I po co to wszystko?
To już przedostatnie spotkanie z Kurtem Vonnegutem. W roku 1990 – jak to się mówi – wszystko mógł, nic nie musiał. Wydana w tym czasie powieść „Hokus Pokus” jest przez to bardzo autorska, bardzo ukierunkowana na analizę Ameryki zakończonych właśnie lat osiemdziesiątych, a zdecydowanie mniej na łatwo przyswajalną fabułę. Trend ten utrzymuje się zresztą już od „Galapagos”.
Głównym bohaterem „Hokus Pokus” jest Eugene Debs Hartke, urodzony w 1940 roku. Jego imię jest hołdem dla Eugene’a Victora Debsa, słynnego amerykańskiego działacza socjalistycznego z lat dwudziestych XX wieku. Eugene sporo w życiu przeżył – walczył w Wietnamie, gdzie doszedł do stopnia pułkownika; ożenił się z kobietą obciążoną genetycznie problemami psychicznymi, które oczywiście dadzą o sobie znać w przyszłości; dostał pracę w Tarkington College i jako nauczyciel fizyki i muzyki kształcił młodzież z „brakami intelektualnymi”; potem uczył pisać i czytać w pobliskim zakładzie karnym o zaostrzonym rygorze, a na koniec został oskarżony o organizację masowej ucieczki z więzienia. Siedzi teraz w celi w oczekiwaniu na proces i opisuje swoje życie – dokładnie tak, jak Howard W. Campbell w „Matce Nocy”. Kurt Vonnegut zresztą bardzo lubi tego rodzaju narracje – spowiedzi życia głównych bohaterów znajdziemy w większości jego powieści.






