czwartek, 20 stycznia 2022

Lucyfer. Boska tragedia. Tom 2

Sztuka cierpienia


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Pierwszy tom „Lucyfera” był najlepszym komiksem wśród wszystkich otwierających nowe serie w ramach „Sandman Uniwersum”. Zanosi się na to, że drugi tom będzie najlepszy wśród wszystkich kontynuacji.  

Lucyfer, Gwiazda Zaranna, Niosący Światło, Syn Boży – narodził się na łamach „Sandmana” Neila Gaimana a największą popularność zdobył za sprawą genialnych komiksów Mike’a Careya (uwaga – nakładem Egmontu, w lutym 2022 roku ukaże się trzeci, już ostatni, gruby tom „Lucyfera” tego właśnie autora). Dan Watters, któremu powierzono opowieść o losach Gwiazdy Zarannej w ramach nowej inicjatywy DC Comics, przedstawił go w pierwszym tomie jako wielką niegdyś postać, zdegradowaną do figury ślepego, ułomnego starca, nie potrafiącego się uwolnić od „więzienia ludzkiego ciała”. Pierwszy tom opowiadał o sztuce ucieczek – do największej doszło pod koniec komiksu, kiedy to Lucyfer wrócił do swej „normalnej” postaci a la „młody David Bowie” i odzyskał swą potęgę. Razem z nim powróciła z martwych czarownica Sycorax, jego dawna kochanka i matka ich jedynego syna, wielkiego, potwornie oszpeconego, Kalibana.

wtorek, 18 stycznia 2022

Księgi magii. Drugie Quatro. Tom 2

Czym jest magia?

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wydawnictwo Egmont zakończyło rok 2021 aż trzema komiksami z „Uniwersum Sandmana”. Jeden z nich otwiera całkiem nową serię, dwa pozostałe to kontynuacje znanych już historii. Zajmijmy się dziś jednym z nich – otwieramy drugi tom „Ksiąg magii”.

Główny bohater komiksu, nastoletni Timothy Hunter, jest uwspółcześnioną wersją bohatera „Ksiąg Magii” Neila Gaimana sprzed trzydziestu lat. „Księgi magii” z „Sandman Uniwersum” napisała Kat Howard, wielka fanka twórczości Gaimana – jej Timothy chodzi do liceum i ciągle zmaga się z trudną prawdą o własnej naturze. Otóż spotkanie z gaimanowskimi magami było wydarzeniem, którego nie sposób wymazać z pamięci ani unieważnić. Nad Timem ciąży fatum – ma zostać największym magiem w historii ludzkości, ale nie jest przesądzone czy obierze jej jasną czy mroczną stronę. Nauczycielka Tima, doktor Rose, próbuje pomóc młodemu chłopcu w wyborze właściwej drogi, ale wszystko i tak zależy od jego decyzji.

niedziela, 16 stycznia 2022

Nieskończony kryzys

Doskonały świat nie potrzebuje Supermana


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Mamy rok 2005. Minęło dwadzieścia lat od „Kryzysu na nieskończonych ziemiach”, największego wydarzenia w historii uniwersum DC Comics. Przyszła pora na jubileusz – w końcu nic tak nie nakręca sprzedaży jak wielkie crossovery doprowadzające uniwersum na skraj zagłady i przewijające się przez wiele równolegle wydawanych tytułów. Siedmioodcinkowy „Nieskończony kryzys” wpisał się w powyższe zasady idealnie.

„Kryzys na nieskończonych ziemiach”, ze scenariuszem Marva Wolfmana i rysunkami George’a Pereza, był wielkim sprzątaniem po pięćdziesięciu latach bałaganiarstwa Złotej, Srebrnej i Brązowej Ery komiksu. Uniwersum DC Comics zostało uproszczone i scalone do jednego wszechświata nazywanego „Nową Ziemią” – konglomeratu „Ziemi–1”, „Ziemi–2”, „Ziemi–4”, „Ziemi–S” i „Ziemi–X” z dominującą rolą tej pierwszej. Nastała Mroczna Era komiksu amerykańskiego, nazywana czasem Erą Nowoczesną. Kluczowi bohaterowie DC Comics zostali zaprezentowani na nowo, w duchu nowej, o wiele poważniejszej epoki. John Byrne napisał słynnego „Człowieka ze stali”, Frank Miller „Batmana. Rok pierwszy”, a taki Flash na ten przykład został całkowicie odnowiony – umarł Barry Allen, niech żyje Wally West! Nowe „originy” bohaterów DC nie były jednak tworzone jednocześnie i pod kontrolą jakiegoś wielkiego koordynatora z klarowną wizją. Niebezpieczeństwo chaosu znów zawisło nad ciągłością fabularną DC Comics.

czwartek, 13 stycznia 2022

Flex Mentallo. Człowiek mięśniowej tajemnicy

Co tak poważnie?


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

„Ty! Natychmiast kup ten komiks albo Ziemia zostanie skazana na zagładę!!!” – krzyczy tylna okładka „Flexa Mentallo. Człowieka mięśniowej tajemnicy”. Burzenie czwartej ściany w komiksach Granta Morrisona nie jest niczym nowym – tutaj jednak nie jest to autorskim celem, lecz narzędziem do jego osiągnięcia, czyli wyrażenia opinii o kondycji współczesnego komiksu.

Z przedmowy, zamieszczonej na początku albumu, możemy się dowiedzieć, że Flex Mentallo pojawił się po raz pierwszy w komiksie „Rasslin’ Men” z 1941 roku. Był bohaterem Złotej, Srebrnej, Brązowej i oczywiście Mrocznej Ery. Jest to oczywiście nieprawda (przynajmniej w naszym świecie, czytelniku), lecz pewien żart, wprowadzenie Granta Morrisona do założeń świata przedstawionego. Flex Mentallo zadebiutował tak naprawdę w trzydziestym piątym numerze „Doom Patrol” z sierpnia 1990 roku. Dobrze znamy tego pana – wyposażony w groteskowo wielkie mięśnie, potrafi dosłownie rekonfigurować rzeczywistość napinając bicepsy. Żeluje włosy, ubiera tylko buty zapaśnicze i gacie w panterkę, a gdy pręży mięśnie, nad jego głową pojawia się napis „Bohater plaży!”. Z kolei fani seriali kojarzą go z drugiego sezonu „Doom Patrol”, gdzie zlokalizował na odległość punkt G Rity Farr i próbował następnie powstrzymać seksualną apokalipsę. Postać wydaje się skrajnie absurdalna, jeśli postawimy ją obok reszty herosów zamieszkujących mainstream DC Comics, ale w pokręconej wyobraźni Granta Morrisona odnajduje się ona znakomicie.

niedziela, 9 stycznia 2022

Maska. Omnibus. Tom 1

Tom i Jerry dla dorosłych

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Już drugi rok z rzędu Non Stop Comics wydaje w listopadzie potężną, godną uwagi cegłę. Po zeszłorocznym „Tokyo Ghost” przyszła kolej na „Maskę”. Dobrze znamy kinową adaptację, teraz poznamy komiksowy pierwowzór.

Postać z wielką zieloną głową, która konsumentom popkultury kojarzy się głównie z Jimem Carreyem, zadebiutowała już w pierwszych komiksach, jakie zaczęło wydawać powstałe w 1986 roku wydawnictwo Dark Horse Comics. Po kilku latach okazało się, że czytelnicy uwielbiają tego absurdalnego antybohatera. Na samym początku lat dziewięćdziesiątych, początkujący twórcy, jakimi byli John Arcudi i Doug Mahnke, rozpoczęli prace nad regularną serią z „Big Headem” w roli głównej (tytuł „Maska” odnosił się tylko do przedmiotu przemieniającego nosiciela – dopiero po ekranizacji z 1994 roku zaczęto nazywać w ten sposób głównego/głównych bohaterów całej franczyzy). Pierwsze odcinki ich autorstwa publikowane były w antologii „Mayhem” – i to właśnie od nich się wszystko zaczyna.

czwartek, 6 stycznia 2022

X-Men. Punkty zwrotne. Kompleks Mesjasza

So 90's...

Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

W 2021 roku Egmont rozpoczął nową linię wydawniczą związaną z mutantami – „Punkty zwrotne”. Znaczenie jest dosłowne – są to historie, po których (w mniejszym lub większym stopniu) świat X-Men zmieniał oblicze. „Milestones”, czyli oryginalna nazwa cyklu, pasuje również - zaczynamy od „Kompleksu Mesjasza”, jednego z kamieni milowych w dziejach drużyny Profesora X.

„The Messiah Complex” wydany był pierwotnie na przełomie 2007 i 2008 roku. Cała fabuła składa się z trzynastu zeszytów – otwierającego ją odcinka o tej samej nazwie i dwunastu odcinków regularnych serii „X-Men” (cztery serie po trzy zeszyty, łączące się w jedną ciągłość fabularną). Rok 2007 kojarzy się fanom mutantów dość jednoznacznie – są to czasy niemal postapokaliptyczne. Potężna Scarlett Witch zneutralizowała za pomocą czarów ponad 99% przypadków genu X. Na Ziemi pozostało dokładnie stu dziewięćdziesięciu ośmiu mutantów – reszta utraciła swe moce. O wspomnianych wydarzeniach opowiadają takie eventy jak „House of M” i „Decimation” z 2005 i 2006 roku – włodarze Marvela dokonali w ten sposób pewnego rodzaju „czystki” w uniwersum, w którym liczba mutantów rosła w nielogiczny i niekontrolowany sposób. Jak można było się spodziewać, wśród tych, którzy przetrwali „hekatombę” genu X byli ci najpopularniejsi i najbardziej lubiani przez czytelników (nic dziwnego – gdy w kinowym MCU Thanos pstryknął palcami i zamienił połowę wszechświata w popiół, oryginalna drużyna „Avengers” pozostała nienaruszona).

wtorek, 4 stycznia 2022

Horacio d'Alba

Prawo silniejszego


Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.

Wydawnictwo Lost in Time próbuje odnaleźć się na całkowicie zapchanym polskim rynku komiksowym. Takie tytuły jak „Horacio d’Alba” są zdecydowanie dobrym sposobem na umocnienie się na tych jakże trudnych do zdobycia pozycjach. 

Jesteśmy w Italii, w epoce późnego renesansu. Zakończyły się właśnie wielkie wewnętrzne wojny w podzielonych Włoszech, a na ich północy wyrosła fikcyjna Republika Honoru – położona gdzieś na terenach między Mediolanem a Wenecją. Mały kraik, podobnie jak wszystkie inne leżące na ówczesnym Półwyspie Apenińskim drży o swą niepodległość – wszelkie sojusze i okresy względnego pokoju są ulotne i niestabilne. Republika znalazła sposób na utrzymanie przynajmniej spokoju wewnętrznego – wszelkie spory między magnatami, politycznymi frakcjami i rodami rozwiązywane są na zasadzie honorowych pojedynków, które toczą w imieniu interesantów specjalnie wyszkoleni ludzie. „Pojedynkowicze” Republiki wywodzą się z dwóch konkurencyjnych Akademii funkcjonujących według sztywnego kodeksu honorowego.