Cool over logic
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
W grudniu 2023 roku Mucha wydała album „Legendy X-Men. Jim Lee”, zbierający pierwsze jedenaście odcinków „X-Men” – serii komiksowej, która w 1991 i 1992 roku zawojowała amerykański rynek komiksowy i pobiła wszelkie rekordy popularności. A teraz, po ponad dwóch latach, dostajemy „Legendy X-Men. Whilce Portacio”, czyli zbiór równolegle wydawanych zeszytów „The Uncanny X-Men” – najdłuższej i najważniejszej serii z mutantami w historii. Genialny pomysł, świetne uzupełnienie i nostalgiczny powrót do czasów TM-Semic.
Uporządkujmy najpierw fakty. W styczniu 1991 roku zakończył się „Plan X-Terminacji” – pierwszy wielki event ilustrowany przez Jima Lee. Popularność „The Uncanny X-Men” zaczęła rosnąć coraz szybciej, nakłady serii również. Dokładnie w tym samym czasie, po stu odcinkach i ośmiu latach seria „The New Mutants” zmieniła nazwę na „X-Force” – jej pierwszy zeszyt sprzedał się najlepiej w historii, detronizując „Spider-Mana” Todda McFarlane'a. Cable, dowódca X-Force, czyli tajemniczy przybysz z przyszłości, stał się symbolem rozpoczynających się właśnie lat dziewięćdziesiątych – pełnych fikuśnych kostiumów z tysiącami kieszeni i pasków, wielkich mięśni i jeszcze większych giwer i karabinów. Również grupa „X-Factor” przestała istnieć w dotychczasowym składzie. Mały synek Jean Grey i Cyclopsa zostaje zabrany w przyszłość, Profesor X zostaje sparaliżowany, a załamani członkowie X-Factor wracają do Instytutu Xaviera, gdzie jest tłoczno jak nigdy dotąd.






