Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 kwietnia 2019

Za sprawą nocy

Chcę być

Robert Neville, bohater „Jestem legendą” Richarda Mathesona, jedyny ocalały z ogólnoświatowej pandemii, za dnia krąży po opustoszałym mieście, a w nocy barykaduje się w mieszkaniu. Po zachodzie słońca zaczyna się horror – ludzie, zamienieni przez wirusa w wampiry, wychodzą na żer. Neville każdej nocy walczy o życie. Bardzo podobna sytuacja ma miejsce w powieści austriackiego pisarza, Thomasa Glavinica – „Za sprawą nocy”. Są jednak dwie różnice – największym wrogiem głównego bohatera nie są wampiry, lecz on sam, a walka nie toczy się o życie, lecz o bycie.

Jonasz, trzydziestokilkuletni mieszkaniec Wiednia, specjalista od wystroju wnętrz, budzi się czwartego lipca w swoim mieszkaniu. Niby dzień jak co dzień. Jego ukochana Maria nie odbiera telefonu – ok, może wyjechała bez słowa do siostry w Szkocji. Ale właściwie to do nikogo nie można się dodzwonić, w telewizorze tylko biały szum, radio nie działa, internetu nie ma. Na ulicach Wiednia pustki, nie ma ani jednego człowieka, ani jednego ptaka – nagle, jednej nocy, zniknęło całe życie a Jonasz został ostatnim człowiekiem na Ziemi. Tak, na całej Ziemi – bohater jeździ po kraju w poszukiwaniu innych ludzi. Szuka też za granicą, zostawiając wszędzie kartki ze swoim nazwiskiem i datą pobytu. Nic, wszędzie cisza – w domach brak śladów jakiejkolwiek ewakuacji. Świat wygląda jak jeden z tych słynnych, nawiedzonych statków, z których znika załoga i zostaje stół zastawiony do kolacji. Amerykański Dzień Niepodległości staje się początkiem niechcianej niepodległości Jonasza – względem ludzi, świata i co najgorsza, względem siebie.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Golem


Źle podszedłem do lektury Golema. Zwiedziony niewytłumaczalnym w sumie przeświadczeniem, że będę miał do czynienia z klasyczną powieścią grozy sprzed kilkudziesięciu lat, oczekiwałem podobnych doznań jak w przypadku Lovecrafta, Poego, Chambersa. A to trochę inna historia i trochę inny rodzaj grozy.

W przypadku Golema trudno w ogóle mówić o grozie jako takiej. To raczej niepokój i ciągłe doświadczanie odrealnienia świata przedstawionego, dokładnie takie jakie czujemy podczas czytania Procesu Kafki czy Sklepów Cynamonowych Schulza. Bo do tej dwójki jest Meyrinkowi zdecydowanie najbliżej (albo raczej to tej dwójce jest blisko do Meyrinka, bo Golem został wydany kilkanaście lat wcześniej – dokładnie w 1915 roku).

Główny bohater Golema, Atanazy Pernath, wycinacz kamieni i artysta-jubiler, żyje na przełomie wieków w Pradze. Jego życie to nieustanne kwestionowanie realności otaczającego go świata, powątpiewanie w świadectwo zmysłów, niewytłumaczalna groza dopadająca go w najmniej oczekiwanych momentach i paraliżująca na długie godziny. Pewnego wieczoru odwiedza go tajemniczy, na poły wyimaginowany gość, który zostawia mu żydowską Księgę Ibbur – w tym momencie Pernath wchodzi na ścieżkę, która przywiedzie go na skraj szaleństwa.