Oda do rozumu
Kolejna książka Neala Stephensona pełna jest pomysłów, odważnego światotwórstwa i szalonych idei, ale jednocześnie nie brakuje w niej pasjonującej akcji. „Anathem”, monumentalna powieść wydana w 2009 roku, w Polsce nosi tytuł „Peanatema” i jest najdoskonalszym dziełem autora „Śnieżycy”. Jest jedną z najlepszych powieści fantastycznych, jakie kiedykolwiek wydano. Nie przesadzam.
Akcja powieści toczy się na planecie zwanej Arbre. Ten zaskakująco podobny do Ziemi glob zamieszkuje cywilizacja starsza od ziemskiej o mniej więcej trzy tysiące lat. Uważna lektura powieści, przy regularnym zaglądaniu do zamieszczonego na samym początku kalendarium historii tejże cywilizacji, pokazuje jeszcze wiele innych ciekawych analogii. Arbre zamieszkują „ludzie”, istoty praktycznie od nas nieodróżnialne. Od wieków społeczeństwo całej planety podzielone jest na dwa odrębne światy – sekularny i matemowy. Rezydentami świata matemowego są deklaranci, quasi-mnisi zamknięci w koncentach, małych enklawach wewnątrz świata sekularnego. Te kompleksy budowlane, przypominające obwarowane murami klasztory, podzielone są na matemy („Maths” w oryginale, co nie jest bez znaczenia), których bramy otwierają się – w zależności od matemu – co rok, dekadę, stulecie i milenium (!). Tylko wtedy deklaranci mogą wyjść na zewnątrz i sprawdzić jak w międzyczasie zmienił się świat sekularny, a sekularzy mogą wejść „intramuros”. Poza tymi krótkimi, kilkudniowymi „apertami”, deklarantów obowiązuje rygorystyczna Dyscyplina Cartaska – zabronione są nie tylko relacje ze światem „extramuros”, ale i między matemami o różnym interwale apertu oraz całkowity zakaz używania sekularnej technologii.






