Świat nie należy do niewinnych
Recenzja powstała przy współpracy z portalem Esensja i została tam pierwotnie zamieszczona.
Pora wrócić do zdewastowanego świata przyszłości, w którym nie istnieją żadne normy społeczne i moralne. Istniały, dopóki człowiek nie doprowadził do apokalipsy. Teraz gdy morza i oceany najprawdopodobniej zniknęły całkowicie, a ponad dziewięćdziesiąt procent populacji umiera z głodu i pragnienia, na świecie króluje przemoc i śmierć. Drugi zbiorczy tom „Wód Morteluny” opowiada dalsze dzieje ludzi skazanych na egzystencję w rzeczywistości z koszmaru. I jest to bardziej dosłowne określenie, niż moglibyśmy się spodziewać.
Morteluna to Paryż przyszłości. Akcja pierwszego tomu, zawierającego połowę całej historii, toczyła się mniej więcej w dwudziestym drugim wieku. Książę Morteluny, okrutny Jerome został przepędzony z pałacu przez swego wroga – jeszcze potworniejszego Diuka Malika. Razem ze swoim wiernym sługą karłem Goliatem, ukochaną Violhaine, jej tajemniczym bratem Nicolasem i starym naukowcem Barnabą ucieka przez postapokaliptyczne pustkowia krainy dawniej nazywanej Francją. Diuk Malik, pozostający na jego usługach android Kali i zgraja zwyrodnialców podążają tropem księcia. Świat Morteluny jest miejscem przerażającym, panuje tu gwałt, przemoc i okrucieństwo każdego możliwego rodzaju. Pory roku nie istnieją, jest wiecznie ciemno i zimno, większość flory i fauny wymarła, a z nieba padają kwaśne deszcze. Pierwszy tom „Wód Morteluny” kończy się z hukiem – śmierć zbiera wielkie żniwo, wiara w człowieka zanika, nadzieja na lepsze jutro umiera, a miłości nigdy nie było. Ale jest też czytelnicza konsternacja, bo wreszcie okazało się, co potrafi Nicolas – ostatnie strony zapowiadają pewną zmianę zasad gry.

