Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Epic Collection. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Epic Collection. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2026

Amazing Spider-Man Epic Collection. Sekret kamiennej tablicy

Wykrzykniki kontra kropki


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Egmont wydał jak do tej pory dwanaście grubych tomów „The Amazing Spider-Man. Epic Collection” – od albumu 17 do 28. Obejmują one okres największej popularności człowieka-pająka – zaczęliśmy od roku 1987 i „Ostatnich łowów Kravena” i skończyliśmy (na razie) na początku roku 1995 i rozpędzającej się „Sadze klonów”. W oczekiwaniu na tomy 29 i 30 (już są zapowiedziane na przyszły rok w USA) cofnijmy się do roku 1969 i przeczytajmy tom piąty.

Postać Spider-Mana wymyślił Stan Lee na początku lat sześćdziesiątych. To wtedy wydawnictwo Atlas Comics przemianowane zostało ostatecznie na Marvel Comics, a Stan Lee wraz z kolegami wymyślali w zadymionych pomieszczeniach coraz to nowych superbohaterów. Odcinki „The Amazing Spider-Man” zawarte w omawianym dziś albumie wydane zostały między styczniem 1969 a czerwcem 1970 roku. Od debiutu „ścianołaza” minęło sześć lat. Steve Ditko zrezygnował z rysowania przygód Pająka a jego miejsce zajął John Romita (nazwany po około trzydziestu latach Seniorem w odróżnieniu od swego niezwykle popularnego syna, również Johna). 

niedziela, 1 lutego 2026

Wolverine Epic Collection. Krew i pazury

Na szerokie wody


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Trzeci tom „Wolverine. Epic Collection” wprowadza nas w lata dziewięćdziesiąte. Przygody Rosomaka zaczyna pisać Larry Hama, człowiek w przyszłości niemalże utożsamiany z głównym bohaterem. Scenarzysta rozpoczął złoty okres Wolverine’a, a nie bez znaczenia było to, że pierwsze dwadzieścia pięć odcinków „ery Hamy” narysował znany i ceniony Mark Silvestri.

Omawiany dziś album „Krew i pazury” zawiera czternaście pierwszych zeszytów (od 31. do 44.) i dodatkowo znajdziemy w nim dwa one-shoty – „Bloodlust” i „Bloody Choices”. Słowo „krew” wydaje się nieusuwalne z tytułów komiksów z Rosomakiem tamtego okresu. No cóż, znak czasów – czytamy wszak komiksy wydane w 1990 i 1991 roku. Jesteśmy w okresie gwałtownego wzrostu popularności mutantów – już za chwilę pierwsze zeszyty „X-Force” i „X-Men” pobiją wszelkie rekordy sprzedaży, a wynik tej drugiej serii jest niepokonany do dziś. Nic dziwnego więc, że również i Wolverine znalazł się na fali wznoszącej.

niedziela, 24 sierpnia 2025

Amazing Spider-Man Epic Collection. Sieć życia, sieć śmierci

Na wariackich papierach

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Przed nami ostatni jak na razie tom „The Amazing Spider-Man. Epic Collection” – chyba że Egmont sięgnie do tych starszych, jeszcze sprzed „Ostatnich łowów Kravena”. A kto wie, może kiedyś Marvel zdecyduje się wydać kolejne epickie kolekcje z czasów „Sagi klonów”, a my przeczytamy je w całości po polsku. Na razie mamy to, co mamy – pierwszą połowę 1995 roku i klona Petera Parkera buszującego po Nowym Jorku.

Omawiany dziś album nosi tytuł „Sieć życia, sieć śmierci” i jest typowym, przekrojowym zbiorem gromadzącym nie tylko wybrane odcinki wszystkich serii z człowiekiem-pająkiem wydawanych w 1995 roku, ale również albumy specjalne, takie jak „Spider-Man Unlimited” numer 8 oraz trzyczęściową historię „Funeral for an Octopus”. Wiemy już z poprzedniego albumu, że cztery główne pajęcze serie zostały podzielone między dwóch Spider-Manów. W „Web of Spider-Man” i „Spider-Man” działa Ben Reilly, alias Scarlet Spider – klon Petera Parkera powołany do życia jeszcze w latach siedemdziesiątych przez szalonego naukowca, Milesa Warrena, zwanego „Szakalem”. „The Amazing Spider-Man” i „The Spectacular Spider-Man” to domena dobrze nam znanego Petera Parkera, oryginalnego Spider-Mana. Ma on nie lada kłopoty – pod koniec poprzedniego tomu został zarażony przez Sępa dziwną trucizną i wydaje się, że tym razem jego dni są naprawdę policzone.

niedziela, 4 maja 2025

Amazing Spider-Man Epic Collection. Saga klonów

Początek bardzo długiej opowieści

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

To już przedostatni (jak na razie) tom kolekcji „The Amazing Spider-Man. Epic Collection”. Chyba że Egmont sięgnie głęboko w przeszłość, do czasów sprzed „Ostatnich łowów Kravena”. Tego nie wiem – na razie cieszmy się tym, co mamy. A mamy nie byle co – początek największego eventu w świecie „Spider-Mana” ostatniej dekady dwudziestego wieku. De facto jest to symboliczny początek końca lat dziewięćdziesiątych – okresu, w którym wydawnictwo Marvel Comics wpadło w tarapaty i niemal zakończyło swą działalność.

Cofnijmy się najpierw o dwie dekady. W „The Amazing Spider-Man” #149-151 z 1975 roku szalony naukowiec, niejaki Miles Warren, sklonował najpierw zmarłą dwa lata wcześniej Gwen Stacy, a potem samego Petera Parkera. Warren przyjął następnie pseudonim „The Jackal” i okazał się jednym z największych wrogów Spider-Mana tamtych czasów. Oryginał pokonuje klona, daje łupnia Jackalowi, a potem wraca do Nowego Jorku. Klon umiera w walce, a jego ciało trafia do jakiegoś głębokiego, niedostępnego miejsca. Sprawa teoretycznie zamknięta. W 1994 roku postanowiono wrócić do tego tematu – Superman i Batman mieli dopiero co swoje trzyaktowe kryzysy i wyszli na tym dobrze finansowo, więc może i Spider-Manowi warto zaserwować jakieś traumatyczne, zmieniające cały ułożony świat, przeżycia? I przy okazji na tym zarobić?

niedziela, 9 lutego 2025

Punisher Epic Collection. Najwyższy wymiar kary

Konstrukcja cepa


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Przed nami ostatni tom „Punisher. Epic Collection”. Wielka gratka dla fanów TM-Semic, ciekawostka dla pozostałych. Lata dziewięćdziesiąte w Marvelu skrywają jeszcze wiele innych niespodzianek, ale na razie, dopóki za oceanem epickie „Punishery” mają zastój wydawniczy, cieszmy się tym, co mamy.

A mamy w sumie pięć grubych tomów. Ostatni, zatytułowany „Układanka Jigsawa” i opatrzony numerem pięć (pierwszy do tej pory nie został wydany w Stanach), kończy się na 48 odcinku „Punishera” z maja 1991, czyli na Semicowym numerze 4/1992. Omawiany dziś album, „Najwyższy wymiar kary”, jest „epicem” numer siedem, rozpoczynającym się dopiero od odcinka 63 z maja 1992 roku. Dlaczego tak? Szósty tom kolekcji również nie doczekał się do tej pory wydania w USA. Ciekawych, co było pomiędzy, nie mogę nawet odesłać do starych wydań TM-Semic – nasze słynne wydawnictwo wypuściło z tego pominiętego (jak na razie) okresu tylko odcinki 49-51, bo zajęło się wtedy inną, popularniejszą (Jim Lee rysuje – wiadomo) serią „Punisher. War Journal”. TM-Semic miotało się w tych czasach niemożebnie – w polskich „Punisherach” z lat 1993-1995 brak jakiejkolwiek chronologii, choć (prawdopodobnie) Marvel Arek wybrał rzeczywiście wszystko, co najlepsze z tamtego okresu.

niedziela, 2 lutego 2025

Amazing Spider-Man Epic Collection. Skradzione życie

Peter Parker no more!

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Epickie kolekcje” Marvela obrodziły w 2024 roku wyjątkowo mocno. Przedostatnią z nich jest „Skradzione życie”, dwudziesty szósty tom „The Amazing Spider-Man. Epic Collection” (w Polsce dopiero dziesiąty – Egmont rozpoczął wydawanie od tomu siedemnastego). Jesteśmy na przełomie lat 1993 i 1994, tuż przed wielką rewolucją w miniuniwersum człowieka-pająka.

Zeszyty składające się na omawiany dziś album to „The Amazing Spider-Man” #381-393, dwudziesty ósmy „Annual” i pojedyncze numery pozostałych serii z Pająkiem tworzące w lutym 1994 roku coś w rodzaju „wewnętrznego crossovera”. Jeśli chodzi o polskie zeszyty TM-Semic, to jesteśmy w drugiej połowie roku 1996 (od 6/96 do 12/96) – wyszło u nas wszystko oprócz „Annuala” (żadna strata tak naprawdę). „Skradzione życie” jest bezpośrednią kontynuacją „Rzezi maksymalnej” – Shriek, Carnage i reszta bandy zostali powstrzymani i wydawać by się mogło, że życie Spider-Mana (a co za tym idzie również Petera Parkera) wróciło do normy. Ale to tylko pozory – rok 1994 przysporzy naszemu bohaterowi takiej skali problemów, z jaką mierzył się ostatnio w „Ostatnich łowach Kravena”, a później doświadczy z rąk samego J. Michaela Straczynskiego. Ale po kolei.

niedziela, 8 grudnia 2024

Wolverine Epic Collection. Powrót do podstaw

W Madripoorze bez zmian


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Przed nami druga epicka kolekcja „Wolverine’a” z przełomu dziewiątej i dziesiątej dekady ubiegłego wieku. Logan, ukrywający swą tożsamość pod opaską na oko i pseudonimem „Patch” (związek oczywisty), nadal spędza cały wolny od działalności w X-Men czas w Madripoorze, supernowoczesnym i bardzo niebezpiecznym azjatyckim państwie-mieście à la Singapur/Hongkong. Facet nie umie odpoczywać – przecież otaczają go same indywidua wprost proszące się o solidny łomot.

Czas jest szczególny – mamy drugą połowę 1989 i pierwszą 1990 roku. Kilka miesięcy temu zakończyła się wielka awantura z Królową Goblinów i Darkchilde („X-Men. Punkty zwrotne. Inferno”), mutanci poszli w rozsypkę i dość mocno oddalili się od siebie. Nadal trwa tak zwana „era australijska”, X-Men używają do podróży dziwnych i niebezpiecznych portali zwanych „Siege Perilous”, a w Genoshy słychać coraz głośniej zapowiedzi „Planu X-Terminacji”. Logan Wolverine od czasu do czasu oczywiście pomaga swoim X-kamratom, ale dopiero gdy jest sam, gdy nie ograniczają go sztywne zasady Instytutu Charlesa Xaviera, jego prawdziwa, niemal zwierzęca natura wychodzi na wierzch. Nasz bohater zadomowił się w Madripoorze już całkiem nieźle, jest właścicielem połowy słynnego baru „Princess”, wplątuje się w najróżniejsze mafijne porachunki między dwiema siłami walczącymi o nieformalną władzę w mieście, a co jakiś czas musi stawić czoła ludziom Księcia Barana, sprawującemu władzę formalną. Czyli za dużo się nie zmieniło od czasu tomu pierwszego – tak też będzie do końca drugiego.

niedziela, 18 sierpnia 2024

Punisher Epic Collection. Układanka Jigsawa

Szczyt


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W roku 1990 nastąpiło apogeum popularności Punishera w USA. Charakterystyczna furgonetka, pełna nowoczesnych gadżetów (w omawianym dziś albumie nawet lata na rozkładanych skrzydłach!), Mikrochip dbający o zaopatrzenie i zadania wywiadowcze, Punisher tylko czasem wspominający tragedię w Central Parku i nieprzytłoczony traumą oraz regularne interakcje z resztą uniwersum Marvela. Dziś po raz czwarty wracamy do ery TM-Semic i czytamy „Pogromcę” sprzed trzydziestu czterech lat.

Poprzedni album, „Powrót do Wielkiego Nic” nie zawierał zbyt wielu materiałów wcześniej opublikowanych w Polsce – raptem cztery odcinki. „Układanka Jigsawa” (tłumaczenie bardzo niefortunne) nadrabia z nawiązką – zawiera aż czternaście odcinków serii „Punisher” (od 35 do 48) z drugiej połowy 1990 i pierwszej 1991 roku. Wszystkie były wydane przez TM-Semic – od „Punishera” 10/1991 do 4/1992). Było to również apogeum popularności tej serii w naszym kraju – prawie wszystkie odcinki (oprócz jednego) napisał etatowy w tym czasie scenarzysta serii, czyli Mike Baron a większość narysowali Bill Reinhold i Mark „Tex” Texeira, dwaj jakże odmienni, ale tak samo rewelacyjni graficy. Między te świetnie napisane i narysowane odcinki wplecione zostają trzy komiksy nieco słabsze – dwa one-shoty, czyli swego rodzaju wydania specjalne, i kolejny „Punisher Annual”.

niedziela, 2 czerwca 2024

Amazing Spider-Man Epic Collection. Łowcy bohaterów

Urodziny Pająka


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Ale dużo czytania będzie w najnowszym albumie z cyklu „The Amazing Spider-Man. Epic Collection”! Jest to tom najbardziej wypełniony materiałami dodatkowymi, podsumowaniami, esejami, wypowiedziami twórców i wspominkami. Okazja jest w końcu nie byle jaka – człowiek-pająk skończył trzydzieści lat! Dokładnie tyle – mamy wszak rok 1992.

Małe wyjaśnienie odnośnie chronologii „epiców” i to wbrew pozorom bardzo istotne. „Łowcy bohaterów”, czyli omawiany dziś album, jest już dziewiątym w Polsce. Poprzednie osiem to numery 17-22 i 24-25. Numeru 23 zabrakło z powodu pewnych przesunięć wydawniczych za oceanem – wszak nikt nigdy nie zakładał, że pajęcze „epickie kolekcje” będą wydawane po kolei (tak po prawdzie to do tej pory nie wydano większości). „Łowcy bohaterów” to właśnie ten brakujący tom uzupełniający niewygodną dla kolekcjonerów lukę – a że czytaliśmy już kolejne, lektura dzisiejszego będzie dość specyficzna. Wiemy już po prostu, co będzie dalej. No dobrze, to po kolei.

niedziela, 25 lutego 2024

Punisher Epic Collection. Powrót do Wielkiego Nic

Album reprezentatywny


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

To już trzeci tom „Punisher. Epic Collection” w Polsce. Fani komiksów TM-Semic mają niebywałą okazję uzupełnić braki – nasze legendarne już wydawnictwo wydało swego czasu tylko dwie dwuodcinkowe historie z wszystkich, które znajdziemy w omawianym dziś albumie. Przed nami „Punisher” z lat 1989-1990, czyli z okresu szczytu swej popularności.

Poprzedni tom zawierał gigantyczną dawkę komiksów z początkowego okresu TM-Semic – odcinki 11-25 drugiej serii „Punishera” były wydane u nas na samym początku istnienia wydawnictwa. Scenarzysta Mike Baron i rysownik Whilce Portacio, dwaj niezwykle znani i lubiani twórcy wywindowali popularność Pogromcy na naprawdę wysoki poziom. Baron został, Portacio odszedł – zastąpił go Bill Reinhold, który pomimo zupełnie odmiennego stylu poradził sobie z wysoko zawieszoną poprzeczką. Marvel Comics kuło żelazo, póki gorące – oprócz regularnej serii (w dzisiejszym „Epicu” znajdziemy odcinki 26-34) wydano w tym czasie trzy tak zwane „powieści graficzne” i kolejny (już trzeci) „annual”. Wszystko to znajdziemy tutaj, w „Powrocie do Wielkiego Nic”.

niedziela, 28 stycznia 2024

Wolverine Epic Collection. Noce Madripooru

Kowboj i samuraj


Kto jest najpopularniejszym superbohaterem Marvela w Polsce? Obecnie odpowiedź nie jest oczywista, ale trzydzieści lat temu sprawa była jasna – TM-Semic wprowadziło na rynek „Spider-Mana” i „Punishera”, herosów bijących wówczas za oceanem rekordy popularności. Wtedy właśnie, w jednym z pierwszych odcinków „Pogromcy” pojawił się kudłaty, groźny, bezlitosny i naprawdę czadowy bohater – niejaki Rosomak!

Wydawnictwo Egmont rozpoczęło kilka lat temu wydawanie zbiorczych albumów opatrzonych wspólnym podtytułem – „Epic Collection”. I zgodnie z chyba jakąś niepisaną tradycją, albo po prostu odwołując się do czytelniczej nostalgii dzisiejszych czterdziestolatków, wystartowało ze „Spider-Manem” i „Punisherem”. A całkiem niedawno w „epickich kolekcjach” zagościł trzeci bohater. Kto? No właśnie Rosomak, Logan, Wolverine, Patch. Patch? Tak, to pod tym właśnie mniej znanym pseudonimem nasz bohater występuje w „Nocach Madripooru” – pierwszym tomie „Wolverine. Epic Collection” zbierającym prawie wszystkie najstarsze solowe przygody tego najsłynniejszego kanadyjskiego superbohatera. Prawie? To wymaga wyjaśnienia.

niedziela, 12 listopada 2023

Amazing Spider-Man Epic Collection. Rzeź maksymalna

Czarno-biały świat

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Kolejny tom „Amazing Spider-Man Epic Collection” zawiera jeden z najbardziej znanych eventów Marvela lat dziewięćdziesiątych. Wydarzenie o nazwie „Maximum Carnage”, choć ograniczone tylko do komiksów ze Spider-Manem, wymieniane jest często jako jedna z historii charakterystycznych dla tej dekady – a nie jest to wcale najlepszy komiks z Człowiekiem Pająkiem tamtych lat. Ba, to nawet nie jest szczególnie dobry komiks.

„Maximum Carnage” wyszło w Polce w czasach TM-Semic – między listopadem 1995 a czerwcem 1996 roku. Teraz przyszła pora na edycję zbiorczą w ramach „epickich kolekcji”. Ten tom, już ósmy w Polsce, jest nieco inny niż poprzednie, skupiające się przede wszystkim na najważniejszym tytule z Pajęczakiem, czyli „The Amazing Spider-Man”. Tym razem mamy pełen przekrój przez pajęcze serie – wszystkie, które wydawane były pierwotnie od czerwca do sierpnia 1993 roku. Omawiane dziś wydarzenia miały miejsce bezpośrednio po dwusetnym numerze „The Spectacular Spider-Man”, w którym zmarł Harry Osborn – pamiętamy te dramatyczne wydarzenia z wydania zbiorczego od Muchy sprzed dwóch lat. W tym samym czasie w „The Amazing Spider-Man” #375 doszło do zawarcia sojuszu między Spider-Manem a Venomem („Amazing Spider-Man Epic Collection. Plaga pająkobójców”) – ten drugi rusza przed siebie i obiecuje zostawić Pająka w spokoju. Z kolei w „Web of Spider-Man” i „Spider-Man” zakończyły się właśnie kilkuodcinkowe opowieści i w życiu Petera Parkera zrobiło się niby spokojniej. Niby.

czwartek, 7 września 2023

Amazing Spider-Man Epic Collection. Plaga pająkobójców

Cisza przed burzą

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Egmont wydał właśnie kolejny tom „The Amazing Spider-Man. Epic Collection”. Czyli znowu mamy superbohaterskiego Marvela sprzed trzydziestu lat z wszystkimi jego wadami i zaletami. Super, tylko że kolekcjonerzy nie będą (mam nadzieję, że tylko przez jakiś czas) do końca zadowoleni.

Ostatni tom pajęczej „epickiej kolekcji” opatrzony numerem dwadzieścia dwa, wydany w lutym tego roku, kończy się odcinkami „The Amazing Spider-Man” z marca 1992 roku. Omawiana dziś „Plaga pająkobójców”, czyli dwudziesta czwarta edycja zbiorcza, rozpoczyna się od listopada 1992 roku, a co więcej ma kilka materiałów dodatkowych – na początku i na końcu. Wszystkie pominięte odcinki stanowią zawartość „The Amazing Spider-Man. Epic Collection. Hero Killers”, wydanej za oceanem w styczniu tego roku z numerem dwadzieścia trzy (dla ciekawskich – w Polsce były to odcinki mniej więcej z połowy 1994 roku, na przykład ten z hologramem na okładce). Nie wiem, dlaczego Egmont pominął ten album – przecież „Plaga…” wyszła niemal jednocześnie. Zostawmy już to, taka mała dygresja i uwaga dla komplecistów – skupmy się na tym, co otrzymaliśmy.

czwartek, 27 lipca 2023

Punisher Epic Collection. Kingpin rządzi

Stare, ale jare


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wielkie tomy „Epic Collection” regularnie pojawiają się na naszym rynku. Mamy już sześć „Spider-Manów” (siódmy w drodze), będzie „Wolverine”, no i mamy dwa „Punishery”. Ten drugi, wydany pod koniec czerwca nakładem Egmontu, jest dla fanów TM-Semic niesamowitą podróżą w przeszłość. Legendarne wydawnictwo wystartowało dokładnie od momentu, w którym zaczyna się omawiany dziś album.

Pierwszy tom, przybliżył nam wszystkie te odcinki, które wyszły przed startem TM-Semic. Teraz zaczynamy od numeru jedenastego drugiej serii „Punishera”, wydanego we wrześniu 1988 roku i kończymy na odcinku dwudziestym piątym z listopada 1989. A do tego dwa „annuale”, których w naszym kraju nie było – ale to akurat nie jest wielką stratą. TM-Semic dobrze wiedziało, co robi – jedenasty odcinek jest idealnym miejscem na start z dwóch powodów. Po pierwsze, trwa właśnie świetny run Whilce Portacio – uznanego rysownika, którego znajdziemy potem głównie w „X-Menach”. Po drugie, świetnie zarysowana zostaje tu postać Punishera – historia jego tragedii, uzasadnienie antyprzestępczej krucjaty i zasady, jakimi się w niej kieruje. Kolejne odcinki autorstwa Portacio zabierają nas w pościg za zwyrodnialcem Samsonem i jego hipisowską „rodziną” – co jest wyraźnym nawiązaniem do przerażającej historii komuny Charlesa Mansona.

niedziela, 26 marca 2023

Amazing Spider-Man Epic Collection. Każdy z każdym

Za dużo bohaterów

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wiosną 1991 roku Erik Larsen przestał rysować serię „The Amazing Spider-Man” i razem z kolegami szykował się do wielkiej ucieczki z Marvel Comics. Skończyła się wtedy pewna era – Larsen, naśladowca rewolucyjnego stylu Todda McFarlane’a, pozostawił tytuł swemu następcy, który w moim odczuciu – teraz po niemal trzydziestu latach od ostatniej lektury – poradził sobie z zadaniem naprawdę nieźle.

Gdy rysunki Marka Bagleya pojawiły się w „Spider-Manie” 12/93 od TM-Semic nie wywarły takiego wrażenia jak te Larsena i McFarlane’a. Nie był to jednak debiut tego artysty – TM-Semic po prostu przeskoczyło do tego odcinka „The Amazing Spider-Man”, w którym pojawia się przerażający Carnage (od tego właśnie zeszytu rozpocznie się następny, już dwudziesty trzeci tom „epickiej kolekcji” Egmontu). Dziś jednak mamy do czynienia z tomem dwudziestym drugim (szóstym, jeśli chodzi o polskie wydania). Zbiera on trzy roczniki przygód człowieka-pająka z 1991 roku (czyli tak zwane „annuale”) oraz dziesięć odcinków regularnej serii (od 351 do 360) z drugiej połowy 1991 i początku 1992 roku. A na koniec mamy jeszcze powieść graficzną „Spider-Man. Sam strach”.

niedziela, 27 listopada 2022

Punisher Epic Collection. Krąg krwi

Zanim przyszło TM-Semic


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

No, to musiało w końcu nastąpić. Tak jak trzydzieści dwa lata temu wydawnictwo TM-Semic rozpoczęło inwazję na polski rynek komiksowy „Punisherem” i „Spider-Manem”, tak Egmont również wystartował z klasycznymi „epickimi kolekcjami” zbierającymi przygody właśnie tych dwóch bohaterów. Pająk dorobił się w Polsce już pięciu, wielkich tomów – teraz dostajemy pierwszy album z „Pogromcą”. 

W przypadku „Amazing Spider-Man. Epic Collection” jest trochę więcej materiału do ogarnięcia – o wiele wcześniejszy debiut człowieka-pająka, cztery równolegle wydawane serie i mnóstwo przeplatających się między nimi historii wprowadzają nieco chaosu. Z „Punisher. Epic Collection” jest prościej – przynajmniej na początku. Pogromca zadebiutował w „The Amazing Spider-Man” #129 z lutego 1974 roku. Przyjął się bardzo dobrze, amerykańscy czytelnicy komiksów uwielbiali niejednoznacznych moralnie antybohaterów. Pojawiał się tu i tam, aż w końcu dwanaście lat po debiucie dostał w końcu własną serię, zatytułowaną po prostu „Punisher”. Krótką, limitowaną, tylko pięcioodcinkową, wydaną w pierwszej połowie 1986 roku, napisaną przez Stevena Granta i zilustrowaną przez Mike’a Zecka. To właśnie ona rozpoczyna pierwszy tom „Punisher. Epic Collection” (tak właściwie to drugi – pierwszy, zbierający przygody Franka Castle’a sprzed 1986 roku, nie został jeszcze wydany nawet za oceanem). Przeczytamy dziś komiksy, które uczyniły postać Punishera naprawdę rozpoznawalną i popularną.

niedziela, 4 września 2022

Amazing Spider-Man Epic Collection. Powrót Złowieszczej Szóstki

Koniec pewnej ery

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

To już piąty tom „Amazing Spider-Man. Epic Collection” w Polsce. Rozpoczęliśmy „Ostatnimi łowami Kravena” i dotarliśmy do czasów Erika Larsena, drugiego najważniejszego (po Toddzie McFarlane) rysownika przygód człowieka-pająka „ery TM-Semic”. Dziś, jak mówi okładka, powraca Złowieszcza Szóstka – ale nie tylko. 

Piąty tom, a tak naprawdę dwudziesty pierwszy. Szesnastu tomów sprzed wspomnianych „Ostatnich łowów…” nie ma na naszym rynku – ba, w Stanach wyszło tylko dziewięć z nich a reszta, w wirtualnej formie, czeka na swoją kolej. „Powrót Złowieszczej Szóstki” zawiera jeden odcinek specjalny z 1990 roku i siedemnaście zeszytów regularnej serii „The Amazing Spider-Man” – od numeru 334 z lipca 1990 do jubileuszowego, zamykającego pewien rozdział, 350 z sierpnia 1991 roku. Otwierający najnowszą „epicką kolekcję” odcinek specjalny jest rzeczywiście – „specjalny”. Bardzo odmienny od tego co do tej pory było dane nam przeczytać we wszystkich wcześniejszych tomach. Oto Peter i Mary Jane w podróży do Szkocji – na jej północne, deszczowe, spowite mgłą i lekko przerażające wrzosowiska.

niedziela, 8 maja 2022

Amazing Spider-Man Epic Collection. Kosmiczne przygody

Dobra zmiana

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Czwarty tom „The Amazing Spider-Man. Epic Collection” ukazał się na polskim rynku zaskakująco szybko po trzecim. Trzymam kciuki za takie tempo wydawnicze – przygody człowieka-pająka z ery TM-Semic to czołówka moich ulubionych komiksów. Może bardziej przez nostalgię niż jakość – ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie?

W Polsce jest to tom czwarty, a według chronologii zbiorów Marvela – już dwudziesty (co nie znaczy, że w Stanach wyszły wszystkie poprzedzające). Tym razem mamy grudzień 1989 roku i pierwsze półrocze 1990. Pierwszą połowę tomu zajmuje jedno wielkie wydarzenie – dziesięcioodcinkowe „Akty zemsty”, które (w przypadku samego Spider-Mana) przewinęły się wtedy przez trzy równolegle wydawane tytuły: „The Amazing Spider-Man”, „The Spectacular Spider-Man” i „The Web of Spider-Man”. 

„Akty zemsty” koncentrowały się przede wszystkim na tytułach związanych z Avengers i Fantastyczną Czwórką. Loki zakłada tajną organizację największych superzłoczyńców Marvela, do której należą nie byle jakie łotry – Doktor Doom, Wizard, Red Skull, Magneto, Mandaryn, Kingpin i Sebastian Shaw. Ich celem – jak zwykle – zniszczenie swych odwiecznych wrogów: Avengers, X-Men, Spider-Mana, Fantastycznej Czwórki, Daredevila, żeby wymienić tylko najważniejszych. Plan polegał na zamianie przeciwników – swoich starych, „etatowych” łotrów superbohaterowie znają od podszewki. Więc może to niech Magneto zaatakuje Spider-Mana a na przykład ktoś od Doktora Dooma weźmie się w zamian za X-Men. Niestandardowi przeciwnicy mają spore szanse na zwycięstwo – właśnie z powodu elementu zaskoczenia i braku przyzwyczajenia do schematów.

niedziela, 6 lutego 2022

Amazing Spider-Man Epic Collection. Inferno

Na szczycie

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„The Amazing Spider-Man. Epic Collection” to chyba jedna z najlepszych inicjatyw wydawniczych Egmontu minionego roku. W grudniu wyszedł trzeci zbiorczy tom, ponownie zabierający nas w przeszłość człowieka-pająka. Bardzo szczególny jest to okres – zwłaszcza dla polskich fanów, pamiętających „epokę TM-Semic”. Jest to też ten czas, w którym słynny Todd McFarlane był na samym szczycie.

Najnowszy tom „epickiej kolekcji” dotyczy w całości roku 1989 (nie ma w nim tylko grudniowych odcinków, które znajdziemy w kolejnym). Kariera kanadyjskiego rysownika była w rozkwicie, każdy chciał czytać „The Amazing Spider-Man” – najlepszą serię z Pajęczakiem tamtych czasów. Wszystkie odcinki tejże serii zawarte w omawianym dziś albumie już czytaliśmy po polsku – ukazały się one nakładem wspomnianego TM-Semic, między październikiem 1991 i majem 1992 roku. Teraz, dokładnie trzydzieści lat później, możemy je przeczytać w całości (TM-Semic zwykło wycinać niektóre strony, aby zmieścić się w ich założonej ilości, choć akurat „Spider-Mana” dotknęło to w najmniejszym stopniu), w nowym tłumaczeniu i z o niebo lepszym liternictwem (choć nie pamiętam, abym w 1992 roku narzekał kiedykolwiek na nieczytelność tekstu).

niedziela, 8 sierpnia 2021

Amazing Spider-Man Epic Collection. Venom

Nowa epoka

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Egmont kontynuuje „epicką kolekcję” komiksów ze Spider-Manem. Drugi, pięćsetstronicowy album zbiorczy „The Amazing Spider-Man. Epic Collection” ukazał się właśnie na polskim rynku. Dla fanów uniwersum Marvela jest to rzecz niezmiernie ważna – oto za rysowanie przygód Pająka zabrał się nikt inny jak sam Todd McFarlane. Ale nie tylko jego interpretację postaci Spider-Mana zobaczymy – rysowało go wówczas bardzo wielu twórców. McFarlane’a pamiętamy i znamy po prostu najbardziej – z polskich, komiksowych lat dziewięćdziesiątych i ery „TM-Semic”.

Omawiany dziś tom kolekcji jest tak naprawdę tomem osiemnastym i zawiera komiksy z grudnia 1987 i całego 1988 roku (poprzedni, inaugurujący serię w Polsce był oczywiście siedemnasty i zbierał wybrane zeszyty z końca 1986 i prawie wszystkie z 1987 roku). Szesnaście jeszcze wcześniejszych tomów „Epic Collection” to głównie wirtualne zestawy wybranych zeszytów, z których faktycznie wydano za oceanem tylko kilka – Marvel nie wyklucza, że kiedyś wyjdą wszystkie. Mamy grudzień 1987 roku. Peter Parker wrócił właśnie do Mary Jane po kilkutygodniowym pobycie w grobie, do którego złożył go Kraven Myśliwy. Nie będzie mu jednak dane zbyt długo zagrzać miejsca u boku ukochanej.