Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.
Jeff Lemire powraca! Towarzyszy mu rysownik Greg Smallwood – razem reaktywują postać Marca Spectora, alias „Moon Knight”. Znamy „Łasucha”, „Royal City”, „Czarnego Młota”, „Gideon Falls”, „Green Arrow” i kilka innych perełek, które napisał Lemire. I tym razem autor również nie zawodzi.
Moon Knight został wymyślony w 1975 roku przez Douga Moencha i Dona Perlina. Po kilku występach w najróżniejszych komiksach Marvela doczekał się w końcu własnej serii. Pod koniec 1980 roku wystartowała seria „Moon Knight” ze scenariuszem Moencha i rysunkami samego Billa Sienkiewicza (drugi odcinek tej serii dołączono do omawianego dziś komiksu). Na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat powstawały kolejne serie z tym bohaterem, ale szybko odchodziły w niebyt – wydany właśnie przez Egmont „Moon Knight” to już ósma z nich. Otrzymujemy komplet czternastu odcinków wydanych w 2016 i 2017 roku – wszystkie były częścią nowej inicjatywy wydawniczej, noszącej nazwę „All-New, All-Different Marvel”. Uniwersum Marvela uległo poważnym zmianom („kryzysowi” według nomenklatury Detective Comics), co przełożyło się na rewolucje u wielu bohaterów. Jedna z nich dotknęła pewnego drugoligowego pogromcy zła – Marca Spectora.
