia poważne pytania o granice prewencyjnej ingerencji w ludzki mózg. Wspomniany Aleks został poddany praniu mózgu, ponieważ był przestępcą. U Wattsa natomiast wystarczy, że pomyślisz o przestępstwie i już stajesz się potencjalnym zagrożeniem. Prowadzi to do rugowania wolnej woli – zresztą pojęcie to u Wattsa jest i tak dość mocno kwestionowane.

niedziela, 2 września 2018

Yans

Nazywam się Yans!


Artykuł powstał przy współpracy z portalem Esensja i został tam pierwotnie zamieszczony.

W 1988 roku pojawił się w Polsce komiks, który dziś, dokładnie trzy dekady później, pozostaje jednym z najżywszych komiksowych wspomnień z „tamtych lat”. „Yans – przybysz z przyszłości” wydany w magazynie „Komiks – Fantastyka” nr 1/1988. Bohater z nieprzytomną kobietą (może ukochaną?) na rękach, uciekający przed bliżej niezidentyfikowanymi żołnierzami, a wszystko w ponurej postapokaliptycznej scenerii. Zajrzyjmy do „Yansa” po trzydziestu latach jeszcze raz.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Łasuch. Tom 1

Wyjście z Raju

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Łasuch” autorstwa Jeffa Lemire’a jest opowieścią o świecie po apokalipsie. Zaraza, która przyszła nagle, zostawiła na Ziemi stosy trupów „zza których wystawały tylko drapacze chmur” oraz populację zredukowaną niemal do zera. Kara boska? Nieudany eksperyment? „Wypadek”? Nie wiadomo. Świat, który wyłania się z opadającego kurzu, to mroczne pustkowie, pełne cierpienia, potworów w ludzkiej skórze i rozkładających się trupów.

Dziewięcioletni Gus, zwany „Łasuchem”, uwielbia słodycze. Mieszka od urodzenia w małej chatce w środku lasu, wraz ze schorowanym i umierającym powoli ojcem. Gus nie jest zwykłym dzieckiem – natura obdarzyła go porożem jelonka. Należy do „hybryd”, czyli pokolenia urodzonego po „wypadku”. Przedstawiciele tej generacji urodzili się z sierścią, psim pyskiem lub ogonem – są jednak odporne na zarazę. Gus nie zna innego świata niż las z chatką w centrum – głęboko religijny ojciec wprowadził surowe zasady wychowania, z których najważniejsza brzmi „nigdy nie opuścisz lasu”. Świat poza nim jest piekłem, a na „takich jak Gus” czyhają łowcy, przedstawiciele pozostałej przy życiu, zdeprawowanej reszty ludzkości, którzy w odporności hybryd upatrują swego ratunku. Gdy ojciec umiera, Gus spotyka pewnego tajemniczego mężczyznę, „wielkoluda” o imieniu Jepperd. Ten małomówny i podejrzany twardziel namawia Gusa na wspólną podróż do „Ostoi” gdzie podobno hybrydy są bezpieczne. Gus łamie zasady wpojone mu przez ojca, opuszcza swój azyl a świat pokazuje mu swoje prawdziwe oblicze. A sam Jepperd nie sprawia wrażenia człowieka, któremu można zaufać.