sobota, 23 maja 2026

Irrehaare

 Myśli moje nie są moje





Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #18

„Nieskończone ciągi liczbowe. Gęstość pakowanych w mrok terabajtów. Pamięć nieskończona. Gorąca ciemność informacji: jeden zero jeden zero zero jeden jeden… Pamiętasz? Samorodny, z nocy bezwoli poczęty. Bit z bitem. Mapa wszechwiedzy. Ty nie możesz umrzeć, nie w Irrehaare. Masz tę przewagę nad ludźmi. Paradoksalnie, ty jako twór sztuczny, możesz zadać sobie pytanie: Po co istniejesz?”

Powtarzanie Dukaja to świetna okazja do reaktywacji cyklu „Nie długość się liczy”. A że obok mało którego opowiadania autora można przejść obojętnie, to właśnie on zdominuje cykl na mniej więcej dziesięć kolejnych odcinków. Rozpisywał się nie będę, będzie naprawdę krótko. Dziś „Irrehaare” z 1995 roku.

czwartek, 21 maja 2026

Kwiat. Bakteria. Bronx

Trzy zastrzyki adrenaliny


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Alberto Saichann nie jest raczej znany w naszym kraju. Również w internecie można o nim znaleźć tylko kilka zdawkowych informacji. Niech przemówi sztuka – ona powie nam najwięcej o tym argentyńskim twórcy. No i oczywiście przedmowa omawianego dziś albumu.

Lost in Time wydało właśnie zbiór trzech komiksowych miniserii wydawanych pierwotnie w argentyńskich magazynach komiksowych – między innymi w „Fierro” i „Skorpio”. Oto „Kwiat”, „Bakteria” i „Bronx”, trzy kilkuczęściowe opowieści, w których nie znajdziemy wiodących wątków – raczej światy przedstawione ze swoimi specyficznymi zasadami i błąkającymi się po nich bohaterami.

wtorek, 19 maja 2026

Universal Monsters. Dracula

Czerń, biel i czerwień


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

James Tynion IV i Martin Simmonds są twórcami, którzy w duecie dają więcej niż osobno. To nie pierwsza taka synergia w świecie komiksu – patrz: Jeph Loeb i Tim Sale lub Jeff Lemire i Andrea Sorrentino. Ich najnowsza kooperacja nie jest może tak genialna jak poprzednia, ale dajmy im trochę czasu – na pewno się rozkręcą.

Genialny był i jest „Departament prawdy”. Pokręcona groza Tyniona i fantasmagoryczna grafika Simmondsa to jest to, co naprawdę się sprawdza. W 2023 roku, po odcinku dwudziestym drugim, prace nad „Departamentem Prawdy” zostały wstrzymane i autorzy zastanawiali się co dalej. I wtedy padła propozycja: „A może weźmiecie się za potwory z filmowego uniwersum sprzed niemal stu lat?”. James Tynion IV podkreśla w wywiadach, że było to spełnienie marzeń. Martin Simmonds mówi, że nie mógł się doczekać pracy nad projektem.

niedziela, 17 maja 2026

Władca much

Zło nie przychodzi z zewnątrz

Władca much to Belzebub, demon, dawny zły duch Kanaanu, później utożsamiony z Szatanem w chrześcijańskim wydaniu. „Władca much” to również powieść Williama Goldinga – jedna z najważniejszych w literaturze brytyjskiej. Pojawiający się w niej obcięty łeb dzikiej świni, nad którym krążą muchy, jest symbolem nierozerwalnie z nią związanym. 

Jest też symbolem nieokreślonej siły, która powoduje natychmiastowy upadek i unieważnienie wszelkich cywilizacyjnych wartości w warunkach, gdy przestają istnieć granice moralne wytyczone przez prawo, umowę społeczną i realną groźbę poniesienia konsekwencji za czyny. Fabuła „Władcy much” jest prosta i w swej prostocie genialna. Grupa dwudziestu, może trzydziestu chłopców, jakimś cudem ocalała z katastrofy samolotu, który rozbił się na bezludnej wyspie, gdzieś z dala od wszelkiej cywilizacji. Najmłodsi mają pięć, może sześć lat, najstarsi po dwanaście. Chłopcy szybko wybierają na wodza Ralfa z najstarszej grupy – rozsądnego i pragnącego w jakiś sposób doprowadzić do ich ewakuacji z wyspy. Wtóruje mu Prosiaczek, otyły, chorowity i niedowidzący, ale niezwykle inteligentny chłopak, który jednak ze względu na swe niedomagania jest raczej obiektem kpin niż materiałem na zastępcę wodza. Jest też Simon, wrażliwy i chyba „widzący więcej niż inni” outsider. No i są chórzyści, na czele których stoi Jack, nie znoszący sytuacji, w której to nie on jest szefem. 

czwartek, 14 maja 2026

Sinobrody

Sztuka z duszą

„Sinobrody, autobiografia Rabo Karabekiana (1916-1988)”, wydana w USA w roku 1987, jest spowiedzią życia w postaci niechronologicznego strumienia świadomości. Narratorem jest malarz, twórca ekspresjonizmu abstrakcyjnego, znany nam już z „Śniadania mistrzów” – Rabo Karabekian, syn ormiańskich imigrantów cudem ocalałych z wiadomej rzezi. Nie ma w „Sinobrodym” fantastyki, nie znajdziemy w niej Kilgore’a Trouta, zapomnijcie o surrealizmie – jest groteskowa, satyryczna, wymagająca nieco dystansu autobiografia.

Rabo Karabekian jest już stary i samotny. Siedzi całymi dniami w swym wielkim domostwie w otoczeniu abstrakcyjnych obrazów i czasem odwiedza go Paul Slazinger, pisarz-nieudacznik. Do zrobienia rozrachunku z własnego życia skłoniła go znajomość z energiczną, bezczelną i zbyt pewną siebie kobietą – Circe Berman. Rabo został zdominowany przez Circe całkowicie – jednego postanowienia trzyma się jednak uparcie. Nikt za jego życia nie może wejść do starej kartoflarni obok domu. Tam Rabo przechowuje coś tajemniczego, zakazanego – „coś większego od koszyka na pieczywo, a zarazem mniejszego od planety Jowisz”. Jest niczym tytułowy Sinobrody, nie pozwalający zaglądać swoim kolejnym żonom do tajemniczego pomieszczenia pod karą śmierci.

niedziela, 10 maja 2026

Ultimate X-Men. Tom 3

Most Brooklyński i moralność w ruinie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Trzeci tom „Ultimate X-Men” zamyka run Marka Millara i otwiera drzwi dla Briana Michaela Bendisa. Millar wpadł do uniwersum mutantów, wyważając drzwi razem z futryną. Jego scenariusze były odważne i bezkompromisowe, choć czasem trochę za bardzo „edgy” – kontrowersyjne dla kontrowersji i ponad miarę wystawiające na próbę starych czytelników. I jak to zwykle bywa w przypadku nowych tytułów powiązanych z grupą X-Men, zaczęło się od starcia z Magneto, największym wrogiem wszech czasów.

W pierwszym tomie Magneto „umarł”, a w drugim „zmartwychwstał”. Gdy Charles Xavier i jego grupa młodocianych mutantów pokonali mistrza magnetyzmu i jego Bractwo, cały świat zobaczył, jak straszliwy Erik Lehnsherr zostaje zabity. Tak naprawdę Profesor X ustanowił blokady w jego umyśle, czyniąc z niego ludzką marionetkę, i ukrył go gdzieś w mało oczywistym miejscu. Pod koniec drugiego tomu Bractwo Mutantów przywraca swego starego wodza do ustawień fabrycznych. Magneto jest żądny krwi – nie tylko X-Men, ale i reszty rodzaju ludzkiego. Trzeci tom rozpoczyna się wielką manifestacją mocy – Most Brooklyński zostaje wysadzony w powietrze, grzebiąc pod gruzami lub w wodach East River setki ludzi. Rozpoczyna się wielka kampania Magneto, mająca na celu całkowite podporządkowanie lub eksterminację naszego gatunku.

czwartek, 7 maja 2026

Lady Baltimore. Tom 1. Królowe czarownic

Trochę na siłę


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mike Mignola uwielbia wysyłać swoich bohaterów na polowania. Najczęściej to oni występują w roli łowców, choć czasem role się odwracają. Potwory, które szczególnie mocno zasiedliły kreowane przez niego uniwersa, często przejmują inicjatywę w tej wspólnej „zabawie”. W najnowszej serii Egmontu na polowanie rusza kobieta, nieustraszona łowczyni czarownic.

Najbardziej znanym uniwersum Mike’a Mignoli jest oczywiście świat „Hellboya” i „B.B.P.O.”. Równolegle z nim rozwijano inny – „Outerverse”, którego podstawowe założenia zbudował Mignola, ale za scenariusze odpowiadał głównie Christopher Golden, jego dobry kolega. Egmont wydał w ostatnich latach dwa opasłe tomy zawierające kompletne przygody lorda Henry’ego Baltimore’a oraz pojedynczy, chyba największy objętościowo, zbiór wszystkich odcinków serii „Joe Golem”.