czwartek, 29 października 2026

Batman. Miasto szaleństwa

Wszystkie drogi prowadzą do Arkham


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Batman bardzo często przedstawiany jest jako superbohater na krawędzi, stojący nad brzegiem własnego Rubikonu. Utrata zmysłów jest na drugim brzegu. Krucjata straumatyzowanego Bruce’a Wayne’a zawsze naznaczona była szaleństwem, żaden superbohater DC Comics nie ma tylu kompletnych wariatów wśród swoich wrogów. Dziś szaleństwo opanowało całe Gotham City, a mroczna strona miasta objawiła się w pełnej krasie. I to nie w przenośni, lecz całkiem dosłownie.

„Batman. Miasto szaleństwa” to najnowszy komiks inicjatywy DC Black Label. Pisze, rysuje, tuszuje i koloruje jeden człowiek – Christian Ward, twórca znany w Polsce właściwie tylko z pierwszego tomu „Thora” Jasona Aarona. Znany z komiksów Scotta Snydera Trybunał Sów nie jest tylko tajną organizacją próbującą zakulisowo pociągać za wszystkie możliwe sznurki w Gotham. Od lat pilnuje pewnych wrót ukrytych gdzieś głęboko w podziemiach miasta. Za nimi czai się absolutne Zło, przerażająca i zdeformowana wersja mrocznego miasta – tak zwane Dolne Gotham. Największym i najgroźniejszym monstrum tego ukrytego świata jest mroczna wersja Batmana, istota będąca nie tyle antytezą naszego bohatera, co jego karykaturą, Batmanem w krzywym zwierciadle. Z dodatkiem, jak się okazuje, estetyki Lovecrafta – wystarczy spojrzeć w twarz tej piekielnej istocie.

wtorek, 27 października 2026

Ofiarnicy. Tom 3

Bogowie muszą umrzeć!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Oto kolejne popkulturowe uniwersum nazywane „Światem Jutra”. Seria „Ofiarnicy” Ricka Remendera dobiega końca. Po pierwszej jedenastoodcinkowej połowie rozłożonej na dwa tomy zbiorcze, dostajemy drugą, w całości zawartą w tomie trzecim. Awantura, jaka rozpętała się pod koniec tomu drugiego była (dosłownie) nieziemska - zobaczymy, jak przebiegła dalej.

Wielki humanoidalny gołąb, nazywany po prostu Gołębiem, uciekł z królestwa bogów Świata Jutra – nie chciał być ich kolejną bezsensowną ofiarą. Tytułowi „ofiarnicy” to po prostu cyklicznie wysyłana na rzeź grupa młodych ludzi – ich ofiara ma przebłagać bogów i zapewnić światu bezpieczeństwo. Za ich ofiarą jednak nie kryje się nic, poza okrucieństwem – potrzebni są do rytuału zapewniającego bogom długowieczność. Córka Rokosa i Luny (Słońca i Księżyca, czyli najwyżej umocowanych w panteonie bóstw) o imieniu Soluna przejrzała na oczy. Też uciekła, aby nie brać więcej udziału w przerażających praktykach swych „boskich” pobratymców. 

niedziela, 25 października 2026

Dom burz

Nieuchronność przemiany


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Ian Roderick MacLeod był swego czasu chyba najchętniej wydawanym powieściopisarzem w ramach „Uczty wyobraźni” wydawnictwa Mag. Jego świetny, nawiązujący do Charlesa Dickensa, styl literacki służył nie tylko samej opowieści, lecz jego autorskim ideom wplecionym w narrację. Dziś przyszła pora na wizytę w „Domu burz”.

„Wieki światła” otwierające „Ucztę wyobraźni” opowiadały historię osadzoną w pewnym bardzo oryginalnym świecie. W XVII wieku odkryto w nim „piąty pierwiastek”, nazwany zgodnie z tym co przekazali nam starożytni filozofowie eterem. Oto magiczna substancja, która jest równie zbawienna, co niebezpieczna. Dzięki niej każdy wytwór ludzkich rąk zyskuje niebywałą jakość, trwałość i niezawodność. Również dzięki niej, a właściwie przez nią, powstają „odmieńcy” – ludzie, którym eter wypacza ciała i umysły. Wiedźmy, trolle, chochliki – zwykli ludzie skazują swych dawnych, odmienionych pobratymców na wygnanie i społeczny ostracyzm. 

sobota, 24 października 2026

In Partibus Infidelium

                                            To wy Go ukrzyżowaliście

Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #26


„Mój Boże, mój Boże; ludzie Żydami kosmosu. Czy takie właśnie jest nasze przeznaczenie?”

„In Partibus Infidelium” to ostatnie opowiadanie zbioru „W kraju niewiernych” (tytułowe zresztą). Mało tu akcji – chodzi raczej o pewien eksperyment myślowy, podobny do tych jakie przeprowadzał Stanisław Lem w „Dziennikach gwiazdowych” – to opowiadanie przypomina zresztą „Podróż dwudziestą drugą”, w której Ijon Tichy spotyka pewnego misjonarza krzewiącego wiarę wśród kosmitów w odległych zakątkach kosmosu.

czwartek, 22 października 2026

Absolute Batman. Tom 1. Zoo

Łyżka dziegciu w beczce smoły


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pierwszy tom „Absolute Batman” rozbłysnął na polskim rynku komiksowym niczym supernowa. Nakład wyprzedał się błyskawicznie, czego chyba nikt się nie spodziewał. Czy nowa wersja człowieka – nietoperza jest aż tak dobra? Sprawdziłem. Jest.

Świat „Absolute” jest kolejną inicjatywą wydawniczą DC Comics oderwaną od głównego kontinuum. Wszystko zaczęło się w październiku 2024 roku, kiedy to ukazał się komiks „założycielski” nowej ciągłości fabularnej DC – „DC All In. Alfa i Omega”. Po zwycięstwie nad Amandą Waller we „Władzy absolutnej” Superman formuje nową Ligę Sprawiedliwości, aby nigdy więcej podobne zagrożenie nie miało miejsca. No tak, tylko że powstało niebezpieczeństwo zupełnie inne – znudzony Darkseid atakuje nowo powstałą Ligę, co (a jakże) narusza strukturę czasoprzestrzeni i dochodzi do powstania zupełnie nowego, alternatywnego uniwersum DC. Jest to miejsce o wiele bardziej mroczne, chaotyczne i szalone niż mainstreamowe kontinuum DC Comics. Dziać się tam miały rzeczy niesłychane i – jak wieść niosła – takie, na które nikt w „zwykłym uniwersum” nie mógł sobie pozwolić. Pieczę nad całym przedsięwzięciem objął Scott Snyder – a skoro tak, to cytując klasyka: „Wiedz, że coś się dzieje”.

wtorek, 20 października 2026

Horda kontrwiatrowa. Tom 1

Na początku była prędkość


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wydawnictwo Lost in Time przewodzi obecnie na polskim rynku, jeśli chodzi o europejską fantastykę komiksową. W sierpniu otrzymaliśmy pierwszy zbiorczy tom „Hordy kontrwiatrowej”, czyli opowieści o niezłomnych wędrowcach ku Początkowi Wiewu, źródle odwiecznie wiejącego w ich świecie wiatru.

W 2024 roku francuski pisarz Alain Damasio wydał powieść „La horde du Contrevent”, która po trzynastu latach stała się pierwowzorem omawianego dziś komiksu. Damasio napisał nawet do niego przedmowę, w której podkreśla jak niesamowitą robotę wykonał autor scenariusza i rysunków – Éric Henninot. Pierwszy tom ukazał się w 2017 roku, piąty (prawdopodobnie przedostatni) zapowiedziany jest na październik bieżącego roku. Na razie otrzymujemy zatem połowę historii – trzy tomy zebrane w jeden album.

niedziela, 18 października 2026

Uniwersum DC według Alana Moore'a

Alan Moore na obcej ziemi


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Przed nami kolejny album z cyklu „DC Deluxe”. Zebrano w nim pojedyncze komiksy autorstwa Alana Moore’a, napisane dla DC Comics. Zaczniemy od roku 1985, kiedy to uniwersum DC, jakie wtedy znano, dobiegało definitywnego końca, a skończymy na roku 2000, czyli okresie wielkiej kłótni Moore’a ze swoim pracodawcą.

Egmont wydał do tej pory już dwa zbiory „Uniwersum DC według…” – czytaliśmy komiksy Mike’a Mignoli i Neila Gaimana. Miały one wszystkie zalety i wady tego rodzaju wydań zbiorczych – najlepsze komiksy danego artysty, przy jednoczesnym uczuciu chaosu i fragmentaryczności niektórych opowiadań. To samo mamy w omawianym dziś „Uniwersum DC według Alana Moore’a” – podobnie jak dwa wcześniej wymienione, ten zbiór przeznaczony jest dla fanów tego autora, którzy dość dobrze orientują się w historii DC Comics. Czarownik z Northampton zaczął pisać dla DC w roku 1982, kiedy to w dwudziestym numerze „Swamp Thing” wystartował ze swoją niesamowitą „Sagą o potworze z bagien”. W roku 1985, kiedy to komiksy z Potworem biły rekordy popularności, Alan Moore zaczął zajmować się innymi wybranymi bohaterami DC. Był to bardzo specyficzny okres – szefostwo DC wiedziało, że za chwilę uniwersum w dotychczasowym kształcie przestanie istnieć. Alan Moore miał wtedy pole do popisu i wykorzystał tę szansę najlepiej jak mógł.