czwartek, 4 czerwca 2026

Zbłąkane kule. Tom 3. Nierozwaga swawoli

Szkoła przetrwania


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mucha Comics po raz trzeci strzela do nas „Zbłąkanymi kulami”. Fanów serii nie trzeba namawiać do lektury najnowszego albumu zbiorczego – to dokładnie ten sam sposób na komiks, do którego David Lapham nas przyzwyczaił. Wracamy do Baltimore, gdzie wszystko się zaczęło.

Cały pierwszy tom „Zbłąkanych kul” zawierał opowieści dziejące się głównie w tym mieście. Nie było głównych bohaterów, tylko siatka zależności i przeplatających się wątków – obrazków z życia najróżniejszych przegrańców, ofiar własnej niedojrzałości i upraszczającego wszystko konformizmu. W tomie drugim było podobnie, choć akcja toczyła się głównie w Los Angeles. Z biegiem czasu na pierwszy plan wysunęła się postać Virginii Applejack, znanej również jako Ginny lub Amy. Ostatnie jedenaście odcinków serii, składających się na omawiany dziś album, skupia się już głównie na niej (z kilkoma istotnymi wyjątkami).

środa, 3 czerwca 2026

Szkoła

My cię nauczymy czego masz chcieć



Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #19

„Rzeczywistość się akceptuje albo rzeczywistość nie akceptuje ciebie i dopiero wtedy jest naprawdę źle”

„Nauczanym. Ku przestrodze” – tak zaczyna się opowiadanie „Szkoła” z 1996 roku. Dziewięcioletni Puno mieszka w jakichś bliżej nieokreślonych slumsach Ameryki Południowej, gdzie każdego dnia musi walczyć o życie. Takich jak Puno jest wielu – bezimiennych dzieciaków wykorzystywanych przez rówieśników i dorosłych, przyzwyczajonych do spania z prowizorycznym nożem pod poduszką. Puno jest dzikim zwierzęciem gotowym w każdej chwili wgryźć się w szyję swego rozmówcy. On i jemu podobni, zapomniani przez wszystkich i niepoliczalni, nie znają rzeczywistości innej niż ta, w której biorą udział w polowaniu – albo gonią, albo uciekają. 

niedziela, 31 maja 2026

Legendy X-Men. Whilce Portacio

Cool over logic


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W grudniu 2023 roku Mucha wydała album „Legendy X-Men. Jim Lee”, zbierający pierwsze jedenaście odcinków „X-Men” – serii komiksowej, która w 1991 i 1992 roku zawojowała amerykański rynek komiksowy i pobiła wszelkie rekordy popularności. A teraz, po ponad dwóch latach, dostajemy „Legendy X-Men. Whilce Portacio”, czyli zbiór równolegle wydawanych zeszytów „The Uncanny X-Men” – najdłuższej i najważniejszej serii z mutantami w historii. Genialny pomysł, świetne uzupełnienie i nostalgiczny powrót do czasów TM-Semic.

Uporządkujmy najpierw fakty. W styczniu 1991 roku zakończył się „Plan X-Terminacji” – pierwszy wielki event ilustrowany przez Jima Lee. Popularność „The Uncanny X-Men” zaczęła rosnąć coraz szybciej, nakłady serii również. Dokładnie w tym samym czasie, po stu odcinkach i ośmiu latach seria „The New Mutants” zmieniła nazwę na „X-Force” – jej pierwszy zeszyt sprzedał się najlepiej w historii, detronizując „Spider-Mana” Todda McFarlane'a. Cable, dowódca X-Force, czyli tajemniczy przybysz z przyszłości, stał się symbolem rozpoczynających się właśnie lat dziewięćdziesiątych – pełnych fikuśnych kostiumów z tysiącami kieszeni i pasków, wielkich mięśni i jeszcze większych giwer i karabinów. Również grupa „X-Factor” przestała istnieć w dotychczasowym składzie. Mały synek Jean Grey i Cyclopsa zostaje zabrany w przyszłość, Profesor X zostaje sparaliżowany, a załamani członkowie X-Factor wracają do Instytutu Xaviera, gdzie jest tłoczno jak nigdy dotąd.

czwartek, 28 maja 2026

Wieszcz. Księga pierwsza

Bogowie jak ludzie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Personifikacja sił natury była najstarszym sposobem wyjaśniania świata. Grzmi i błyska, co się dzieje? Ano Zeus, Perun albo Odyn miota pioruny niczym oszczepy. Tak powstały mity, najstarsze narracje ludzkiej cywilizacji, tak doszło do „zaludnienia” legendarnych krain, z których najbardziej znana jest góra Olimp. Dziś udamy się właśnie tam.

„Oracle”, czyli „Wieszcz” po polsku, to dziesięcioodcinkowy, frankofoński cykl komiksowy wydawany w latach 2014-2017. Lost in Time wydało właśnie pierwszy z dwóch tomów zbiorczych, zawierający pięć pojedynczych albumów. Za każdy z nich odpowiada inny duet scenarzysta – rysownik, w każdym z nich znajdziemy zupełnie inną historię. „Wieszcz” to antologia powiązana miejscem akcji (starożytna Grecja, w której olimpijscy bogowie są jak najbardziej realni) i postacią narratora. Każdą z pięciu opowieści snuje ślepy starzec, wędrujący od Delf do Aten, z Koryntu do Sparty, a towarzyszy mu wierny słuchacz dorastający w trakcie – Homer! Zaraz, zaraz… przecież to Homer był niewidomy! Spokojnie, wszystko zostanie wyjaśnione w komiksie.

wtorek, 26 maja 2026

Dom Slaughterów. Tom 6. Lazur

Coś zabija… przyjemność z lektury


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Spin-off serii „Coś zabija dzieciaki” odsunął się już fabularnie od swojej macierzy i dorobił się jak na razie sześciu tomów. Tak właściwie opowiada on naprzemiennie dwie historie – w numerach nieparzystych śledzimy poczynania niejakiego Rzeźnika, a w parzystych mamy „kolorowe” historie grozy powiązane ze sobą kilkoma postaciami.

„Kolorowe”? Tom drugi nosił tytuł „Szkarłat” i opowiadał o Edwinie Slaughterze, próbującym rozwiązać zagadkę makabrycznych morderstw w okolicach Jeziora Wisconsin. Tom czwarty to „Alabaster”, czyli perypetie „wabika” – małego chłopca wystawianego na przynętę podczas polowania na potwory. Omawiany dziś album sygnowany jest kolejnym kolorem – „Lazurem”. Oto Nolan, śledczy Lazurowych Masek, który musi rozwiązać tajemnicę niewyjaśnionych zgonów w kolejnych Domach Zakonu. Wspomniani bohaterowie poprzednich tomów zostają zaangażowani w śledztwo, choć nie jako pomocnicy Nolana, lecz raczej jako przedmioty dochodzenia. Coś zabija łowców… i wszystko wskazuje na to, że z tymi wszystkimi wydarzeniami mogą mieć coś wspólnego „totemy”, czyli specyficzne przedmioty należące do poszczególnych łowców.

niedziela, 24 maja 2026

Punisher według Ricka Remendera. Tom 1

Witaj w naszym świecie, panie Castle!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Punisher należy do uniwersum Marvela – wiadomo. Od samego początku jednak jego przygody pisane były w oparciu o jedno domyślne założenie – trzymamy go z daleka od całej kolorowej ferajny jak tylko możliwe i idziemy w realizm. Czasem pojawiały się wyjątki od tej reguły. Ósma seria „Punisher”, zebrana przez Egmont w jednym tomie, jest jednym z najbardziej jaskrawych.

Cofnijmy się najpierw do 2008 roku. W grudniu zakończyła się „Tajna inwazja”, czyli atak zmiennokształtnych Skrulli na Ziemię. Kosmici zostali odparci, ich tajni agenci wykryci i teoretycznie wszystko wróciło do normy. Niestety S.H.I.E.L.D. zostało skompromitowane, więc w jego miejsce powołano organizację H.A.M.M.E.R. z Normanem Osbornem (dawnym Zielonym Goblinem) na czele. Rozwiązano Avengers, a Osborn utworzył ich „mroczną” wersję… Dark Avengers (oczywiście!). Wskaźnik przestępstw w Stanach Zjednoczonych zaczął spadać – nowi strażnicy porządku okazali się twardsi i bardziej bezwzględni. Jest jednak pewien człowiek, który wie, że za fasadą diabolicznego uśmiechu Normana Osborna kryje się nie bezinteresowna chęć niesienia pomocy, lecz zwykła korupcja i przyzwolenie na zło – usankcjonowane i przeniesione z ulic do bogatych drapaczy chmur. Tym człowiekiem jest oczywiście Frank Castle.

sobota, 23 maja 2026

Irrehaare

 Myśli moje nie są moje





Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #18

„Nieskończone ciągi liczbowe. Gęstość pakowanych w mrok terabajtów. Pamięć nieskończona. Gorąca ciemność informacji: jeden zero jeden zero zero jeden jeden… Pamiętasz? Samorodny, z nocy bezwoli poczęty. Bit z bitem. Mapa wszechwiedzy. Ty nie możesz umrzeć, nie w Irrehaare. Masz tę przewagę nad ludźmi. Paradoksalnie, ty jako twór sztuczny, możesz zadać sobie pytanie: Po co istniejesz?”

Powtarzanie Dukaja to świetna okazja do reaktywacji cyklu „Nie długość się liczy”. A że obok mało którego opowiadania autora można przejść obojętnie, to właśnie on zdominuje cykl na mniej więcej dziesięć kolejnych odcinków. Rozpisywał się nie będę, będzie naprawdę krótko. Dziś „Irrehaare” z 1995 roku.