wtorek, 3 lutego 2026

Sezon spadających gwiazd

Uniwersalna nostalgia


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Późni millenialsi kończyli podstawówkę i zaczynali gimnazjum mniej więcej na początku XXI wieku. Ich przedstawicielem jest Marcin Podolec, autor „Sezonu spadających gwiazd”, czyli komiksu uniwersalnej nostalgii.

Jesteśmy w jakimś małym polskim miasteczku, w przeszłości oddalonej mniej więcej o dwadzieścia lat. Grało się wtedy w „Małysza” na komputerach z Pentium 4 i Windowsem XP; walczyło o życie w gimnazjum, słuchało Linkin Park albo Limp Bizkit, w telewizji leciał „Big Brother” i startował „Taniec z gwiazdami”, a w kinach „Powrót króla” Petera Jacksona. Prawdę mówiąc, nie są to „moje” czasy. Abym w pełni mógł wczuć się w emocjonalne stany głównego bohatera „Sezonu spadających gwiazd”, akcja komiksu musiałaby się przesunąć do początku lat dziewięćdziesiątych – do flanelowych koszul i „Smells Like Teen Spirit” Nirvany. Tylko uwaga – opowieść Marcina Podolca o perypetiach bezimiennego czternastolatka żyjącego u progu XXI wieku (mniej więcej) jest bardzo uniwersalna. W buty głównego bohatera wejść jest bardzo łatwo, niezależnie od metryki.

niedziela, 1 lutego 2026

Wolverine Epic Collection. Krew i pazury

Na szerokie wody


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Trzeci tom „Wolverine. Epic Collection” wprowadza nas w lata dziewięćdziesiąte. Przygody Rosomaka zaczyna pisać Larry Hama, człowiek w przyszłości niemalże utożsamiany z głównym bohaterem. Scenarzysta rozpoczął złoty okres Wolverine’a, a nie bez znaczenia było to, że pierwsze dwadzieścia pięć odcinków „ery Hamy” narysował znany i ceniony Mark Silvestri.

Omawiany dziś album „Krew i pazury” zawiera czternaście pierwszych zeszytów (od 31. do 44.) i dodatkowo znajdziemy w nim dwa one-shoty – „Bloodlust” i „Bloody Choices”. Słowo „krew” wydaje się nieusuwalne z tytułów komiksów z Rosomakiem tamtego okresu. No cóż, znak czasów – czytamy wszak komiksy wydane w 1990 i 1991 roku. Jesteśmy w okresie gwałtownego wzrostu popularności mutantów – już za chwilę pierwsze zeszyty „X-Force” i „X-Men” pobiją wszelkie rekordy sprzedaży, a wynik tej drugiej serii jest niepokonany do dziś. Nic dziwnego więc, że również i Wolverine znalazł się na fali wznoszącej.

czwartek, 29 stycznia 2026

Wiek cienia

Widokówki z apokalipsy


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Czy apokalipsa może być poetycka? Philippe Cazamayou, słynny francuski twórca komiksowy, udowadnia, że tak. Kilkanaście obrazkowych opowiadań Cazy zbiera „Wiek cienia” wydany ostatnio przez Lost in Time. Każde z nich jest swego rodzaju widokówką, krótką relacją z postępującego armagedonu, choć równie dobrze może być sennym majakiem.

Caza pod koniec lat siedemdziesiątych, na dekadę przed „Światem Arkadiego”, który został u nas wydany niedawno przez Lost in Time w dwóch tomach, pracował dla słynnego magazynu „Métal Hurlant”. Pisał do niego krótkie, kilkustronicowe komiksowe miniatury opowiadające o świecie dalekiej przyszłości, który rażony został niezwykłą apokalipsą. Ziemia zwalnia swe obroty i wszystko wskazuje na to, że za chwilę przestanie obracać się wokół własnej osi. Jest to wielkie uproszczenie, bo tak naprawdę nasza planeta synchronizuje obrót z obiegiem wokół Słońca, tak aby być do niego zwróconą cały czas tą samą stroną. Od naszych czasów minęły tysiące lat – obecnie mamy rok 666 (!) Ery U-dzi. U-dźmi Caza nazywa potomków ludzkości – zhomogenizowanych, podobnych do siebie i tak samo bezradnych wobec bezlitosnej rzeczywistości. Zamknięci w „Miastach”, wielkich aglomeracjach zawiadywanych przez elektryczne mózgi, przypominają nieporadnych ludzi z filmu animowanego „Wall-E”. Nie żyją, lecz wegetują – dni mijają podobne do siebie jak dwie krople wody, a za murami Miast, tam, gdzie rozciąga się „Wielki Eksterior”, świat umiera. Paradoksalnie więcej w nim życia niż w bezpiecznych enklawach betonu.

wtorek, 27 stycznia 2026

Towarzysze zmierzchu

Na granicy światów


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Powiadają, że trwała sto lat. Nie różniła się niczym specjalnym od poprzedniej ani od tej, która nastąpiła po niej. Wojna spada na wieś jak grad lub dżuma – w najmniej spodziewanym momencie. Zazwyczaj, gdy kłosy są ciężkie, a dziewczyny piękne…”. Tak zaczyna się każdy z trzech odcinków „Towarzyszy zmierzchu”, historyczno-fantastycznego komiksu Françoisa Bourgeona

Bourgeona znamy przede wszystkim z „Pasażerów wiatru”, przygodowo-awanturniczej opowieści o dzielnych, rezolutnych kobietach stawiających czoła nie tylko bieżącym przeciwnościom losu, ale przede wszystkim historii. Pierwsze dwa cykle „Pasażerów…” powstały na początku lat osiemdziesiątych – w tym samym czasie Bourgeon rozpoczął tworzenie swego drugiego komiksu historycznego, czyli „Towarzyszy zmierzchu”.

niedziela, 25 stycznia 2026

Shriek: Posłowie

Dygresje i transgresje


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Aby pisać o zjawisku popkulturowym, które trwało w pewnym okresie czasu i wywarło znaczący wpływ na potomnych, zacząć należy od najbardziej charakterystycznych i definiujących owo zjawisko tworów. W przypadku „New Weird”, które swe apogeum osiągnęło w pierwszej dekadzie XXI wieku, takie nazwiska jak China Miéville i Jeff VanderMeer nasuwają się automatycznie.

O Miéville’u już trochę pisałem – jego „Żelazna Rada” zamknęła tryptyk powieści osadzonych w uniwersum Bas-Lag, a kolejne książki (o których oczywiście nie zapomnę), choć nadal w konwencji New Weird, nie mają już z Nowym Crobuzon, miastem-molochem tego świata, nic wspólnego. Inną gigantyczną, eklektyczną, lekko przerażającą i scenograficznie rozbuchaną metropolią New Weird było w tamtych latach Ambergris, które również doczekało się (choć raczej nieformalnej) trylogii. Otwierające ją „Miasto szaleńców i świętych” Jeffa VanderMeera, zbiór najróżniejszych dziwacznych form literackich, to wręcz podręcznikowy przykład literatury New Weird i definicja konwencji. Dziś czytamy drugą część.

czwartek, 22 stycznia 2026

Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe

Co nam po moralnym zwycięstwie?


„Lód” Jacka Dukaja będzie miał niedługo osiemnastkę! Uświadomiłem sobie, że od lat nie czytam Dukaja, a to błąd i to całkiem spory. Zanim zatem ta wspaniała powieść obchodzić będzie okrągłe dwudzieste urodziny postanowiłem powtórzyć wszystko, co napisał Dukaj. Mam dwa lata, powinienem zdążyć. Zaczniemy oczywiście od „Xavrasa Wyżryna” i dołączonych do niego w pewnym momencie „innych fikcji narodowych”.

„Xavras Wyżryn” wydany został pierwotnie w 1997 roku przez pamiętną superNOWĘ razem z nowelą „Zanim noc”. Ten drugi tekst jest horrorem z akcją umiejscowioną w czasach niemieckiej okupacji. Czytamy w nim o nazistowskim okultyzmie, żydowskiej kabale i grozie z czwartego wymiaru, ale głównie o dukajowych eksperymentach z fizyką, matematyką a nawet metafizyką. Autor był niezadowolony z ostatecznego kształtu noweli, a sarkał głównie na zbyt daleko idące uproszczenia, jeśli chodzi o wykorzystanie idei dodatkowego wymiaru przestrzennego. „Zanim noc” jest bardzo wczesnym tekstem, całkiem niezłym, lecz nieobowiązkowym. „Xavrasa Wyżryna” z kolei przeczytać trzeba koniecznie, jeśli naprawdę chcemy poznać twórczość Dukaja.

niedziela, 18 stycznia 2026

Recydywista

Tylko spokój

Kurt Vonnegut w „Syrenach z Tytana” nazwał ludzi „ofiarami ciągu przypadków”. Znaczy pozbawionymi wolnej woli trybikami w wielkiej maszynie historii, czy nawet rzeczywistości. Wszystko „się po prostu zdarza” jak w „Rzeźni numer pięć”. Walter F. Starbuck, bohater „Recydywisty”, czyli dziewiątej powieści Vonneguta, jest chyba największą ofiarą specyficznej ontologii światów autora i choć nie potrafi jej się oprzeć, to przynajmniej wie, jak jej ulegać z godnością. Choć nauka ta nie przyszła mu z łatwością. 

„Jailbird” z 1979 roku opatrzony jest naprawdę długim prologiem, w którym Kurt Vonnegut przytacza pewien epizod z 1945 roku, który zainspirował go po latach do napisania tej powieści. Ojciec i wuj Vonneguta przedstawili mu wtedy Powersa Hapgooda, przywódcę Amerykańskiej Partii Socjalistycznej i wielkiego działacza związkowego. Hapgood ukształtował postać Starbucka, syna polskiego szofera i litewskiej kucharki pracujących w rezydencji niejakiego Alexandra McCone’a, potomka wielkich amerykańskich fabrykantów i kapitalistów. McCone traktował Waltera jak syna, łożył na jego wychowanie, a nawet wysłał go na Harvard. Walter opowiada w niechronologiczny sposób swoje bardzo trudne życie, kreując się na kompletnego fajtłapę i nieudacznika. W czasach Roosevelta pracuje w Departamencie Obrony, wykonując jakiś mało znaczące obowiązki, nieumyślnie denuncjuje swego kolegę w czasach szalejącego maccartyzmu, żeni się z wyzwolenicą z obozu koncentracyjnego, aby potem zostać kozłem ofiarnym afery Watergate jako kompletnie przez nikogo nie szanowany „doradca prezydenta do spraw młodzieży” i na koniec wpaść w szpony globalnej korporacji.