Piliście coś chłopcy? A co innego można tu robić?
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Nieistniejące już „DC Vertigo” było kuźnią znakomitych projektów komiksowych. Pomysł na jeden z nich powstał w głowie Jasona Aarona, amerykańskiego scenarzysty komiksowego, który na początku dwudziestego pierwszego wieku starał się o pracę w wydawnictwie Detective Comics. Sześćdziesięcioodcinkowa historia, zatytułowana „Scalped”, jest jednym z jego najwcześniejszych i najlepszych komiksów – brutalny thriller, współczesny antywestern, wstrząsający dramat i analiza problemów rdzennej społeczności Ameryki. Dziś udamy się do Dakoty Południowej, do rezerwatu Prairie Rose.
Pierwowzorem „Skalpu” były przygody starego, zapomnianego bohatera DC, znanego jako „Scalphunter”. Pulpowe, niezbyt poważne, rozrywkowe perypetie Briana Savage’a – białego człowieka, wychowanego przez Indian. Brian przeżył nawet „Kryzys na nieskończonych ziemiach” i przestał istnieć dopiero, gdy powstało „Nowe DC” – Aaron postanowił wykorzystać podstawowe założenia „Scalphuntera” i wzorem innych twórców „DC Vertigo” zrobić coś na poważnie, dla wymagającego, dorosłego odbiorcy. Inspirował się też trochę biografią Leonarda Peltiera, indiańskiego działacza, członka Ruchu Indian Amerykańskich, który został skazany na dożywocie w wielce kontrowersyjnych okolicznościach. W 1975 roku, podczas strzelaniny w rezerwacie Pine Ridge, zabił rzekomo dwóch agentów FBI, w efekcie czego doszło do masowej interwencji policji i obławy na członków Ruchu. Jason Aaron w znakomity sposób opowiada o tych wydarzeniach w „Skalpie” – inny rezerwat, inne postacie, ale wiadomo o co chodzi.
