niedziela, 21 kwietnia 2024

Batman. Ziemia Jeden

Batman zdemitologizowany


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Komiksy DC z fabułą osadzoną w alternatywnym uniwersum, czyli tak zwane „elseworldy”, między 1990 a 2010 rokiem były normą. W roku 2011 rozpoczęła się era „The New 52”, wielki restart całego uniwersum, które samo stało się w całości takim właśnie elseworldem. Jakby tego było mało, DC postanowiło uruchomić kolejne światy alternatywne w stosunku do nowo powstałego. Tak powstała „Ziemia Jeden”.

czwartek, 18 kwietnia 2024

Wonder Woman. Historia: Amazonki

Uczta ekstremalna


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Waleczna amazonka była już raz główną bohaterką komiksu inicjatywy DC Black Label. Cztery lata temu Daniel Warren Johnson zaprosił czytelników na swoją „Martwą Ziemię”, w której Diana z Themiskiry żyła w postapokaliptycznej przyszłości. Dzisiaj udamy się w daleką przeszłość i to naprawdę bardzo odległą. I trochę umowną, wszak zagłębiamy się w świat greckich mitów. W uniwersum DC są one może trochę bardziej rzeczywiste niż w naszym świecie – istnienie dzielnych amazonek jest tam faktem.

„Wonder Woman. Historia” zaplanowana była na trzy trylogie (!). Dziś czytamy pierwszą z nich – trzyczęściowe „Amazonki” ze scenariuszem Kelly Sue DeConnick i rysunkami (choć to mało powiedziane) trojga artystów. „Amazonki” przygotowują grunt pod pojawienia się księżniczki Diany. Tak, to możemy zdradzić – główną, bardzo odmienioną w porównaniu do powszechnie obowiązującej wersji, bohaterką jest matka Diany, Hippolita. Dlaczego odmienioną? Otóż, w wersji DeConnick Hippolita jest zwykłą ludzką kobietą, akuszerką mieszkającą w starożytnych Atenach. Z kolei obecną mainstreamową Hippolitę wymyślił słynny George Perez w 1987 roku, kiedy to wystartowała pierwsza pokryzysowa (a druga w ogóle) seria „Wonder Woman”. Hippolita została wówczas stworzona wraz z innymi Amazonkami przez zbuntowane greckie boginie z dusz zmarłych kobiet i już od samego początku była królową całego społeczeństwa Rajskiej Wyspy.

niedziela, 14 kwietnia 2024

Amazing Spider-Man. Tom 3

Hola, hola, panie Straczynski!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Dwa pierwsze zbiorcze tomy „The Amazing Spider-Man” runu Josepha Michaela Straczynskiego narysował popularny John Romita Jr. Pora go pożegnać i przywitać Mike’a Deodato, grafika o mniej rozpoznawanym nazwisku, ale równie doświadczonego. Przed nami kolejne przygody Spider-Mana z początku dwudziestego pierwszego wieku.

Poprzedni tom przywrócił kilka rzeczy na swoje miejsce. Mary Jane wróciła do Petera Parkera i stała się znowu najważniejszą żeńską bohaterką komiksu – ciotka May lubi jednak przebywać na drugim planie i od czasu do czasu służyć dobrym słowem albo niedzielnym obiadem. Straczynski rozbudował jeszcze bardziej mitologię i zasady, na jakich działa totemiczna moc Spider-Mana – niby nadal taka sama z wierzchu, ale przecież zupełnie inna w środku niż cały czas myśleliśmy. No i wróciliśmy do starej numeracji odcinków – po pięćdziesiątym ósmym numerze drugiej serii „The Amazing Spider-Man” ukazał się jubileuszowy odcinek numer pięćset. Straczynski podsumował całe dotychczasowe czterdzieści lat człowieka-pająka w Marvelu, wysłał go w zaświaty czy tam inne obszary astralne, gdzie „całe życie przeleciało mu przed oczami”. Ten swego rodzaju „reset” podkreślił tylko wagę runu Straczynskiego – okresu, który równie często wychwalano pod niebiosa (bo był inny niż wszystkie przed nim), co krytykowano zawzięcie (z tego samego powodu).

czwartek, 11 kwietnia 2024

Nieśmiertelny Hulk. Tom 5

Księga Hioba według Marvela


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Savage Hulk, Joe Fixit, Profesor Hulk, World War Hulk, Szary Hulk, Diabelski Hulk – i w końcu Nieśmiertelny Hulk. To nie są tylko różne osobowości Bruce’a Bannera, to nie tylko efekt rozszczepienia jego osobowości, co w pierwszych tomach sugerował autor scenariusza Al Ewing. To coś o wiele więcej.

Piąty zbiorczy tom „Nieśmiertelnego Hulka” od Egmontu kończy tę pięćdziesięcioodcinkową serię. Jak każdy wcześniejszy zawiera dziesięć zeszytów – od czterdziestego pierwszego do pięćdziesiątego, wydanego w grudniu 2021 roku. Wiedzieliśmy, że czeka nas wybuchowy i emocjonujący finał, ale chyba przeszedł on najśmielsze oczekiwania. Ok, w każdym razie moje – zakończyła się właśnie jedna z najlepszych serii Marvela dwudziestego pierwszego wieku. Zanim jednak przeczytamy owo zakończenie, powinniśmy przypomnieć sobie przynajmniej siedem ostatnich odcinków tomu czwartego.

niedziela, 7 kwietnia 2024

Uniwersum DC według Neila Gaimana

Cztery wywiady, coś tam pomiędzy i pogrzeb


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Omawiany dziś album zbiera kilka komiksów napisanych przez Neila Gaimana dla DC, ale z zaznaczeniem, że chodzi o ten najbardziej znany i największy obszar wydawniczy – historie o superbohaterach. Raz jest lepiej, raz gorzej – dla fanów autora „Sandmana” jest to w sumie i tak nieistotne. Gaiman to Gaiman.

Zaczynamy od trzydziestego szóstego numeru antologii „Secret Origins” ze stycznia 1989 roku. Seria ta przedstawiała czytelnikom nieznane (albo mniej znane) wersje genez najróżniejszych postaci uniwersum DC – wystartowała zaraz po „Kryzysie na nieskończonych Ziemiach”, więc materiału było mnóstwo. Neil Gaiman napisał „Korowód”, króciutką opowieść o tajemniczym inspektorze Stuarcie odwiedzającym Poison Ivy, zamkniętą w Arkham. Jedna z najbardziej znanych przeciwniczek Batmana opowiada mu inną historię swego życia niż ta powszechnie znana. Jednak o wiele ważniejszym elementem „Korowodu” niż cel założony przez „Secret Origins”, wydaje się niesamowity klimat pełen niepokoju i psychozy, przywodzący nieco na myśl pierwsze odcinki „Sandmana” – tak mniej więcej do pojedynku z Doctorem Destiny. Dużą rolę pełnią tu rysunki Marka Buckinghama, współpracującego już z Gaimanem przy okazji „Miracleman. Złota Era” – surowe, klimatyczne i takie właśnie „sandmanowskie”.

czwartek, 4 kwietnia 2024

Przysięga. Tom 2

Bez emocji


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Przysięga”, ze scenariuszem Fabrice’a Davida i rysunkami Erica Bourgiera, jest sześcioodcinkową serią, wydawaną we Francji między rokiem 2006 a 2020. Wydawnictwo Lost in Time zebrało wszystko w dwóch tomach – dziś przyszła pora poznać zakończenie tej historii.

Kolejne odcinki „Przysięgi” wychodziły regularnie co trzy lata, więc nie były obliczone na szybki finansowy sukces, a raczej pisane/rysowane z pasji – co zresztą widać. W tomie pierwszym mieliśmy wielką mapę fikcyjnego świata fantasy, w którym toczy się akcja. Trzy królestwa tak zwanych „Synów Ziemi” muszą stawić czoła nie tylko własnym problemom i wzajemnym waśniom, ale i zagrożeniu ze strony rasy Drekkarów – potomków ludzi i starożytnych, legendarnych Smoków (!). Autorzy nie są jednostronni, nie stawiają czytelnika tylko w pozycji bohaterów z Arkanoru, Anoroeru i Verielu – ale zapraszają również do odizolowanego, skomplikowanego wewnętrznie Farkas, czyli targanej wewnętrznym konfliktem stolicy Drekkarów. Niby mamy dwójkę głównych bohaterów, czyli Kiriela, świeżo upieczonego zięcia władcy zjednoczonych królestw Synów Ziemi i panią generał Filene z Anaru, przybywającą z szokującymi wieściami, których nikt nie chce wysłuchać – ale szybko ich pozycja zostaje zdeprecjonowana. Kiriel i Filene stają się jednymi z dziesiątek najróżniejszych bohaterów, podróżujących do wielu rozmaitych miejsc wykreowanego świata – a przed lekko skonsternowanym czytelnikiem powstają kolejne siatki zależności, intryg, kakofonia imion i nazw geograficznych.

wtorek, 2 kwietnia 2024

Dom Usherów

Poe w wersji rozrywkowej


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Twórczość Edgara Allana Poego adaptowana jest bardzo ochoczo. Niekoniecznie wiernie, bo oryginał wybrzmiewa najlepiej w tej właśnie konwencji, w której został napisany. Taki był też główny cel tejże literatury – silna impresja, wrażenie, emocje. Jean Dufaux przełożył ją na komiks, choć właściwiej byłoby napisać – wykorzystał tylko niektóre jej motywy fabularne w celu opowiedzenia historii nieco innej. Znów udajemy się do posiadłości rodziny Usherów.

„Zagłada Domu Usherów” działa najlepiej w oryginale. Wiemy, o czym jest, to przecież jedno z najlepszych i najbardziej znanych opowiadań Poego – a liczy już sobie sto osiemdziesiąt pięć lat. Esencja literatury gotyckiej, romantyzm pełną gębą, groza docierająca do czytelnika w sposób subtelny i bardzo… niekomfortowy. Opowieść o dramacie rodzinnym Usherów, widzianym już na końcowym etapie przez bezimiennego narratora, uwiera bardzo mocno podczas lektury – jak seans „slow burn movie”. Największa groza czai się zawsze tam, gdzie szukalibyśmy jej w ostatniej kolejności.