Strzeżcie się życia
Rudolph „Rudy” Waltz, narrator dziesiątej powieści Kurta Vonneguta, czyli tytułowy „Rysio snajper”, jest oczywiście kolejną „ofiarą ciągu przypadków”. Jest to chyba najtragiczniejszy i najbardziej politowania godny bohater Vonneguta jak do tej pory, a przecież wszystko wskazywało na to, że Waltera F. Starbucka z „Recydywisty” już nikt nie pobije.
„Deadeye Dick” wyszedł w 1982 roku, trzy lata po „Recydywiście” i trzy lata przed „Galapagos”. „Do jeszcze nienarodzonych, do wszystkich niewinnych wiązek jednorodnej nicości: strzeżcie się życia. Zaraziłem się życiem. Zapadłem na życie” – tak zaczyna się ta powieść. Brzmi to z początku cokolwiek groteskowo i na pierwszy rzut oka bardzo metaforycznie, jednak pod koniec powieści przyznajemy rację Rudy’emu – w jego przypadku życie było ciężką, nieuleczalną chorobą. Gdy tylko w 1932 roku „otworzyła się jego dziurka”, przez którą wyszedł na świat, mierzyć musiał z szeregiem zdarzeń bez możliwości realnego na nie wpływu, aż do tego jednego, które zakończyło jego życie. Zakończyło nie w takim sensie, jaki przychodzi nam wszystkim do głowy – Rudy żył bowiem dalej, ale w epilogu swej egzystencji, kodzie rozciągniętej ponad miarę za definiujący wszystko punkt kulminacyjny.






