wtorek, 22 września 2020

Coś zabija dzieciaki. Tom 1

Zmory dzieciństwa

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Tytuł omawianego dziś komiksu krzyczy do nas mocno z okładki – tak samo jak tytuły filmów science fiction sprzed półwiecza albo grindhouse'owe filmy akcji, pastiszowane przez Quentina Tarantino. „Coś zabija dzieciaki” – to jednocześnie streszczenie pierwszego tomu, wydanego właśnie przez Non Stop Comics. Gdy ktoś was zapyta „o czym to jest?”, czytacie mu tytuł – niczego więcej nie trzeba dodawać.

Pewien amerykański nastolatek o imieniu James ma przerąbane. Stracił właśnie trzech przyjaciół (albo osoby, które bardzo chciał nazywać przyjaciółmi) – jego kumple zostali brutalnie zamordowani przez istotę, która istniała do tej pory tylko w wybujałej wyobraźni chłopca. Społeczność małego miasteczka, w którym mieszka główny bohater, już wydała wyrok – to on ich posiekał ich ciała na drobne kawałki, a teraz udaje niewinnego. James stoi u wrót szaleństwa: czy wielki potwór kryjący się w ciemnościach, który zdawał się zamieszkiwać tylko senne koszmary nadwrażliwego nastoletniego outsidera, istnieje naprawdę? Fakty są takie, że coś porywa i zabija kolejne dzieci w miasteczku – nowe ofiary znajdowane są w naprawdę makabrycznych okolicznościach. Ale to dopiero początek – oto na miejsce przerażających wydarzeń przybywa młoda, mniej więcej dwudziestoletnia dziewczyna o niecodziennym nazwisku: Erica Slaughter. Kim jest? Co ma wspólnego z dziejącym się właśnie horrorem? Poluje na potwory, czy może sama nim jest?



Pierwszy tom „Coś zabija dzieciaki” zbiera pięć początkowych odcinków komiksowego horroru autorstwa Jamesa Tyniona IV (scenariusz) i Werthera Dell’Edery (rysunek). Jest to kolejna propozycja wydawnictwa „BOOM! Studios”, którą na polski rynek sprowadza Non Stop Comics. Na tom drugi nie przyjdzie nam chyba długo czekać – za oceanem kilka dni temu miał premierę już dziewiąty zeszyt. A czekać warto, bo choć nie jest to rzecz, która zrewolucjonizuje medium, to miłośnicy komiksowego, pulpowego horroru będą bardzo zadowoleni. I niekoniecznie mam tu na myśli tych samych, którzy zachwycają się serialowym „Stranger Things”, bo przecież po pobieżnym zapoznaniu się z fabułą nie da się uciec od porównań. Komiks Tyniona odróżnia od wspomnianego serialu przede wszystkim to, że nie znajdziemy w nim żadnych porozumiewawczych mrugnięć okiem, żadnych zakamuflowanych (lub nie) żartobliwych nawiązań do popkultury. To bardzo brutalna, surowa opowieść, zaserwowana całkowicie na serio, ale tak, jakby opowiadało ją dziecko – nie do końca poprawnie interpretujące rzeczywistość, widzące ją w wykrzywiony i dziwaczny sposób.


I to jest bardzo ważny zabieg narracyjny. James Tynion IV wspomniał w wywiadzie, że „wszystko zaczęło się od tytułu. Fraza „Something is killing the children!” chodziła za nim przez lata i prosiła o rozwinięcie do postaci pełnoprawnej fabuły. Okazało się, że największy udział w tym procesie miały dwa najbardziej irracjonalne, ale niemożliwe do odparcia lęki, jakie każdy z nas miał w dzieciństwie i które (nie oszukujmy się) przenieśliśmy w mniejszym lub większym stopniu w dorosłość. Ciemność i „potwór pod łóżkiem”. Tynion wspomina mroczne lasy Wisconsin, które przerażały go w szczenięcych latach i kryjące się w nich przerażające istoty. W świetle dnia można śmiać się z wytworów własnej wyobraźni, ale gdy zapadnie noc, dobry humor pierzchnie w jednej chwili. Zwłaszcza w dzieciństwie.

Dorośli nie wierzą w potwory – nie pozwala im pragmatyzm i racjonalizm. Dzieci za to obserwują świat na nieco bardziej podstawowym, wręcz pierwotnym, poziomie. I dlatego właśnie są najbardziej zagrożone – świat wykreowany przez Tyniona ma u swych podstaw tę niepowstrzymaną dziecięcą dosłowność, urealnia się na bazie infantylnej (co nie znaczy, że niesłusznej) wiary w potwory ściągające z nas kołdrę o trzeciej nad ranem. Nie bez znaczenia jest również to, że głównymi bohaterami komiksu są właśnie dzieci lub „młodzi dorośli”, którzy bardzo chcieliby już porzucić ten niewdzięczny, dziecięcy sposób postrzegania rzeczywistości. Ale nie potrafią, bo sama rzeczywistość wokół nich wykrzywia się tak bardzo, że zamyka ich w swego rodzaju percepcyjnej pułapce.


„Coś zabija dzieciaki” to komiks prosty, wręcz banalny fabularnie – ale jednocześnie świetnie napisany, rewelacyjnie rozplanowany i bardzo dobrze narysowany. Czujemy, że u podstaw świata komiksu leży jakaś większa filozofia i mitologia (Erica Slaughter i jej misja, specyficzne nazewnictwo identyfikowanych przez nią istot, tajemnica pluszowej ośmiornicy), ale na razie za wcześnie, żeby pozwolić odkryć więcej. Werther Dell’Edera nie rysuje najlepiej na świecie – moim zdaniem jednak w sposób idealnie dopasowany do scenariusza i idei Tyniona. Czasem przypomina to prace Andrei Sorrentino („Green Arrow”, „Gideon Falls”) albo Mike’a Hendersona („Palcojad”) a nawet sposób rysowania Mike’a Mignoli – odrealniony i mocno osadzony w rzeczywistości jednocześnie. Przez co mocno oddziałowujący na czytelnika – fantasmagorie są tuż obok, dyszą ci w kark.

Mamy do czynienia z bardzo obiecującym tytułem z horrorowo-komiksowej niszy. Polecam z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa, choć - tak jak pisałem - osobom świadomym, z czym będą miały do czynienia.

Tytuł: Coś zabija dzieciaki. Tom 1.
Scenariusz: James Tynion IV
Rysunki: Werther Dell’Edera
Tłumaczenie: Paweł Bulski
Tytuł oryginału: Something Is Killing The Children, volume 1
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: BOOM! Studios
Data wydania: lipiec 2020
Liczba stron: 120
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 9788366512283

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza