Nic nie pozostaje pogrzebane na wieki
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Wzmianki o okultystycznym detektywie w stylu Abrahama Van Helsinga, żyjącym w XIX wieku i polującym na czarownice i demony, pojawiały się co jakiś czas w „Hellboyu” i „B.B.P.O.”. Pewnego dnia przyszła pora powołać go do komiksowego życia. Mike Mignola i Chris Roberson napisali wspólnie sześć pięcioodcinkowych historii o Sir Edwardzie Greyu, agencie Jej Królewskiej Mości – dziś czytamy drugą połowę jego przygód.
Pierwszy zbiorczy tom, wydany przez Egmont dokładnie dwa lata temu, zdefiniował założenia komiksu. Nic odkrywczego – wiktoriańska Anglia, tajne kulty, egzorcyzmy, piekielne demony, pulpowa fantastyka podszyta grozą. W zasadzie to samo, co w „Hellboyu” tylko sto lat wcześniej. Sprawdzone schematy fabularne działały w pierwszym tomie, działają również w drugim. To nie jest komiks dla osób szukających czegoś innego niż wszystko, co do tej pory proponował nam Mike Mignola. To jest komiks dla fanów potrzebujących więcej tego samego.






