Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Małecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakub Małecki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 maja 2018

Rdza

Ludzie z poczekalni

Można powiedzieć, że „Rdza” to coś, co czytałem już kilka razy wcześniej – ale i tak jestem bardziej niż zadowolony. Oczywiście, takiego uderzenia jak w „W odbiciu” nie było, ja po prostu już wiem, czego się po prozie Małeckiego spodziewać. Po drodze mamy jeszcze chociażby świetny „Dygot” i całkiem niezłe, przywołujące narracyjne zagrania Alejandro Gonzalesa Iñárritu, „Ślady”. Autor nie wychodzi za bardzo poza swoje schematy i „Rdza” nie zaskakuje. Ale nie ma to znaczenia – jest to bardzo dobra powieść, która ma jeszcze jeden niezaprzeczalny atut. Chyba najbardziej z wszystkich dotychczasowych powieści Małeckiego, gra na emocjach i szarpie wnętrzności. I nie robi tego tylko dla  taniego efektu, nie jest według mnie na to obliczona.

W 2002 roku, siedmioletni Szymek jest na wakacjach w Chojnach u babci Tosi. Jego rodzice pojechali na koncert i mają lada chwila wrócić. Mały Szymek bardzo ich kocha, ma ułożone życie w dużym mieście, kolegów, komiksy i fajne dzieciństwo. Czeka na rodziców z utęsknieniem potęgowanym dodatkowo faktem, że obiecali mu przywieźć najnowszy numer Asteriksa. I co?

środa, 14 grudnia 2016

Ślady


Dziewiętnaście żyć, dziewiętnaście prywatnych światów i dziewiętnaście orbit po których toczą się wewnętrzne, osobiste planety. Czasem te orbity się przecinają, czasem się urywają, bo przecież końców świata codziennie jest bardzo wiele. I mimo tego, że świat się kończy to trwa dalej. Dla innych. Dla każdego z osobna. Bo każdy z bohaterów Śladów jest potwornie samotny w otaczającym go świecie. I smutny.

Małecki nie wyłamuje się ze swojego schematu, który narzucił sobie mniej więcej od W odbiciu. To ta sama tematyka, zaduma nad życiem, jego celem, pojedynczymi scenariuszami ludzkich egzystencji, splecionymi we wzajemnym uścisku jak w filmowej „trylogii śmierci” Inarritu. Mozaika tych wzajemnych splotów i jej ekspozycja nie jest jednak ukierunkowana na studium wzajemnego oddziaływania i następujących potem konsekwencji (na czym skupia się wspomniany meksykański reżyser). To raczej próba sprowadzenia przedstawianych historii na poziom percepcji czytelnika, w stylu „wyjrzyj za okno, to o czym czytasz właśnie komuś się przytrafia”. Historie zwykłych, szarych ludzi mają dzięki temu wypłynąć z kartek książki i pojawić się obok nas podczas czytania. I to działa dobrze, papierowi bohaterowie nabierają trzeciego wymiaru i swoistego rysu realności.