wtorek, 21 maja 2019

Wtorek przed ekranem #7

John Carpenter - Christine


Artykuł o Johnie Carpenterze ukazał się pierwotnie w magazynie OkoLica Strachu.




„It’s a piece of shit, Arnie!”

Mike Myers ze stali


Na początku lat osiemdziesiątych wszyscy chcieli ekranizować Kinga. Trzy pierwsze powieści przeniesione na ekran, czyli „Carrie” Briana DePalmytelewizyjne „Miasteczko Salem” i niesamowite „Lśnienie” Kubricka były finansowymi samograjami. Zaczął się boom roku 1982, kiedy to wystartowały przygotowania do „Martwej strefy”, „Cujo”, „Podpalaczki” i „Christine”. To właśnie za tę ostatnią powieść zabrał się John Carpenter i, co ciekawe – scenariusz, casting i zdjęcia rozpoczęły się zanim powieść w ogóle została wydana. Wszyscy uważali bowiem, że nie ma najmniejszych szans na niepowodzenie, to musi się udać. Fanów horroru połączenie King-Carpenter po prostu elektryzowało. A sam Carpenter, jak często przyznaje, bardzo potrzebował wtedy pracy.

niedziela, 19 maja 2019

Azyl Arkham

Odkryj się sam

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pod koniec tego roku minie dokładnie trzydzieści lat od premiery legendarnego i jedynego w swoim rodzaju komiksu – „Azylu Arkham” ze scenariuszem Granta Morrisona i grafikami Dave’a McKeana. Jest to jedna z powieści graficznych, która powinna być przeczytana przez każdego, kto deprecjonuje to medium, każdego, kto uważa, że komiks nie może być dziełem sztuki i rywalizować z literaturą wysoką. Trzymamy w rękach nie tylko jeden z najlepszych komiksów o Batmanie, ale jeden z najlepszych w ogóle.

W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, młody szkocki scenarzysta komiksowy, Grant Morrison, postanowił napisać komiks o Batmanie, jakiego jeszcze nie było. Mroczna Era Komiksu, zapoczątkowana „Powrotem mrocznego rycerza” oraz „Strażnikami” Alana Moore’a, przyniosła komiksy przeznaczone dla dorosłego czytelnika, poważne, złożone fabularnie i – co najistotniejsze – stawiające na realizm. Morrison chciał również stworzyć komiks bardzo dojrzały, ale jednocześnie, jakby w kontrze do obowiązującego trendu, oparty w narracji o surrealizm, irracjonalne obszary schowane głęboko w prawej półkuli mózgu, estetykę sennego koszmaru i emocje. Miał to być też komiks niestandardowy graficznie – Morrisonowi idealnym rysownikiem wydawał się Brian Bolland, który w tym czasie, do spółki z Alanem Moorem, zachwycił cały świat swoim „Zabójczym żartem”.

czwartek, 16 maja 2019

100 naboi. Tom piąty

Piękna kanonada

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Przed nami piąty i ostatni tom jednej z najlepszych opowieści komiksowych w historii. Brian Azzarello i Eduardo Risso kończą wielką, stuodcinkową opowieść o tajnej wojnie wewnątrz jeszcze bardziej tajnej organizacji, odpowiadając na większość pytań, które nurtowały czytelników poprzednich tomów. Zakończenie „100 naboi” przeznaczone jest (tak jak każdy tom zresztą) tylko dla osób znających poprzednie odcinki. Podobnie jak poniższa recenzja – musimy wrócić na chwilę do końcówki czwartego tomu.

Na meksykańskiej pustyni doszło do dramatycznych wydarzeń. Dwie dążące do konfrontacji grupy zawodowych zabójców, którymi kierują coraz mniej jasne motywacje, rozminęły się o włos – jednak każda z nich wraca do Stanów Zjednoczonych z „łupem”. Dizzy Cordova wpada w ręce Gravesa i jego Minutemenów, którzy zastanawiają się, do czego tak naprawdę zmierza ta cała, zapoczątkowana przez ich szefa, vendetta przeciwko Firmie. Benito Medici, syn przywódcy Firmy, zostaje odnaleziony przez ekipę cyngli swojego ojca w miejscu, w którym nie powinien się nigdy znaleźć. Wszyscy wracają na północ, aby wziąć udział w ostatecznej rozgrywce. Prawie wszyscy – trup Wyliego Timesa, jednego z najciekawszych bohaterów całej serii, zasypywany jest stopniowo piaskiem, nawiewanym przez meksykański wiatr. Times próbował pójść po rozum do głowy i nie opowiadać się po żadnej ze stron – to, jak skończył, sugeruje, że była to zła droga.

wtorek, 14 maja 2019

Wtorek przed ekranem #6

John Carpenter - Coś


Artykuł o Johnie Carpenterze ukazał się pierwotnie w magazynie OkoLica Strachu.




„You’ve gotta be fucking kidding!”

Opowieść o paranoi i niezauważonej apokalipsie


Oglądaliście uważnie „Halloween”? Laurie Strode, opiekunka do dzieci z miasteczka Haddonfield w stanie Illinois, w halloweenową noc przed czterdziestu laty oglądała ze swym podopiecznym pewien czarnobiały film z lat pięćdziesiątych. Wielkie tytułowe litery, głośna muzyka, teatralne gesty i absurdalny scenariusz. Na Ziemi ląduje kosmita, skrzyżowanie Borisa Karloffa i gigantycznego pora, który pozbawia krwi każdego napotkanego człowieka. Ta typowa dla swojego okresu produkcja, to „Istota z innego świata”, jeden z ulubionych filmów Johna Carpentera. Jest to adaptacja opowiadania „Kim jesteś?” z 1938 roku, autorstwa Johna W. Campbella. To także pierwowzór jednego z najlepszych filmowych horrorów wszech czasów.

sobota, 11 maja 2019

Ćma

Innego końca świata nie będzie

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Na samym początku tego roku w środowisku miłośników literackiego horroru w Polsce zrobiło się głośno o Jakubie Bielawskim. Wydawnictwo Phantom Books Horror wydało „Słupnika” – zbiór opowiadań wspomnianego autora. Były to teksty mocno osadzone w estetyce weird fiction i ściśle powiązane pewną charakterystyczną filozofią. Entuzjastyczne przyjęcie przyspieszyło premierę debiutanckiej powieści Bielawskiego – już za kilka dni w księgarniach pojawi się „Ćma”. Wracamy na Dolny Śląsk.

Akcja toczy się w miejscu pogrążonym w tej samej ciemności, która padała na Wałbrzych w „Ciemno, prawie noc”, głośnej powieści Joanny Bator. Góry Sowie, mroczne szczyty emanujące niewytłumaczalną grozą i przytłaczające swą intensywną obecnością, rzucają cień na dwa miasta. Jedno malutkie, szare i smutne, z ludźmi skazanymi na życie, którzy, przy blasku szklanej pogody, odliczają ponure godziny do kolejnego niechcianego poranka. Drugie trochę większe, niby mniej smętne, bo bardziej „światowe” – ale w sumie identyczne. Między nimi, wte i wewte, kursują stare, śmierdzące autobusy z zaplutymi, pociętymi nożem siedzeniami – podróże nimi stają się sensem życia dwóch bohaterek.

czwartek, 9 maja 2019

Invincible. Tom 3

Tam i z powrotem

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dziś czytamy trzeci tom „Invincible”, po zakończeniu którego jesteśmy już w jednej czwartej drogi do finału. Seria ta była dla Roberta Kirkmana prawdziwą trampoliną do sukcesu, o czym możemy przeczytać w posłowiu. Autor scenariusza twierdzi, że tak naprawdę zawdzięcza jej wszystko. Fani komiksów superbohaterskich też mogą być wdzięczni – to nadal świetna rozrywka, która przez cały czas trzyma równy poziom i gwarantuje dobrą zabawę. Oczywiście nie wszystkim – „Invincible” jest komiksem, którego jakość wynika w dużej mierze z ciągle obecnych i nieusuwalnych bezstratnie nawiązań do opowieści o ludziach w kolorowych kostiumach.

W drugim tomie doszło do niesamowitej ekspansji świata przedstawionego. Autorzy, pewni już tego, że komiks dobrze przyjął się na rynku i istnieje realna szansa na długoterminową serię wydawniczą, postanowili poszerzyć perspektywę. Pojawiło się mnóstwo nowych postaci, które swoimi występami zapowiedziały obowiązkowe powroty w późniejszych odcinkach. Mark Grayson, zwany Invincible, dorobił się swojego regulaminowego nemezis – Angstrom Levy, szalony superłotr potrafiący przenosić się między równoległymi światami, poprzysięga krwawą zemstę naszemu bohaterowi. Rozpoczęcie jego wątku i całej masy innych mogło sprawiać wrażenie chaosu – jednak było to bardzo przemyślane działanie. Pewna inwestycja w przyszłość serii.

wtorek, 7 maja 2019

Wtorek przed ekranem #5

John Carpenter - Ucieczka z Nowego Jorku


Artykuł o Johnie Carpenterze ukazał się pierwotnie w magazynie OkoLica Strachu.




Uwielbiam Kurta Russella. Uwielbia go też John Carpenter – pytany o najlepszych aktorów, z którymi współpracował, wymienia go zawsze w pierwszej kolejności. Tak naprawdę to właśnie Carpenter otworzył Russellowi drzwi do Hollywood.