Nieuchronność przemiany
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Ian Roderick MacLeod był swego czasu chyba najchętniej wydawanym powieściopisarzem w ramach „Uczty wyobraźni” wydawnictwa Mag. Jego świetny, nawiązujący do Charlesa Dickensa, styl literacki służył nie tylko samej opowieści, lecz jego autorskim ideom wplecionym w narrację. Dziś przyszła pora na wizytę w „Domu burz”.
„Wieki światła” otwierające „Ucztę wyobraźni” opowiadały historię osadzoną w pewnym bardzo oryginalnym świecie. W XVII wieku odkryto w nim „piąty pierwiastek”, nazwany zgodnie z tym co przekazali nam starożytni filozofowie eterem. Oto magiczna substancja, która jest równie zbawienna, co niebezpieczna. Dzięki niej każdy wytwór ludzkich rąk zyskuje niebywałą jakość, trwałość i niezawodność. Również dzięki niej, a właściwie przez nią, powstają „odmieńcy” – ludzie, którym eter wypacza ciała i umysły. Wiedźmy, trolle, chochliki – zwykli ludzie skazują swych dawnych, odmienionych pobratymców na wygnanie i społeczny ostracyzm.





