niedziela, 5 lutego 2023

Abe Sapien. W odmętach i inne opowieści

Dla kolekcjonerów


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Abe Sapien. W odmętach i inne opowieści” jest już trzecim i ostatnim tomem zbiorczym w całości poświęconym przygodom najważniejszego (po Hellboyu) członka Biura Badań Paranormalnych i Obrony. Jest to album dopełniający kolekcję, przeznaczony dla fanów „Mignolaverse” a nie jego tylko przypadkowych gości.

Egmont wydał już dwa tomy opatrzone tytułem „Mroczne i straszliwe”. Mieliśmy w nich okazję śledzić poczynania Abe’a Sapiena podczas jego nieobecności w regularnej serii „B.B.P.O.”, kiedy to piekielny pomiot Ogdru Jahada pustoszył Ziemię. Dzisiejszy album, który dopełnia dzieła i zamyka dzieje rybopodobnego agenta, składa się z jedenastu opowieści z różnych okresów jego życia – jak podkreśla w przedmowie Scott Allie, ułożone są one w kolejności chronologii wydarzeń w uniwersum B.B.P.O. i Hellboya, a nie w kolejności publikacji. Tym bardziej podkreśla to fakt, że jest to zbiór, od którego nie powinno się zaczynać przygody z komiksami Mike’a Mignoli i właśnie Scotta Allie.

czwartek, 2 lutego 2023

Raffington Event

Andreas stonowany

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Raffington Event, prywatny detektyw, który pojawił się w pierwszych odcinkach słynnego „Rorka”, ma swój własny solowy album. Wydawnictwo Kurc wydało dwa lata temu komiks z jego przygodami – taka ciekawostka dla fanów twórczości Andreasa Martensa.

Krótki to komiks, do przeczytania (i – co ważne – obejrzenia) może w niecałą godzinę. Otwiera go czarno-biała, siedmiostronicowa i całkowicie pozbawiona tekstu historyjka obrazkowa pod tytułem „Jim”. Klimat noir, piękna kobieta zleca odnalezienie zaginionego mężczyzny, a tytułowy detektyw Raffington Event wpada w tarapaty. Druga część komiksu, już znacznie dłuższa, bo czterdziestosześciostronicowa, podzielona jest na dziewięć (niemal) niepowiązanych ze sobą epizodów. Mamy już kolory, mamy również tekst. Przed nami dziewięć przygód detektywa – niektóre wynikają wprost z przyjmowanych przez niego zleceń, inne to przypadkowe wydarzenia, które po prostu „dzieją się” w jego obecności. Poszukiwania przeklętej, niemal lovecraftowskiej, księgi; tajemnica ukryta w koszmarnych snach pewnego klienta; nieoczekiwana wizyta rannego człowieka (najbardziej oryginalny formalnie odcinek); pełne grozy wypadki w wesołym (dobre sobie) miasteczku; duchowa podróż do Meksyku, czy wreszcie dwie bardzo wesołe opowiastki o niespodziewanych zajściach na ulicy, przy której stoi dom detektywa.

wtorek, 31 stycznia 2023

Deadpool Classic. Tom 1

That '90s Show!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Deadpool zyskał ostatnio na popularności głównie dzięki swoim filmowym występom – oto człowiek z mocą skrajnie intensywnej regeneracji ciała, która nie pozwala mu umrzeć, nieco męczący gaduła, wesoły drań i huncwot. Ale zacznijmy od początku.

W lutym 2017 roku Egmont rozpoczął wydawanie „Deadpool Classic”, czyli cyklu zawierającego kompletny zestaw przygód wspomnianego bohatera. Pierwszy zbiorczy tom otwiera zatem dziewięćdziesiąty ósmy numer „The New Mutants” z grudnia 1990 roku, czyli komiksowy debiut Deadpoola. Rob Liefeld i Fabian Nicieza wprowadzają do świata mutantów Marvela zamaskowanego łowcę nagród, cyngla wynajętego przez niejakiego pana Tollivera. Jego celem – oczywiście lider Nowych Mutantów, Cable! Deadpool, czyli Wade Wilson w cywilu, jawna parodia starszego o dekadę bohatera DC o ksywie Deathstroke (który notabene nazywa się Slade Wilson!), to były agent CIA, były żołnierz sił zbrojnych USA oraz były uczestnik tajnego programu „Weapon X”, którego celem było „produkcja” superżołnierzy (Barry Windsor-Smith lubi to!).

niedziela, 29 stycznia 2023

Niewidzialni. Tom 2

Uwaga! Teren prywatny!

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.


Egmont zakończył 2022 rok komiksem, któremu wystawiam bez żadnego skrępowana najwyższą notę, choć wiem, że będę raczej w mniejszości. Oto Grant Morrison i jego opus magnum – drugi tom „Niewidzialnych” jest rzeczą, której nie można przeczytać raz i po prostu odłożyć na półkę. Wkraczamy na teren prywatny jednego z najoryginalniejszych komiksowych twórców naszych czasów. 

Pierwszy tom, zawierający połowę pierwszej serii „The Invisibles”, opowiadał o inicjacji nastoletniego łobuza z Liverpoolu, Dane’a McGowana. Chłopak trafia pod skrzydła tajemniczego Kinga Moba i staje się piątym członkiem jednej z komórek tajnego stowarzyszenia istniejącego w każdym czasie pod każdą szerokością geograficzną. „Niewidzialni” walczą z każdym przejawem opresji szeroko pojętego „systemu”, władzą ograniczającą wolność jednostki i dążą do ustanowienia na Ziemi doczesnego raju, utopii opartej na „idei wolności w takim sensie, którego potrafimy nawet sobie wyobrazić”. W skład grupy wchodzą jeszcze ludzka lalka Raggedy Ann, twarda policjantka o pseudonimie „Boy” oraz brazylijska drag queen, transseksualna czarownica każąca nazywać się Lordem Fanny. Dane McGowan dowiaduje się, że rzeczywistość, w której żyje, jest tylko fragmentem większej całości – za kulisami świata, od zarania dziejów trwa wojna „Niewidzialnych” z „Zaginionymi”, czyli bliżej nieokreślonymi bytami spoza naszego wymiaru pragnącymi sterować ludźmi i odebrać im resztki wolności. Agentami Zaginionych są „Sługusy”, ludzie z wyższych sfer – arystokraci, politycy, rodziny królewskie, masoni, dostojnicy religijni, policjanci i ogólnie wszyscy, którzy w jakiś sposób reprezentują to, co możemy nazwać „systemem” i normami społecznymi (niekoniecznie tylko zachodnimi).

czwartek, 26 stycznia 2023

Elecboy. Tom 1

Dobre postapo i tyle


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pierwszy tom zbiorczy komiksu „Elecboy” (zawierający dwa pierwsze albumy oryginalne, wydane w 2021 roku) jest czymś, co „już znamy, już gdzieś widzieliśmy i wiemy, jak to czytać”. Jednocześnie nie jest niczym wtórnym – popkultura ma przecież ograniczony zasób wzorców, które należy umiejętnie przerabiać na różne sposoby. Francuskiemu autorowi, Jaouenowi Salaünowi, ta sztuka się udała.

A nie zaczyna się wcale tak prosto i jednoznacznie – jest niemal jak w powieściach Jacka Dukaja, który wrzucał czytelnika w całkowicie obcy świat, pełen nieznanych form, sformułowań i zasad. Widzimy postapokaliptyczną scenerię, zrujnowany świat przemierzany przez latające, lekko przerażające androidy jak z serialu „Wychowane przez wilki”. Te dziwne, zmiennokształtne byty, złożone z roju drobnych elementów (nanobotów?), ścigają łysego kolesia, ni to buddyjskiego mnicha, ni to Indianina, który raczy nas mało zrozumiałym wewnętrznym monologiem, pełnym podcoelhizowanych frazesów i komunałów o swej niedoli i konającej Ziemi. Jest grubo i zapowiada się lektura wymagająca intelektualnie – lub wręcz przeciwnie, obrażająca intelekt.

niedziela, 22 stycznia 2023

Flashpoint

Teraz (naprawdę) mamy kryzys


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

A dziś znowu DC Comics i kolejne, wielkie wydarzenie, „po którym nic już nie będzie takie samo”. „Flashpoint” Geoffa Johnsa z 2011 roku nie ma w nazwie słowa „kryzys”, ale zmiany jakie ze sobą przyniósł można porównać tylko do tego pierwszego, najważniejszego „Kryzysu na nieskończonych Ziemiach”. Ach, ten Flash – znowu narozrabiał!

Zacznijmy od stycznia 2009 roku, kiedy to ukazał się ostatni odcinek „Ostatniego kryzysu” Granta Morrisona, wydarzenia, które miało być „Hiperkryzysem” wstrząsającym światem DC u podstaw. Wstrząsnął rzeczywiście, ale nie była to rewolucja absolutna. Morrison wbił szpilę wydawcom, redaktorom i samym twórcom, rozwalił czwartą ścianę, wysłał Batmana w daleką przeszłość – ale to nadal nie były zmiany na miarę „Kryzysu na nieskończonych Ziemiach”. W 2009 roku inny komiksowy twórca coraz odważniej poczynał sobie w DC Comics i piął się w górę hierarchii wydawnictwa. Geoff Johns napisał „Nieskończony kryzys”, historię wojny Zielonych Latarni z ich żółtymi, złymi odpowiednikami („Sinestro Corps War”), a także „Najczarniejszą noc” (2009-2010) i „Najjaśniejszy dzień” (2010-2011) – dwa wielkie eventy, które dotknęły całą superbohaterską społeczność DC. Wszystkie wspomniane komiksy wyszły już w Polsce – ale przed lekturą „Flashpoint” nie jest wymagana ich szczegółowa znajomość. No, może „Najjaśniejszy dzień” nie zaszkodzi przeczytać.

czwartek, 19 stycznia 2023

Venom. Tom 3

Nienawidzę tego @*^%# z symbiontami!


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Szortal i została tam pierwotnie zamieszczona.

Tytuł recenzji to nie moje osobiste zdanie, bo ja akurat to lubię. Tak mówi Eddie Brock, główny bohater serii „Venom” inicjatywy „Marvel Fresh”. Trzeci zbiorczy tom, który został niedawno wydany w Polsce, opowiada o wielkiej awanturze nazwanej „Absolute Carnage” – „p#*5&@ne symbionty” zaczynają obracać nasz świat w perzynę. 

Eddiego Brocka nie trzeba przedstawiać fanom komiksów Marvela. To Venom, największy wróg Spider-Mana, który w swojej najnowszej, samodzielnej serii ma jednak na głowie zupełnie inne rzeczy  niż uprzykrzanie życia Peterowi Parkerowi. Oto powrócił ich dawny wspólny przeciwnik – najstraszniejszy seryjny morderca Marvela, czyli Cletus Kasady alias Carnage. Potężniejszy i bardziej przerażający niż kiedykolwiek – połączony nie z pierwszym lepszym symbiontem, lecz z „Grendelem”, którego dobrze pamiętamy z pierwszego tomu „Venoma”. Stwórca Grendela i bóg wszystkich istniejących symbiontów, przedwieczny Knull, uwięziony na „planecie symbiontów” unoszącej się gdzieś na krańcach wszechświata, może zostać przebudzony. Wystarczy, że Carnage odnajdzie wszystkich dotychczasowych nosicieli symbiontów i wyekstrahuje z ich DNA tak zwany „kodeks”, ślad pozostawiony przez kosmicznych pasożytów. „Wyekstrahuje”, czyli brutalnie i boleśnie wyssie płyn mózgowo-rdzeniowy z jeszcze ciepłego trupa – jakby kto pytał. Carnage, staje się kimś w rodzaju demonicznego proroka Knulla, który znaczy swoją drogę krwawym śladem i przygotowuje grunt pod przybycie swego pana.