Most Brooklyński i moralność w ruinie
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Trzeci tom „Ultimate X-Men” zamyka run Marka Millara i otwiera drzwi dla Briana Michaela Bendisa. Millar wpadł do uniwersum mutantów, wyważając drzwi razem z futryną. Jego scenariusze były odważne i bezkompromisowe, choć czasem trochę za bardzo „edgy” – kontrowersyjne dla kontrowersji i ponad miarę wystawiające na próbę starych czytelników. I jak to zwykle bywa w przypadku nowych tytułów powiązanych z grupą X-Men, zaczęło się od starcia z Magneto, największym wrogiem wszech czasów.
W pierwszym tomie Magneto „umarł”, a w drugim „zmartwychwstał”. Gdy Charles Xavier i jego grupa młodocianych mutantów pokonali mistrza magnetyzmu i jego Bractwo, cały świat zobaczył, jak straszliwy Erik Lehnsherr zostaje zabity. Tak naprawdę Profesor X ustanowił blokady w jego umyśle, czyniąc z niego ludzką marionetkę, i ukrył go gdzieś w mało oczywistym miejscu. Pod koniec drugiego tomu Bractwo Mutantów przywraca swego starego wodza do ustawień fabrycznych. Magneto jest żądny krwi – nie tylko X-Men, ale i reszty rodzaju ludzkiego. Trzeci tom rozpoczyna się wielką manifestacją mocy – Most Brooklyński zostaje wysadzony w powietrze, grzebiąc pod gruzami lub w wodach East River setki ludzi. Rozpoczyna się wielka kampania Magneto, mająca na celu całkowite podporządkowanie lub eksterminację naszego gatunku.






