Czarno-czarny świat
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Dziś czytamy kolejną opowieść z uniwersum „Wildstorm” - imprintu Detective Comics, przejętego w 1998 roku od Image. Całkiem niedawno pisaliśmy o „Authority”, superbohaterskiej grupie niebiorącej jeńców - teraz przyszła pora na drugi tom „Śpiocha”. Szpiegowski thriller i sensacyjna akcja – wszystko w noirowych klimatach z pojawiającymi się gdzieniegdzie wątkami superbohaterskimi. Autorami są dwaj twórcy, których nazwiska połączone razem stanowią już mocno rozpoznawalną markę – Brubaker / Phillips.
Holden Carver jest tajnym agentem, który podczas jednej z misji, zetknął się z nieznanym artefaktem spoza naszego wszechświata i ocalał jako jedyny ze swego oddziału. John Lynch, jego przełożony, spreparował dowody obciążające Holdena – cały świat ma go za zbrodniarza, który zabił swoich towarzyszy. Mają one też uwiarygodnić jego przykrywkę – postawiony przed faktem dokonanym, Holden ma zinfiltrować Syndykat, czyli zbrodniczą organizację przestępczą, kierowaną przez geniusza zła o pseudonimie TAO. Ale traf chciał, że Lynch po postrzale w głowę zapadł w śpiączkę i nie ma już nikogo, kto mógłby pomóc Carverowi powrócić na łono społeczeństwa. TAO odkrywa prawdę o Carverze, ale zamiast go zlikwidować, proponuje mu… posadę. W końcu Holden jest już jednym z jego najwyżej postawionych ludzi, pozostaje w związku z drugą po TAO członkinią Syndykatu i tak naprawdę nie ma innego wyjścia. I nie jest nic winien rządowi USA i jego tajnym organizacjom – w świecie „Śpiocha” nie ma bowiem wyraźnie poprowadzonej granicy między „dobrem” i „złem”. Są tylko interpretacje. Carver przystaje na propozycję TAO i faktycznie zostaje przestępcą. A tymczasem Lynch budzi się ze śpiączki. Ta mniej więcej wygląda fabuła pierwszego tomu „Śpiocha”, na który złożyło się dwanaście odcinków wydanych za oceanem w 2003 i 2004 roku.

