Dziewczyny, rakiety i potwory
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
„Ballada o Halo Jones” to „wczesny Alan Moore”, czyli dzieło odważnego i obiecującego scenarzysty z Wielkiej Brytanii sprzed ponad czterdziestu lat. Oto – jak piszą krytycy – jeden z najlepszych, niedokończonych komiksów w historii, który chyba właśnie z tego powodu został doceniony i zapamiętany (zwłaszcza że kończy się w najlepszym momencie). Dziś udamy się w przyszłość do roku 4949.
W 1984 roku Alan Moore miał trzydzieści jeden lat, a jego kariera nabierała tempa. Zauważono go już za oceanem – właśnie podpisał kontrakt z DC Comics i rozpoczął rewolucję w „Potworze z Bagien”, a za chwilę stanie na czele brytyjskiej inwazji komiksowej na Stany Zjednoczone. Nadal jednak pisze regularnie dla kultowych, brytyjskich magazynów komiksowych. Jego najsłynniejszymi projektami tych czasów były „V jak Vendetta” i „Miracleman” dla „Warriora” oraz „Future Shock” dla „2000 A.D.”. Ten drugi wydano w Polsce tylko raz. „Kompletny szok przyszłości” wyszedł w 2016 roku za sprawą Studia Lain, tradycyjnie w mikroskopijnym, sprzedającym się na pniu nakładzie. Nieco wcześniej Studio Lain wydało omawianą dziś „Balladę o Halo Jones” w czerni i bieli – zbiór ponad trzydziestu pięciostronicowych historii o pewnej dziewczynie z przyszłości, którą Alan Moore wymyślił w roku 1984 i razem z Ianem Gibsonem wprowadził do „2000 A.D.”.
