wtorek, 30 czerwca 2026

Trzęsienie czasu

Gulasz

Ostatnia powieść Kurta Vonneguta ukazała się w 1997 roku. Po części autobiograficzna, po części syntetyzująca całą filozofię twórczą autora. Trudna i wymagająca znajomości dzieł poprzednich. „Gulasz” – jak określił ją sam Vonnegut – miks pomysłów, idei, obsesji i wspomnień. Podsumowanie.

Od „Hokus Pokus” minęło aż siedem lat – to najdłuższa przerwa między powieściami na jaką sobie Vonnegut kiedykolwiek pozwolił. W przedmowie do „Trzęsienia czasu” mówi, że nie podoba mu się to, co napisał, że nie ma to sensu, ale było konieczne. Oto 13 lutego 2001 roku nastąpiło nagłe przerwanie kontinuum czasoprzestrzeni, w wyniku którego cały wszechświat cofa się o dziesięć lat – do 17 lutego 1991 roku. Wszyscy mieszkańcy Ziemi zmuszeni są do przeżycia tej dekady jeszcze raz, w pełni świadomi tego, że już kiedyś robili dokładnie to samo. Jak w programie komputerowym bez możliwości odejścia od scenariusza – te same wydarzenia, spotkania, rozmowy, związki, tragedie i sukcesy. Każdy musi jeszcze raz popełnić te same błędy, podjąć te same decyzje i doświadczyć – minuta po minucie – dokładnie tego samego. Dopiero, gdy „wróci” 13 lutego 2001 roku ludzkość odzyska to co nazywa „wolną wolą” i historia potoczy się dalej.

niedziela, 28 czerwca 2026

SHIELD

... bo nie tak skończy się świat


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Jonathan Hickman zaczyna coraz szybciej piąć się w górę listy moich ulubionych scenarzystów komiksowych. Najnowszy komiks jego autorstwa z Egmontu jest jednym ze starszych, jeśli chodzi o jego karierę w Marvelu. Dwie kilkuodcinkowe serie „SHIELD” wydane w latach 2010-2011 (i dokończone dopiero w 2018 roku) proponują nam spojrzenie na uniwersum Marvela, jakiego do tej pory nie znaliśmy.

Hickman dokładnie w tym samym czasie pisał rewelacyjną „Fantastyczną Czwórkę”, w której kult wiedzy i nauki oraz zaprzęganie ich do walki o lepsze jutro dla człowieka były tematami wiodącymi. Redaktorzy Marvela zaproponowali mu napisanie jeszcze jednej serii, która miała nosić tytuł „S.W.O.R.D.” – czyli opowieści o organizacji będącej dopełnieniem „S.H.I.E.L.D.”. Hickman zaproponował coś innego. Od pewnego czasu chodził mu po głowie pomysł historii o „najfajniejszych” naukowcach w dziejach świata i zbudowanie wokół niej wielkiej mitologii sięgającej czasów Imhotepa – pierwszego naukowca naszej cywilizacji.

czwartek, 25 czerwca 2026

Znaki niesamowite

 

Odgadywacz zaświatów

Artykuł należy do cyklu XX lat Biblioteki grozy wydawnictwa C&T”. Odcinek trzydziesty drugi.

Ta pozycja „Biblioteki grozy” jest dla mnie szczególna. Redaktor naczelny C&T, Paweł Marszałek, zapytał mnie w 2018 roku, czy nie zechciałbym pomóc w doborze opowiadań i napisać przedmowy do całego zbioru. I tak się właśnie stało – przerobiłem / poprawiłem nieco swój stary tekst o Stefanie Grabińskim i tak powstał wstęp do „Znaków niesamowitych”. Zamieszczam go tu w całości, zachęcając jednocześnie do lektury całego zbioru.

Stefan Grabiński urodził się 26 lutego 1887 roku w Kamionce Strumiłowej nad Bugiem. Ojciec Stefana, Dionizy, galicyjski inteligent i naczelnik sądu powiatowego umiera na gruźlicę około 1898 roku. Dwunastoletni Stefan wraz z matką Eugenią przeprowadza się po tym wydarzeniu do Lwowa, gdzie z powodzeniem kończy tamtejsze liceum bernardynów w 1905 roku. Zaraz potem zaczyna studia na Uniwersytecie Lwowskim, gdzie zgłębia literaturę polską i filologię klasyczną. To właśnie w tym okresie mają miejsce dwa bardzo ważne wydarzenia w życiu Stefana Grabińskiego. Debiutuje pod pseudonimem „Stefan Żalny”, wydając zbiór opowiadań „Z wyjątków. W pomrokach wiary”. Debiut ten przeszedł bez echa, na to trzeba będzie poczekać do okresu międzywojnia. Drugim wydarzeniem jest atak choroby – tej samej gruźlicy, która odebrała mu ojca. Straszliwa, nieuleczalna przypadłość pozostanie ze Stefanem aż do śmierci.Autorpozostał związany z Lwowem już do końca życia, gruźlica ostatecznie pokonuje go w 1936 roku. Co pisał? Co chciał pozostawić kolejnym pokoleniom? Jaką wartość ma jego twórczość?

wtorek, 23 czerwca 2026

Druidzi. Księga druga

Folk-horror w V wieku naszej ery

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Druidzi”, historyczno-fantastyczno-kryminalna seria komiksowa o dwóch Celtach-detektywach liczy dziewięć tomów. Sześć zebranych razem już w Polsce wyszło prawie rok temu nakładem Lost in Time – było bardzo intensywnie, celtycko i mitycznie. Teraz będzie podobnie – tylko mocniej.

Pierwszy tom dość klarownie zdefiniował serię. Stary druid Gwenc’hlan (przypominający Seana Connery’ego) i jego młody uczeń Taran rozwiązywali zagadkę tajemniczych morderstw w nowo założonych chrześcijańskich opactwach. Mamy V wiek naszej ery, jesteśmy w Bretanii, legendy mieszają się z rzeczywistością, a Gwenc’hlan i Taran stawiają czoła najróżniejszym zagrożeniom.

Drugi tom jest odrębną, trzyczęściową opowieścią, dziejącą się jakiś czas później. Rodzina kowala Ronana znika w niewyjaśnionych okolicznościach, a on sam umiera makabryczną śmiercią. Podejrzenie pada na społeczność Saksonów, wszak wiadomo, że ci germańscy najeźdźcy nie żyli w dobrych stosunkach z Celtami (a do tej grupy etnicznej należał kowal). Żyjący w odosobnieniu druidzi-detektywi znów ruszają do akcji, szybko obalając „scenariusz saksoński” i odkrywając, że rodzina kowala Ronana nie była wyjątkiem. W lasach Bretanii czai się zło, a wszyscy miejscowi obywatele, niezależnie od wieku, płci i pochodzenia, muszą mieć się na baczności. Śmierć dopiero zaczyna zbierać swoje żniwo.

niedziela, 21 czerwca 2026

Projekty Manhattan. Tom 2. Pseudonauka

Nowi bogowie


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mucha Comics przybywa z drugim tomem jednego ze swoich najlepszych komiksów ostatnich lat. Oto niezwykle oryginalna historia, w której żaden motyw nie jest zbyt szalony, a żaden bohater zbyt ekstrawagancki. Oto rzeczywistość, w której Projekt Manhattan był tylko jednym z wielu – tu prawdziwa walka o panowanie nad światem odbywa się poprzez rozwijanie tych dodatkowych, tajnych i absolutnie fantastycznych.

Pierwszy tom „Projektów Manhattan” zakończył się cliffhangerem. Oppenheimer (nie podaję imienia celowo – kto ma wiedzieć, ten wie) zdradził swoich kolegów naukowców i knuje niecne plany przejęcia władzy nad światem (wszechświatem?!). Tytułowe Projekty, czyli szereg tajnych programów badawczych, dla których ten dotyczący bomby atomowej był tylko przykrywką, stały się narzędziem walki o wpływy. Połączone siły amerykańskich, radzieckich i niemieckich naukowców rozpoczęły wspólne działania mające na celu wyniesienie ludzkiej rasy na wyższy poziom, zażegnanie niebezpieczeństwa płynącego z odległych zakątków galaktyki i – co chyba najważniejsze – odsunięcie od władzy tych, którzy dzierżą ją teraz.

czwartek, 18 czerwca 2026

Bat-Man. Pierwszy Rycerz

Batman Unplugged


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Był maj 1939 roku. W dwudziestym siódmym odcinku antologii komiksowej „Detective Comics” zadebiutował dziwaczny zamaskowany bohater. Był wtedy po prostu realizacją jednego z wielu pomysłów redaktorów National Comics Publications. Kto by pomyślał, że w maju 2026 roku, po osiemdziesięciu siedmiu latach od debiutu, Batman (bo o nim oczywiście mowa) nadal będzie jednym z najpopularniejszych symboli amerykańskiej popkultury.

Batman w 1939 roku był Bat-Manem. W swojej pierwszej przygodzie pod tytułem „The Case of the Chemical Syndicate” pojawił się w Gotham już nie jako kolejny z popularnych wtedy „mystery men”, lecz jako forpoczta nadchodzącej ery superbohaterów. Dan Jurgens, którego w Polsce kojarzymy przede wszystkim z „Supermana” ery TM-Semic, postanowił opowiedzieć o początkach człowieka-nietoperza na nowo, korzystając z oferty imprintu DC Black Label – przedsięwzięcia, którego głównym założeniem była całkowita swoboda twórcza scenarzystów. Wspólnie z grafikiem Mike’em Perkinsem Jurgens opisał jeszcze raz pierwsze dni kariery Bat-Mana – tym razem w bardzo realistyczny sposób. Pamiętacie komiks „Batman. Ziemia Jeden”? O takim stopniu realizmu mówimy.

wtorek, 16 czerwca 2026

IACTE

 Życie jest życiem, jakiekolwiek by nie było


Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #20


„Czy wiesz, gdzie jesteś? – szeptał mrok. – Czy wiesz, kiedy jesteś? Czy wiesz, kim jesteś? Czy wiesz, czy w ogóle jesteś?”

Indianin Luis, Podążający za Cieniem, pół-Cayuga, pół Francuz, przeniesiony zostaje ze swojego dobrze znanego świata do rzeczywistości przeczącej zdrowemu rozsądkowi. Okazuje się, że Luis nie jest prawdziwym człowiekiem, lecz urzeczywistnionym snem. Grupa Ziemian-kolonistów rozbiła się na odległej planecie i stawia czoło jednemu z pozostałych załogantów, niejakiemu Saint-Pierce’owi. Luis, powołany do życia w niezwykłym miejscu zwanym Grotą Snów, ma być tropicielem idealnym – tylko będzie w stanie znaleźć kryjówkę przeciwnika. Oto istota z krwi i kości powstała w tytułowym IACTE, miejscu nieograniczonego potencjału, wzmocnionej probabilistyki, pierwowzorze późniejszego „Skoliodoi” z „Innych pieśni”.