Era cudów dobiega końca
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
„Onslaught” – oto przedostatnie „Punkty zwrotne” lat dziewięćdziesiątych. Mutanci Marvela zmierzą się z jednym z najpotężniejszych przeciwników w swojej historii. Ba, po raz pierwszy skorzystają z pomocy innych znanych drużyn – Avengers i Fantastycznej Czwórki. Lata dziewięćdziesiąte osiągnęły swe apogeum – to właśnie „Onslaught” kumuluje wszystkie cechy dekady w sposób najbardziej reprezentatywny.
W ostatnich „Punktach zwrotnych” mieliśmy do czynienia z „Przymierzem Falangi” – atakiem biocybernetycznego bytu, którego skrajna obcość nie przystawała do standardowego obrazu przeciwnika X-Men. Zaraz potem Marvel postanowił podjąć rękawicę rzuconą przez DC Comics, które najpierw „zabiło” Supermana a potem złamało kręgosłup Batmanowi – wielkie zmiany w status quo flagowych bohaterów napędzały sprzedaż. W komiksach ze Spider-Manem rozpoczęła się „Saga klonów” a świat X-Men został dosłownie zniszczony. W lutym 1995 roku ukazały się ostatnie zeszyty regularnych serii z mutantami a miesiąc później w ich miejsce weszły ich alternatywne wersje. Oto nastąpiła „Era Apocalypse’a” – czteromiesięczna odskocznia od mainstreamu, w której poznaliśmy równoległe uniwersum Marvela. To w nim ziściło się marzenie jednego z największych wrogów X-Men – Apocalypse podbił Ziemię i urządził nie-mutantom krwawą łaźnię.






