Graymalkin Lane 90210
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Był Mark Millar, był Brian Michael Bendis, nadchodzi Brian K. Vaughan. Piąty tom „Ultimate X-Men” zawiera dwanaście odcinków z samego środka serii – nieco inne niż te poprzedników, ale w taki sam sposób przepisujące na nowo stary, mainstreamowy świat mutantów Marvela.
W dzisiejszym albumie znajdziemy trzy czteroczęściowe opowieści wydane między czerwcem 2004 a majem 2005 roku – wszystkie napisał autor „Ex Machiny”, ale narysowało je trzech różnych rysowników. „The Tempest” z grafikami Brandona Petersona rozpoczyna się w miejscu, w którym pożegnaliśmy Bendisa. Razem z nim odszedł jeden z członków drużyny – śmierć Bestii położyła się cieniem na Instytucie Charlesa Xaviera i przyspieszyła proces dorastania jej rezydentów. Na domiar złego w Nowym Jorku pojawia się groźny zabójca mutantów, likwidujący ich jednego po drugim według sobie tylko znanego klucza. Drużyna X-Men musi go powstrzymać, choć po ostatnich wydarzeniach trudno o jedność w zespole. Vaughan od samego początku odważnie reinterpretuje starych wrogów mutantów i proponuje ich nowe, bardzo interesujące wersje. Takiej wersji Mistera Sinistera chyba nikt się nie spodziewał.


