Czy bycie żywym jest w porządku?
Ludzkie życie to wartość najwyższa - przeważająca większość ludzi zgodzi się z tym stwierdzeniem. Na osobę przeciwną tej tezie patrzymy z niezrozumieniem, odrazą lub wręcz politowaniem. Od tysiącleci, my, ludzki rodzaj, dążymy za wszelką cenę do prokreacji, utrzymania się przy życiu, utrzymania przy życiu naszych dzieci, zapewnienia dobrego bytu im i sobie. Afirmacja ludzkiego życia i przeświadczenie o jego istotności powstaje w najróżniejszy sposób – czasem z powodu religijnej obietnicy raju, jako nagrodą za godne życie, czasem poprzez wdrukowany atawistyczny imperatyw walki o przetrwanie, lub po prostu z powodu hedonizmu. Dotyczy to wszystkich - zarówno wierzących i niewierzących, tak jakby była to jakaś podstawowa zasada naszej egzystencji, aksjomat ludzkiego bytu - że ma on cel i sens. Wtedy przychodzi Thomas Ligotti, wyciąga z szafy swoich nieco przykurzonych prekursorów i pokazuje, że wcale tak nie jest. Że to wszystko to ułuda, spisek.
Spisek przeciwko ludzkiej rasie, wydany w tym roku przez Okulturę, to monumentalny esej - rozprawa filozoficzna, której myślą przewodnią jest to, że nasze istnienie to jedna, kolosalna pomyłka wszechświata. A żeby być precyzyjnym - chodzi o istnienie samoświadome. No bo czymże jesteśmy według Ligottiego?
Świat, który opisuje autor, to skrajnie materialistyczny kosmos, w którym jest tylko przestrzeń i materia, przenikające się wzajemnie w nieskończonej liczbie kombinacji. Konfiguracje te tworzą galaktyki, kosmiczne skały, wodę, pierwotniaka, psa i ostatecznie człowieka. Człowiek to oczywiście szczytowe osiągnięcie ślepej natury, musiał zaistnieć, bo nie było innego wyjścia w tak skonstruowanym świecie. Nic jednak nie wskazuje na to, że nasze istnienie jest stanem w jakikolwiek sposób faworyzowanym w stosunku do stanu, w którym nie istniejemy. I jak do tej pory nic nie burzy takiego obrazu świata - świata gdzie nie ma nic nadprzyrodzonego, gdzie panuje tylko statystyka. Niestety, w toku ewolucji nastąpił przykry wypadek, powstała ludzka świadomość - naddatek rozwojowy sprowadzający na nas strach, cierpienie i irracjonalny pęd ku uzasadnianiu i nadawaniu sensu własnej egzystencji. Nie jesteśmy już kawałkami chodzącego mięsa, szczęśliwymi w swej bezmyślności i zwykłym trwaniu. Przynajmniej tak to sobie tłumaczymy – my, byty samoświadome. Tak jakby w chwili uzyskania świadomości skosztowaliśmy zakazanego owocu i nie ma dla nas miejsca w raju. Wydaje się to dobrą analogią – wykształcenie jaźni miast być ukoronowaniem i ostatecznym wyniesieniem rodzaju ludzkiego ponad inne, jest przekleństwem. Ludzie spiskują zupełnie nieświadomie przeciwko własnej percepcji i poznaniu, nie dopuszczając do siebie konstatacji o CHOROBLIWEJ BEZUŻYTECZNOŚCI swego istnienia. Zwyczajnie nie potrafią dostrzec, że bycie żywym (świadomym) nie jest w porządku. Są jednak wyjątki, o których Ligotti wspomina.