Herosi drugiego planu
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
„Punkty zwrotne” Egmontu są jedną z ich najlepszych marvelowskich inicjatyw komiksowych ostatnich lat (obok oczywiście „Epic Collection”). Przygody mutantów uszeregowane chronologicznie i wyselekcjonowane pod kątem ich znaczenia dla uniwersum można teraz czytać, uzupełniając starymi komiksami TM-Semic lub autorskimi kolekcjami Muchy. Dziś czytamy „The Phalanx Covenant”.
W poprzednim tomie „Punktów zwrotnych” doszło do „Śmiertelnych przyciągań”. Powrócił Magneto ze swoimi akolitami, Wirus Dziedzictwa zaczął dziesiątkować społeczeństwo mutantów, a Wolverine, w przerażającej scenie pod koniec komiksu, został brutalnie pozbawiony adamantium. Lata dziewięćdziesiąte wchodzą na coraz wyższe obroty, a popularność komiksów z wszystkimi X-grupami nadal jest bardzo wysoka. W Polsce niestety się to nie sprawdziło – jesteśmy właśnie w okresie upadku TM-Semic. Ostatnim numerem polskiego „X-Men” był 7/1997, czyli „ten ze ślubem Scotta Summersa i Jean Grey” („The Uncanny X-Men” 310 i „X-Men” 30 – obydwa z początku 1994 roku). Omawiane dziś „Punkty zwrotne” wykraczają zatem poza dzieje TM-Semic – możemy wreszcie sprawdzić, co byłoby dalej.
