Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
PTSD to skrót oznaczający „post traumatic stress disorder”, czyli „zespół stresu pourazowego”. Tak też dokładnie nazywa się jeden z najnowszych komiksów wydanych przez Non Stop Comics. Autor, Gillaume Singelin, postanowił zgłębić umysły weteranów wojennych nie potrafiących odnaleźć się w rzeczywistości po powrocie z frontu. A przecież teoretycznie jest to rzeczywistość, którą dobrze znają i pamiętają.
Akcja komiksu dzieje się w nienazwanej azjatyckiej metropolii – ale jak pisze sam autor, „PTSD” powstawał w Tokio, więc tam powinniśmy kierować nasze spojrzenia. Świat, do którego zaprasza nas Singelin, budzi skojarzenia ze scenografią „Ghost in the Shell” lub „Akirą” – futurystyczne miasto zagracone, zaśmiecone, zatłoczone, skąpane w świetle neonów i rozbrzmiewające nieustannym rykiem syren i klaksonów. Jednak, jeśli chodzi o kreację postaci, zdecydowanie bliżej mu do kreski z filmów animowanych dla młodszych odbiorców – trochę Miyazaki, trochę „Dragon Ball” a trochę „Kapitan Tsubasa”. Tak, dobrze się domyślacie – pod względem wizualnym „PTSD” to najprawdziwsza manga. Nawet format komiksu jest japoński, charakterystyczny dla tamtejszych historii obrazkowych.
