Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Okultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Okultura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 stycznia 2021

Pieśni umarłego marzyciela

Uncanny valley

Warto było czekać na nowego Ligottiego. Nie wali po głowie tak, jak „Teatro Grottesco” – ale tylko z jednego, prostego powodu. Walnąć mocniej jest prawie niemożliwe, a poza tym, po chyba trzykrotnej lekturze „Teatro…”, wiedziałem już czego się mniej więcej po Ligottim spodziewać. A „Pieśni umarłego marzyciela” są dokładnie takim zbiorem na jaki czekałem. 

Ligotti pisze literaturę niesamowitą. Więcej – niesamowitą wśród niesamowitej. W „Pieśniach…” nie jest jeszcze chyba tak zmęczony, nie jest tak zaszczuty przez rzeczywistość i chyba bardziej świadomy samego procesu pisania, który dopiero w „Teatro…” wydaje się bardziej automatycznym, podświadomym i wyrażającym głęboki lęk i ból samego istnienia, krzykiem pisarza. „Pieśni umarłego marzyciela” są również nieco prostsze formalnie i przystępniejsze – ba, nawet posłowie Wojciecha Guni jest nie tak hermetyczne jak przedmowa do „Teatro Grottesco”.

sobota, 12 maja 2018

Bungalow

...lodowata posępność rzeczy...


Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #4

„Światło księżyca wciąż wpadało przez zakurzone żaluzje, oświetlając ciała insektów i innych szkodników spoczywających na wypłowiałym dywanie”

Gdzieś w ponurej dzielnicy niezidentyfikowanego miasta jest mała obskurna galeria, prowadzona przez nie stroniącą od alkoholu kobietę. Gdy przejdziesz kilka bezwartościowych i kiczowatych ekspozycji sztuki nowoczesnej, zauważysz mały czarny magnetofon ze słuchawkami. Po założeniu słuchawek i włączeniu magnetofonu usłyszysz pewien senny monolog, wypowiedziany głosem, który z czasem zaczyna upodabniać się do twojego własnego. Głos mówi ci, że siedzisz w środku jakiegoś zdewastowanego bungalowu, na podłodze którego dostrzegasz stary wypłowiały dywan i niezliczoną ilość martwego robactwa, przyjmującego w mroku przerażające formy. Gdy wracasz później autobusem do domu i mijasz jak co dzień domostwa przywodzące na myśl bungalow z dziwnego monologu, uświadamiasz sobie, że ogarnia cię nieodparta chęć wysłuchania tego jeszcze raz. A nawet poznania tajemniczego twórcy nagrań, który w niewyjaśniony sposób staje ci się bliski duchem jako ten, który podobnie jak ty doświadcza estetycznego wrażenia „lodowatej posępności rzeczy”.

sobota, 12 listopada 2016

Spisek przeciwko ludzkiej rasie


Czy bycie żywym jest w porządku?

Ludzkie życie to wartość najwyższa - przeważająca większość ludzi zgodzi się z tym stwierdzeniem. Na osobę przeciwną tej tezie patrzymy z niezrozumieniem, odrazą lub wręcz politowaniem. Od tysiącleci, my, ludzki rodzaj, dążymy za wszelką cenę do prokreacji, utrzymania się przy życiu, utrzymania przy życiu naszych dzieci, zapewnienia dobrego bytu im i sobie. Afirmacja ludzkiego życia i przeświadczenie o jego istotności powstaje w najróżniejszy sposób – czasem z powodu religijnej obietnicy raju, jako nagrodą za godne życie, czasem poprzez wdrukowany atawistyczny imperatyw walki o przetrwanie, lub po prostu z powodu hedonizmu. Dotyczy to wszystkich - zarówno wierzących i niewierzących, tak jakby była to jakaś podstawowa zasada naszej egzystencji, aksjomat ludzkiego bytu - że ma on cel i sens. Wtedy przychodzi Thomas Ligotti, wyciąga z szafy swoich nieco przykurzonych prekursorów i pokazuje, że wcale tak nie jest. Że to wszystko to ułuda, spisek.

Spisek przeciwko ludzkiej rasie, wydany w tym roku przez Okulturę, to monumentalny esej - rozprawa filozoficzna, której myślą przewodnią jest to, że nasze istnienie to jedna, kolosalna pomyłka wszechświata. A żeby być precyzyjnym - chodzi o istnienie samoświadome. No bo czymże jesteśmy według Ligottiego?

Świat, który opisuje autor, to skrajnie materialistyczny kosmos, w którym jest tylko przestrzeń i materia, przenikające się wzajemnie w nieskończonej liczbie kombinacji. Konfiguracje te tworzą galaktyki, kosmiczne skały, wodę, pierwotniaka, psa i ostatecznie człowieka. Człowiek to oczywiście szczytowe osiągnięcie ślepej natury, musiał zaistnieć, bo nie było innego wyjścia w tak skonstruowanym świecie. Nic jednak nie wskazuje na to, że nasze istnienie jest stanem w jakikolwiek sposób faworyzowanym w stosunku do stanu, w którym nie istniejemy. I jak do tej pory nic nie burzy takiego obrazu świata - świata gdzie nie ma nic nadprzyrodzonego, gdzie panuje tylko statystyka. Niestety, w toku ewolucji nastąpił przykry wypadek, powstała ludzka świadomość - naddatek rozwojowy sprowadzający na nas strach, cierpienie i irracjonalny pęd ku uzasadnianiu i nadawaniu sensu własnej egzystencji. Nie jesteśmy już kawałkami chodzącego mięsa, szczęśliwymi w swej bezmyślności i zwykłym trwaniu. Przynajmniej tak to sobie tłumaczymy – my, byty samoświadome. Tak jakby w chwili uzyskania świadomości skosztowaliśmy zakazanego owocu i nie ma dla nas miejsca w raju. Wydaje się to dobrą analogią – wykształcenie jaźni miast być ukoronowaniem i ostatecznym wyniesieniem rodzaju ludzkiego ponad inne, jest przekleństwem. Ludzie spiskują zupełnie nieświadomie przeciwko własnej percepcji i poznaniu, nie dopuszczając do siebie konstatacji o CHOROBLIWEJ BEZUŻYTECZNOŚCI swego istnienia. Zwyczajnie nie potrafią dostrzec, że bycie żywym (świadomym) nie jest w porządku. Są jednak wyjątki, o których Ligotti wspomina.

Teatro Grottesco


Koszmar ultymatywny Thomasa Ligottiego

Thomas Ligotti, który na Zachodzie uzyskał już miano "pisarza kultowego", został przybliżony w 2014 roku polskiemu czytelnikowi za sprawą Wydawnictwa Okultura. Wydano zbiór opowiadań Teatro Grottesco, który moim zdaniem jest prawdziwym objawieniem literatury z pogranicza horroru. Pogranicza, – ponieważ jest to również książka w duchu gatunku weird-fiction, gdzie królował niepodzielnie Lovecraft, i jest to jednocześnie traktat filozoficzny. A po bliższym przyjrzeniu się twórczości pisarza i próbie dokładnej analizy otwierają się przed nami drzwi do koszmaru, przy którym opowieści Lovecrafta to zwykłe bajki na dobranoc.

Książka podzielona jest tematycznie na trzy części, w każdej z nich mamy kilka opowiadań połączonych między sobą nie tyle fabułą co zamiarem literackim pisarza.
Część pierwsza, zatytułowana Zaburzenia, to wstępny zarys wizji i filozofii Ligottiego - taki lekki policzek od autora na zwiększenie koncentracji - „czytaj między wierszami, czytelniku, czujesz to?”. Mamy tu stopniowe zarysowanie filozoficznych teorii autora: o niedoskonałości i "nieczystości" ludzkiego istnienia i percepcji (Czystość), o niedorzeczności i dziwności jako immanentnej cesze każdego bytu (Dziwowisko i inne opowiadania, Czerwona Wieża) o bezsensie i bezcelowości egzystencji, pozbawionej możliwości samostanowienia (Zarządca Miasta, Marionetka Błazna).
W części drugiej (Deformacje) dostajemy cios na odlew z drugiej strony, Ligotti zabiera nas głębiej w swoją spiskową/nie-spiskową teorię, drzwi do koszmaru otwierają się coraz szerzej. Dwa opowiadania utrzymane w tonacji znakomitego opowiadania Jeszcze nie skończyłem z ostatniego numeru Fantastyki - Wydanie Specjalne z 2014 roku, przynależne są do kategorii, którą utworzył sam Ligotti - horroru korporacyjnego. Zbliżamy się powoli do odkrycia prawdy - w ostatnim opowiadaniu W Obcym Mieście, Na Obcej Ziemi pisarz zastanawia się nad możliwymi reakcjami na to objawienie.

Część trzecia (Zniszczeni i zgnębieni) to jest prawdziwy nokaut, esencja wizji Ligottiego - stoimy u szeroko otwartych wrót egzystencjalnego piekła, o krok od utraty poczytalności. Opowiadania z tej części, (według mnie najlepsze, najbardziej hipnotyczne i wstrząsające) to już bezpośredni kontakt z drugą, prawdziwą naturą świata i możliwe scenariusze takich zbliżeń: aktywne poszukiwanie odpowiedzi i wkładanie palców między drzwi (Teatro Grottesco), zatopienie się bezpowrotne w koszmarze, z którego nie ma ucieczki (Severini), kryzys i redefinicja własnej tożsamości (Lunaparki przy stacjach benzynowych), wyparcie potworności, która powraca ze zdwojoną siłą (Bungalow) i finalnie szaleństwo oraz zamierzona rezygnacja z własnego ja, jako nieunikniona konsekwencja dotknięcia absolutu (Cień, Ciemność). I to jest prawdziwy horror.