sobota, 18 listopada 2017

Strażnicy

Opowieść o moralności

W czerwcu 1938 roku narodził się superbohater. I nie był ziemianinem, tak jakby twórcy Action Comics już wtedy stwierdzili, że nie stać nas – ludzi – na ultraheroizm. Kal-El, przybysz z Kryptona, znany też jako Superman, był odpowiedzią na zapotrzebowanie kulturowe swej epoki. Stany Zjednoczone, wychodzące z Wielkiego Kryzysu, nękane były przestępczością zarówno zorganizowaną jak i chaotyczną. Dookoła przemoc, rabunki, bezradność policji, rozprężenie moralne i coraz bardziej wyraźny, choć bliżej nieokreślony odgłos nadchodzącej światowej hekatomby lat czterdziestych. Potrzeba było jakiegoś symbolu, który podniesie morale oraz doda nadziei i otuchy, tak bardzo potrzebnej i tak mocno deficytowej. Superman został takim symbolem, a krótko potem powstały kolejne – Batman, Wonder Woman czy marvelowski Kapitan Ameryka.

Mniej więcej na ten okres zwykło datować się początek tak zwanej Złotej Ery komiksu amerykańskiego. Proste, brutalne, pulpowe historie o walce bohaterów z najgorszymi mętami społeczeństwa i ze Złem pisanym wielką literą. Superbohaterowie są nieskazitelni moralnie, obdarzeni nadnaturalnymi właściwościami ciała i umysłu, a ich wrogowie bezdyskusyjnie źli. Historie komiksowe z tamtych lat to jaskrawa czarno-biała szachownica, na której trwa rozgrywka o wiadomym z góry wyniku. Pod koniec lat czterdziestych, kiedy to zaczął opadać kurz po II wojnie światowej, Amerykanie przerzucają się na horror, gore, magię i pulpowe romanse. Jest więcej krwi, przemocy i kontrowersyjnych fabuł. Era Złota kończy się w roku 1954, kiedy to wprowadzono Kodeks Komiksowy, zabraniający propagowania tego rodzaju treści, ponieważ rzekomo siały demoralizację. 

piątek, 10 listopada 2017

Retro Attack! vol. 2


Flash Gordon (1980)

Widziałem nowego Thora (Szybko! Lecimy prosto w odbyt Szatana!). Przed filmem poszła jakaś reklama nowej platformówki „Super Mario Brothers”. Jakże adekwatnie! Za dzieciaka grało się z kumplami w gierki ładujące się z „kaset” nawet po kilkanaście minut, coś jak „arcade games” z automatów. Thor jest dokładnie czymś takim, aż czekałem na postępujący pasek stanu po niektórych scenach. Ale obok wspomnienia gier sprzed trzydziestu lat, gdzieś tam z tyłu głowy pojawiały się obrazki z pewnego filmu z 1980 roku, który gra z widzem dokładnie na tej samej zasadzie co Thor. Mowa o Flashu Gordonie, jednym z najbardziej kiczowatych, przesadzonych i niewiarygodnie głupiutkich filmów jakie w życiu widziałem.

Retro Attack! vol. 1

Powrót do przyszłości (1985, 1989, 1990)

– Jennifer może spotkać siebie z przyszłości! Konsekwencje mogą być katastrofalne!
– To znaczy?
– Widzę dwie możliwości. Pierwsza: zobaczy siebie starszą o 30 lat i zemdleje z wrażenia. Druga: spotkanie wywoła paradoks czasu i rozpocznie reakcję łańcuchową, która rozerwie kontinuum czasoprzestrzenne i zniszczy cały wszechświat! To oczywiście najgorszy scenariusz. Destrukcja może mieć ograniczony zasięgi objąć tylko naszą galaktykę.
– To faktycznie pociecha.

sobota, 28 października 2017

Atomic Blonde

Mieszanka filmu akcji w stylu "Jasona Bourne'a" i szpiegowskiego dramatu, doprawiona z lekka teledyskową narracją Guy'a Ritchie. Charlize Theron pasuje tu świetnie, przypomniała sobie umiejętności nabyte w czasach "Aeon Flux" i kopie po tyłkach na lewo i prawo. Ale choć się stara to i tak James McAvoy, w roli niegrzecznego, pozornie niedojrzałego i wiecznie szukającego guza zawadiaki, spycha ją do aktorskiego drugiego szeregu. Zagrał genialnie.

wtorek, 24 października 2017

Kamienica panny Kluk

Sny marionetek

Opowiadania Damiana Zdanowicza, które możemy przeczytać w Kamienicy panny Kluk, to podróż szlakiem Thomasa Ligottiego do jądra ciemności. To twórczość, w której od tego O CZYM opowiada, a nawet JAK opowiada, o wiele ważniejsze jest to DLACZEGO opowiada. Jej podstawowym zadaniem jest próba uchwycenia w uporządkowaną formę prawd, które są, jak to sam Zdanowicz określa w jednym z opowiadań, nie do wypowiedzenia w normalnym „dyskursie międzyludzkim”. Literatura, a zwłaszcza jej krótka forma, staje się tu medium jedynym właściwym, głównie poprzez swój bezdyskusyjnie szerszy, w stosunku do owego „dyskursu”, wachlarz środków wyrazu. Wyrazić niewyrażalne, utoczyć kształt z materii chaosu, wyśnić uzasadnienie swej egzystencji, zapełnić pustkę – takie, skazane z góry na niepowodzenie, zadania stoją przed wijącymi się w fabularnych konwulsjach bohaterami opowiadań.

Przestrzeń, w której egzystują ludzie w światach Zdanowicza, ma zwichrowaną naturę. Jest przesycona potencją znaczeń, kafkowsko odrealniona, stawiająca opór ludzkiej percepcji, chwiejąca się w epistemologicznych posadach. Może to być pokój mężczyzny odbierającego regularnie po północy anonimowe telefony; mroczna piwnica kamienicy, w której można spotkać na poły realnego Sztukmistrza demaskującego największe oszustwo naszego bytu; metaforyczny zamek na wzgórzu, który nawiedza równie umowny potwór; siedziba redakcji tak zwanego „koszmarnego magazynu”, trafiającego w niewyjaśnionych okolicznościach do odbiorców szczególnie predestynowanych do mrocznego oświecenia; teatr marionetek animowanych nieustannie przez sznurki biegnące w mrok nieskończony; dom rodzinny, w którym własny ojciec i brat wydają się najbardziej obcymi elementami rzeczywistości; zamknięte drzwi do łazienki w domu pewnego psychiatry, skrywające prawdę o ludzkiej cielesności; i w końcu ostatnie piętro tytułowej kamienicy, miejsce gdzie tylko obłęd ratuje przed unicestwieniem.

niedziela, 22 października 2017

Różaniec


Odwracanie efektu motyla

W czasach, gdy regularnie czytałem Nową Fantastykę, felietony Rafała Kosika były jednym z moich ulubionych elementów czasopisma. O czym pisał Kosik? Przede wszystkim o tym, że nasz świat, ten tzw. „pierwszy”, rozwinięty i zakochany w technice, nie zauważa, że prawdopodobnie podcina gałąź, na której siedzi. Nasza krótkowzroczność, wygodnictwo, bezkrytyczne zawierzenie technologii i rezygnacja z samodzielnego myślenia może kiedyś doprowadzić do katastrofy.

Na jednym z paneli tegorocznego Coperniconu, zaproszeni goście (między innymi Rafał Kosik) rozmawiali o tym, czy sztuczna inteligencja niesie zagrożenia cywilizacyjne. Poruszony został temat dość kontrowersyjnego projektu, który Komunistyczna Partia Chin chciałaby uruchomić do 2020 roku. Miałby to być pewien system nadzoru, oparty na nagradzaniu lub karaniu obywateli za ich działalność. Chińczycy będą dostawać lub tracić punkty, w zależności tego, czy pewien informatyczny algorytm (nie człowiek) uzna ich działania za zgodne z założeniami pomysłodawców projektu. Kary mogą być różne – na przykład utrudnienia w otrzymaniu kredytu.

Podobna sytuacja ma miejsce w Różańcu, najnowszej powieści autora. Rafał Kosik napisał dystopijną fantastykę socjologiczną, opisującą świat, w którym technologia stała się praktycznie niewidzialna. Nie tylko ułatwia nasze życie, ale jest wręcz jego warunkiem koniecznym. Wrosła nieusuwalnie w codzienność jako wynik szeregu drobnych, kumulujących się od lat usprawnień naszej egzystencji. Przestaliśmy ją kontrolować.

środa, 18 października 2017

Na opak

Duchy to czy figle umysłu?

Artykuł został przygotowany we współpracy z Carpe Noctem i tam pierwotnie opublikowany.

George Oliver Onions jest w Polsce nieco mniej znanym twórcą literatury grozy niż Lovecraft, Machen, M.R. James czy Blackwood, lecz dzięki wydawnictwu C&T możemy w końcu poznać kawałek jego twórczości. Na opak to wybór jego opowiadań opublikowanych pierwotnie przed ponad stu laty w zbiorze Widdershins, ze słynnym „Zewem pięknej”, zaliczanym do najlepszych opowieści o duchach wszech czasów.

Nowelka o pisarzu ogarniętym kryzysem twórczym, który wprowadza się do starej, podejrzanie taniej posiadłości, może być interpretowana na dwa sposoby. Możemy ją czytać dosłownie jako opowieść o duchach, dokładnie tak, jak opowieści M.R. Jamesa, gdzie realność zjaw i upiorów nie podlega dyskusji. Tajemnicza obecność, którą wyczuwa główny bohater „Zewu pięknej”, to duch bliżej nieznanej kobiety, opętującej kolejnych rezydentów domostwa. Możemy też – co według mnie jest o wiele atrakcyjniejsze – pójść w kierunku niektórych opowiadań Stefana Grabińskiego i spróbować wytłumaczyć wszystkie fantazmaty degrengoladą psychiczną bohatera. U Onionsa, podobnie jak u Grabińskiego, mamy idealną równowagę między nasuwającymi się podczas czytania wnioskami zupełnie fantastycznymi i pojawiającymi się od razu wątpliwościami co do tego rodzaju tłumaczeń. Bo przecież, czy nie jest przypadkiem tak, że to niemoc twórcza, izolacja i wyrzuty sumienia powodują postępujący obłęd nowego mieszkańca posiadłości?