niedziela, 6 września 2026

Ghost Rider. Nocna masakra

Dorwać Ghost Ridera!

Trzeci zbiorczy tom „Ghost Ridera” od Muchy wydany został trochę z zaskoczenia, w miarę szybko po drugim. Mucha kuje żelazo, póki gorące, rozgrzany do białości piekielny motocykl Danny’ego Ketcha śmiało jedzie naprzeciw naszym oczekiwaniom. Czytaliście komiksy TM-Semic? Przed wami lektura obowiązkowa.

Wydany rok temu drugi tom zbiorczy „Ghost Ridera” zawierał historie znane z czasów TM-Semic („Świt synów nocy”, „Dusze Venoma”) oraz kilka odcinków uzupełniających. Mucha wydaje „Ghost Ridera” w stylu marvelowskiego „Epic Collection”. Główny szkielet fabularny tworzy trzecia seria „Ghost Rider”, rozpoczęta na początku 1990 roku (początek pamiętamy z naszego „Mega Marvel 1(2)/94”), która czasami potrzebuje uzupełnienia w postaci serii pobocznych. I tak „Świt synów nocy” z poprzedniego albumu składał się nie tylko z odcinków głównej serii, ale również z jej spin-offu o nazwie „Ghost Rider / Blaze. Spirits of Vengeance” oraz pierwszych odcinków nowych „piekielnych” serii Marvela z 1992 roku – „Nightstalkers”, „Morbius, The Living Vampire” i „Darkhold. Pages from the Book of Sins”. Wymieniam je nie bez powodu, bo wrócimy do nich przy okazji omawianego dziś trzeciego tomu.

czwartek, 3 września 2026

Czarny horyzont

Język tyranii


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Lost in Time” systematycznie powiększa swą ofertę o kolejne europejskie pozycje. Tym razem znów otrzymujemy science fiction – pełne akcji, grozy i specyficznej filozofii. Mroczna historia z najdalszych zakamarków kosmosu – „Czarny horyzont”.

W 1997 roku na ekrany kin wszedł jeden z najlepsz
ych horrorów science fiction w historii – „Event Horizon”, czyli po polsku „Ukryty wymiar”. Bohaterowie filmu dolecieli do samego piekła. Planeta Kepler-4528, na której rozpoczyna się akcja komiksu, również zdaje się być piekłem. Tajemnicza bariera biegnąca przez całą planetę, zwana przez kolonizatorów „czarnym horyzontem”, zabija każdego, kto zbyt blisko się do niej zbliży. Za barierą czai się nieokreślone bliżej zło, ale także źródło gigantycznej energii, na której tak bardzo zależy szturmującym ją oddziałom.

wtorek, 1 września 2026

Nawiedzenia

Jedyne prawdziwe duchy

Artykuł należy do cyklu XX lat Biblioteki grozy wydawnictwa C&T”. Odcinek trzydziesty czwarty.

We wstępie do „Nawiedzeń”, zbioru czterech opowiadań o duchach, autor(ka) Vernon Lee pisze, kim/czym są dla niej „prawdziwe duchy”. Za jej czasów, czyli pod koniec XIX wieku, ludzie nie boją się już zamczysk spowitych mgłą lub białych zjaw potrząsających łańcuchami. To, co nadprzyrodzone, musi pozostać spowite tajemnicą, być niedopowiedziane, niezbyt mocno zdefiniowane ontologicznie. Prawdziwe duchy pochodzą z umysłów opowiadających. Powoływane są do życia przez przeszłość, doświadczenia i przeżycia narratorów – nie przez jakąś obiektywną rzeczywistość. „To są jedyne prawdziwe duchy” – jak pisze autorka.

Vernon Lee to tak naprawdę Violet Paget, brytyjska pisarka urodzona w połowie XIX wieku. Powiedzieć, że była kobietą ekscentryczną, niepokorną i wyzwoloną jak na tamte czasy – to nic nie powiedzieć. Violet Paget nosiła męskie ciuchy, była feministką, pacyfistką i najprawdopodobniej zamiast mężczyzn wolała inne kobiety – zdecydowanie nie była wzorem do naśladowania dla „dobrze wychowanych dziewcząt” epoki wiktoriańskiej. Była gruntownie wykształcona humanistycznie i muzycznie – wszystko to ma swoje odbicie w treści jej opowiadań. A tych w „Nawiedzeniach” znajdziemy cztery.

niedziela, 30 sierpnia 2026

Wieki światła

Wielkie rozczarowania


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Nie wypada pisać o „New Weird” w Polsce nie wspominając o pierwszej powieści „Uczty Wyobraźni” wydawnictwa Mag. „Wieki światła” Iana Rodericka MacLeoda w pewnym sensie zdefiniowały ten cykl – w pierwszych intensywnych latach jego funkcjonowania większość pozycji wpasowywała się w „New Weird” w mniejszym lub większym stopniu. Magowa uczta rozpoczęła się daniem naprawdę przepysznym.

Ian R. MacLeod największą popularność zdobył właśnie po publikacji „The Light Ages”. Sam autor mówił o tej powieści jako o steampunkowym fantasy, realizmie magicznym i historii alternatywnej. W świecie powieści do rozszczepienia rzeczywistości doszło w drugiej połowie XVII wieku, kiedy to w brytyjskich kopalniach odkryto dziwną, na poły płynną, na poły lotną eteryczną substancję. Nazwano ją – nomen omen – „eterem” nawiązując do filozoficznych teorii starożytnych Greków. Eter całkowicie zmienił rzeczywistość – doszło do gwałtownej rewolucji przemysłowej wspomaganej tą magiczną substancją. Tak właśnie – magiczną. Eter służy do wzmacniania mostów, budowy niezawodnych linii telegraficznych, statków, samochodów, budowli. Dzięki niemu nie trzeba używać najlepszych materiałów ani pilnować bezwzględnej jakości wykonania, czy sztywnego trzymania się projektów. Celowa tandeta nie powoduje problemów – eter trzyma wszystko w kupie i nadaje idealną jakość.

sobota, 29 sierpnia 2026

Ruch generała

                            Wojna, akurat! W jakim świecie ty żyjesz?!


Artykuł należy do serii "Nie długość się liczy" #23

„Twoje ciało to sploty klątw psychokinetycznych i sensorycznych, twoje myśli to kłębowisko demonów, jesteś jednym, wielkim, chodzącym zaklęciem, homeostatycznym zawirowaniem magii!”

W jednym z numerów „Nowej Fantastyki” z 1997 roku ukazał się esej Jacka Dukaja pod tytułem „Filozofia fantasy”. Dukaj stwierdził tam, że konwencja fantasy skostniała w średniowiecznym sztafażu a przecież daje ona nieograniczone możliwości światotwórcze. „Ruch generała” z 2000 roku, opowiadanie otwierające zbiór „W kraju niewiernych”, pokazuje, że można inaczej. Oto świat pełen magii, rzeczywistość, w której wielkie Imperium Warzhadów stawia czoła legionom Ptaka – dwie strony mają na swych usługach czarowników (nazywanych tu „urwitami”), potężne klątwy i zmodyfikowane magicznie wojska. Po stronie króla Bogumiła Warzhada walczy Generał Żarny, osiemsetletni, najwyraźniej nieśmiertelny mag, którego ciało uległo przez lata niezliczonym modyfikacjom. Teraz generał przypomina raczej cyborga niż postać z książek fantasy.

czwartek, 27 sierpnia 2026

Pieśń bogini Kali

Piekło ma adres

„Są na świecie miejsca zbyt nikczemne, aby pozwolić im istnieć. Są miasta zbyt niegodne, aby je tolerować”. Narrator i główny bohater pierwszej powieści Dana Simmonsa protestował swego czasu przeciwko używaniu broni nuklearnej. Teraz chciałby, aby Kalkutę pochłonął grzyb atomowy.

„Song of Kali” to debiut Dana Simmonsa z 1985 roku. Akcja powieści toczy się w roku 1977. Robert Luczak, poeta, pisarz i pracownik amerykańskiego czasopisma literackiego, musi udać się do Kalkuty. Jako zagraniczny korespondent musi nawiązać kontakt z tamtejszym środowiskiem literackim, aby uzyskać prawa do nowego manuskryptu słynnego indyjskiego twórcy M. Dasa, ucznia samego Rabindrabnatha Tagore’a. Sprawa jest bardzo dziwna – przecież Das popełnił samobójstwo osiem lat wcześniej, a teraz powraca w glorii, choć nikt go oficjalnie nie widział. Luczak zabiera do Indii swą rodzinę – żonę Amritę i kilkumiesięczną córkę.

To, co uderza czytelnika najmocniej już od samego początku lektury, to sposób, w jaki Simmons przedstawia Kalkutę. To gigantyczne, wielomilionowe miasto jest dosłownie wyjęte z koszmaru, zalegają w nim „miazmaty” – zarówno w znaczeniu dosłownym i metaforycznym. Kalkuta pełna jest niebezpiecznych ludzi, mroczna, gorąca jak dno piekieł, pełna zatrutego powietrza i niewypowiedzianego niebezpieczeństwa. Tak jakby zło w najczystszej postaci zalęgło się w jej trzewiach. Robert zaczyna schodzić w głąb koszmaru, jaki mu się nigdy nie śnił. Spotykane osoby rzadko są tym za kogo się podają, rzeczywistość się odkształca, a bliżej nieokreślony kult bogini Kali, zaczyna pojawiać się w zasłyszanych, makabrycznych opowieściach.

wtorek, 25 sierpnia 2026

Brama Orientu

Wiatr znad Bosforu


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Tytułową „Bramą Orientu” nazywany jest Stambuł, symboliczny punkt przejścia między kulturą europejską i azjatycką. W komiksie autorstwa Vittorio Giardino dojdzie tu do walki wywiadów, wyrafinowanych intryg szpiegowskich oraz nieustannych pościgów i ucieczek.

Pod koniec lata 1938 roku, na dwanaście miesięcy przed początkiem największego horroru w dziejach ludzkości, w Stambule pojawia się tajemniczy przybysz. Ktoś go ściga, prawdopodobnie Sowieci, wie zbyt dużo i jak to zwykle bywa znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Los chciał, że do stolicy Turcji trafia niejaki Max Fridman, były tajny agent francuskiego kontrwywiadu. Takich ludzi jak Fridman przygoda szuka sama – zatrzymany zaraz po zejściu z pokładu statku przez ponurych panów w garniturach, nasz bohater musi walczyć o życie. Na domiar złego/dobrego (zależy, jak spojrzeć) Max spotyka na swej drodze piękną nieznajomą, która skrywa swoje własne tajemnice.