Zawsze będą jakieś potwory
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
„Coś zabija dzieciaki”! I robi to od wieków – tylko tajny Zakon Świętego Jerzego zna prawdę o całkowicie niedostrzegalnych przez dorosłe osoby demonicznych potworach kryjących się w mroku nocy. Cztery dotychczas wydane tomy tejże serii miały jedną główną bohaterkę – Ericę Slaughter. W oczekiwaniu na tom piąty czytamy pierwszą część spin-offu serii z innym bohaterem na pierwszym planie.
Pierwszy tom „Domu Slaughterów” napisany został przez Jamesa Tyniona IV we współpracy z Tate’em Brombalem i narysowany przez nowego grafika – Chrisa Shehana. Duch rysownika oryginału krąży nad komiksem – Werther Dell’Edera, zaprojektował wcześniej całość. Nie widać za bardzo różnicy w grafice – Shehan sprawnie naśladuje swego kolegę po fachu. Czyli nadal mamy do czynienia z komiksową grozą (choć jest tu jej zdecydowanie mniej niż w głównej serii) narysowaną w specyficzny, „zamaszysty” sposób.
