wtorek, 23 kwietnia 2019

Wtorek przed ekranem #3

John Carpenter - Halloween


Artykuł o Johnie Carpenterze ukazał się pierwotnie w magazynie OkoLica Strachu.


But you can't kill the boogeyman!

Slasher z Sèvres



Pod koniec liceum, jak pewnie większość mojego pokolenia, obejrzałem „Krzyk” Wesa Cravena – świetny pastisz tzw. slasher movie[1]. Jest tam jedna pamiętna scena: towarzystwo siedzi na kanapie i ogląda film z przerażoną, biegającą w kółko Jamie Lee Curtis. Wszędzie browar, popcorn i przednia zabawa. Nabijają się z wszystkich charakterystycznych tricków, stosowanych w tego rodzaju filmach, nie wiedząc oczywiście, że twórca Freddy’ego Kruegera umieścił ich w kolejnym. Jeden z bohaterów wymienia kilka reguł, których musimy się trzymać, aby wyjść cało ze slashera: nigdy nie uprawiać seksu, nigdy nie pić alkoholu lub zażywać narkotyków i nigdy, nigdy, pod żadnym pozorem nie mówić „zaraz wracam”.

czwartek, 18 kwietnia 2019

Tytańscy gracze

„Osacza nas zewsząd wug!”

Artykuł został opublikowany pierwotnie na portalu Esensja w cyklu „Na rubieżach rzeczywistości”.

Philip K. Dick, w roku publikacji „Człowieka z wysokiego zamku”, napisał tylko dwie powieści, które wydane zostały odpowiednio po dwóch i dziesięciu latach. Za to zaraz po wydaniu wspomnianego wyżej arcydzieła rozpoczęły się dwadzieścia cztery miesiące niesamowitego twórczego urodzaju i wręcz nadprodukcji treści. Powstało wówczas jedenaście powieści, jedne lepsze, inne gorsze – wszystkie jednak warte uwagi. Dziś czytamy „Tytańskich graczy”.

Powieść ta została napisana w ekspresowym tempie, w maju 1963 roku. Wydawnictwo Ace Books wydało ją już w grudniu, tym razem pojedynczo, bez drugiej powieści w pakiecie. Mimo wielu wydań anglojęzycznych, „Tytańscy gracze” wyszli w Polsce tylko raz – w 2000 roku, nakładem „Zyska i Spółki”. Geneza powieści nie jest dokładnie znana, większość badaczy twórczości Dicka milczy na ten temat, w tym również Lawrence Sutin, autor najsłynniejszej biografii pisarza. Ogólnie rzecz biorąc, mamy do czynienia z krótką, dynamiczną powieścią science fiction z elementami kryminału, poruszającą znowu zagadnienie złudzenia rzeczywistości – ale tym razem jest to fałsz „subiektywny”, wynikający z odmienności istot (a co za tym idzie – percepcji) interpretujących ową rzeczywistość. Więc powinniśmy mówić nie tyle o „fałszu”, co o różnych „wewnętrznych” manifestacjach tego samego, „zewnętrznego”, niepodważalnie prawdziwego świata. Co nam mówi fabuła?

wtorek, 16 kwietnia 2019

Wtorek przed ekranem #2

John Carpenter - Atak na posterunek 13



Artykuł o Johnie Carpenterze ukazał się pierwotnie w magazynie OkoLica Strachu.



John Carpenter powiedział kiedyś, że każdy, kto kiedykolwiek robił film niskobudżetowy, inspirował się „Nocą żywych trupów” George’a A. Romero. Filmy niezależne, robione za małe pieniądze i pozbawione destrukcyjnego wpływu hollywoodzkiej maszyny, były najlepszym sposobem na rozpoczęcie reżyserskiej kariery. Praca z filmem niskobudżetowym to swoboda działania. Gdy przychodzi po ciebie Hollywood i proponuje ci kasę, musisz wiedzieć, że robi to tylko po to, aby zarobić jeszcze więcej kasy. Jesteś inwestycją i nieważna jest już wtedy twoja reżyserska wizja. No ale co z tymi żywymi trupami? Zaraz do tego wrócimy.


niedziela, 14 kwietnia 2019

Za sprawą nocy

Chcę być

Robert Neville, bohater „Jestem legendą” Richarda Mathesona, jedyny ocalały z ogólnoświatowej pandemii, za dnia krąży po opustoszałym mieście, a w nocy barykaduje się w mieszkaniu. Po zachodzie słońca zaczyna się horror – ludzie, zamienieni przez wirusa w wampiry, wychodzą na żer. Neville każdej nocy walczy o życie. Bardzo podobna sytuacja ma miejsce w powieści austriackiego pisarza, Thomasa Glavinica – „Za sprawą nocy”. Są jednak dwie różnice – największym wrogiem głównego bohatera nie są wampiry, lecz on sam, a walka nie toczy się o życie, lecz o bycie.

Jonasz, trzydziestokilkuletni mieszkaniec Wiednia, specjalista od wystroju wnętrz, budzi się czwartego lipca w swoim mieszkaniu. Niby dzień jak co dzień. Jego ukochana Maria nie odbiera telefonu – ok, może wyjechała bez słowa do siostry w Szkocji. Ale właściwie to do nikogo nie można się dodzwonić, w telewizorze tylko biały szum, radio nie działa, internetu nie ma. Na ulicach Wiednia pustki, nie ma ani jednego człowieka, ani jednego ptaka – nagle, jednej nocy, zniknęło całe życie a Jonasz został ostatnim człowiekiem na Ziemi. Tak, na całej Ziemi – bohater jeździ po kraju w poszukiwaniu innych ludzi. Szuka też za granicą, zostawiając wszędzie kartki ze swoim nazwiskiem i datą pobytu. Nic, wszędzie cisza – w domach brak śladów jakiejkolwiek ewakuacji. Świat wygląda jak jeden z tych słynnych, nawiedzonych statków, z których znika załoga i zostaje stół zastawiony do kolacji. Amerykański Dzień Niepodległości staje się początkiem niechcianej niepodległości Jonasza – względem ludzi, świata i co najgorsza, względem siebie.

czwartek, 11 kwietnia 2019

Halloween Blues

Kolorowy czarny kryminał

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Halloween Blues”, belgijska seria komiksowa, utrzymana w konwencji klasycznego, czarnego kryminału, doczekała się właśnie kolejnego wznowienia w Polsce. Na początku dwudziestego pierwszego wieku Jean-Claude Smit-le-Bénédicte, scenarzysta sygnujący swoje prace nieco łatwiejszym do zapamiętania pseudonimem – „Mythic”, zaproponował Zbigniewowi Kasprzakowi stworzenie wspólnej historii. „Kas” potrzebował odmiany i nowych wyzwań – tak powstała opowieść o nawiedzonym oficerze śledczym z posterunku policji w New Salem.

Podstawowym argumentem, który przekonał Kasprzaka do wzięcia udziału w tym projekcie, było to, że Mythic już na starcie rozplanował całą historię na siedmioczęściową, zamkniętą całość. Miał to być bardzo realistycznie narysowany kryminał w stylu powieści Raymonda Chandlera, którego poszczególne odcinki będą opowiadać niezależne od siebie historie, ale jednocześnie będą połączone jednym motywem przewodnim. Kas wprowadził jednak dwie poprawki do planu Mythica. Po pierwsze postawił na żywe kolory zamiast na stonowane czernie i biele, estetycznie przynależne gatunkowi noir – choć za to tak naprawdę odpowiedzialna była jego żona, Grażyna „Graza” Kasprzak, która kolorowała prace swego męża już przy okazji „Yansa”. Po drugie, wpadł na pomysł wprowadzenia do opowieści elementu fantastycznego, co okazało się strzałem w dziesiątkę.

wtorek, 9 kwietnia 2019

Wtorek przed ekranem #1


John Carpenter - The Dark Star



Artykuł o Johnie Carpenterze ukazał się pierwotnie w magazynie OkoLica Strachu.



John Carpenter skończył w tym roku siedemdziesiąt lat. Jest twórcą otoczonym prawdziwym kultem, jego filmy w erze VHS były dostępne w prawie każdej wypożyczalni kaset video. W czasach swoich kinowych emisji nigdy nie osiągały oszałamiających sukcesów, a wręcz przeciwnie – spotykały się raczej z negatywną oceną ze strony krytyków i widzów. Zarzucano im hołdowanie niskim instynktom, przesadne epatowanie przemocą i brutalnością. No tak, były takie – tylko czy ma to jakiekolwiek znaczenie, w obliczu tego, że są to po prostu filmy, które można oglądać z taką samą przyjemnością po kilka razy? Skąd ich siła? Może dlatego że John Carpenter jest reżyserem, który prawdziwie i wprost bezgranicznie kocha kino. Kocha też muzykę – ścieżki dźwiękowe do wielu swoich filmów tworzył samodzielnie. Tę miłość i bezkompromisowe podejście do sztuki filmowej widać w każdej jego produkcji – wszystkie są, podobnie jak u innego kinowego rozrabiaki, Quentina Tarantino, oznaczone jego osobistym, niepowtarzalnym, twórczym stemplem. John Carpenter zostawia w każdym swoim filmie kawałek duszy i nawet te obiektywnie rzecz biorąc słabsze produkcje, warto poznać.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Daredevil. Tom 1

Zwiastun rewolucji

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pierwszy tom nowego runu „Daredevila”, wydany w styczniu tego roku przez wydawnictwo Egmont, jest dla czterdziestoletniego miłośnika komiksów powrotem do lat dziewięćdziesiątych. Wtedy to legendarne już wydawnictwo TM-Semic zawojowało polski rynek komiksowy a superbohaterowie Marvela i Detective Comics zostali szerzej zaprezentowani w naszym kraju. Teraz mamy okazję cofnąć się w czasie i przyjrzeć się jednemu z najciekawszych bohaterów Marvela – Diabłowi z Hells Kitchen.

„Daredevil. The Man Without Fear”, pięcioczęściowa miniseria komiksowa z przełomu 1993 i 1994 roku, ze scenariuszem Franka Millera i rysunkami Johna Romity Jr., – w Polsce był to siódmy numer „Mega Marvel”, flagowego tytułu TM-Semic – została okrzyknięta jedną z najlepszych opowieści o Daredevilu w historii. Komiks ten prawdopodobnie nigdy by nie powstał, gdyby w 1979 roku do ekipy twórców „Daredevila” nie dołączył pewien młody, ambitny rysownik – Frank Miller. Rysował postać czerwonego diabła już wcześniej – w lutym i marcu rzeczonego roku bohater ten pojawił się w serii „The Spectacular Spider-Man” i tak spodobał się Millerowi, że ten postanowił zrobić wszystko, aby rysować go dalej. Udało się – już dwa miesiące później wychodzi „Daredevil” #158 z rysunkami Millera. Tom pierwszy nowej serii Egmontu to dziewięć pierwszych komiksów o „Nieustraszonym”, w których za warstwę graficzną całkowicie odpowiada Frank Miller (numery 158-161 i 163-167). Miał on też mały udział w pisaniu scenariusza do dwóch odcinków, ale za całokształt serii odpowiadał wtedy tak naprawdę Roger McKenzie.