Coś zabija… przyjemność z lektury
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Spin-off serii „Coś zabija dzieciaki” odsunął się już fabularnie od swojej macierzy i dorobił się jak na razie sześciu tomów. Tak właściwie opowiada on naprzemiennie dwie historie – w numerach nieparzystych śledzimy poczynania niejakiego Rzeźnika, a w parzystych mamy „kolorowe” historie grozy powiązane ze sobą kilkoma postaciami.
„Kolorowe”? Tom drugi nosił tytuł „Szkarłat” i opowiadał o Edwinie Slaughterze, próbującym rozwiązać zagadkę makabrycznych morderstw w okolicach Jeziora Wisconsin. Tom czwarty to „Alabaster”, czyli perypetie „wabika” – małego chłopca wystawianego na przynętę podczas polowania na potwory. Omawiany dziś album sygnowany jest kolejnym kolorem – „Lazurem”. Oto Nolan, śledczy Lazurowych Masek, który musi rozwiązać tajemnicę niewyjaśnionych zgonów w kolejnych Domach Zakonu. Wspomniani bohaterowie poprzednich tomów zostają zaangażowani w śledztwo, choć nie jako pomocnicy Nolana, lecz raczej jako przedmioty dochodzenia. Coś zabija łowców… i wszystko wskazuje na to, że z tymi wszystkimi wydarzeniami mogą mieć coś wspólnego „totemy”, czyli specyficzne przedmioty należące do poszczególnych łowców.






